Prawie 200 stopni

130, 150.  Schody są tak wąskie, że ruch odbywa się tylko w jedną stronę. Cierpiący na klaustrofobię raczej nie czuliby się tu komfortowo. Przystanek na złapanie oddechu, dzwonnica – oglądamy dwa dzwony, pozostałe cztery mieszczą się na niższym poziomie, nieudostępnianym zwiedzającym.  Jeszcze tylko kilka stopni i 197. I wreszcie widok z wieży! Imponujacy. Budapeszt widziany z miejsca do niedawna jeszcze niedostępnego dla turystów. Teraz wreszcie z innej  perspektywy można obejrzeć charakterystyczny kolorowy dach neogotyckiego kościoła Macieja pokryty dachówkami Zsolnaya, Basztę Rybacką i plac św. Trójcy.

Koronkowa, biała wieża kościoła Macieja to jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli Budapesztu. Jej wysokość licząc od posadzki kościoła wynosi 78.16 m, a od poziomu ulicy 76.57 m. Wieża została odbudowana na wzór tej z czasów króla Macieja – autorem rekonstrukcji z 1894 roku był Frigyes Schulek. Jedynie ozdobne zwieńczenie i galeria zostały zaprojektowane przez samego architekta.

Pierwszy kościół zbudowano w tym miejscu w drugiej połowie XIII w za panowania Beli IV, jednak z tego okresu nie zachował się żaden jego obraz. Już po przebudowie, w 1384 roku, w czasie mszy wieża dzwonnicza zawaliła się i nie odbudowywano jej przez kolejne 90 lat. Kościół w takim stanie pokazuje drzeworyt z kroniki Hartmanna-Schedela z 1470 roku. Król Maciej, mocno związany ze świątynią, odbudował wieżę, umieszczając na wysokości trzeciego piętra swój herb. Figuruje na nim data ukończenia odbudowy – 1470 rok. Kopię herbu umieścił na wieży Schulek w czasie XIX wiecznej rekonstrukcji, a jego oryginał trafił do wnętrza kościoła, na ścianę przylegającą do wieży, gdzie strzeże go dwóch „czarnych żołnierzy” namalowanych przez Bertalana Szekelya, nawiązujących do słynnej Czarnej Armii króla Macieja (Fekete Sereg).

W czasie prawie 150-letniego panowania tureckiego w Budzie (1541-1683) kościół funkcjonował jako meczet, a na wieżę pięć razy dziennie wspinał się muezin, by wzywać wiernych na modlitwę. Brakuje źródeł z czasów średniowiecza i okupacji tureckiej, które mówiłyby coś o dzwonach. Najwcześniejsza wzmianka dotyczy Wielkanocy 1723 roku, kiedy w czasie siedmiodniowego pożaru, który strawił wtedy Budę, dzwony z wieży Macieja stopiły się. Na ich miejsce jeszcze w tym samym roku odlano dzwon Trójcy Świętej, który przetrwał do dziś i jest najstarszym dzwonem wieży. W czasie II wojny światowej wieża została mocno uszkodzona, odbudowa zakończyła się w marcu 1956 roku. Z tego roku pochodziły widoczne jeszcze do 2008 roku uszkodzenia powstałe w czasie węgierskiego powstania.

Przez wiele lat tylko osoby uprzywilejowane i kościelne VIPy mogły tu wejść. A przecież początek tej galerii był prozaicznie użytkowy – w latach 1897–1911 na wieży służbę pełnili strażacy alarmując o zagrożeniach pożarowych aż do czasu, gdy ich zadanie stało się niepotrzebne na skutek popularyzacji telefonów.

Ale przede wszystkim to dom drugich najważniejszych dzwonów kraju, po tych z Bazyliki św. Stefana. Jak już wspomniałam, w wieży znajduje się  6 dzwonów, z których najmniejszy waży 110 kg, a najcięższy 4,4 tony. Dwa z nich można oglądać w czasie wizyty na wieży. Dzwon Chrystusowy (Krisztus-harang) – drugi co do wielkości w Budapeszcie, 6 na Węgrzech. Obecnie waży on 4,4 tony (197 cm średnicy u podstawy na 145 cm wysokości) i zastąpił większy (5,9 tony) dzwon o tej samej nazwie, który niestety podzielił los wielu zabytków sztuki ludwisarskiej i odlewniczej w czasie II wojny światowej – przetopiony na cele wojenne.

Drugi dzwon, który mogą zobaczyć turyści jest znacznie skromniejszy. Ba, są większe od niego w tej samej wieży – waży „zaledwie”  1,6 tony i jest niewątpliwie ważny dla Polaków – gdyż nosi nazwę Jana Pawła II. Ważny jest on również i dla samych Węgrów, bo upamiętnia wielkie wydarzenie, gdy Papież pobłogosławił symbol państwa węgierskiego, koronę świętego Stefana. Dzwon ten bije na wieży najczęściej, wzywając na większość nabożeństw.

Warto wspomnieć, że odlano je głównie dzięki wsparciu z funduszy norweskich, jakże głośnych w swoim czasie – jak widać, UE nie tylko rogami straszy i siarką zieje. Dzwony zostały odlane lub odnowione w niemieckim Passau przez Rudolfa Pernera, który dodatkowo, jako dar, odlał najmniejszy, ale jakże sympatyczny dzwon Św. Malgorzaty, który zastąpił ten zwrócony kościołowi parafialnemu na Csepelu. Co dziwne, węgierscy ludwisarze nawet nie stanęli do przetargu.

Wróćmy jednak do samej wieży. Należy pamiętać, że w Budapeszcie nie ma wielu wysokich budynków i nad miastem górują wieże kościołów. Po stronie Pesztu jest to bazylika św. Stefana (96 m) oraz wieża kościoła św. Władysława na Kobanya (83 m), choć widok z nich trudno porównywać ze względu na położenie w innej części miasta.

Samo jednak Wzgórze Zamkowe pełne jest lepszych i gorszych miejsc, rywalizujących ze sobą o tytuł tego z najcharakterystyczniejszym widokiem Budapesztu, co możecie zobaczyć choćby w nagłówku mojego bloga. Oczywiście trudno będzie rozsądzić ten spór więc to nowe miejsce widokowe na wieży może przebić się siłą argumentu, że jest najwyżej położone na Wzgórzu Zamkowym – wieża ma „raptem” 76.5 metra, punkt widokowy znajduje się „zaledwie” na 47 metrze jej wysokości, ale trzeba doliczyć Wzgórze Zamkowe wznoszące się na wysokość 175 metrów n.p.m. Tak więc jedynym „konkurentem” w okolicy pozostaje Góra Gellerta, którą zresztą widać stąd po prostu wspaniale. Ci, którzy będą w Budapeszcie po raz pierwszy i choćby z uwagi na ograniczenia czasowe muszą wybrać jedno miejsce widokowe, z pewnością nadal powinni pozostać przy Górze Gellerta. Jeżeli macie jednak więcej czasu, to naprawdę warto pokonać te prawie 200 stopni.

Na wieżę można wejść codziennie o pełnej godzinie między 10.00-17.00 (nie ma windy), bilet kosztuje 1400 Ft, maksymalna wielkość grupy to 15 osób. Aktualne informacje o biletach i dostępnych zniżkach tu.

Zapowiedzi 20.11.2015

Listopad w Villány upływa pod znakiem cabernet franc. W ten weekend można spróbować oferty 15 winnic z regionu Villany i co ciekawe przyjrzeć się starciu tej węgierskiej potęgi z ich francuskimi gośćmi, którymi w tym roku będą wina znad Loary. Zapowiada się ciekawa rywalizacja.

fot. Kiss Bajdik Judit

20-22 listopada: Borkorcsolya napok – na gastronomiczno-winną ucztę zapraszają trzy miejscowości położone w Dolinie Wód Leczniczych: Egerszalók, Demjén i Egerszólát. Specjalną ofertę mają dla gości restauracje, winnice i kąpieliska (Saliris w Egerszalók proponuje w tych dniach specjalne ceremonie w saunarium a do biletu wstępu dołącza kupony borkorcsolya na wino i przekąski; z kolei kąpielisko Demjen czynne ma być również w nocy). Przy okazji: słowo borkorcsolya oznacza dania i przekąski do wina, które mają podkreślić i uzupełnić jego smak. W winiarstwie pierwotne znaczenie tego słowa to legary do przetaczania beczek z winem.

W sobotę o 14.00 w Mórahalom na południu kraju rusza II. Mórahalmi Pálinkaverseny és Tepertőfesztivál czyli festiwal na którym nie zabraknie palinki i skwarków wszelakich (drobiowych, gęsich, wieprzowych, z mangalicy). Chociaż mnie do skwarków bardziej pasuje piwo i świeża papryka. Węgrzy muszą je darzyć naprawdę wielkim uczuciem skoro wymyślili nawet czekoladę ze skwarkami :)

A skoro o słodyczach mowa to:

sutemeny es torta fesztival

21-22 list: Sütemény és Tortafesztivál – festiwal słodkości w Millenaris. Obok tradycyjnych węgierskich ciast, tortów i słodyczy pojawią się słodkości włoskie i francuskie, pyszne makaroniki, tartaletki, a także modne cupcake, brownie, czy cake pops. W ofercie zaproszonych na festiwal cukierników będą również pyszności nie zawierające cukru, glutenu albo laktozy. Rok temu festiwal odwiedziło 7 tys. gości, a swoją ofertę prezentowało 40 krajowych cukierni. W tegorocznym konkursie na najpiękniejszy tort tematem przewodnim będzie cyrk, w zeszłym roku cukierników inspirowała Alicja w krainie czarów. Powstały wtedy takie dzieła sztuki cukierniczej jak to poniżej. Wstęp: dorośli 2200 Ft, studenci i emeryci 1500 Ft, dzieci do 6 lat bezpłatnie, rodzinny (2+2) 6000 Ft.

sutnicake1

W sobotę warto zajrzeć na Ráday utca, gdzie w godz. 15.00-23.00 trwać będzie festiwal grzanego wina przy dźwiękach gitary – w licznych knajpkach posłuchamy jazzu, klasyki, bluesa, a w namiocie open mic (otwarty mikrofon) wystąpić będzie mógł każdy z publiczności więc jeśli czujesz bluesa ruszaj na Raday, być może tu rozpocznie się Twoja światowa muzyczna kariera.

Ruszają już świąteczne jarmarki. To pomysł nie tylko na prezenty na stosunkowo odległe jeszcze święta Bożego Narodzenia, ale również na jak najbardziej aktualnego Mikołaja. Jak co roku przyciągają one rzesze budapeszteńczyków i turystów. Największy to ten na placu Vörösmartyego, który zaliczany jest do 10 najpiękniejszych w Europie. Bardziej spokojną atmosferę znajdziemy przed bazyliką św. Stefana, gdzie oprócz świątecznych stoisk zimowy klimat tworzy działające w tym miejscu lodowisko (start za tydzień).  Z tych większych warto wymienić jeszcze zimowy festiwal w Parku Ratuszowym (Városháza Park nieopodal placu Deáka) z programami dla całych rodzin, wieczornym muzykowaniem i największą choinką w mieście.

Polak na Węgrzech

Uwaga! Do 30 listopada można zgłaszać swój udział w projekcie Polak na Węgrzech. Szczegóły poniżej:

Stowarzyszenie Kulturalne Polonia Nova pragnie zaprosić Cię do udziału w międzynarodowym projekcie, realizowanym w ramach projektu Erasmus+ : „Polak na Węgrzech – diagnoza potrzeb i oczekiwań młodych Polaków”. Projekt ma na celu wzbogacić oraz dostosować programy kulturalne i towarzyskie oferowane przez organizacje polskie i polonijne na Węgrzech, w taki sposób, by jak najlepiej odpowiadał on oczekiwaniom i potrzebom młodych Polaków. Chcemy też bliżej przyjrzeć się temu, jaka jest potrzeba, co do intensywności i formy kontaktu z polskością młodych Polaków przebywających za granicą. Zapraszamy Cię do rozmowy, podzielenia się spostrzeżeniami i opinią na wspomniane tematy.

O projekcie:
Do kogo jest skierowany? Do osób posiadających obywatelstwo lub pochodzenie polskie, w wieku 18-35 lat, zamieszkujących Węgry od przynajmniej 1 roku.

Na czym polega? Na zebraniu opinii Polaków rezydujących na Węgrzech na temat kierowanego do nich programu kulturalno-rozrywkowego. Uczestników projektu zapraszamy do podzielenia się swoim zdaniem i doświadczeniem w trakcie rozmów prowadzonych z koordynatorami projektu.

Jak zgłosić się do udziału? Prosimy o wysłanie zgłoszenia i umówienie się na rozmowę z koordynatorem drogą e-mailową na adres polaknawegrzech@gmail.com w terminie 13-30.11.2015 roku. Chętnie odpowiemy na wszelkie Twoje pytania. Zachęcamy do przekazania informacji o projekcie wszystkim znajomym, którzy mogą być zainteresowani udziałem w nim.

Realizatorzy projektu zapewniają pełną anonimowość uczestnikom.

Dodatkowe informacje: Projekt jest realizowany w ramach inicjatywy „Liderzy w organizacji mniejszościowej” i jest finansowany przez Unię Europejską, w ramach programu „Erasmus +”.Projekt stanowi międzynarodowe badanie, w  którym biorą udział organizacje z Islandii (ProjektPolska.is), Polski (Fundacja Szkoła Liderów), Szkocji (Polish Cultural Festival Association) oraz Węgier (Stowarzyszenie Kulturalne Polonia Nova).

Więcej informacji na stronie polonianova.hu oraz Facebooku.

Liczymy na Twoją pomoc!

Pozdrawiamy
Zespół projektu „Polak na Węgrzech”

Reklama Unicum

Nie zżymajcie się na mnie za kolejną reklamę alkoholu, ale nie da się ukryć, że są one tutaj po prostu dobre. Samo Unicum to klasyk węgierskiej branży reklamowej, a ich najnowsza reklama niewątpliwie znajdzie sobie poczesne miejsce wśród wcześniejszych reklamowych dokonań Zwacka.

Warto również obejrzeć jej poprzedniczki. Po prostu esencja węgierskości.

Tajemnice krypty franciszkanów

Dziedziniec na tyłach kościoła franciszkanów, zagłębie sklepików z dewocjonaliami, senne puste podwórko. Nikt nie przypuszczałby, że niepozorne drzwi w głębi to wejście do podziemnego świata zmarłych. Wąskie schody prowadzą nas w dół do obszernej krypty. Na dole widać pozostałości murów XIII wiecznej świątyni, na której miejscu w latach 1727-43 zbudowano dzisiejszy barokowy kościół franciszkanów.

Mało kto wie, że jest to miejsce pierwszego pochówku hrabiego Lajosa Batthyánya, premiera niezależnego rządu węgierskiego w czasie Wiosny Ludów. To tutaj po egzekucji 6 października 1849 roku przewieziono w tajemnicy jego ciało. Batthyánya stracono na terenie koszar wojskowych (tzw. Újépület) zajmujących teren dzisiejszego placu Wolności. Stamtąd ciało trafiło do szpitala Rocha (Rókus kórház), gdzie zgłosił się po nie proboszcz z dzielnicy Józsefváros, Antal Szántófy, który chciał przewieźć je do kościoła franciszkanów. Władze szpitala początkowo nie wyrażały zgody na wydanie ciała, gdyż Austriacy zarządzili, by Batthyánya pochowano w nieoznaczonym miejscu na cmentarzu komunalnym poza miastem. Proboszcz udał się więc na cmentarz w Józsefváros, wykopano grób, ale gdy wóz z ciałem dotarł na miejsce, ksiądz nakazał woźnicy zawrócić pod pozorem, że grób nie jest jeszcze wystarczająco głęboki. Był wieczór, celnikowi przy bramie miejskiej nie chciało się już sprawdzać wozu i tak pod osłoną nocy trumna trafiła z powrotem do miasta, do krypty kościoła franciszkanów. Zakonnik Agáp Dank umieścił ją w nieoznakowanej wnęce trumiennej, tablicę nagrobną odwracając do wewnątrz, tak by ukryć ją przed oczami Austriaków.

Ciało bohatera spoczywało tu w latach 1849-1870 i poza kilkoma franciszkanami i członkami rodziny nikt nie znał tajemnicy krypty. Zachowała się kamienna tablica, która zamykała wnękę trumienną, a na niej inicjały G.B.L. (Gróf Batthyány Lajos) i data śmierci. Została ona wmurowana od wewnętrznej strony wnęki, tak jak wtedy, gdy spoczywało tu ciało premiera. W 1870 roku szczątki zostały przeniesione na cmentarz Kerepesi, gdzie w czasie ponownego pogrzebu premiera Batthyánya żegnał stutysięczny tłum rodaków. Wkrótce wzniesiono tam mauzoleum.

Kiedyś wejście do krypty prowadziło z nawy głównej, w miejscu gdzie dziś stoi ołtarz. Zmarłych chowano tu w latach 1797-1892. W czasie II wojny światowej wnęki grobowe zostały uszkodzone przez Rosjan, liczących zapewne na bogate łupy, pootwierano trumny, porozrzucano kości zmarłych. Od tamtego czasu, przez dziesięciolecia nikt tam nie zaglądał. Dopiero kilka lat temu przeprowadzono prace renowacyjne i podziemia  udostępniono zwiedzającym.

Pod ziemią jest zaskakująco jasno, w ramach remontu zamontowano nowoczesne oświetlenie. Gdzieś nade mną ulica Kossuth Lajos z setkami przetaczających się aut. Tu cisza grobowa. Po obu stronach w ścianach jedna nad drugą znajdują się rzędy wnęk, w których spoczywają urny i trumny, pośrodku zostawiono kilka lepiej zachowanych, widać kości zmarłych – jak to zazwyczaj w tego typu grobowcach. Dość dobrze zachowały się kamienne płyty i tablice nagrobne, dlatego nie było większego problemu z ich restauracją. Odczytuję nazwiska i daty śmierci. Większość z połowy XIX w. Te katakumby to miejsce spoczynku ok. 50 donatorów i nobliwych obywateli węgierskich, ale moją uwagę zwraca jedno nazwisko i napis po polsku: TU LEŻY WIKTOR NAŁĘCZ MALSKI MAJOR WOYSK POLSKICH ZMARŁY W PESZCIE 4 PAŹDZIERNIKA 1844 R. W 48 ROKU ŻYCIA

***

Wuj Wiktor Malski, dawny oficer artylerii, człowiek wykształcony, dobry rysownik, malarz, myśliwy, który czterokonną bryczką odbył podróż przez całą Europę, otwierał przed chłopcem horyzonty na wielkie gościńce. I dalej: w Romanowie wuj Wiktor Malski rozczytywał się z upodobaniem w Byronie oraz w Walterze Scottcie.

Informacje o Wiktorze Malskim, który był wujem Józefa Ignacego Karaszewskiego znalazłam m.in. na stronie muzeum Kraszewskiego w Romanowie. To tam, w majątku rodzinnym swojej matki pisarz spędził kilka pierwszych lat życia, wychowywany przez prababkę Konstancję Nowomiejską z Morochowskich i babkę Annę Malską. Dzieciństwo spędzone w tym domu, pełnym książek, dyskusji o kraju i o świecie, a także towarzystwo wuja Wiktora Malskiego, człowieka światłego, o duszy artysty, który rozbudził w młodym Kraszewskim zainteresowanie powieścią historyczną, musiało mieć wielki wpływ na późniejszą twórczość autora Starej baśni.

W książce autorstwa Piotra Chmielowskiego z 1888 r. pt. Józef Ignacy Kraszewski: zarys historyczno-literacki natknęłam się na taki fragment o Wiktorze:

W wielkiej sali, która wspólną była dwom babek mieszkaniom i leżała w pośrodku domu, zbierano się zwykle przy okrągłym stoliku. Przynoszono doskonale bery i jabłka tyrolskie, ale istotnym celem było czytanie głośne. Dziadek zazwyczaj milczący, siadał na kanapie, albo przechadzał się powoli i cicho, stając niekiedy i przysłuchując się bacznie — babka czytała, robiąc pończochę. Aż do łez przejęła wszystkich mowa Jana Kazimierza przy abdykacyich. Cisza panowała w salonie, a straszna przepowiednia zbolałego króla rozlegała się po nim jak głos z grobu. Babka była drugą nauczycielką młodziutkiego wnuka, ona go nauczyła pisać po polsku i po francusku, ona go przygotowała do szkół.

Obok tych osób na umysł młodociany Józia wpływał także silnie wuj Wiktor Malski, który zastępował wprawdzie ojca w gospodarstwie, ale na rolnika stworzonym wcale nie był: „lubił literaturę, zajmował się sztuką, rysował i malował bardzo ładnie, odbył nawet do Włoch podróż artystyczną. Książka- sztuka, myślistwo były mu najulubieńszym zajęciem. Z wojska i lepszego towarzystwa warszawskiego wyniósł upodobania i nałogi, którym w Romanowie trudno było zadość uczynić. Myślistwo wszelkiego rodzaju było utrzymywane z troskliwością wielką i znajomością rzeczy. Polowano na wszelki możliwy sposób, nawet z sokołami, które noszono i hodowano, z chartami, gończemi, jamnikami, wyżłami itp. Obok tego literatura włoska i angielska, nie mówiąc już o francuskim chlebie powszednim, wuja Wiktora zajmowały żywo; były pokarmem codziennym. Czytano bardzo wiele, pewnie więcej w jednym Romanowie niż w całej okolicy.

Znajomość języka angielskiego, odbycie tzw. włoskiej podróży świadczy o tym, że Wiktor Malski otrzymał najlepsze arystokratyczne wykształcenie w swoich czasach i aspirował do bycia członkiem ówczesnych elit, na miarę Czartoryskich czy Potockich. Wg. tablicy grobowej zmarł w roku 1844 w wieku 48 lat, choć natknęłam się też na inne źródło podające datę 1845, ale na pewno chodzi o tę samą osobę. Zastanawiam się w jakich okolicznościach trafił na Węgry, jak potoczyły się jego losy po opuszczeniu kraju? Wiadomo, że był oficerem, ponoć dobrym malarzem. Czy jego kariera została złamana powstaniem listopadowym? Intrygująca postać. Jeżeli znacie jakieś źródła, które mówią o nim coś więcej, to podzielcie się proszę.

Kościół franciszkanów: V dzielnica, Ferenciek tere 9
Krypta: wejście od ul. Kossuth Lajos 1 (brama pomiędzy księgarnią Św. Stefana a sklepem z dewocjonaliami, wejście znajduje się po prawej stronie).

Pociąg do Polski

Drugie Węgry, Polityczne trzęsienie ziemi, Oszałamiający sukces konserwatystów – tak zareagowała węgierska prasa na wynik wyborów parlamentarnych w Polsce. Przede wszystkim mówi się nad Dunajem o tym, że jedna partia jest teraz w stanie samodzielnie utworzyć rząd, że do Sejmu wchodzą dwa istniejące zaledwie kilka miesięcy ugrupowania i wreszcie, że tradycyjna lewica nie będzie miała swojej reprezentacji.

Po pierwszych komentarzach pojawiają się pytania jakie wnioski powinni wyciągnąć dla siebie Węgrzy po „warszawskiej lekcji”. Takie podejście może bardzo dziwić w Polsce, gdzie jednym z haseł zwycięskiej partii stała się idea robienia Budapesztu w Warszawie, a orbanowskie pomysły ekonomiczne mają być wprowadzane w życie (np. opodatkowanie banków czy dużych sieci handlowych) już od stycznia.

Skąd więc ten pociąg do śledzenia polskiej sceny politycznej? Od lat polskie wybory są na Węgrzech obserwowane z uwagą, bo powszechne jest określenie „varsói gyors” – warszawski ekspres, które przywołuje się tu zawsze po naszych wyborach, zastanawiając się czy zmiany podobne do tych, które następują w Polsce dotrą za jakiś czas na Węgry. Tak było np. w 1993 roku, kiedy władzę w Polsce przejęli postkomuniści, a w 1994 roku czyli z niewielkim przesunięciem w czasie to samo stało się na Węgrzech, albo gdy polska lewica ulegała rozdrobnieniu i stopniowej marginalizacji, to nikt nie przypuszczał, że po kilku latach jej los podzielą węgierscy postkomuniści.

Takie szablonowe podejście do pytania o wnioski, jakie Węgrzy mogą wyciągnąć dla siebie z warszawskiej lekcji wydaje się tym razem mocno nietrafione. PiS to nie Jobbik, a Fidesz to nie Platforma. Niby Fideszowi bliżej do PiSu z ich kombinacją lewicowego programu gospodarczego i haseł konserwatywno-nacjonalistycznych, ale różnice nie dotyczą jedynie postrzegania Rosji, jak to się niektórym wydaje – Fidesz nie jest obciążony takim ideologicznym balastem jak zwycięski PiS (a w zasadzie zwycięska koalicja prawicowych partii). Orban nie spotkał się z wewnątrzpartyjnym sprzeciwem dla odejścia od dogmatu jakim była np. antyrosyjskość. Gdyby coś takiego zdarzyło się w PiSie to zaraz mielibyśmy wysyp partyjek  prawicowych jak w latach  90.

Pomimo to węgierscy komentatorzy dostrzegają sporo analogii i próbują na podstawie polskich wyborów przewidzieć jak będzie wyglądała ich scena polityczna w 2018 roku, kiedy to na Węgrzech odbędą się wybory parlamentarne. Przykładowo jeden z dziennikarzy liberalnego portalu Index formułuje siedem takich wniosków, cyt.:

1. Przeciwnikiem prawicy niekoniecznie musi być lewica. W Środkowej Europie jak najbardziej realny scenariusz to dwie partie prawicowe walczące o władzę. Wielki znak zapytania czy w 2018 roku największym konkurentem Fideszu będzie lewica (MSZP ze swoimi koalicjantami) czy raczej radykalna prawica (Jobbik).
2. Pogrzebano tradycyjną lewicę. To może być ostrzeżenie dla MSZP.
3. Zielone światło dla nowych partii. Polacy byli głodni nowych twarzy, idei, nowego podejścia do polityki (Kukiz). Wystarczyła znana twarz by osiągnąć polityczny sukces.
4. Znamię korupcji może łatwo zmieść ze sceny cały rząd. Wystarczy jeden poważniejszy skandal by rząd stracił popularność i nawet obiecujące wskaźniki ekonomiczne nie będą w stanie jej przywrócić. Nie dziwi zatem, że Jobbik od lat prowadzi kampanię właśnie w oparciu o temat korupcji.
5. Dobre wskaźniki nie mają znaczenia jeśli ludzie nie odczuwają ich na własnej skórze. Doskonale rozumiał to Fidesz, który nieprzypadkowo w kampanii przed wyborami 2014 zastosował obniżenie podstawowych opłat jako łatwych do zidentyfikowania w codziennym życiu (szczególnie gdy ma się to wytłuszczone i pokolorowane na blankiecie wpłaty).
6. W kampanii obecna była kwestia uchodźców. Choć ich samych w Polsce nie ma, to temat bardzo interesuje wyborców. Sygnał dla węgierskich polityków, że kwestia może być nadal istotna, pomimo zamkniecia granicy i ograniczenia napływu emigrantów.
7. Dwa kroki wstecz dają w efekcie jeden krok naprzód. Kaczyński stał się najbardziej wpływową osobą w państwie, mimo że najprawdopodobniej formalnie nie będzie pełnił żadnej funkcji publicznej. Ruch Kaczyńskiego jest pouczający, bo pokazuje w praktyce, że nikogo nie wolno lekceważyć, bez względu na skalę jego negatywnego postrzegania. Wyborcy potrafią docenić takie czasowe wycofanie się, nawet jeśli dotyczy ono wyłącznie sceny politycznej, a nie tego co dzieje się za kulisami.

No cóż, opinia ciekawa, ale jakoś nie mogę oprzeć się wrażeniu, że sporo tu zaklinania rzeczywistości i trudno się z nią w pełni zgodzić. Nie ma co szukać analogii na siłę.

Z większości opinii, artykułów i reakcji zwykłych ludzi przebija jednak jedna myśl. Oto w końcu Węgrzy nie są sami w swej polityce. Takie opinie są powszechne nie tylko u tych, którzy liczą na zaistnienie jakiegoś sojuszu, który wyrwie ich z izolacji, ale również wśród przeciwników węgierskiej władzy, którzy mają nadzieję, że oto Węgry wreszcie przestaną być jedynym złym dzieckiem Europy. Dzieckiem, które się o wszystko obwinia. Wiadomo, jak dwóch rozrabia, to zazwyczaj wszyscy są skłonni przypisywać winę temu większemu.

Pamięć o 1956

Na Węgrzech święto narodowe – rocznica powstania 1956 roku. Główne uroczystości z udziałem przewodniczącego Zgromadzenia Narodowego odbywają się na Placu Kossutha o godz. 10.00. Do godz. 17.00 w budynku parlamentu wystawiona będzie korona św. Stefana. Przez cały dzień wstęp do Muzeum Terroru jest bezpłatny. Muzeum Wojska na Wzgórzu Zamkowym przygotowało ciekawe programy rodzinne. Szczegółowy program obchodów dostępny jest tutaj: http://oktober23.kormany.hu/

59 lat temu naród węgierski powstał przeciwko dyktaturze i sowieckiej dominacji. Protesty objęły cały kraj. Do tłumu zgromadzonych na Placu Kossutha przy parlamencie przemówił premier Imre Nagy obiecując reformy po okresie stalinowskiej dyktatury Matyasa Rakosiego i wobec zmian zapoczątkowanych słynnym referatem Chruszczowa. Niestety, okazało się, że zmiany których chcieli Węgrzy były nie do zaakceptowania dla władz sowieckich i w związku z tym doszło do zbrojnej interwencji. Walki trwały do 10 listopada 1956 roku. Po krwawym stłumieniu powstania przez wojska sowieckie rozpoczęły się represje wobec ludności, trwające przez następnych kilka lat, a władzę w kraju na następnych kilkadziesiąt lat przejął Janos Kadar. Święto obchodzone jest od 1991 roku.

Warto zauważyć, że od kilku dni kontrowersje wzbudza fakt, że przedstawiciele najważniejszych władz w państwie czyli prezydent i premier nie będą brali udziału w obchodach rocznicowych w kraju, w związku z zaplanowanymi na ten dzień podróżami zagranicznymi. O ile w przypadku premiera Węgier, który pełni funkcje rzeczywistej władzy wykonawczej i w tym dniu bierze udział w ważnym spotkaniu roboczym, można mówić, że jest to w jakiś sposób usprawiedliwione, to w przypadku prezydenta, którego funkcje w porównaniu do jego polskiego odpowiednika są czysto reprezentacyjne, wydaje się zupełnie nie na miejscu. Już od kilku lat trwa dyskusja o tym, że pamięć 1956 roku dla obecnej władzy, która przecież na niej wręcz wyrosła, jest nie na rękę (pamiętać należy o tym, że Viktor Orban zaistniał osobiście przemową w trakcie powtórnego pogrzebu Imre Nagya), w momencie gdy układa się z władzami rosyjskimi, które próbują fałszować ten zryw wolnościowy składając kwiaty na grobach ze świeżo odnowionymi napisami, mówiącymi o poległych w walce z kontrrewolucją. Co do prezydenta, to szczególnie wobec niedawnej śmierci jednego z jego poprzedników, Arpada Goncza, można się pokusić o stwierdzenie, że żaden z kolejnych prezydentów Węgier nie dorasta do miary swojego poprzednika.