Flippery na wygnaniu

Kto nie miał jeszcze okazji zobaczyć jednej z najpopularniejszych w ostatnim czasie atrakcji Budapesztu, musi się pośpieszyć. Największe w Europie muzeum pinballa ma zostać zamknięte przez urząd podatkowy i będzie czynne jedynie do połowy czerwca.

Z informacji na stronie muzeum wynika, że absurdalną decyzją urzędu, zabytkowe flippery potraktowane zostały jak… przynoszące zysk automaty do gier hazardowych. Według urzędników NAV wystawę powinny obowiązywać przepisy o hazardzie, co przyrównywałoby ją do różnego rodzaju kasyn jakże licznie reprezentowanych w samym Budapeszcie. Rzecz w tym, że na flipperach z zasady nie wygrywa się żadnych pieniędzy. Odwiedzający muzeum płacą jedynie za wstęp i dodatkowo jeśli chcą  na nich trochę pograć. Właśnie to rozdzielenie płatności zdaniem NAV powoduje, że muzeum tego nie można traktować jako wystawy interaktywnej, a należy w niej widzieć jaskinię hazardu. Logiki w tym nie ma żadnej i urząd podatkowy rok kombinował (zaczął już dzień po otwarciu placówki) zanim wymyślił co wymyślił.

Właściciel zwrócił się do sądu o rozstrzygnięcie sporu. W międzyczasie rozważa przeniesienie muzeum do innego kraju albo przekształcenie go w wystawę obwoźną, z którą wyruszy w drogę po Europie. W ciągu roku od otwarcia wystawy, w prasie ukazało się mnóstwo artykułów o tym wyjątkowym miejscu (materiał kręciła tu nawet BBC), a tysiące gości z całego świata fotografowało się na tle zabytkowych maszyn. Moją relację z wizyty w muzeum flipperów mogliście przeczytać tu.

Szkoda, że coś tak fajnego musi zostać dobite przez smutnych ludzi. Ciekawe jest również to jak się ma takie tępe ubijanie aktywności gospodarczej do słów Orbana który po otrzymaniu nagrody „Złoty Parasol” od (polskiej) Krajowej Izby Gospodarczej stwierdził, że jest dumny z tego, że on i jego rząd chroni „(…) ludzi, wartości, idee i interesy” i w ogóle otacza ochronnym parasolem rodzimą przedsiębiorczość. I nie podejrzewam nawet, że istnieje tu jakiś zaprzyjaźniony interes, który należy chronić, a tylko to, że ten typ ludzi tak ma, nie potrafią się cieszyć z pomysłu innego człowieka, nawet jeśli to jest jego rodak. To będzie naprawdę wstyd gdy ten ciekawy pomysł wyjedzie do innego kraju.

Zapowiedzi 26.03.2015

27 do 29 marca (weekend) w ogrodzie centrum Millenáris od 10.00 do 17.00 – węgierskie smaki wielkanocne – wystawa, która raczej was przekona jak bliscy jesteśmy sobie z naszymi bratankami, ale zawsze pozostają pewne niuanse. Oprócz wielkanocnych potraw organizatorzy zapowiadają też inne atrakcje w klimatach wielkanocnych, jak malowanie pisanek, czy zagroda z królikami dla dzieci. Wstęp wolny. Millenáris, 1024 Budapest, Kis Rókus u. 16-20

27 marca – 26 na placu Vörösmartyego Budapesti Tavaszi Vásár- tradycje wielkanocne, artyści, projektanci, w weekendy warsztaty sztuki ludowej, występy sceniczne i węgierska kuchnia  w ramach trwającego jarmarku wiosennego.

27 do 29 marca (weekend) – święto tanchazu i folkloru. Głównym miejscem imprezy będzie Papp László Budapest Sports Arena. Doskonała okazja do nauki dla wszystkich zainteresowanych węgierskim tańcem! Prezentowane będą tańce z całego regionu Basenu Karpat, imprezie towarzyszą pokazy instrumentów ludowych, wystawy fotografii, filmy, w niedzielę programy dla dzieci.

28 marca (sobota) w Muzeum Literatury Petofiego o 10.30 – dla dzieci festiwal wielkanocny organizowany przez wydawnictwo Pagony (jeśli jeszcze ich nie znacie, warto kiedyś odwiedzić z dziećmi księgarnię Pagony przy ul. Pozsonyi lub Bartók Béla) – głównym bohaterem tego festiwalu będą oczywiście książki dla dzieci. Z pozostałych atrakcji: teatrzyk, koncert, wspólne malowanie, sadzenie kwiatów, ozdoby wielkanocne i wiele innych. Wstęp 600 Ft, bilet rodzinny: 1100 Ft. PIM, 1053 Budapest, Károlyi u. 16th

28 marca od 15.00 do 22.00: dzień skandynawski w Erőművház zorganizowany przez fundację Skandináv Ház – dla zainteresowanych kulturą Skandynawii wykłady, filmy, koncert, programy dla dzieci, możliwość nabycia książek skandynawskich autorów (w jęz. węg.), pamiątek i gadżetów. Dzieci wstęp bezpłatny, dorośli 500 Ft. 1077 Budapest, Wesselényi utca 17

wystawy

od 28 marca – 25 kwietnia: w galerii Judit Virág wystawa Jánosa Vaszaryego, jednego z najbardziej znanych malarzy węgierskich XX wieku. Zobaczymy 140 obrazów pochodzących z prywatnych kolekcji węgierskich i zagranicznych kolekcjonerów. Obok wczesnych naturalistycznych i ekspresjonistycznych obrazów z początku XX wieku, zobaczymy prace z lat 20 i 30 przedstawiające martwą naturę, akty,  krajobrazy nadmorskie, sceny z życia miasta. V dzielnica, Falk Miksa u. 30.

Do 17 maja – Węgierska fotografia prasowa – w tegorocznej edycji konkursu jury wybrało 500 zdjęć z nadesłanych 7000. Zdjęcia dokumentujące rok 2014 widziany okiem węgierskich fotografów można oglądać w Capa Központ.  1065 Budapest, Nagymező u. 8

Do 10 maja w Ludvig Museum wystawa duetu niemieckich artystów zatytułowana No pain, no game. Volker Morawe i Tilman Reiff poruszają jeden z istotnych aspektów życia we współczesnym, nowoczesnym świecie – gry video i odizolowany świat graczy. Skłaniająca do myślenia, bolesna, ale momentami zabawna wystawa. 1095 Budapest Komor Marcell utca 1.

no pain, no game fot.welovebudapest

koncerty

28 marca (sobota) – o 20.00 w Trafó HUBRO Label Night. Koncert dwóch zespołów spod znaku norweskiej wytwórni Hubro – Huntsville i Cakewalk. Joga country, krautrock,  nieortodoksyjny postpunk z elektronicznym industrialem. 1094 Budapest, Liliom u. 41.

28 marca (sobota) –w Vörös Yuk o 20.00 wystąpią: Bandanas, Social Free Face, Tisztan A Cel Fele, Weoongg!, Tango Underground, Ventura. Hardcore z Budapesztu i Egeru. Na miejscu możliwość nabycia koszulek. Bilety w cenie 1000 Ft. Vörös és Kék Yuk, 1032 Budapest, Fényes Adolf u. 28

30 marca (poniedziałek) w Muszi o 20.00, zagrają Mean Jeans (USA), Nancy (USA), The Somerault Boy, Camp Koala – dawka klasycznego punk rocka w amerykańskim i lokalnym wydaniu. Bilety w cenie 1200 Ft. MüSzi – Művelődési Szint Alkotóközpont és Befogadótér, 1083 Budapest, Blaha Lujza tér (Corvin áruház III piętro)

31 marca (wtorek) o 20.00 – w Akvarium wystąpią Glass Animals (UK) i Volkova Sisters. Volkova Sisters to rewelacyjny węgierski zespół przypominający najlepsze dokonania zespołów spod znaku 4AD. Sama nie wiem ile wspaniałych muzycznych analogii odnalazłam wsłuchując się w ich piosenki. Najkrócej rzecz ujmując była to inspirująca podróż do czasów ambitnej muzyki lat 80.

Ceny biletów na Sziget 2015

Tegoroczne ceny biletów na Sziget (10-17 sierpnia 2015) są jak zwykle droższe niż zeszłoroczne. Tygodniowy karnet kosztuje 80 tys. Ft (w przedsprzedaży 72 tys. Ft), czyli ok. 1000 zł. Bilet dzienny 18 tys. Ft (w przedsprzedaży 16 tys. Ft – ponad 200 zł). W 2014 bilet dzienny kosztował 16 tys., a w 2013 – 14 tys. Ft.

Ciekawe jest wyjaśnienie tej sprawy podawane przez Károlya Gerendai z Sziget Kft., organizatora festiwalu. Tłumaczy on, że wzrost cen wynika z dużej ilości… konkurencyjnych festiwali. I choć pozornie wydaje się to nielogiczne, bo przecież w warunkach silnej konkurencji ceny powinny maleć, to jednak winien jest popyt na gwiazdy, jaki wygenerowały te wszystkie festiwale. Oczywiście gwiazdy w tej sytuacji żądają znacznie wyższych stawek.

Można się spodziewać, że będzie to kolejny rok, w którym młodzież węgierska będzie wybierać inne festiwale. Możliwe, że również goście zagraniczni nie zechcą zaakceptować tak wysokich cen – sama spotykałam się z opiniami Niemców czy Francuzów, że ceny stają się zbyt wygórowane, szczególnie w stosunku do tego co festiwal oferuje. Zobaczymy czy konkurencyjne w regionie festiwale (Open’er i Exit) też będą tak drogie. Jeśli nie, to organizatorzy mogą się przeliczyć w swych rachubach.

Na stronie Szigetu przed świętami pojawiły się nazwiska pierwszych wykonawców: Florence and the Machine, alt-J, Blasterjaxx, Awolnation, Jamie Woon, Fauve, José González, The Subways, Babylon Circus, Kadebostany.

Star Wars po węgiersku

Choć premiera VII części Gwiezdnych Wojen (węg. Csillagok háborúja) odbędzie się dopiero za rok to już teraz fani gwiezdnej sagi rozpalani wiadomościami o kolejnej części ulubionego filmu wracają do wcześniejszych części.

Czasami mogą to być bardzo nostalgiczne powroty. Pamiętacie czasy gdy premiery światowe odróżniało w Polsce nie tylko jakieś totalnie absurdalne zapóźnienie w stosunku do reszty świata (w stosunku do USA nadal niestety ktoś coś takiego często praktykuje), ale też tworzenie własnych plakatów? Jako dzieci zupełnie nie mogliśmy zrozumieć tego „procederu” bo wydawało nam się, że te oryginalne które trafiały do nas jako towar dostępny na bazarach lub z niemieckiego BRAVO, biły na głowę „dziwaczne” propozycje rodzimych grafików. Za nic mieliśmy prawdziwą sztukę, ale po latach… Przy okazji odgrzania Star Wars manii trailerem kolejnej części, pojawiła się w sieci ciekawa kolekcja plakatów, jakie w różnych krajach towarzyszyły gwiezdnym wojnom, a w tej kolekcji plakaty do części IV, V i VI z Węgier. Obejrzyjcie sami, i powiedzcie czy Wam to czegoś nie przypomina?

Tu plakaty z innych krajów i jeszcze więcej z Węgier.

Warto też wspomnieć, że na Węgrzech w tamtych latach ukazał się komiks z przygodami znanymi z części IV do VI. Autorem scenariusza (ponoć nie do końca pokrywającego się z oryginałem) był znany również w Polsce autor scenariuszy do komiksów Tibor Cs. Horvath. Komiksy z jego scenariuszami często były publikowane w magazynie Relax, a później wydawane jako osobne albumy (Faraon, Ostatni Mohikanin, Bambi, Dziedzictwo Inków, Old Shatterhand i Winnetou, i inne), a narysował go Attila Fazekas (Faraon, Dziedzictwo Inków, W niewoli u piratów kosmosu). Dziś na te dość nieudolne próby kopiowania amerykańskiej grafiki patrzy się niewątpliwie z politowaniem i nostalgią, ale wtedy było to okienko uchylone na wielki świat. Oczywiście komiksy powstały bez zgody, a pewnie i bez wiedzy Lucas Films :) Dziś są niezwykłą rzadkością i są poszukiwane przez kolekcjonerów.

Z ciekawostek na stronie Magyar Star Wars Klub warto obejrzeć jeszcze kolekcję figurek z lat 80 (fragment poniżej) – śmieszne podróbki za 20 Ft, np. genialny Joda czy Vader. Pod figurkami są też wspaniałe pojazdy kosmiczne produkcji rzemieślniczej :)

Po ukazaniu się zwiastuna grupa węgierskich entuzjastów postanowiła udzielić odpowiedzi na pytanie: Co by było gdyby… Gwiezdne Wojny część VII nakręcono w Budapeszcie. Trzeba przyznać, że ich mały żarcik robi wrażenie.

Rubik na ścianie

Neopaint zamyka sezon obrazem kostki Rubika, uwiecznionej na ścianie kamienicy przy Rumbach Sebestyén utca. Kostka wygląda równie fajnie z daleka jak i w przybliżeniu – bardzo ciekawy pomysł połączenia w całość mnóstwa kolorowych kółek i małych elementów. Zastosowanie w muralu techniki rastrowej przywodzi na myśl prace Roya Lichtensteina, drugiego obok Warhola wielkiego twórcy pop-artu, który oprócz komiksowych grafik znany był właśnie z całościennych murali.

Oddanie w tym miejscu hołdu ojcu chrzestnemu pop-artu to nie tylko ciekawy sposób na zamknięcie sezonu tej jakże interesującej grupy malującej murale, ale też dobre nawiązanie do sąsiedniego malowidła, które swoją techniką wykonania przywodzi na myśl typowe komercyjne murale, które przecież stanowiły dla twórców pop-artu inspirację. Widoczny w tle obraz, upamiętniający słynny mecz Złotej Jedenastki z Anglią utrzymany jest w stylu i kolorystyce murali reklamowych obecnych w przestrzeni publicznej do czasów kiedy zostały one wyparte przez billboardy.

Neopaint powróci z nowymi pomysłami na wiosnę.

Kolorowe miasto – finał

Na zakończenie festiwalu Kolorowe Miasto wybrano dwa najlepsze murale. Jury najbardziej spodobały się jaskółki oraz dzieło pt. Prowincja czy metropolia. Oto zwycięzcy:

Jaskółki z ul. Akácfa 27 są efektem opracowania tematu pary przeciwieństw Spokój czy szaleństwo. Twórcą muralu jest Károly Mesterházy, alias Carlos BreakOne.

Prowincja czy metropolia, ul. Kertesz II. Autorem jest Richárd Orosz, członek legendarnej grupy 1000%. Głównym motywem muralu jest charakterystyczna dla krajobrazu węgierskiej puszty studnia z żurawiem (gémeskút) i nawiązanie do węgierskiej endemicznej rasy szarych krów (szürkemarha).

 zdjęcia z fb Színes Város

Jaki kolor ma Budapeszt?

Polski artysta Łukasz Berger (Cekas) przygotował jeden z nowych murali w Budapeszcie. W ramach trwającego  Színes Város (Kolorowe Miasto) Strongbow Budapest Fesztivál powstał już piąty mural, tym razem na ulicy Akácfa. Praca zatytułowana Chill czy szaleństwo? ma przedstawiać krańcowe stany: spokój lub gwałtowność. Artysta twierdzi, że pędzla używa jak dłuta, którym pracował przez klika lat jako rzeźbiarz. Polski artysta jest zafascynowany architekturą Budapesztu, różnorodnością miasta, której oddaje hołd dobierając specjalnie kolorystkę swojego muralu do wyglądu otoczenia.

Innym ciekawym muralem powstałym w ramach tego projektu jest dzieło autorstwa  rumuńskiego artysty Obie Platona. Na jednej z kamienic na ulicy Kazinczy zobaczymy kolorową Matkę Ziemię, której przeciwstawione zostało szare, bezbarwne miasto.

Na ulicy Kertész można zobaczyć z kolei mural wspólnego autorstwa kilku węgierskich artystów, którzy podobnie jak wspomniany Platon próbują odpowiedzieć na pytanie Miasto czy natura? Dzieło nosi tytuł Kwiaty rozkładu.

Poniżej obraz z ulicy Dob. Dorka  Jakócs i Dávid Tripsánszki (Tripó) nazwali go Każdy ma swoje miasto chcąc przekazać, że każdy przynależy do jakiegoś miejsca na Ziemi. Kolorową część wykonała Dorka, biało-czarną Tripó.

Akcja Színes Város wpisuje się w trend polegający na zamalowywaniu niewykorzystanych i często szpetnych powierzchni starych kamienic Pesztu (o podobnych muralach grupy Neopaint już kiedyś wspominałam na blogu). Przestrzenie te najczęściej powstają po rozbiórce kamienic, ale często są też stałym „sąsiadem” szkolnych boisk czy parkingów lub też powstawały w sposób zamierzony jako tzw. ściany przeciwpożarowe (chodziło o zapobieganie przenoszeniu się ognia z jednej grupy kamienic do drugiej). zdjęcia z fb Színes Város

Alternatywny Budapeszt

Budapeszt widziany przez pryzmat popkulturowych ikon. Péter Kovács tworzy fotomontaże łączące popularne scenerie budapeszteńskie z fantastycznymi stworami i superbohaterami z amerykańskich komiksów i filmów. Tyrannosaurus Rex wychodzący z Mostu Wolności niczym z zagrody w Parku Jurajskim, wulkan na górze Gellerta czy pomnik Batmana w miejsce pomnika Petőfiego albo The Beatles na przejściu przed dworcem Keleti. Porywająca alternatywa Budapesztu.

Wystawę prac ‘Alternative Budapest’ w dużym formacie można oglądać od 2 do 14 września w kinie Corvin. A tu w pomniejszeniu na instagramie i facebooku.

Feel Flux – magia fizyki

FeelFlux

Węgierski wynalazek Feel Flux odnosi sukcesy za granicą. Wymyślony przez 2 studentów Flux jest zabawką zręcznościową wykorzystującą magnesy, dając efekt antygrawitacji. Ádám Lányi i Tamás Somlyó poznali się studiując na budapeszteńskiej Politechnice. Obu zawsze pasjonowała nauka, zabawa i projektowanie. Doszli do wniosku, że każdy lubi doświadczyć czasem magii w codziennym życiu, ale zamiast stosować iluzjonistyczne sztuczki oni oparli się na fizyce.

Jak to działa? Wymyślona przez Węgrów zabawka składa się z rury miedzianej lub aluminiowej wewnątrz małego cylindra i silnie namagnesowanej kulki. Kiedy próbujemy przerzucić kulkę przez cylinder o większej od niej średnicy, ta przechodzi o wiele wolniej niż można się tego spodziewać. Wytłumaczeniem jest prawo Lenza. Za każdym razem kiedy pole magnetyczne zmienia się wewnątrz materiału przewodzącego, indukuje napięcie nazywane siłą elektromotoryczną. W zależności od oporu materiału,wytwarza prąd, który zachowuje się jak w tradycyjnych magnesach: tworzy dodatkowe pole elektromagnetyczne.

Prawo Lenza mówi, że pole magnetyczne wytworzone przez ten wywołany prąd jest tak skierowane by przeciwstawić się zmianie strumienia źródłowego. Mówiąc prościej: jeśli wytworzymy zmieniające się pole magnetyczne przesuwając magnes, to będzie on wytwarzać siłę mechaniczną próbując spowolnić ruch. Im szybciej poruszamy magnesem, tym większa siła się wytwarza. Nigdy nie byłam Einsteinem z fizyki więc jeśli popełniłam jakiś błąd w opisie to proszę o korektę. Tu link do strony FeelFlux i do filmu prezentującego zabawkę.

Vinylize – z płytą na nosie

Vinylize

Lubicie stare płyty winylowe? Moda na ich słuchanie utrzymuje się od lat, ale czy słyszeliście o węgierskiej firmie, która zajmuje się produkcją okularów ze starych winyli? Dowiedziałam się o jej istnieniu przypadkowo, oglądając parę dni temu program Galileo. Firma tworzy oprawki Vinylize, nazywa się Tipton i ma swoją siedzibę w Budapeszcie. Założyli ją pochodzący ze Seattle bracia Zachary i Zoltan Tipton.

Pomysł na oryginalne oprawki okularów zrodził się w głowie Zacharego w 2002 roku, kiedy to natknął się przypadkiem na porzuconą w garażu kolekcję starych płyt swojego ojca. Doznaje wtedy olśnienia i już 3 lata później zakłada firmę Tipton Eyeworks i zaczyna produkować okulary z odzysku. Pierwsza seria winylowych oprawek z widocznymi żłobieniami oryginalnych płyt powstaje z egzemplarzy wydawanych w krajach komunistycznych i zakupionych na pchlich targach w Budapeszcie. Jako surowiec posłużyły winyle wydane m.in. przez Muzę, Jugoton czy Hungaroton.

Po latach testów udało się wypracować metody i sprzęt, który pozwala na tworzenie w tej manufakturze ekskluzywnego produktu o wysokiej jakości. Na oprawki Vinylize trzeba przeznaczyć nie mniej niż 400 euro i w tej cenie dostajemy wyrób unikatowy, według zapewnień producenta luksusowy a zarazem ekologiczny. Stwierdzenie o luksusowości wyrobu nie jest megalomanią, gdyż produkt ich firmy został już dostrzeżony przez wiele liczących się magazynów modowych i lifestylowych. W Budapeszcie mają swoje studio, które mieści pracownię, ekspozycję i biura. Tu można obejrzeć film o tym jak powstają okulary. Więcej na stronie firmy.