Zapowiedzi 20.11.2015

Listopad w Villány upływa pod znakiem cabernet franc. W ten weekend można spróbować oferty 15 winnic z regionu Villany i co ciekawe przyjrzeć się starciu tej węgierskiej potęgi z ich francuskimi gośćmi, którymi w tym roku będą wina znad Loary. Zapowiada się ciekawa rywalizacja.

fot. Kiss Bajdik Judit

20-22 listopada: Borkorcsolya napok – na gastronomiczno-winną ucztę zapraszają trzy miejscowości położone w Dolinie Wód Leczniczych: Egerszalók, Demjén i Egerszólát. Specjalną ofertę mają dla gości restauracje, winnice i kąpieliska (Saliris w Egerszalók proponuje w tych dniach specjalne ceremonie w saunarium a do biletu wstępu dołącza kupony borkorcsolya na wino i przekąski; z kolei kąpielisko Demjen czynne ma być również w nocy). Przy okazji: słowo borkorcsolya oznacza dania i przekąski do wina, które mają podkreślić i uzupełnić jego smak. W winiarstwie pierwotne znaczenie tego słowa to legary do przetaczania beczek z winem.

W sobotę o 14.00 w Mórahalom na południu kraju rusza II. Mórahalmi Pálinkaverseny és Tepertőfesztivál czyli festiwal na którym nie zabraknie palinki i skwarków wszelakich (drobiowych, gęsich, wieprzowych, z mangalicy). Chociaż mnie do skwarków bardziej pasuje piwo i świeża papryka. Węgrzy muszą je darzyć naprawdę wielkim uczuciem skoro wymyślili nawet czekoladę ze skwarkami :)

A skoro o słodyczach mowa to:

sutemeny es torta fesztival

21-22 list: Sütemény és Tortafesztivál – festiwal słodkości w Millenaris. Obok tradycyjnych węgierskich ciast, tortów i słodyczy pojawią się słodkości włoskie i francuskie, pyszne makaroniki, tartaletki, a także modne cupcake, brownie, czy cake pops. W ofercie zaproszonych na festiwal cukierników będą również pyszności nie zawierające cukru, glutenu albo laktozy. Rok temu festiwal odwiedziło 7 tys. gości, a swoją ofertę prezentowało 40 krajowych cukierni. W tegorocznym konkursie na najpiękniejszy tort tematem przewodnim będzie cyrk, w zeszłym roku cukierników inspirowała Alicja w krainie czarów. Powstały wtedy takie dzieła sztuki cukierniczej jak to poniżej. Wstęp: dorośli 2200 Ft, studenci i emeryci 1500 Ft, dzieci do 6 lat bezpłatnie, rodzinny (2+2) 6000 Ft.

sutnicake1

W sobotę warto zajrzeć na Ráday utca, gdzie w godz. 15.00-23.00 trwać będzie festiwal grzanego wina przy dźwiękach gitary – w licznych knajpkach posłuchamy jazzu, klasyki, bluesa, a w namiocie open mic (otwarty mikrofon) wystąpić będzie mógł każdy z publiczności więc jeśli czujesz bluesa ruszaj na Raday, być może tu rozpocznie się Twoja światowa muzyczna kariera.

Ruszają już świąteczne jarmarki. To pomysł nie tylko na prezenty na stosunkowo odległe jeszcze święta Bożego Narodzenia, ale również na jak najbardziej aktualnego Mikołaja. Jak co roku przyciągają one rzesze budapeszteńczyków i turystów. Największy to ten na placu Vörösmartyego, który zaliczany jest do 10 najpiękniejszych w Europie. Bardziej spokojną atmosferę znajdziemy przed bazyliką św. Stefana, gdzie oprócz świątecznych stoisk zimowy klimat tworzy działające w tym miejscu lodowisko (start za tydzień).  Z tych większych warto wymienić jeszcze zimowy festiwal w Parku Ratuszowym (Városháza Park nieopodal placu Deáka) z programami dla całych rodzin, wieczornym muzykowaniem i największą choinką w mieście.

Zapowiedzi 20.05.2015

Przed nami długi weekend – poniedziałek Zielonych Świątek jest na Węgrzech dniem wolnym od pracy. Oto kilka propozycji na najbliższe dni:

23-25 maja: Nyitott Pincék – w całym kraju weekend otwartych piwnic. Oczywiście chodzi o te z winem. Tu lista regionów winnych i piwnic biorących udział w akcji. W czasie jej trwania na degustacje i zakup wina oferowane są znaczne zniżki.

21-24 maja – Gourmet Fesztivál w Millenaris. Coroczna impreza, gdzie mistrzowie kuchni koncentrują się na jednej, charakterystycznej dla kuchni węgierskiej potrawie. W zeszłym roku były to placki ziemniaczane, a teraz paprykarz z kurczęcia.

23-24 maja: festiwal palinki w Tihany

23 maja: wieczór bułgarski – kultura i kuchnia Bułgarii w Szimpla Kert, Kazinczy u.14. O godz. 16.00 wspólne gotowanie, 17.00 kolacja, 19.00 tanchaz i koncert Falkafolk, zespołu folkowego grającego muzykę bałkańską.

23-25 maja: Svábhegyi Pünkösdi búcsú – Zielone Świątki na Svábhegy (Diana Park), programy rodzinne, występy, folklor i kuchnia Szwabów.

24-25 maja: Zielone Świątki w skansenie w Szentendre. Oprócz zwyczajów zielonoświątkowych prezentowane będą również tradycje z różnych regionów kraju zaliczane do dziedzictwa narodowego m.in. maski Mohácsi busók, wzory kalocsańskie i matyó.

22 maja (piątek): organizowane co dwa tygodnie nocne wyścigi konne, gonitwa kłusaków i chartów (Kincsem Park, 1101 Budapest, Albertirsa út 2-4), od godz. 18.00, zaklady, impreza do rana.

23-25 maja: Miénk a Vár! – spotkania zamkowe w Vajdahunyadvár (Városliget) – coś dla miłośników historii i węgierskich zamków. Pokazy rycerskie i łucznicze, programy dla dzieci, zamki Sümeg, Sárospatak i wiele innych.

22-24 maja w Varpalota (w Cseri Parkerdő) odbędzie się Alfa Fesztivál. Czołowe zespoły nurtu umiarkowanie alternatywnego. Za darmo! Wystapią: Republic, Ossian, Anna and the Barbies, Intim Torna Illegál, Halott Pénz, Nagy Feró és a Beatrice, Hősök, Alvin és a Mókusok, Bábel, Auróra, Sub Bass Monster, Ivan and the Parazol.

23 maja (sobota): koncert młodej węgierskiej kapeli Middlemist Red. Inspiracja muzyką lat 60-70 połączona z nową falą psychodelicznego rocka. Zespół istnieje 2 lata, grają naprawdę świetnie i pewnie jeszcze nie raz o nich usłyszymy. Jako support Hello Hurricane. Godz. 20.00 w PRLMNT (klub Parlament, Teréz körút 62)

23 maja w Durer kert: giełda rowerowa i części rowerowych (ma się odbywać raz w miesiącu). Kontakt dla sprzedających durerbringaborze@gmail.com

23 maja o 12.00 spod Westendu start węgierskiego etapu kolarskiego Wyścigu Wyszehradzkiego. Zawodnicy pokonają trasę 124 km do Győr.

Czardasz z Mangalicą Krzysztofa Vargi wydany po węgiersku. 26 maja we wtorek o godz. 18.00 odbędzie się prezentacja książki w Instytucie Polskim (Nagymező u. 15). Okładka węgierskiego wydania jest piękna!
Update: niestety prezentacja 26 maja odbędzie się bez udziału autora. Spotkanie 27 maja zostało odwołane. 28 maja godz. 18.00 – Trafik – Pécz (Perczel Miklós u. 22) – bez zmian.

Mangalicacsardas

27 maja (środa): Ambasada RP i Samorząd Polski III dz. zapraszają na Dzień Dziecka z Chopinem – warsztaty muzyczne dla dzieci i młodzieży, które odbędą się w budynku Ambasady RP w Budapeszcie o godz. 17.00. Program po węgiersku z tłumaczeniem poprowadzi znakomity węgierski pianista Alex Szilasi.
Potwierdzenie uczestnictwa: budapeszt.amb.wk@msz.gov.pl

Dzien Dziecka z Chopinem

Szorty czyli krótko 30.11.2014

Krytyka węgierskiej policji za materiał prewencyjny skierowany do uczniów szkół, pokazujący jak można zapobiegać gwałtom. Film przygotowany przez policję z komitatu Baranya sugeruje, że to ofiara swoim zachowaniem czy wyzywającym strojem ponosi częściowo winę za to co ją spotkało. W niedzielę przez Budapeszt przeszedł SlutWalk (z ang. Marsz Szmat). Uczestnicy, wśród nich organizacje kobiece i obrońcy praw człowieka, protestowali przeciwko takiej interpretacji przypadków gwałtów i przerzucaniu winy ze sprawcy na ofiarę. Film Selfie dostępny jest tutaj.

Po 21 latach budowy otwarto kolczastą halę sportową Tüskecsarnok na terenie kampusu Politechniki. Budowę rozpoczęto na początku lat 90, później na blisko 15 lat prace utknęły w martwym punkcie. Wznowiono je w 2012 roku. Nazwa hali pochodzi od znajdujących się na dachu 84 szklanych kolców w kształcie piramidy, każdy o wysokości 6 metrów, to przez nie do środka wpada naturalne światło. Po tylu latach projekt architektoniczny nieco się zestarzał – taki dach wydaje się nie tylko niemodny ale i niepraktyczny. Hala pomieści 4000 widzów i jest piątym największym krytym obiektem w kraju (po Papp László Budapest Sportaréna oraz Debreczynie, Győr i Veszprém). Od stycznia w budynku uruchomiona zostanie część fitness/wellness, a wkrótce w sąsiedztwie hali wybudowane zostaną dwa baseny 50 i 25m. Oceńcie sami wygląd nowej-starej hali.

Najdroższe biura w Budapeszcie. Jak się okazuje najbardziej prestiżowe lokalizacje to wcale nie te położone nad Dunajem czy w V dzielnicy. Najgłębiej do kieszeni trzeba sięgnąć by wynająć biuro w MOM Park Towers – miesięcznie 15-16.5 eur/ + VAT + 5 eur koszty eksploatacji. Kolejna lokalizacja to Science Park przy moście Petőfi za 14-16 eur/miesiąc + 3.5 eur koszty eksploatacji. Na trzecim miejscu wśród najdroższych biur znalazło się Istenhegyi 18. Irodaház z 13 eur/+ 3 eur koszty. W śródmieściu Pesztu najwięcej płaci się za powierzchnię w budynku przy Eiffel tér obok dworca Nyugati: 20-22 eur + 4 eur koszty oraz za Bank Center: 16-22 eur + 4.5 eur koszty.

Czy Węgrom grozi druga filoksera? Pochodząca z dalekiego wschodu mucha pojawiła się w okolicach Sopronu. Dała się ona już we znaki winiarzom z Austrii. Owad składa w winogronach jaja i niestety czyni to tuż przed zbiorem, kiedy nie można już zastosować środków ochronnych. Larwy uszkadzają skórkę owoców a te zaczynają gnić. Rolnicy liczą na ostrą zimę, która mogłaby zatrzymać pochód niszczycielskiego owada.

Ostatnio coraz częściej wydawane są klasyki węgierskiego kina w wersjach zremasterowanych (i z angielskimi napisami). Np. dramat Emberek a havason, który w formie ballady opowiada o życiu rodziny drwala w górach Siedmiogrodu. W 1942 roku film zdobył nagrodę na festiwalu w Wenecji, a w 2000 roku krytycy filmowi wybrali go jednym z 12 najlepszych węgierskich filmów stulecia (na youtube dostępny tutaj). Oto kolejna propozycja: Ez történt Budapesten (This happened in Budapest) – z 1944 roku, film przedstawia codzienne życie mieszkańców miasta w czasie wojny.

VII dzielnica została razem z takimi dzielnicami jak Kreuzberg, Shoreditch, Malasaña uznana za najbardziej hipsterskie miejsce świata przez Business Insider. Zawdzięcza to głównie romkocsmom czyli knajpom urządzonym na dziedzińcach starych, przeznaczonych do rozbiórki kamienic (rom-ruina, kocsma-knajpa).

Takie rzeczy produkuje się w Kecskemet. Mercedes CLA Shooting Brake. Niby ważna jest ilość ale i styl nie zawadzi, a ten jest dobry.

Eger po sezonie – dzień trzeci

Drugi nocleg w Egerze to położony w samym centrum Hotel Eger & Park. Właściwie to powinnam powiedzieć, że nocleg mieliśmy w hotelu Eger, który powstał w roku 1961 obok hotelu Park. Piękny, modernistyczny projekt i tylko ktoś zapomniał o małym drobiazgu… hotel nie miał restauracji! Przez lata goście wychodzili więc przed budynek i chodniczkiem maszerowali do restauracji w położonym obok hotelu Park, co w deszczu nie musiało być już tak przyjemne, ale z drugiej strony wymuszało konieczność ubrania się do kolacji. My jednak tego problemu nie mieliśmy. Nie, żeby ktoś wybudował restaurację w hotelu Eger (może to i lepiej bo ta w hotelu Park jest po prostu śliczna a i sam hotel jest uroczy) – po prostu w 1980 roku przy okazji rozbudowy budynku wybudowano na wysokości pierwszego piętra łącznik.

Dzięki temu dziwacznemu zabiegowi architektonicznemu mieliśmy okazję do podwójnej podróży sentymentalnej. Hotel Eger to klimaty jak z Wielkiego Szu, blichtr komunizmu i jego sław i jestem prawie pewna, że Jan Nowicki, który był wtedy prywatnie mężem znanej węgierskiej reżyserki Marty Meszaros bywał tu nie raz. Trzeba jednak przyznać, że to komunistyczne dziedzictwo nie odbiło się jakoś bardzo źle na komforcie pokojów, które zostały odremontowane i wyposażone w miarę nowocześnie.

Hotel Park i jego restauracja to już bardziej klimaty z Magnata z tym samym Janem Nowickim w roli głównej. Do kolacji przygrywa pianista szlagiery w stylu Smutnej niedzieli (chyba miał już dość turystów i postanowił się ich pozbyć przy użyciu hymnu samobójców :), ale na żądanie również balatońskie przeboje, choć w stonowanej aranżacji. Niestety nasz Młodszy pobudzony całodziennymi atrakcjami i nieumieszczony w odpowiednim krzesełku dla dzieci postanowił wnieść swój wkład w świat reklam proszku. I co pan powie panie Chajzer na takie plamy na obrusie i całej odzieży wierzchniej (czy też jak go nazywają Węgrzy, Pan Tide – tak, tak, Chajzer to sława międzynarodowa i jak ładnie po węgiersku mówi :)?

Niestety to kolejny hotel, który choć dysponuje obiektem spa, to kończy jego pracę o śmiesznej porze tzn. o 20.00, a przecież to był sobotni wieczór. Trzeba jednak przyznać, że jest w tym nieco dziwacznym hotelu wyjątek, ale jak przystało równie dziwaczny – jeśli chcecie popluskać się wieczorem do 22.00 to przyjedźcie tu w… poniedziałek. Znowu więc rozpoczęłam dzień wcześnie choć to niedziela, bo chłopcy koniecznie chcą na basen. Trzeba przyznać że choć obiekt nie jest najnowszy to baseny prezentują się całkiem przyzwoicie, a brodzik dla dzieci w sumie niezły, choć krawędzie twarde. W baseniku kolorowe postaci z bajek dziecięcych, które prawdopodobnie w nieco późniejszych godzinach nabierają więcej życia tryskając wodą. Dla dorosłych basen 25 m, standardowo sauny, masaże lecznicze itp., czyli typowa węgierska oferta.

Jeszcze przed południem zameldowaliśmy się w znajdującej się na obrzeżach Egeru stadninie koni przy dworku Mátyus Udvarház, gdzie czekała na nas bryczka zaprzężona w dwa piękne lipicany, z których hodowli ta stadnina słynie. W towarzystwie przemiłego stangreta i jego młodej pomocniczki udaliśmy się na wycieczkę po pobliskich winnicach. Chłopcy byli zachwyceni, a Młodszy przez chwilę nawet przestał zwracać uwagę na przejeżdżające samochody, co zdarza mu się niezwykle rzadko. Piotruś i Śpiewak wesoło ciągnęły bryczkę a mnie zachwyciły cudowne kolory, jakie przybiera winnica o tej porze roku. Nie udało się nam niestety pokazać chłopcom samych zbiorów, bo w winnicach w pobliżu stadniny były one już zakończone, ale wciąż na krzakach znajdowały się pojedyncze grona. Nasz woźnica wyjaśnił nam, że pozostawia się je celowo nie tylko dlatego że są w jakimś trudniej dostępnym miejscu krzaka, ale dlatego, żeby ptaki mogły się nimi najeść i nie niszczyły samych roślin. Okazało się, że pomiędzy winnicami ukrywają się kolejne niespodzianki. Pierwszą z nich było małe lotnisko, z którego nagle poderwał się niewielki samolot – to ponoć pozostałość po fabryce samolotów ultralekkich, która znajdowała się w Egerze. Tutaj je testowano. Teraz służy zapaleńcom do lotów rekreacyjnych.

Druga to niezwykły bar połączony z kempingiem znajdujący się na terenie winnicy, której właścicielem jest Imre Csernus, znany z telewizji psycholog i autor kilku popularnych książek a także psycholog egerskiej drużyny piłki wodnej, a prywatnie wielki fan wina i człowiek znany w tej branży. Na szczycie wzgórza przy prostych, ale dizajnersko wysmakowanych stołach i ławach siedzi się podziwiając wspaniały widok na dolinę, popija doskonałe wino albo równie doskonałą kawę. Atrakcją miejsca jest możliwość noclegów w bardzo prostych, ale w tej prostocie pięknych bungalowach rozrzuconych po winnicy. Domki te nawiązują do typowych domków, jakie budowano w winnicach, aby ich doglądać i które zazwyczaj pozbawione były wszelkich wygód (pięknie opisywał to Kalman Mikszath). Mnie jednak skojarzyły się one jakoś ze skandynawską prostotą. Fajne miejsce.

W winnicy znajduje się też niewysoka, ale posiadająca wspaniały widok wieża widokowa, z której bardzo dobrze widać zdobiący przeciwległe wzgórze pomnik winiarzy. Obecnie jest on zrobiony z kamienia, bo  wcześniejsza wersja wykonana z metalu została po prostu ukradziona – jak widać życie na węgierskiej prowincji ma też swoje cienie. Zastanawialiśmy się czy winiarze mają swoją patronkę, tak jak sadownicy z Kecskemet, których chroni Matka Boska Brzoskwiniowa z tamtejszego kościoła. Jak się dowiedzieliśmy z lokalnego źródła (od woźnicy), tą patronka jest św. Barbara. Po powrocie postanowiłam sprawdzić tę informację i okazało się, że z patronów winiarzy na Węgrzech wymieniani są św. Wincenty (Vince), św. Urban (Orban) i św.Donat. W dobrej intencji świętych nigdy dość.

Koniki dowiozły nas w końcu z powrotem do stadniny, która okazała się mieć jeszcze wiele atrakcji. Chłopcy mogli zobaczyć duże stajnie oraz mieszkające w nich piękne konie. W stadninie są również kucyki i osiołki. Na padokach właśnie uczyły się jeździć inne dzieci. Całość w otoczeniu bujnej zieleni. Stadnina posiada bogatą kolekcję powozów użytkowych (w tym sanie i… rydwany), ale również małe muzeum wypełnione zabytkowymi pojazdami. Na miejscu jest również restauracja z barem gdzie rolę stołków barowych pełnią siodła. Jak dowiedzieliśmy się od barmana nad jedną ze stajni powstała część hotelowa gdzie nawet większa grupa znajomych może zatrzymać się w wygodnych warunkach, w ogrzewanych pokojach.

Na koniec pozostawiliśmy chłopcom główną atrakcję architektoniczną miasta – egerski zamek, w którego bramie powitał nas Gergely, jego kasztelan. Gergely z wykształcenia jest historykiem, ale od dziecka kochał to miejsce i cały czas gdzieś tu się kręcił, aż w końcu przywdział żupan, czapkę z sokolim piórem, przypasał szablę i został gospodarzem zamku. Dziś nawet jego przyjaciele śmieją się, że gdy z rzadka ubiera się w ubrania z naszej epoki to nie mogą go rozpoznać.

Historia zamku jak prawie wszystko na Węgrzech sięga czasów Św. Stefana.  Organizując swe państwo stworzył on w Egerze biskupstwo, a wzgórze na którym znajdują się obecnie ruiny twierdzy zajmował początkowo kościół. Pierwotnie w stylu romańskim, potem gotycki; na tych niespokojnych terenach musiał być odpowiednio broniony i tak powstała twierdza, która po zdobyciu Belgradu a następnie po klęsce rycerstwa węgierskiego pod Mohaczem stanęła na drodze Turkom podążającym na północny zachód.

W 1552 roku pod murami twierdzy stanęło 150 tysięcy tureckich żołnierzy, z czego 80 tysięcy stanowiło regularne wojsko i artyleria (reszta to tzw. tabory). Przeciw nim stanęło 2100 – 2300 obrońców, co daje niewyobrażalną dysproporcję sił, co najmniej 40:1. Siły węgierskie nie składały się tylko z żołnierzy, ale również z mieszczan i chłopów, o czym świadczą proste nazwiska albo przydomki na pamiątkowych tablicach umieszczonych w Sali Bohaterów (Hősök Terme) – mauzoleum ku czci obrońców zamku. Pomieszczenie podpierają monumentalne figury wyciosane z piaskowca. Jak było widać, regularnie składane są tu kwiaty ku pamięci bohaterów.

W sali tej znajduje się również nagrobek dowódcy obrony twierdzy, kapitana Istvána Dobó, a dokładnie Barona Istvána Dobó de Ruszka, urodzonego w 1502 w Seredniach na Ukrainie. Oryginalna jest tylko płyta nagrobna, która zostala przeniesiona tu z położonej dziś na Słowacji Ruská (węg. Dobóruszka). Istvanowi Dobó, będącemu konsekwentnym stronnikiem Habsburgów w dynastycznym konflikcie z Janem Zápolyą, arcyksiążę Ferdynand powierzył w 1549 roku twierdzę w Egerze (Zápolya, jako wasal sułtana tureckiego został władcą Siedmiogrodu, ale rościł sobie prawa do korony węgierskiej; sułtan turecki zajął południowe Węgry aż do Budy, a Habsburgowie północno zachodnie – arcyksiążę Ferdynand Habsburg też używał tytułu króla Węgier). Co ciekawe, za swe zasługi najpierw Dobó został wynagrodzony z gestem wartym Pana Zagłoby rozdającego Inflanty – arcyksiążę Ferdynand nadał mu dobra i tytuł w Siedmiogrodzie, którym nie władał. Po trzech latach, co prawda wynagrodził mu to nadając w zamian zamek w Lewicach w dzisiejszej Słowacji, aby w końcu oskarżyć go o zdradę i uwięzić w zamku w Pozsony (Bratysława), co zrujnowało zdrowie Dobó i doprowadziło do jego rychłej śmierci.

A skoro już wspomniałam o Panu Zagłobie, bohaterze Trylogii, to podobieństwo egerskiej historii do oblężenia Częstochowy czy Kamieńca Podolskiego jest uderzające. Nie dziwi więc że tak jak Henryk Sienkiewicz posłużył się tamtymi historiami do krzepienia serc zniewolonego narodu polskiego, tak i węgierski pisarz Geza Gardonyi sięgnął po historię oblężenia Egeru w tym samym celu, czym zasłużył sobie nie tylko na pochówek na terenie zamku, ale i na pomnik na egerskiej starówce, a jego książka stała się ulubioną lekturą Węgrów, co upamiętniono kolejnym pomnikiem. Książka Gwiazdy Egeru podobnie jak dzieło Sienkiewicza została sfilmowana i tak jak jego polski odpowiednik film stał się przebojem na wiele lat, szczególnie wśród chłopców w różnym wieku. W tej sytuacji dziwić może tylko, że książka ta od lat nie była wznawiana w Polsce i dziś jej ceny na internetowych aukcjach dochodzą do 80 złotych.

Z historycznych nazwisk warto wspomnieć jeszcze o Gergelyu Bornemissza. Był on dowódcą 250 osobowego oddziału austriackich strzelców nadesłanych przez króla jako wsparcie, ale wsławił się głównie, jako autor różnych forteli i sprytnych machin wojennych jak np. ogniste koło, czyli rodzaj wielkiej szpuli, najeżonej ostrzami i wyładowanej materiałem wybuchowym, którą to machinę można było strącić na wroga szturmującego bramy czy uliczki. Stosował też inne ogniste wynalazki przypominające słynny ogień grecki.  Syn Gergelya, Janos wraz z królem Stefanem Batorym brał udział w walkach Polaków z Rosjanami, jako dowódca polskich oddziałów. Oczywiście w masowej pamięci obraz Gergelya Bornemisszy wypełnia kreacja Istvána Kovácsa, która bardzo mi się kojarzy z rolami Daniela Olbrychskiego czy wręcz ze spaghetti westernem – piękny jest jak z obrazka :)

Dzięki naszemu niezawodnemu nosidłu dla Młodszego (niestety zrobił się tak ciężki, że po tej wyprawie nie zdołam go już chyba naprawić) mogliśmy za naszym przewodnikiem zagłębić się w podziemiach egerskiego zamku. Najpierw obejrzeliśmy panoptikum zawierające kolekcję woskowych figur inspirowaną powieścią Gardonyiego, a właściwie ww. filmem, która oczywiście bardzo podobała się maluchom, szczególnie jeśli na przykład było to dwóch obrońców polewających atakujących smołą albo coś w tym rodzaju.

Następnie udaliśmy się w miejsce gdzie niegdyś stała katedra. Obecnie pozostała jedynie podstawa jej głównej nawy i przylegającej do niej kaplicy, w której archeolodzy odnaleźli pozostałość sarkofagu pierwszego biskupa Egeru. Te pozostałości dość marnie oddają pojęcie o dawnym wyglądzie kościoła i dopiero kiedy szliśmy za Gergelyem do zamkowych podziemi to mieliśmy okazję zobaczyć wystawę szkiców jej przypuszczalnego wyglądu oraz lapidarium zawierające m.in. wspaniałe płyty nagrobne i resztki pięknie rzeźbionych detali architektonicznych.

Nasz przewodnik zabrał nas na wycieczkę po niesamowitych lochach zamkowych i nawet gdy Starszy już zaczynał narzekać, że go nóżki nie niosą, to jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki (czy może czarodziejskiego pilota) repliki dział zaczynały strzelać i odjeżdżać ze stanowiska jak po prawdziwym strzale albo spotykały nas inne niespodzianki, do których niewątpliwie należało przejście jednego z tuneli w świetle pochodni. Tunele powstały jako efekt prac saperów – w tamtych czasach sztuka zdobywania zamków zakładała, że obie strony starają się podkopać pod murami: zdobywcy – żeby podłożyć ładunek wybuchowy pod murem czy basztą, a obrońcy aby dotrzeć do podkopujących się zdobywców zanim ci odpalą ładunek i wyciąć ich w pień. Jak twierdził nasz przewodnik, obrońcy nie budowali jednak tych tuneli do jakichś wypraw poza linię wroga i mury – co zwykle opisywane jest w powieściach historycznych. Bardzo ciekawy był system ostrzegania informujący o tym, że wróg próbuje się podkopać. Obrońcy na membranie bębna umieszczali kilka ziaren grochu, które zaczynały drżeć gdy tylko rozpoczynały się prace saperskie. Na podobnej zasadzie obserwowano powierzchnię wody w porozstawianych w tunelu naczyniach.

Z tunelu wyszliśmy właśnie przy grobie autora powieści, bardzo skromnym, ale poprzez swoje usytuowanie stanowiącym niesamowity pomnik. Dowiedzieliśmy się też, że Gardonyi mieszkał w jednym z domów w sąsiedztwie zamku.

Na koniec Gergely zabrał nas do nowopowstałej atrakcji położonej pod murami zamkowymi. Po przejściu od bramy zamku, uliczkami starego miasta do Dobó Istvan utca, naszym oczom ukazał się wielki turecki namiot (nie mylić z jurtą), a w nim herbaciarnia i kawiarnia Egri Pasa Sátra. W tym nastrojowym wnętrzu można napić się prawdziwej tureckiej kawy czy herbaty albo skosztować tureckich słodkości. Do środka wchodzi się po zdjęciu obuwia i siada się na pokrywających podłogę kobiercach albo o ile pogoda na to pozwala siada się na dywanach obok namiotu, pod murami twierdzy. Prowadzący lokal Timur (przy okazji pozdrawiam obu znanych mi Timurów i ich rodziców :)) to kolejny przykład człowieka, którego życie stało się rezultatem pasji. Jego ojciec był ponoć jednym z najwybitniejszych węgierskich turkologów i znawców narodów Azji.

W tym miejscu warto wspomnieć, że po drugim oblężeniu zamku w 1596 roku Turcy zdobyli miasto i osiedli w Egerze na 90 lat, aż do czasu odsieczy wiedeńskiej. Po odbiciu Egeru przez chrześcijan większość budowli otomańskich została zniszczona, zwłaszcza meczety. Jednak jedną z głównych atrakcji miasta jest samotnie stojący minaret – najdalej na północ wysunięty zabytek turecki, na którego szczyt można wejść po licznych wąskich schodach, aby podziwiać panoramę Egeru, choć ta z murów zamku jest co najmniej równie godna polecenia. Jednak w przeciwieństwie do Budy w mieście tym nadal żyli potomkowie Turków, wzbogacając wieloetniczną mieszankę tutejszych mieszkańców.

Usiedliśmy więc przy kawie, aby jeszcze trochę odpocząć i porozmawiać z przewodnikiem, który poinformował nas, że na zamku, ale także w namiocie tureckim można organizować różne imprezy w stylu epoki. Z Gergelyem warto kontaktować się wcześniej mailowo, jeśli ktoś chciałby zwiedzić np. zamkowe podziemia, a naprawdę warto. Myślę, że powinni też kontaktować się z nim wszyscy zainteresowani uczestnictwem w rekonstrukcji odbywającej się sierpniu (Végvári Vigasságok). Jak wiadomo w obronie zamku (choć nie do końca było to zgodne z ówczesną polska polityką) brali również udział polscy rycerze i byłoby fajnie gdyby grupy rekonstruujące czasy zbliżone do potopu wzięły udział w tej imprezie (Wikingowie proszeni są u udział po stronie widzów w strojach z naszej epoki :).  Dowiedzieliśmy się również, że prace archeologiczne na zamku cały czas trwają i w zasadzie można mówić dopiero o ich początku. Wstrzymują je jedynie kwestie finansowe, które z pomocą funduszy unijnych choć w pewnym stopniu zdołano rozwiązać.

Na koniec nabyliśmy jeszcze tylko zwyczajowy miecz dla naszego Starszego (Miecz musi być. Ten był ze stempelkiem Istvana Dobó. Chyba w końcu będzie mógł sobie urządzić własną salę rycerską w swoim pokoju :) i pokręciliśmy się po zalanych jesiennym słońcem uliczkach Egeru. Kiedy ruszaliśmy w stronę domu, z tylnego siedzenia dobiegło nas chlipanie – komuś się tu naprawdę spodobało.

Eger po sezonie – dzień pierwszy

Węgrzy nie tylko postanowili dorównać Polakom w sztuce kreowania długich weekendów, ale i chyba zaczynają w niej brać górę. Z racji przypadającej 23 października rocznicy wydarzeń węgierskich z 1956 oficjalnie ogłoszono, że następujący po tym dniu piątek będzie dniem wolnym od pracy. Teoretycznie trzeba go było odpracować w ostatnią sobotę, ale konia z rzędem temu kto załatwi coś w taki dzień w jakimkolwiek urzędzie. Jedynym namacalnym efektem pracującej soboty jest konieczność opłacania miejsca parkingowego na ulicy tak jak w dzień powszedni, co często stanowi pułapkę na tych, którzy nie śledzą uważnie zmian w oficjalnym roboczym kalendarzu i na zagranicznych turystów. Skoro więc w celu uniknięcia zmarnowania soboty trzeba było wziąć urlop, to można było pokombinować tak czy inaczej i z jednego świątecznego dnia wyciągnąć nawet tydzień wolnego. Tak więc mimo że formalnie długi weekend przypada właśnie teraz, to już ten miniony wyczekiwany był przez branżę turystyczną z nadzieją.

Polacy z dumą mówią o polskiej złotej jesieni i babim lecie, ale to bardziej pobożne życzenia na temat tego o jakiej jesieni marzą, bo rzeczywistość bywa najczęściej szara, zimna i mokra. Dopiero gdy przyjechałam na Węgry zobaczyłam, że jesień potrafi być długo ciepła i całkiem słoneczna. A do złotych kolorów dołącza się jeszcze sporo zieleni i niesamowitej czerwieni winorośli. To właśnie ta winorośl stanowi ten niesamowity element nieobecny w polskim krajobrazie, dla którego warto pomyśleć o szybkim wypadzie na południe z naszej północnej krainy. Do końca października możemy bowiem nie tylko napić się starego wina, ale i przyjrzeć się winnej przyszłości.

Węgry mają wiele regionów winnych, chociaż często mówi się, że niektóre z nich wyodrębniono na wyrost i tylko kilka zasługuje na uwagę czy też w ogóle istnieje. Chcąc jednak dotrzeć na krótki jesienny wypad na Węgry powinniście pomyśleć o dobrze znanym Polakom rejonie Egeru, bo można znaleźć tam to co słusznie pozytywnie z Węgrami do tej pory kojarzyliście, ale i mniej oczywiste pomysły na spędzenie wolnego czasu.

W ostatni weekend pogoda dopisała więc postanowiliśmy wybrać się właśnie do Egeru, który razem z mężem znaliśmy już z czasów studenckich i spróbować nie tylko przypomnieć sobie to urocze miasto lecz odkryć coś nowego nie tylko dla nas, ale i dla naszych dzieciaków. Z początku byliśmy dość sceptyczni, bo kierując się głównie własnymi wspomnieniami, kojarzyliśmy Eger z dużą ilością dobrego i całkiem niedrogiego wina oraz ciepłymi źródłami termalnymi w prostej, rustykalnej oprawie. Eger oczywiście ma wspaniałe ruiny zamku górujące nad miastem więc jedna atrakcja już była. A jakie inne?

Eger to główne miasto komitatu (województwa) Heves. Już tu znajdziemy pierwszy sympatycznie znajomy element, bo w godle tego województwa widnieje swojski bocian trzymający w dziobie węża a w łapce winne grona (czy co tam bocian ma, bo łapa, pazur, szpon – wszystko to jakoś nie pasuje do bociana). To województwo szczęśliwie nie stało się obszarem działań szalonych industrializatorów w minionej epoce jak sąsiednie Borsod-Abauj-Zemplen, może z wyjątkiem zapory na jeziorze Tisza, ale i ten element znalazł swoją harmonię z naturą, o czym jeszcze napiszę. Praktycznie cały przemysł ciężki tego województwa ulokowany jest bardziej na zachód od Egeru w Visonta (elektrownia na węgiel brunatny) oraz w Sirok (produkcja amunicji i rur).

Eger to miasto przemysłu rolnego (drobne wyjątki to przemysł lekki – produkcja skrzyń biegów i narzędzi pneumatycznych oraz centra logistyczne np. polskiej firmy Bella z Torunia) i kiedy dojeżdżamy do niego z dowolnej strony nic nie mąci charakteru tego miasta jako całkiem sporego ogrodu. Nawet autostrada M3, którą można dostać się z Budapesztu do Egeru przebiega w oddaleniu ok. 30 kilometrów od miasta, które trzeba pokonać po lokalnej drodze, mając wtedy okazję do podziwiania malowniczych terenów Egri borvidék (Egerskiego Regionu Winnego), o czym informują tablice ustawione na jego granicach. Tam gdzie nie sadzi się winorośli w województwie Heves czernią się pola dobrze uprawianych pól na rozległych równinach. Uprawia się tu głównie słoneczniki (rzepak – główna roślina oleista na Węgrzech, jakoś nie trafia do butelek i trudno w sklepie znaleźć olej o wysokiej temperaturze palenia) i kukurydzę, ale są też sady owocowe. Jednak tereny wokół samego Egeru to kraina wina, o czym decyduje nie tylko dobre wulkaniczne podłoże, ale też ukształtowanie terenu.

Eger to długa dolina o łagodnych zboczach wciśnięta między największe węgierskie góry: Matra i Bukowe. Góry Matra, choć najwyższe na Węgrzech, nijak się mają do Karpat czy Tatr, o które opierały się dawne przedtrianońskie Węgry, ale ponoć nieźle nadają się dla początkujących narciarzy i to właśnie tu można najszybciej dojechać z Budapesztu, jeśli nie liczyć wyciągu na Janos hegy w samym Budapeszcie. Nie mieliśmy jeszcze okazji tego sprawdzić, ale myślę, że może w tym roku wypróbujemy to razem z chłopcami. Po drugiej stronie zaczynają się malownicze, szczególnie jesienią Góry Bukowe – te z kolei świetne są dla miłośników trekkingu i podjeżdżania rowerem na rekreacyjne wysokości. Oba pasma górskie mamy wyraźnie przed oczami, gdy zbliżamy się do miejscowości od południa.

Niestety początek weekendu nie wyglądał zbyt ciekawie, bo siąpił deszcz, ale sprawdziłam pogodę na niezawodnym Időkép i spodziewałam się przejaśnienia po południu (rzeczywiście przyszło, choć nieco później niż tego oczekiwałam). Główny plac miasta, przy którym umówiłam się z naszą przewodniczką był jeszcze mokry – sprawdziłam na bardzo dobrej jakości live kamerze (jak się później dowiedziałam świeżo zamontowanej na głównym placu w ramach jego remontu) – ale ludzi na nim nie brakowało.

Udało nam się znaleźć strzeżone miejsce parkingowe przy pobliskim placu targowym (wjazd od Zalár József utca). Miałam zresztą ochotę obejrzeć targowisko dokładniej, aby porównać je z ofertą Budapesztu, ale chłopcy raczej nie są miłośnikami takich miejsc i czasami potrafią zachowywać się tam niczym kompani Kmicica. Obawiając się, że miasto ze swą historią może ich wprawić w sarmackie nastroje i będąc jak zwykle spóźniona pognałam całe towarzystwo na plac Dobó. Nie można powiedzieć o nim rynek, bo ten to historycznie oprócz tego placu jeszcze plac Gezy Gardonyego – oba place rozdziela niezbyt urodziwy budynek Skali – osobom znającym Węgry sprzed lat dobrze znajomej – odpowiednika polskich Domów Towarowych Centrum. Mimo, że cała okolica została w bardzo łady sposób odrestaurowana, to ten element z uwagi na prywatnego właściciela stoi jak stał. I pewnie będzie tak tam tkwił, aż sam stanie się ciekawym zabytkiem – może to nawet dobrze, że coś po tych latach 60 i 70 XX wieku zostanie?

Na północ od obu placów miasto przecina Eger patak, co słusznie Polacy skojarzą z potokiem. Jego koryto zostało mocno zabezpieczone – pobliskie Góry Bukowe potrafią nagle wyrzucić z siebie niespodziewane ilości wody, co w efekcie zawsze czyniło zbijającą te wody Cisę dziką węgierską rzeką jakże inną od statecznego Dunaju. Tuż za potokiem, przy małym placyku (Kis-Dobó ter), w uroczej barokowej kamieniczce, jakich w tej okolicy mnóstwo, mieści się hotel i restauracja Dom Senatora. Oferowane tam ciasto to kwintesencja lokalnego smaku: rolada winna – dobrze wyrośnięte ciasto biszkoptowe przełożone niesamowitym kremem przyrządzonym z dodatkiem białego wina. O tym jaki to specjał świadczyć może fakt, że regularnie zwykł przychodzić tu miejscowy burmistrz, poczytać gazetę, wypić kawę – znacznie to lepsza relacja z mieszkańcami niż z kanapy służbowej limuzyny. Pełna bibelotów recepcja jest dopełnieniem tego przywodzącego na myśl XIX wiek obrazu.

Znajdujemy się u podnóża zamku na turystycznej, ale bardzo urokliwej uliczce. Wiele tu sklepów i winiarni gdzie dostaniemy pełen wybór lokalnych win (co ciekawe nie tylko gronowe ale i np. truskawkowe!). Znajdzie się i coś godnego uwagi dla osób, które mają ochotę uraczyć się czymś bez alkoholu. Oto kolejny argument, który przemawia za wizytą właśnie w tym okresie – możliwość spróbowania świeżego moszczu winnego. Schłodzony, mętnawy biały napój nie ma nic wspólnego z tym co potem sprzedaje się jako 100% soki winogronowe. Świetnie czuć w nim delikatny aromat Muskotaly i zapowiedź wspaniałego, deserowego wina, które z niego powstanie. Szczęście, że oprócz spoglądania w refraktometr (urządzenie do pomiaru zawartości cukru) w produkcji wina są też nadal stosowane metody organoleptyczne i można popijać ten wspaniały sok. Trzeba jednak uważać! Po kilku dniach ten lekko musujący napój zawiera już taką ilość drożdży, że może przyprawić pijącego o sensacje żołądkowe. Pijcie tylko świeży!

Czas na spacer po mieście. Zaczynamy od głównego placu miasta imienia Dobó, na którym stoi oczywiście pomnik Istvana Dobó (ponieważ ktoś uznał, że może jednak to mało nieopodal znajduje się ulica Istvana Dobó). To postać historyczna a zarazem bohater książki z najważniejszego historycznego epizodu jaki miał miejsce w Egerze, czyli dowódca obrony twierdzy egerskiej podczas pierwszego oblężenia tureckiego w 1552 roku. Kapitan Dobó dziarsko wymachuje szablą, obok niego czujnie rozgląda się jego wierny żołnierz Mekcsey, po drugiej stronie egerska kobieta ciskająca w Turków kamieniem. Całość przywodzi na myśl pomniki z budapeszteńskiego Placu Bohaterów, bo twórcą pomnika jest autor kilku z nich Alajos Strobl. Cały plac jak już wspomniałam był ostatnio odrestaurowywany (jak wiele rzeczy na całych Węgrzech w ostatnim czasie :) i zniknął z niego inny konny pomnik, który stał kiedyś przed ratuszem,  przedstawiający pełną dynamiki scenę bitewną. Jak się dowiedzieliśmy pomnik jednak powróci po renowacji, ale w innej lokalizacji. Wchodzimy jeszcze na chwilę do franciszkańskiego kościoła Minorytów, jednego z najpiękniejszych przykładów węgierskiego baroku. W kościele znajdują się relikwie św. Jadwigi, św. Kingi i bł. Jolanty. Od naszej przewodniczki dowiadujemy się, że latem są tu odprawiane msze w języku polskim.

Wąskimi uliczkami miasta ruszamy dalej, w stronę pałacu biskupiego. Od samego początku swej historii Eger był przede wszystkim biskupstwem i tej roli nie zmienił aż do XX wieku, z wyjątkiem oczywiście czasów okupacji tureckiej. Śladem tej funkcji jest nie tylko neoklasycystyczna katedra (drugi co do wielkości kościół na Węgrzech, od którego większy jest tylko ten w Esztergomie, ale już bazylika Św. Stefana jest mniejsza) ale też wielki pałac biskupi. Jego olbrzymia budowla niestety robi wrażenie jedynie od zewnątrz i to też raczej ograniczone, bo trwają prace rekonstrukcyjne. Co ciekawe Węgrzy mając tak olbrzymi obiekt, z największymi piwnicami w mieście, nie bardzo wiedzą co w nim zrobić (może Wy macie jakiś pomysł :)) Nawet górujący nad miastem zamek to w zasadzie umocniona katedra. To właśnie gotycka katedra na wzgórzu stanowiła centralny element twierdzy i jak mówią historycy swą wspaniałością dorównywała katedrze w Kolonii. Biskupami Egeru były znamienite postaci historyczne wielkich nazwisk (biskupem Egeru przez 3 lata był późniejszy papież Klemens VII, choć trudno powiedzieć czy kiedykolwiek przebywał tu osobiście).

Udając się w kierunku południowym mijamy neoklasycystyczną katedrę a przed nią grupę posągów – św. Stefana, św. Władysława oraz apostołów Piotra i Pawła; sam fronton świątyni do której prowadzą długie schody zdobią alegoryczne przedstawienia Wiary, Nadziei i Miłości. A naprzeciw katedry znajduje się budynek dawnego Liceum ufundowanego przez kolejnego znanego biskupa Egeru, Karola ze słynnego rodu Eszterhazych. Zamiarem pomysłodawców (bo było ich kilku) było utworzenie w Egerze Uniwersytetu, ale podjudzona przez oponenta Eszterhazyego cesarzowa Maria Teresa nie zezwoliła na to i w efekcie powstało największe i najokazalsze liceum na Węgrzech. W dniu dzisiejszym zamysł fundatorów spełnił się, ale tylko częściowo – w budynku znalazła swą siedzibę Wyższa Szkoła Pedagogiczna. Pomimo wymarzonych wprost warunków dla życia akademickiego (bo czego więcej zarówno pedagogom jak i żakom potrzeba by móc toczyć wielkie dysputy oprócz wina – w nim bowiem prawda ;)) jest to jedyna szkoła wyższa w mieście, którym wieczorami rządzą nie studenci ale raczej właśnie licealiści. Ich roześmiane grupy zwykły przesiadywać wieczorami w okolicach placu Istvana Dobó. Imponujący budynek Liceum mieści obserwatorium astronomiczne i bogatą bibliotekę, w której wśród starych kodeksów i rękopisów znajduje się jedyny napisany na Węgrzech list Mozarta. Będąc w okolicy zajrzyjcie też koniecznie na dziedziniec siedziby województwa, gdzie zobaczycie arcydzieło sztuki kowalskiej – misternie wykutą bramę w stylu rokoko, bogato zdobioną w liście winorośli, wykonaną przez Henryka Fazolę (Kossuth u. 9).

Idąc dalej trafiamy do kompleksu można rzec rekreacyjnego miasta. Po jednej stronie potoku Eger znajduje się piękny park, ze stadionem miejskim i halą widowiskową, a po drugiej stronie potoku wybudowany na bazie otomańskich łaźni, kompleks basenów. Nieopodal znajduje się nowoczesny budynek o bardzo ciekawym kształcie. To miejski basen, w którym trenuje sportowa duma Egeru – najlepszy na Węgrzech zespół piłki wodnej, stanowiący główną podporę kadry narodowej Węgier w tym jakże ważnym dla nich sporcie. Jak już wspomniałam budynek ma ciekawy kształt, który zawdzięcza bodaj najsłynniejszemu współczesnemu węgierskiemu architektowi Imre Makoveczowi. Co jest dość niezwykłe dla basenu, w dodatku tak dużego, głównym materiałem użytym do budowy obiektu jest drewno. Architekt znany był z tego, że bezkompromisowo realizował swoje wizje nie bardzo zwracając uwagę na stronę praktyczną.

Ponieważ po południu wypogodziło się skorzystaliśmy z okazji i załadowaliśmy się z chłopcami do turystycznej kolejki, którą można objechać Eger, a także dostać się do znanej Doliny Pięknej Pani. Jeśli ktoś ma więcej czasu i lubi piesze wycieczki to można wybrać się tam pieszo. Kolejka nieco trzęsie, ale to tylko zrobiło dodatkowe wrażenie na chłopcach. Po drodze naszą uwagę zwróciło graffiti z motywami tureckimi.

Dolina Pięknej Pani to chyba najbardziej znane miejsce w Egerze. W niewysokich wzgórzach powstałych z wulkanicznego tufu łatwo było egerskim winiarzom stworzyć piwnice, gdzie mogli produkować swoje wino. O skali i możliwościach danego winiarza świadczyła i nadal świadczy głębokość piwnicy – im więcej było wina do przechowania, tym głębiej jego piwnica sięgała we wzgórze. Oczywiście dzisiaj te piwnice to w znacznym stopniu atrakcja turystyczna –  produkcja największych winiarzy regionu znajduje się poza doliną, bo jej skala przekracza wielkość tych piwniczek.  Zazwyczaj ich przednia część to sala z ławami, gdzie nawet duże grupy gości mogą raczyć się winami z dalszej części piwnicy.

O tej porze roku gości nie ma jednak zbyt wielu i winiarze koncentrują się na produkcji wina, co mnie wydało się nader ciekawe. I choć do burzliwej fermentacji wykorzystuje się obecnie stalowe zbiorniki (chodzi głównie o uniknięcie groźnych dla wina bakterii czy grzybów na etapie produkcji, kiedy nie ma jeszcze chroniącego go alkoholu) to dalsze dojrzewanie następuje w tradycyjnych dębowych beczkach. Piwnice wypełnia cierpki aromat wina, a ściany pokrywa rodzaj pleśni właściwy dla wszystkich piwnic z winem. W wykuszach pod ścianami leżakuje już wino zabutelkowane, ale jeszcze bez etykiet. Na beczkach złożonych pośrodku kredą wypisano rodzaje szczepów oraz rocznik wina. Jest to informacja o tym z jakich szczepów dane wino zmieszano. Tutaj ważna wskazówka – niech nikt nie próbuje szukać na krzakach winogron szczepu Bikaver, bo taki nie istnieje. Słynna Egerska Bycza Krew to kupaż, czyli odpowiednio zestawiona mieszanina win.

Oczywiście pierwsze pytanie Starszego skierowane do naszej przewodniczki brzmiało: „Ale dlaczego bycza krew?”. Jak nam powiedziała, po pierwszym oblężeniu Egeru, które nie było dla Turków zwycięskie, ci ponoć tłumacząc się przed sułtanem twierdzili, że obrońcy pili na murach byczą krew, która ściekała im po brodach (mając na myśli wino, którym Węgrzy raczyli się dla kurażu), co dawało im niespotykaną siłę i stanowiło przerażający dla najeźdźców widok. Spotkałam się też z inną wersją, która mówiła, że jak to bywa w trakcie oblężeń, „po godzinach” Turcy handlowali z obleganymi i zasmakowali w ich czerwonym winie, którego picia zabraniał im Koran. Tłumaczyli więc swoim zwierzchnikom, że to nie wino tylko bycza krew, do dodania siły w walce. Obie legendy jednak prawdopodobnie nie są zbyt prawdziwe, bo historycy uważają, że będąca istotnym elementem kupaży Kadarka (ten szczep został w Polsce przez lata komuny i po nich następujące pozbawiony czci, a kadarka z dobrej winnicy to naprawdę dobre i co ważne endemiczne wino) została do regionu sprowadzona przez Serbów po ucieczce Turków. Skład kupażu musiał także ulec zmianie po zarazie filoksery z końca XIX wieku. Choć szczepy zachowały po ich odtworzeniu swe nazwy, to często nie miały już poprzedniego charakteru.

Pod koniec pierwszej dekady XXI wieku właściwe ministerstwo ustaliło w drodze rozporządzenia, że do tworzenia chronionej odmiany wina Egri Bikaver można używać następujących szczepów winnych: kékfrankos, portugieser, kadarka, blauburger, zweigelt, cabernet franc, cabernet sauvignon, merlot, pinot noir, menoire, turán, bíborkadarka i syrah. Odrębne przepisy regulują procentowy zakres udziału poszczególnych szczepów w kupażu oraz miejscowości, z których wino może nosić tę zaszczytną nazwę. Warto dodać, że Bikaver może być także wytwarzany w innym węgierskim regionie – w Szekszardzie, ale nie może on zawierać oczywiście w nazwie przedrostka Egri. Nowoczesny Egri Bikaver to wysokiej jakości wino, o średniej głębi rubinowego koloru, dobrej kwasowości, ze średnimi i wysokimi taninami oraz średniowysokiej zawartości alkoholu (zwykle 13,5% do 15%). Można w nim znaleźć nuty przypraw oraz czerwonych i czarnych owoców jagodowych. Wino to jest wspaniałym kompanem typowej kuchni węgierskiej (ale również i polskiej): do dziczyzny i wołowiny, szczególnie przyrządzanej na sposób pikantny, do ciężkich potraw, takich jak steki, pieczenie itp. Serwować należy w temperaturze 16-18° C.

Tym razem jednak nie oddaliśmy się winnym przygodom, bo obecność dzieci zobowiązuje. Trzeba przyznać, że sama dolina dość mocno zmieniła się w ostatnich latach i powstał w niej również obiekt amfiteatru, na którego tyłach istnieje rodzaj domu kultury gdzie dzieci mogą bawić się pod dozorem opiekunów. Tym razem można było tam podziwiać ciekawą wystawę prac artystów, którzy jako podstawowy materiał wykorzystali beczki do wina, a także małą wystawę poświęconą jakże popularnemu w Polsce pisarzowi Sándorowi Máraiemu. W dolinie oprócz skosztowania wina jest możliwość odwiedzenia restauracji z kuchnią węgierską (bo w samych piwnicach do wina dostaniemy jedynie chleb ze smalcem, cebulą i papryką – choć ja ten zestaw uwielbiam i nic mi więcej nie potrzeba :), a jeśli ktoś chce, to może na przygotowanych paleniskach rozpalić kociołek, choć to propozycja raczej na lato, szczególnie dla tych, którzy nie godzą się z największym mankamentem tego miejsca – dość wczesną porą o jakiej zamykane są piwniczki. Biesiadującym, nawet o tej porze roku przygrywają cygańscy muzycy.

Po powrocie do miasta zrobiliśmy sobie jeszcze krótki spacer po ładnie podświetlonym centrum. Zobaczyliśmy całkiem nowy pomnik Gardonyiego, w którego pobliżu na nowiutkim skwerze przysiadła grupa wesoło rozprawiających o czymś uczniaków. A potem udaliśmy się do naszego hotelu, który znajdował się kilka kilometrów od Egeru, w miejscowości Noszvaj, w pobliżu Narodowego Parku Gór Bukowych. To świetne miejsce na wycieczkę rowerową, co zdawali się potwierdzać liczni mijani rowerzyści, pomimo otaczających nas już ciemności. Pamiętajcie: na Węgrzech oprócz oświetlenia rowerzysta poruszający się po zmroku poza obszarem zabudowanym powinien mieć na sobie odblaskową kamizelkę – to naprawdę działa!

Zapowiedzi 02.10.2014

2-19 paźdz.: interaktywna wystawa Wynalazki Leonarda da Vinci w centrum handlowym Europark, nie tylko dla dzieci ale i dla dorosłych zainteresowanych techniką i renesansem.

3-5 paźdz.: Budavári Pálinka- és Kolbászfesztivál – festiwal palinki na Zamku (w tym roku również whisky), do tego coś na ząb czyli pyszne węgierskie kiełbasy.

3-5 paźdz.: Tokaj-hegyaljai Szüreti Napok – święto wina w Tokaju. Tu szczegółowy program.

3-5 paźdz.: Villányi Vörösborfesztivál – festiwal czerwonego wina w Villány.

3 paźdz.: koncert legendarnej kapeli Discharge – brytyjski hardcore punk w Club 202 (Fehérvári út 202)

3-12 paźdz.: Design Hét Budapest (tydzień dizajnu) – otwarte studia, galerie, spacery, wystawy (np. w Várkert Bazár), Design Terminal, pokazy mody w ramach Central European Fashion Days, ciekawie zapowiada się wystawa Graduation Projects prezentująca najlepsze prace dyplomowe z grafiki użytkowej i wzornictwa przemysłowego z krajów Europy Środkowej (Instytut Polski, 4 paźdz.-14 list.). Warto wybrać się na jedną z proponowanych wycieczek np. do słynącego z fabryki porcelany Zsolnaya Pecsu lub do Herend. Gościem honorowym tegorocznego tygodnia będzie Holandia, niezaprzeczalna potęga w świecie dizajnu.

3-19 paźdz.: CAFe Budapest – festiwal sztuki współczesnej, kiedyś funkcjonujący pod nazwą Budapesztańska Jesień, dziś zreformowany, w nowej odsłonie przyciąga różnorodnością programów (250 wydarzeń, 47 scen). W Muveszetek Palotaja swój performance zaprezentuje Laurie Anderson, w Akademii Muzycznej po raz pierwszy na Węgrzech opera Petera Eötvösa Lady Sarashina a także 180-as Csoport, na A38 – St. Vincent, Tycho, w CaFe Sátor obok Müpa – Cirque Le Roux, Tiger Lillies i na zakończenie Nina Hagen. To tylko propozycje muzyczne, cały program festiwalu tutaj.

4, 10 paźdz.: koncert orkiestry kameralnej Magyar Virtuózok Kamarazenekar w kościele Macieja. W programie Vivaldi, Corelli, Haendel, Mozart, Bach, Schubert, Liszt, Franck.

5 paźdz.: Családi Akvárium – począwszy od 5 paźdz. w każdą niedzielę od godz. 10.00 do 15.00 klub Akvárium na Erzsebet ter oferuje interaktywne programy dla dzieci, np. zajęcia muzyczne ze znanymi artystami, zajęcia kreatywne, teatrzyk, nauka zasad ruchu drogowego (KRESZ), kącik z zabawkami, kącik czytelniczy. Wstęp 700 Ft (dzieci poniżej 2 lat – bezpłatnie), tę kwotę można sobie odliczyć od rachunku jeśli zdecydujemy się na obiad w Aqua Bistro (obiad od godz. 12.00). W najbliższą niedzielę piosenki ludowe i wiersze w wykonaniu Ági Szalóki.

5 paźdz.: Siroki vár napja – spotkania zamkowe w Sirok (ok. 25 km od Egeru) gdzie znajdują się ruiny gotyckiego zamku z XIII w., w programie pokazy łuczników, muzyka XVI-XVII w., historia zamku i okolicy, programy dla dzieci. Ciekawostką wsi są mieszkania wydrążone w skale tufowej, które były zamieszkane do XIX wieku.

9-12 paźdz.: Oktoberfest w Városliget  (Városligeti Műjégpálya, bilety od 1990 Ft). Ponad 300 gatunków piwa z 55 browarów, lokalne potrawy, street food, koncerty. Uwaga: sprzedano już 80% biletów!

9-12 paźdz.: Art Market Budapest – międzynarodowe targi sztuki współczesnej w Millenaris, wystawcy z ponad 20 krajów, m.in. galerie z Wiednia, Berlina, Bukaresztu, Budapesztu, Ljubljany, malarstwo, rzeźba, instalacje. Jest to jedna z najważniejszych imprez związanych ze sztuką współczesną w Europie Wschodniej, młode galerie, świeże prądy i zjawiska w sztuce. Prezentowana jest tu tzw. Młoda Europa czyli region kulturalny, w którym krzyżują się prądy z krajów byłego bloku wschodniego, od krajów bałtyckich po Bałkany z wpływami Wschodu i Południa – Izrael, Turcja, Azja Centralna oraz najnowszymi trendami Zachodu.

do 26 paźdz.: wystawa najlepszych zdjęć World Press Photo w Muzeum Etnograficznym

do 2 listopada: ciekawa wystawa fotografii A Bőrödön viseled (Co nosisz na skórze). Budowanie własnej tożsamości i przyjmowanie ról społecznych a ciało, które jest nośnikiem wiadomości o naszej kulturowej przynależności np. poprzez strój, tatuaż. Różne funkcje społeczne, mody, subkultury – od zmiany systemu końca lat 80 po czasy współczesne. W centrum fotografii Robert Capa Kortárs Fotográfiai Központ.

Zapowiedzi 25.09.2014

26 września: Kutatók éjszakája – Noc Naukowców, przed zainteresowanymi swoje drzwi otwierają tego dnia instytuty badawcze i uczelnie wyższe. Impreza organizowana jest po raz dziewiąty i każdego roku przyciąga coraz więcej gości. Popularyzacja nauki, zerwanie ze stereotypami dotyczącymi naukowców, ciekawostki z różnych dziedzin nauki (np. na uniwersytecie medycznym im.Semmelweisa zagadnienia związane z genetyką, w budapesztańskim planetarium program cudowny wszechświat i wiele innych).

26 września: koncert Bohemian Betyars w klubie Akvárium, godz. 20.00, folk punk z Węgier do posłuchania np. tu

26-28 września: Egri Szüreti Mulatság – winobranie w Egerze, na miłośników wina czekają piwniczki w Dolinie Pięknej Pani.

27 września: Światowy Dzień Turystyki, liczne programy na terenie całego kraju, jest z czego wybierać!

27 września: festiwal potraw z dyni w Balatonalmádi, dla dzieci przygotowywanie lampionów. Początek godz.16.00 przed Pannónia Kulturális Központ, Városház tér 4.

27 września: streetball na terenie lodowiska w Városliget

do 28 września: trwa festiwal sztuki PLACCC – platforma prezentująca międzynarodowych i lokalnych artystów, performance, sztuki wizualne, design, architektura.

27-28 września: Dni Kasztanowe, program jesiennych imprez w dzielnicy Hegyvidék dostępny tutaj.

27-28 września: dzień Św. Michała w skansenie Szentendre (m.in. różne sposoby wykorzystania wełny, procesy powstawania tkanin, laboratorium wełny, programy dla dzieci i dorosłych). W Veszprém – tradycje pasterskie, pokaz psów pasterskich, táncház. 28 września przed kościołem Św. Michała w XIII dzielnicy (Babér utca) – jarmark świętomichalski, występy muzyczne, programy dla dzieci, zawody strażackie.

28 września: koncert In Flames, Wovenwar, While She Sleeps w klubie Barba Negra

29 września-9 listopada: jesień w muzeum. Lista programów tutaj  (ciekawa propozycja Pincétől a padlásig – od piwnicy po strych czyli różne, zazwyczaj niedostępne zakamarki muzeów).

30 września: prezentacja książki Lengyel, magyar „két jó barát”. Jest to zbiór dokumentów dotyczących kontaktów polsko-węgierskich w latach 1957-1987, w opracowaniu Miklósa Mitrovitsa, wyd. Napvilág kiadó (godz. 16.00 w bibliotece ELTE BTK Történeti Intézet Szekfű Gyula Könyvtár, adres: Múzeum krt. 6-8. I. em. 115-117.)