Play me

O tym, że lotnisko to odrębny mikrokosmos przekonywali nas już tacy znakomici aktorzy jak Tom Hanks i George Clooney. Tę przestrzeń, zaludnioną przez współczesnych wędrowców którzy niekiedy stają się koczownikami, postanowili wykorzystać współtwórcy projektu Play me – postawili na lotniskach (i innych miejscach publicznych) pianina, tak aby każdy kto ma na to ochotę  mógł na nich zagrać. Aby zachęcić do tego, w swoiste tournee wybrał się zaproszony przez nich „podróżny”, pianista Maan Hamadeh, Libańczyk osiadły w Dubaju. Trafiłam na ciekawy film z jego występu na lotnisku imienia Ferenca Liszta z okazji Światowego Dnia Muzyki (to ciekawe, że to kolejna rzecz która nas łączy z Węgrami –  w obu naszych krajach największe lotniska zostały nazwane imieniem największych kompozytorów romantycznych obu krajów, Liszta i Chopina). Artysta chwalił bardzo dobrą akustykę węgierskiego lotniska, przedstawiając swoją interpretację klasycznych węgierskich motywów. Jest tam i chyba najbardziej znana na świecie węgierska piosenka ludowa Tavaszi szél (wykonywał ją kiedyś sam Freddie Mercury), są Tańce węgierskie Brahmsa oraz II Rapsodia węgierska Liszta. Wszystko to w aranżacji, która z pianina wydobywa czasem dźwięki węgierskich cymbałów, niekiedy ocierając się o fałsz. Swobodna interpretacja ukazująca rozbuchane dźwięki węgierskiej muzyki ludowej i nią inspirowanej.

Zapowiedzi 24.06.2015

Oto kilka propozycji koncertowych – ze względu na duże zainteresowanie już teraz warto pomyśleć o biletach.

1-4 lipca: festiwal VOLT w Sopronie. Wystąpią m.in. Motorhead, Fatboy Slim, David Guetta i cała plejada węgierskich gwiazd. O samym festiwalu VOLT (i nie tylko o tym jednym) więcej przeczytacie w moim zeszłorocznym poście Węgierskie festiwale muzyczne

4 lipca: Cockney Rejects w Durer Kert. Bilety w cenie 5000 Ft.

5 lipca: Marcus Miller w Budapest Park – multiinstrumentalista jazzowy znany głównie z gry na gitarze basowej

7 lipca: rapowa legenda Wu-Tang Clan w Budapest Park, nie tylko dla miłośników gatunku. Na ulicach widzę czasem dzieciaki w koszulkach z charakterystycznym W, co świadczy o tym, że już kolejne pokolenia się na nich wychowują. Można zaryzykować stwierdzenie, że to już klasycy tej miary co Led Zeppelin, Hendrix czy Metallica.

7 lipca na A38 wystąpi Soulfly. Bilety w przedsprzedaży po 3500 Ft.

9 lipca: w klubie Akvarium – Einstürzende Neubauten!

13 lipca: Manu Chao w Budapest Park – tańsze bilety niestety już się skończyły, dostępne są jeszcze te po 8250 Ft.

21 lipca: Sepultura w Barba Negra

18 sierpnia: również w Budapest Park zagrają Bad Religion. To kolejny klasyk z mojej listy obowiązkowej, mądry, zaangażowany punk.

O różnych atrakcjach jakie czekają na odwiedzających Budapeszt i Węgry latem postaram się napisać na blogu w najbliższym czasie.

Jeszcze w ten weekend:

27 czerwca (sobota): Muzyka świata w wykonaniu tureckiego Kolektif Istanbul o godz. 20.00 na A38. Spotkanie tradycji Anatolii i Bałkanów wzbogacone elementami funky i jazzu. Oprócz słynnego kolektywu wystąpią węgierskie zespoły Góbe i Selindek. Bilety 500 Ft.

Do niedzieli 28 czerwca trwa miejski festiwal Budapest Essentials. To seria wydarzeń kulturalnych, muzycznych i kulinarnych odbywających się w wielu miejscach stolicy, np. Margitsziget, Vidámpark, Széchenyi Gyógyfürdő, Vásárcsarnok, Fővárosi Nagycirkusz. Program tu.

30 czerwca w Szimpla Kert – włoski folk w wykonaniu Sycylijczyków z Oi Dipnoi.

Teatr, literatura i muzyka na trwającym do 13 lipca letnim festiwalu organizowanym przez Muzeum Literatury im. Petofiego. Mnie zainteresowały te dwa wydarzenia: W ogrodzie muzeum 3 lipca fragmenty swoich dzieł będzie czytał sam Peter Esterhazy, 6 lipca przedstawienie Podróżny i światło księżyca oparte na twórczości Antala Szerba. Zainteresowanych pozostałymi programami odsyłam do strony festiwalu PIM Nyári Fesztivál.

Rozpoczęły się dni lawendy w Pannonhalma – program trwa do 12 lipca. Szczegóły tu.

W sobotę 27 czerwca od godz. 21.00 do 4.00 nad ranem na Placu Bohaterów i w Lasku Miejskim – Noc Sportu. W programie m.in. fitness, joga, zumba, badmington, floor curling, nordic walking, kajaki i wiele innych. Ciekawa (i zdrowa) alternatywa do nocnej wędrówki po knajpach :) Jeśli nie mieliście planów na wieczór, może ten program Was zainteresuje. Tak było rok temu:

Grajkowie

Moje dzieci bardzo lubią ulicznych grajków i chyba z wzajemnością. Będąc na spacerze obowiązkowo musimy zatrzymać się przy każdym muzykancie. Przy jednej z takich okazji, przechodząc obok dworca Nyugati natknęliśmy się na panów z Magyar Csárdás Project. Jeden grał na lirze korbowej (węg. tekerő), a dwóch gromkim głosem wtórowało mu śpiewem. Jak się dowiedziałam, grają dawną muzykę ludową z Wielkiej Niziny Węgierskiej, przy okazji dorabiając sobie ulicznym muzykowaniem. Z tym nie jest według nich najlepiej, bo o pozwolenie trudno, poza tym jak ktoś już taką koncesję otrzyma, to bardzo łatwo może ją utracić. Tak więc niestety, często są przeganiani przez policję. Jak widać życie ulicznych grajków na Węgrzech jest tak ciężkie, że moi rozmówcy stwierdzili że z wielką chęcią ruszyliby w zagraniczne turnee, a ich marzeniem jest granie w… Krakowie. No nie wiem, czy poradzą sobie na tak wymagającym rynku.

Mariachi znad Balatonu

Me gusta tocar guitarra
me gusta cantar al sol
Mariachi me acompañan
cuando canto mi canción

Lubię grać na gitarze
Lubię śpiewać do słońca
Mariachi mi akompaniują
Kiedy śpiewam moją piosenkę

Te słowa wielkiego przeboju śpiewanego przez Antonia Banderasa dedykuję autorowi najnowszego węgierskiego hitu, pieśni co oczywista opiewającej Balaton (balatoni to osobny nurt muzyki popularnej na Węgrzech). Niestety uroczego V Zolika dosięgnęła jedna z podstawowych i najbrutalniejszych zasad show businessu – artysta najczęściej sławę i uznanie zdobywa po śmierci. Ten uroczy i bezpretensjonalny grajek, który z ogromną szczerością oddał wszystkie uroki Balatonu, ciesząc się tym że może o tym śpiewać, niestety zmarł niedawno na zawał serca. Dziś jego piosenka stała się najchętniej oglądanym klipem w serwisach na Węgrzech. Posłuchajcie jego gitary i jego dwóch mariachi, śpiewając razem z nimi – …Ba-la–ton! Nie będziecie się mogli od niej uwolnić :) Spoczywaj w pokoju Zolika.

A komu mało było Balatonu, może posłuchać jak Zolika chwali uroki Budapesztu.

Zapowiedzi 15.04.2015

Od 17 kwietnia do 10 maja wystawa retrospektywna Károlya Chochola w BTM – Budapest Galéria w ramach Budapesti Tavaszi Fesztival. To nie tylko retrospekcja dorobku artysty fotografika, ale też retrospekcja historii Budapesztu przedstawianego raz to lirycznie, raz to ironicznie.

18 kwietnia (sobota) na scenie Teatru Narodowego (Gobbi Hilda Stage) – „Białe Małżeństwo” Tadusza Różewicza, w inscenizacji Teatru Maska z Rzeszowa (po polsku, z węg. napisami).

Przypominam, że w dniach 17 do 22 kwietnia – XXI Polska Wiosna Filmowa w Művész Mozi. Gościem festiwalu będzie aktor, odtwórca roli doktora Religi w filmie „Bogowie”, Tomasz Kot. Film można będzie zobaczyć w piątek 17 kwietnia o godzinie 19.00.
Z kolei w sobotę konkurujący w zeszłym roku z „Bogami”, „Jack Strong” – historia Ryszarda Kuklińskiego, agenta CIA i pułkownika LWP, człowieka, którego ocena podzieliła Polaków. Film w reżyserii W. Pasikowskiego z Marcinem Dorocińskim w roli głównej, gwarantuje emocje na najwyższym w Polsce poziomie. W ciągu kolejnych dni do obejrzenia będą jeszcze:
„Hardkor Disko” opis współczesnej metropolii i jej ostro żyjących mieszkańców, słabości fabuły rekompensowane są dużym dynamizmem filmu i oprawą muzyczną,
„Obywatel” Jerzego i Macieja Sthurów – niejako kontynuacja filmów „Zezowate szczęście” i „Obywatel Piszczyk”, losy zwykłego polskiego obywatela w teatrze nieodległej historii.
„Jeziorak” klasyczny kryminał z wielowątkową akcją umiejscowiony na polskiej prowincji; coś dla miłośników skandynawskich klimatów.
Niezwykły dokument „Powstanie Warszawskie”, gdzie po raz pierwszy obejrzeć można kolorowe ujęcia tych tragicznych dni oraz pełna rozmachu fabuła „Miasto 44”.
No i oczywiście 17 kwietnia o 17.00 – Oscarowa „Ida” – komentarze niepotrzebne, trzeba iść do kina!
Tu znajdziecie program festiwalu. Művész Mozi, 1066 Budapest,Teréz krt. 30

Jeszcze jedno przypomnienie – w ten weekend festiwal Budapest100, w ramach którego dla zwiedzających udostępnionych zostanie kilkadziesiąt stuletnich budynków (m.in. widoczny na zdjęciach powyżej były hotel Britannia przy Teréz krt. 43, obecnie Radisson Blu Béke Hotel). O programie pisałam szerzej tu.

17 kwietnia (piątek) godz. 12.00-20.00 oraz 18 kwietnia (sobota) godz. 11.00-19.00 – Vintage vásár w salonie LoveBug Vintage przy Margit krt.62. Unikalne ciuchy, buty, torebki, kapelusze, okulary, oryginalna biżuteria. W ten weekend ceny promocyjne. Na pewno uda Wam się upolować coś dla siebie na sezon wiosenno-letni.

18-19 kwietnia (weekend) – coroczny festiwal czosnku niedźwiedziego w Orfü – znajdziecie tu mnóstwo kulinarnych inspiracji i przepisów na potrawy z czosnkiem niedźwiedzim.  W tym roku towarzyszyć im będą dania z ryb. Przy okazji polecam mój wpis poświęcony tej niezwykle popularnej na Węgrzech roślinie.

18 kwietnia (sobota) w MMKM Öntödei Múzeum (Muzeum Odlewnictwa) – rodzinny piknik historyczny, na którym przeniesiemy się do epoki renesansu i czasów króla Macieja oraz Jana Hunyadiego. Mátyás az igazságos czyli Maciej zwany Sprawiedliwym – w programie pokazy rycerskie i łucznicze, konkurs walki na szable z  udziałem uczniów trenujących ten sport (szablyavívás), zabawy sprawnościowe dla dzieci, zajęcia plastyczne i manualne, będzie można zrobić własną tarczę, hełm, sakiewkę. Nie zabraknie oczywiście popularnych bajek i legend o królu Macieju. Wstęp 800 Ft, uczniowie i studenci (6-26 l) 400 Ft, dzieci poniżej 6 lat bezpłatnie. Magyar Műszaki és Közlekedési Múzeum – Öntödei Múzeum, 1027 Budapest, Bem József u.20

festiwal historyczny fot.Kiss Dénes

18 kwietnia (sobota) – Fizyka dla wszystkich – wydarzenie nie tylko dla szalonych naukowców, które uświadomi nam, jak często na co dzień używa się wiedzy z zakresu fizyki. Ciekawe programy na terenie całego kraju, interaktywne wystawy, wykłady, doświadczenia naukowe przedstawione w przystępny sposób. W tym roku tematem przewodnim będzie światło. Tu szczegóły.

fizyka dla wszystkich

koncerty

21 kwietnia (wtorek) w Művészetek Palotája o godzinie 20.00, wystąpi Sinéad O’Connor. Irlandzka gwiazda uświetni Budapesti Tavaszi Fesztival, promując materiał z płyty „I’m not Bossy, I’m the Boss”. Bilety w cenie: 3900 Ft, 5900 Ft, 7900 Ft, 9900 Ft i 12900 Ft. Művészetek Palotája MUPA, 1095 Budapest, Komor Marcell u. 1

22 kwietnia (środa) w KVLT BP (ex Vörös Yuk) o godzinie 19.00 wystąpią Dog Eat Dog z USA. Pamiętam ich jeszcze z lat 90, kiedy ich „No fronts, no tricks, no soap box politics…” skandowaliśmy na ich koncertach w Polsce. Jestem bardzo ciekawa co po latach zostało z tej wspaniałej hardcorowej energii. Oto ich tourne z okazji 25 lecia istnienia. Oprócz Amerykanów zagrają również The Ruffes z Finlandii, oraz węgierskie VL45 i Planet Void. Bilety w cenie: 3900 Ft w przedsprzedaży oraz 4900 Ft na miejscu. Vörös és Kék Yuk, 1032 Budapest, Fényes Adolf u. 28

24 kwietnia (czwartek) na A38 o godzinie 20.00 w ramach Budapesti Tavaszi Fesztival wystąpi Victoria Christina Hesketh, znana jako Little Boots. Wokalistka pochodzi z Wielkiej Brytanii i gra świetny elektro pop. Ona sama mówi o wpływach na jej muzykę takich wielkich jak The Human League, Gary Numan, Kraftwerk, Pink Floyd, Kylie Minogue, Britney Spears i Jean-Michel Jarre – niezły rozrzut, prawda? Ale to wszystko naprawdę jest w jej muzyce, a ja jeszcze dorzuciłabym Frankie Goes to Hollywood, Madonnę a przede wszystkim Debbie Harry, do której jest wręcz podobna. Świetna inspiracja latami 80, wykorzystaniem tego co było w nich najlepsze. Nieprzypadkowo artystka jest stawiana obok takich wokalistek jak Lady Gaga, Ladyhawke, Florence and The Machine czy Elly Jackson z La Roux. Bilety w cenie 4500 Ft w przedsprzedaży do 22 kwietnia i 5000 Ft w dniu koncertu. A38, 1114, Petőfi Hid, Budai alsó rakpart

24 kwietnia (piątek) na A38 o godzinie 19.00 Wystąpi Kapela ze Wsi Warszawa – Warsaw Village Band. Zespół będący już legendą na scenie World Music i to nie tylko w Polsce, o czym świadczy ich gwiazdorski wręcz status na Węgrzech po ich występach na Szigecie. Nowocześnie zaaranżowane utwory ludowej muzyki Mazowsza budzą szok gdy słucha się ich po raz pierwszy. Znane i przez lata niekoniecznie kochane ludowe zaśpiewy tu zmieniają się w transową muzykę, którą chyba sam czart na swoich diabelskich skrzypcach zaaranżował. Jednocześnie muzyka ta jest pełna dźwięków z całego świata, co jednak nie gubi jej źródła, a tylko je podkreśla. Zdecydowanie polecam. Dodatkowo wystąpi węgierski zespół Meszecsinka grający psychodeliczny world music. A38, 1114, Petőfi Hid, Budai alsó rakpart

29 kwietnia (środa) w Audytorium CEU (Central European University) zagra Lepaseree z Estonii, które w równie niebanalny sposób, co Kapela ze Wsi Warszawa interpretuje tradycyjną muzykę ludową swego kraju. Muzyka i kultura ludowa krajów bałtyckich zawsze interesowały Węgrów szukających w niej jakichś swoich korzeni, których tak im w Europie brakuje. I faktycznie, to co prezentują Lepaseree na pierwszy rzut oka wydaje się być odległe, a jednak szczególnie delikatny głos Meeliki Hainso jakoś przypomina mi węgierskie gwiazdy folkowe. Mnie ta muzyka po prostu zahipnotyzowała. Wstęp wolny! Central European University – Auditorium, 1051 Budapest, Nádor u. 9.

Wielkanoc na Węgrzech – Hollókő

Tradycja Lanego Poniedziałku, która w Polsce wyewoluowała w dzikie wojny uliczne (którym w końcu trzeba było przeciwstawić siłę argumentów prawnych) zrodziła się z wiejskich zwyczajów, kultywowanych na wsi do dziś. Tam jednak nikt się nie obraża, a wszystko jest uregulowane ramami tradycji. Bo też żadna panna nie może się obrazić jeśli wiele wody zostanie na nią wylane – widać, że się kawalerom podoba. Ta, jak i wiele innych tradycji wielkanocnych łączą Polaków i Węgrów. Czasami wręcz odnoszę wrażenie, że polskie fakultety etnograficzne powinny otworzyć jakąś stałą placówkę na Węgrzech – tak wielkie było przenikanie się kultur chłopskich między oboma narodami. Niewątpliwie jednak elementem zazdrości polskich etnografów jest masowy udział Węgrów w pielęgnacji dawnych zwyczajów (po części wynikający z ruchu táncházów – domów tańca), który jednak tak jak i w Polsce spotyka się z krytyką i zarzutami o „cepeliowość”. Tak czy owak, żywe wielkanocne zwyczaje ludowe ściągają w Wielkanoc tłumy do malutkiej wioseczki na północnym skraju Węgier, niedaleko od słowackiej granicy.

Hollókő – wioska położona jest w komitacie Nógrád, ok. 100 km od Budapesztu, w otoczeniu wzgórz Cserhát. Znana jest z tego, że jej stara część zwana Ófalu w roku 1987 została wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Wioska zachowała swój oryginalny charakter, który przejawia się w jednolitym budownictwie w stylu Połowców (Palócok) – długie bielone chaty, z uroczymi gankami i rzeźbionymi szczytami dachów, wybudowane na wąskich działkach, gdzie do części mieszkalnej składającej się tradycyjnie z trzech izb przylegają pomieszczenia gospodarskie.

Początki wioski sięgają XVII wieku, jednak przez wieki drewniane domy często były niszczone przez pożary. Po ostatnim pożarze z roku 1909 chaty odbudowano na kamiennych podmurówkach i w tej formie większość przetrwała do dziś, zachowując niezwykłą spójność zabudowy (ponad 50 chat położonych wzdłuż ulic Petőfi i Kossuth). W centrum wsi znajduje się kościół rzymsko-katolicki z 1889 roku, kryty gontem, z drewnianą wieżą.

Nad wsią górują ruiny XIII wiecznego zamku (częściowo odrestaurowany, można go zwiedzać). Dookoła rozpościera się Park Przyrody Hollókő (141 ha) z trasami dla pieszych i rowerzystów. Symbolem osady jest kruk trzymający w szponach kamień, stąd nazwa Hollókő – kruczy kamień. Jedna z legend mówi, że pewnego razu András Kacsics właściciel sąsiadującej z dzisiejszym Hollókő Pusztavárhegy, porwał piękną dziewczynę, której piastunka okazała się być wiedźmą. By uwolnić dziewczynę zawarła ona pakt z diabłem. Na rozkaz czarta diabelscy synowie pod postacią kruków przenieśli w nocy kamienie z wieży, w której więziona była dziewczyna, oswobadzając ją.

Wioska przyciąga turystów przez cały rok, ale szczególnie tłoczno jest tutaj wiosną, w czasie świąt wielkanocnych, kiedy organizowany jest festiwal znany pod nazwą Wielkanoc w Hollókő. Jest to cykl imprez trwających od Wielkiego Piątku do Poniedziałku Wielkanocnego, prezentujących zwyczaje związane z Wielkim Tygodniem. My wybraliśmy się do Hollókő w Lany Poniedziałek, by pokazać chłopcom tradycje związane z tym dniem. Jak już wspomniałam na wstępie, razić może, że oczywiście wszystko zorganizowane jest na pokaz, że pokazowa jest niejako cała wioska, wokół której prężnie rozwija się turystyczny biznes (np. w tym roku wstęp na festiwal kosztował 2500 Ft od osoby, dla dzieci wstęp wolny). Dzięki temu możliwe jest jednak utrzymanie skansenu, a i mieszkańcy wioski znajdują w ten sposób zajęcie. Turyści z całego świata (Japończycy, Chińczycy, Amerykanie, Polacy a nawet Afrykanie, choć co ciekawe nie było Rosjan którzy tak prężnie rozwijają ostatnio kontakty turystyczne na Węgrzech).

Na Węgrzech nie zanikł zupełnie zwyczaj polewania (locsolkodás) czy to wodą kolońską, czy perfumami czy też zwykłą wodą, ale istnieje w zdecydowanie symbolicznym wymiarze. Dziewczęta, które liczą na coś więcej odnajdą to na niektórych wsiach, a szczególnie w Hollókő (ale i innych wioskach na ziemi Połowców). Tu wciąż jeszcze wylewa się tej wody całkiem spore ilości. Po centrum wsi paradują wtedy zastępy dziewcząt i kawalerów uzbrojonych w wiaderka, dzbanki, cebrzyki, śpiewając i deklamując żartobliwie między sobą. Dziewczyny piszcząc uciekają, widowni też się trochę dostaje (ale tak symbolicznie – uwaga na osobnika z wąsami a la Dali – odwdzięcza się za pochwalenie wyhodowanych wąsów polewając wodą). U naszych chłopców ten punkt programu zdecydowanie zajął pierwsze miejsce na liście atrakcji tego dnia, udokumentowany został nawet ich czynny udział w tej zabawie.

Uwagę zwracają przede wszystkim stroje – spódnice dziewczyn z tylu warstw, że tworzą szerokie klosze, co pewnie wraz z chustami chroni jej przed chłodem (pomimo tego że świeciło słońce, było dość zimno). Stroje te, noszone są tylko na specjalne okazje, święta czy imprezy prezentujące folklor regionu. Różnorodność jest duża, o czym można się przekonać odwiedzając np. ulokowane w jednej z chat muzeum lalek, prezentujące stroje ludowe z różnych części Węgier. Różny kolor, długość i zdobienia wskazują na region z którego pochodzi dany strój. Możemy wyróżnić kilka grup strojów Połowców: z Hollókő, Buják, Kazár, Őrhalom, Rimóc.

Wielkanoc na Węgrzech, podobnie jak w Polsce kojarzy się nieodłącznie z jajkami malowanymi w tradycyjne, ale i w różne bardziej fantazyjne wzory. Tu również w zależności od regionu istnieją różnice w technice wykonania, kolorach czy motywach. Mieliśmy okazję podziwiać te piękne pisanki (himestojás) malowane ręcznie, niektóre z użyciem wosku albo powstałe przez zdrapywanie farby z wydmuszek, pomalowanych wcześniej farbami takimi jak do farbowania materiałów. Maluchy zapragnęły wykonać własne egzemplarze i jak na pierwszy raz „drapanki” wyszły im całkiem nieźle. Udało nam się nawet dowieźć je w całości do domu.

Dzieciom, zarówno miejscowym jak i przyjezdnym najwyraźniej się podobało.

Zatrzymaliśmy się na koniec na jednym z podwórek należącym do Kerekes Band by posłuchać jak grają chłopaki z Góbé – to węgierski zespół, który gra folk wyrastający z tradycji Siedmiogrodu i Wojwodiny. Lawirowanie na granicach gatunków, klasyczne wykształcenie muzyczne plus elementy współczesnego jazzu, country i rocka dają całkiem ciekawą mieszankę.

Kiedy opuszczaliśmy teren festiwalu, naszą uwagę zwróciła dyplomatyczna limuzyna – okazało się, że to nowa ambasador USA w ramach zgłębiania swojej wiedzy o Węgrzech postanowiła odwiedzić wioskę Palóców. Potrafiła jednak tak wmieszać się w tłum turystów, że minęła nas niezauważenie. Będąc już na parkingu na obrzeżach Hollókő wciąż słyszeliśmy dudnienie dochodzące od strony sceny – były to odgłosy podskoków, przytupów i innych hołubców, które szczególnie urzekły Młodszego. Nie wiem tylko czy nasi sąsiedzi z dołu będą w stanie zrozumieć tę fascynację…

Więcej o Wielkanocy na Węgrzech tu.

Szorty czyli krótko 22.03.2015

Węgierski Urząd ds. Konkurencji (GVH) uznał, że handlowy gigant Auchan naruszył ustawę o handlu i nałożył na sieć karę w bezprecedensowej wysokości 1 mld Ft za nieuczciwe praktyki stosowane wobec dostawców. Auchan tłumacząc się koniecznością wspierania promocyjnych cen, pobierał dodatkowe opłaty za wprowadzenie i utrzymanie ich produktów w swoich marketach, już po zawarciu umowy z dostawcą, oczywiście narzucając mu je jednostronnie i grożąc zerwaniem współpracy w razie odmowy. W wyniku dochodzenia urząd ujawnił, że w latach 2006-2011 sieć nakładała niedozwolone opłaty niezależnie od obrotów. Należy przyznać, że w toczącej się wojnie o handel nie przysporzy to handlowemu molochowi sympatii, tym bardziej że kiedy rząd rzucił pomysł zamykania sklepów, które nie wykazują zysku przez dwa lata z rzędu to Auchan protestował najbardziej, a teraz okazuje się że wykazując największe spośród sieci handlowych straty jednocześnie prowadził „ciągłą promocję” na koszt dostawców. Niezgodne z prawem działania były prowadzone nadal przez francuską sieć, pomimo tego że w 2012 roku GVH wydał podobną decyzję wobec holenderskiej sieci Spar.

Warto przypomnieć, że od 15 marca na Węgrzech obowiązuje zakaz handlu wielkopowierzchniowego w niedziele. Otwarte są małe sklepy, poniżej 200  (o nowych przepisach wspominałam w postach z 4 i 19 listopada oraz 17 grudnia). W centrach handlowych w niedziele otwarte są tylko kina i restauracje. Zakaz rozciągnięto również na zakupy online (tzn. towary zamówione w niedzielę przez internet dostarczone zostaną dopiero w poniedziałek). Od poniedziałku do soboty handel na zasadach ogólnych może odbywać się w godzinach 6.00-22.00. Péter Harrach z KDNP powiedział ostatnio, że za 2 miesiące należałoby ponownie przyjrzeć się nowym przepisom i zweryfikować je pod kątem wpływu na gospodarkę i społeczeństwo oraz ewentualnych poprawek. A tych od czasu przegłosowania ustawy w grudniu było już kilka (wciąż trwają  potyczki w sprawie funkcjonowania sklepów na stacjach benzynowych i ośrodkach wypoczynkowych). Minister Lázár stwierdził, że rząd przyjmie do wiadomości wyniki referendum jeśli takie się odbędzie – ale czy będą one dla niego wiążące?

Z ciekawostek – ostatnio w sieci pojawiła się przeróbka słynnego szlagieru z lat 40 Smutna niedziela ze słowami nawiązującymi do niedzielnego zakazu handlu.

Od 1 maja Air China będzie latać z Pekinu bezpośrednio do Budapesztu. Lot będzie odbywał się z międzylądowaniem w Mińsku. Połączenie ma być obsługiwane przez samolot Airbus A330-200, cztery razy w tygodniu.

BKK (Budapeszteńskie Centrum Komunikacji Publicznej) w uroczysty sposób powitało nowy hiszpański tramwaj. Program artystyczny na żywo transmitowała państwowa telewizja. Jednak już Napoleon zauważył, że od wzniosłości do śmieszności jest tylko jeden krok i ten krok zrobili artyści tańczący przy tramwaju. Taniec ten, co możecie zobaczyć na filmie, przypomina słynny taniec z rybami grupy Monty Pythona. Pojawiły się tez głosy, że przypomina scenę taneczną z filmu Grek Zorba, co nie wróży dobrze inwestycji.  Taniec z tramwajem.

Telewizja TV2 wyemituje 25 marca o godz. 3.00 (w nocy z wtorku na środę) film o imigrantach Urząd (Hivatal). Film pokazuje jak wygląda codzienność w biurze obsługi urzędu do spraw imigrantów. Twórca filmu, Viktor Oszkár Nagy przez pryzmat rutynowej pracy urzędników przedstawia kilka indywidualnych historii, stara się nie oceniać i decydować. Rzecz dzieje się w fikcyjnym urzędzie dla imigrantów, a materiału do filmu dostarczyły trwające blisko rok obserwacje i rozmowy przeprowadzone przez reżysera w urzędzie na ul. Budafoki. Podobne tematy porusza francuski film Samba znanego z Nietykalnych duetu reżyserów Nakache i Toledano, który od kilku dni możemy oglądać w węgierskich kinach.

Wybrano hymn tegorocznego festiwalu Sziget. Została nim piosenka Irie Maffia Easy As One Two Three. W 2014 roku był to utwór Together wykonywany przez Ivan & the Parazol, a  w 2013 hymn Szigetu Szabadon po węgiersku śpiewali Punnany Massif.

Pojawił się projekt nowego zegara, który stanie na placu Kálmána Szélla. Będzie to betonowy słup z cyfrowym zegarem, nawiązujący wyglądem do starego czasomierza, który stał się dla wielu mieszkańców obiektem kultowym. W związku z remontem placu projektanci uznali, że konieczna była też zmiana zegara i dostosowanie go do nowoczesnego wyglądu okolicy.

Zapowiedzi 12.03.2015

15 marca (niedziela): Święto Narodowe Węgier upamiętniające węgierską rewolucję 1848-1849. Powstanie zapoczątkowały wydarzenia z 15 marca 1848 roku – odczytano wtedy 12 punktów słynnego manifestu, domagając się m.in. zniesienia cenzury, powołania niezależnego rządu węgierskiego, równości wobec prawa dla wszystkich obywateli, likwidacji pańszczyzny.

Tego dnia w całym kraju odbywają się liczne uroczystości państwowe, jak co roku przewidziano mnóstwo programów rodzinnych. Oficjalne obchody z udziałem prezydenta rozpoczną się o 9.00 rano na Placu Kossutha, następnie o 10.30 kontynuacja uroczystości w ogrodzie Muzeum Narodowego i przemowa Viktora Orbana. Jeśli jesteście w Budapeszcie warto wybrać się na Wzgórze Zamkowe, gdzie przygotowano niezliczone atrakcje szczególnie dla najmłodszych, m.in. spotkania z huzarami, koncerty, zabawy historyczne, konkursy. Będzie można zwiedzić cały Várkert Bazár oraz Táncsics-börtön. A już w sobotę bezpłatny wstęp do Parlamentu z możliwością zobaczenia korony Św. Stefana. Szczegółowy program obchodów tutaj.

Pozostałe propozycje na najbliższe dni:

Solaris

13 marca (piątek-premiera) i 16 marca (poniedziałek) o 19.00 na scenie Akademii Sztuki Teatralnej i Filmowej zobaczymy klasykę sci-fi – Solaris. Adaptacja słynnej powieści Stanisława Lema w wykonaniu studentów 4 roku uczelni. (Ódry Színpad, 1088 Budapest, Vas u. 2/c).

14, 15 marca – jubileuszowy maraton w MUPA. Pałac Sztuk ma już 10 lat. Z tej okazji dla publiczności przygotowano serię koncertów. Koneserzy muzyki klasycznej i jazzowej na pewno będą mieli z czego wybierać.

Od 17 do 20 marca festiwal teatrów lalkowych dla dzieci BÁBU Fesztivál – wstęp bezpłatny! Spektakle będą odbywać się w centrum kultury im. Józefa Attili na Angyalfoldzie albo w Budapeszteńskim Teatrze Lalek.

babu-fesztival

Jeśli nie macie problemów z zasypianiem to możecie skorzystać z Budapest Coffee Tour zorganizowanej z inicjatywy kilku budapeszteńskich kawiarni. Jest to świetna okazja do zapoznania się z ich ofertą oraz fajny pomysł na odkrywanie miasta. Szczegóły, lista kawiarni tu.

19 marca-4 kwietnia – Trocathlon czyli giełda używanego sprzętu sportowego w Decathlonie. Znudziły ci się stare narty albo rower, a wciąż są w dobrym stanie? Jeśli szafy w Twoim domu już się nie domykają, a przy każdej próbie ich otwarcia na Twojej głowie lądują np. kaski rowerowe i inne od lat nieużywane sportowe akcesoria – jest okazja by pozbyć się niepotrzebnego sprzętu. Na miejscu wycena przez rzeczoznawców. Jeśli dojdzie do sprzedaży, sprzedający otrzyma  kupony o równowartości wcześniej uzgodnionej ceny, do wykorzystania na zakupy w sklepach Decathlonu przez kolejne sześć miesięcy.

Trocathlon

Koncerty

Smingus – polski zespół o międzynarodowym składzie zagra w Budapeszcie dwa koncerty. W piątek o 20.30 w Szimpla Kert (Kazinczy utca 14) i w sobotę o 20.00 w Trafik Klub (Mikszáth Kálmán tér 2) z Ethno Darwin i Tegnaputan. W Budapeszcie pojawią się z materiałem z nowej płyty Black Diamonds. Simngus grają modern rock z elementami bluesa, folku i anglosaskiego pop-rocka. Do posłuchania w melancholijnych klimatach tu albo trochę w stylu Doorsów tu. To zdaje się stary materiał więc żeby przekonać się jak brzmi nowa płyta, trzeba przyjść na koncert.

W piątek 13 marca – węgierskie zespoły punkowe zagrają z okazji święta narodowego pod hasłem Punkowa Rewolucja w Lego Klub (1055 Budapest, Szent István krt. 15). Wstęp 1200 Ft. Zagrają: 19.00-19.30 KMK ,19.30-20.15 Oxitocin,20.15-21.00 Pánikroham 21.00-22.00 The DIY – Do It Yourself zenekar 22.00-23.30 Rózsaszín Pittbull 23.30-00.30 Persecutor 00.30-XX.XX Rockdiszkó

punkowa rewolucja

15 marca (niedziela) od 18.00 w Dürer Kert – ponownie węgierski punk, również z okazji święta, tym razem pod hasłem „dzień rewolucji” (gra słów „Forradalmi naPUNK”). Wystąpią: 18.00.Gumicsizma (Kalosze) 19.00.C.A.F.B. 20.00.A-PUNK 21.00.Hiszteria 22.00.Delirium Z 23.00.Faterkiller

15 marca (niedziela) w Barba Negra o godzinie 18.00 – fińskie trolle zrzeszone w trzy zespoły nawiedzą Budapeszt. Próbka najlepszego na świecie, fińskiego black metalu. Zagrają zespoły o uroczych łacińskich nazwach: Ensiferum (FIN), Insomnium (FIN), Omnium Gatherum (FIN). Koncert jest częścią “One Man Army Tour” 2015. Bilety w przedsprzedaży 4500 Ft, zwykłe 5500 Ft (Barba Negra Music Club, 1117 Budapest, Prielle Kornélia u. 4).

16 marca – przypominam o koncercie Archive.

18 marca (środa) – na głównej scenie na A38 o godzinie 20.00 – Zola Jesus z USA. Wokalistka urodzona w rodzinie rosyjskich emigrantów w USA. To wykonawczyni mrocznej muzyki, porównywana z takimi wokalistkami jak Lisa Gerrard z Dead Can Dance czy Elizabeth Freazer z Ceacteau Twins. Jej muzykę można również porównać do tej ilustrującej filmy Davida Lyncha. W supporcie zagra bardzo ciekawa węgierska wokalistka Anez. Bilety: w przedsprzedaży do 17 marca 4900 Ft, zwykłe 5500 Ft.

18 marca dodatkowy koncert Parov Stelar w Klubie Akvarium w dużej sali. Bilety na wcześniejszy 17 marca zostały wyprzedane, ale klub ogłosił, że udało się zorganizować dodatkowy koncert. Parov Stelar to austriacki DJ który wraz z grupą muzyków grających na klasycznych instrumentach tworzy elektroniczny swing i jazz. Niestety bilety koszmarnie drogie: zwykły 9900 Ft a VIP do galerii 15900 Ft.

Z okazji dnia Św. Patryka 18 marca (w środę) w klubie Akvarium o godzinie 20.00 i następnego dnia 19 marca (czwartek) – na głównej scenie na A38Paddy and the Rats (na A38 z Jolly Jackers). Paddy and the Rats to genialny sposób na uczczenie dnia Św. Patryka. Najlepszy zespół punk-folkowy na Węgrzech. Muzycy kryjący się pod anglosaskimi pseudonimami pochodzą z Miskolca, ale są tak dobrzy w tym co robią, że zalicza się ich do czołówki celtic punk rocka obok takich zespołów jak Flogging Molly czy Dropkick Murphys.

Ludowe pasje

Wielu na Węgrzech chciałoby stać się posiadaczami długiego wiejskiego domu, bielonego wapnem. Ale czym jest taki tradycyjny dom, kiedy nie ma w nim prawdziwego glinianego pieca. Zoltan Vass z Siklós udowodnił, że aby zająć się tradycyjnym fachem takim jak praca zduna, niekoniecznie trzeba odziedziczyć go po przodkach, ale można się go wyuczyć z książki wypożyczonej z biblioteki.

Pierwszy piec zrobił sam dla siebie, bo w okolicy brak było fachowca, który by mu go postawił w jego wymarzonym domu z glinianej cegły. Choć do budowy użył skorup doniczek i błota zmieszanego ze słomą, to piec stoi do dzisiaj już 25 lat i ogrzewa główne pomieszczenie jego domu. On sam z czasem nie tylko zdobył uznanie, ale zaczął uczyć innych jak robić piece. Do dzisiaj miał już około 100 uczniów, w tym z Australii i Anglii. Obecnie robi piece, które pozwalają ogrzewać wodę do grzejników, a także takie w których  można wypiekać pizzę lub suszyć zioła.

Pan Vass działa też na rzecz wspierania lokalnej przedsiębiorczości. Zauważył, że często organizowane są szkolenia w ramach których nawet 20 mieszkańców tej samej wsi zdobywa ten sam fach, ale dlatego że jest ich tak dużo – nadal pozostają bezrobotni. On sam mówi, że woli nauczyć jednego mieszkańca wsi swego rzemiosła, tak aby ten mógł się z tego utrzymać. Dodaje jednak, że ważne jest aby zdun wiedział co chce zrobić, bo z jego doświadczenia wynika, że 95% klientów nie ma pojęcia czego właściwie chce, a on rzuci okiem na dom i już wie jak ma wyglądać piec, który w nim stanie. Kiedyś nawet pewna rodzina posądziła go o to, że jest typem fachowca-cwaniaczka, bo kiedy pojawił się u nich, od razu wiedział ile materiału będzie potrzebował, choć wcześniej nie zrobił żadnych pomiarów. Kiedy jednak w ich domu stanął piec o jakim marzyli, zmienili zdanie. Jeżeli macie trochę wolnego czasu, to możecie postarać się skontaktować z panem Vassem, a może zdobędziecie ciekawy zawód :)

Druga historia będzie o legendarnym węgierskim dudziarzu:

W wieku 97 lat zmarł Istvan Pal, zanany jako Pista Bacsi, słynny węgierski muzyk ludowy i gawędziarz, grający na dudach, fletach i fujarkach. Jak sam twierdził, po raz pierwszy ojciec włożył w jego ręce  piszczałkę dud zaraz po urodzeniu, nakazując mu podążanie jego śladami i tak już zostało.

Przez większą część swego życia był zwykłym pasterzem, muzykującym i rzeźbiącym swe instrumenty. Kiedy jednak w latach 90 ostatniego wieku „odkryto go”, zaczął podróżować popularyzując muzykę ludową, a i nie odmawiał gościny w swym domu wszystkim zainteresowanym ludową muzyką, tradycją i tym co mógł im od siebie przekazać. Sam pragnął tak jak i jego ojciec przekazać tę pasję swoim synom, ale choć miał ich dwóch to obaj zmarli jeszcze za jego życia. Tak więc zaczął uczyć innych ludzi o tym jak pasterska kultura pozwala na łączenie się naszego świata z tym drugim, duchowym, zaciągając na węgierską nutę i uśmiechając  się pogodnie spod wspaniałych węgierskich wąsów i nieodłącznego kapelusza. (hvg, mno.hu)

Zapowiedzi 05.03.2015

7 marca (sobota): Chiński Nowy Rok – programy z okazji nowego roku księżycowego obchodzonego tradycyjnie przez Chińczyków na całym świecie jako święto wiosny. Impreza współorganizowana przez Instytut Konfucjusza oraz Muzeum Sztuki Użytkowej, gdzie całe rodziny będą mogły spróbować sił w tradycyjnej chińskiej kaligrafii, tworzeniu tradycyjnych chińskich lampionów, wycinanek z papieru, czy choćby w sztuce posługiwania się pałeczkami. Będzie również możliwość pomalowania sobie twarzy w tradycyjnym stylu znanym z chińskich oper. Organizatorzy przygotowali także programy zwiedzania dla dzieci i dorosłych (w ramach programu możliwość obejrzenia wystawy Skarby starożytnych Chin i stałej ekspozycji muzealnej). Będą również występy taneczne i muzyczne. Z całą pewnością nie zabraknie chińskich smoków :) Program od godz. 10.00 (Muzeum Sztuki Użytkowej, Üllői 33-37). Bilety na imprezę: rodzinne w cenie 3000 Ft (dla 2 osób dorosłych i trójki dzieci), indywidualne w cenie 1100 Ft.

Vobara i Nur-Nuru-Bin (czyli Południowy Wiatr w języku Aborygenów) – tak mają na imię koala, które kilka tygodni temu przybyły do Budapesztu i które od 6 marca będzie można spotkać w budapeszteńskim Zoo. Chyba kupię sobie roczny karnet :) Tak Nur-Nuru-Bin oswaja się  z nowym miejscem.

7 marca-12 kwietnia: Przygoda w dżungli – w Muzeum Rolnictwa interaktywna wystawa, która przeniesie nas w głąb dżungli bez ruszania się z Budapesztu. Dodatkowo, podczas wyimaginowanej podróży uczestnicy będą mogli zbliżyć się do tajemnicy i sprawdzić swoją wiedzę wykonując różne zadania, rozwiązując  zagadki i łamigłówki.

5-8 marca: Építészeti Filmnapok – festiwal filmów o architekturze w kinie Toldi. Jest też film z Polski o Warszawie – Neon.

Koncerty:

11 marca (środa) – na barce A38  wystąpią Gemma Ray z UK i Ned Collette z Australii. Porcja dobrej, inteligentnej muzyki, pełnej emocji, niekoniecznie tych radosnych.

Gemma Ray to kobieca wersja Nicka Cave’a. Artystka współpracowała ze znanym reżyserem Wimem Wendersem, co wiele mówi o jej muzyce. Dla mnie to muzyka zadymionych barów zagubionych gdzieś w przestrzeni Ameryki, pełna emocji i niepokoju. Coś, co świetnie nadawałoby się na ilustracje filmów Jarmuscha i Lyncha. Do posłuchania np. tu.

Z kolei Australijczyk Ned Collette to gość, który robi to czego nie potrafiło zrobić New Order – kontynuuje muzyczne dokonania Joy Division. Często zadawałam sobie pytanie gdzie ta brytyjska legenda by doszła gdyby nie samobójcza śmierć Iana Curtisa i muzyka Collette’a jest jedną z prób odpowiedzi na to pytanie. Bilety: W przedsprzedaży do 10 marca 2000 Ft, zwykłe 2500 Ft.

12 marca: w Barba Negra – wystąpią Devin Townsend z Kanady, Periphery z USA i Shining z Norwegii. Muzyka dla fanów heavymetalu (i nie tylko), którzy chcieliby posłuchać czegoś innego niż grobowe zaśpiewy skandynawskich troli. Muzyka, w której gitary są szybkie jak rozpędzony pocisk.

Devin Townsend producent, tekściarz, wokalista, ale przede wszystkim wirtuoz gitary. Współpracował miedzy innymi z jej żywą legendą Stevem Vai’em, co do pewnego stopnia określa styl jego muzyki, rozbuchanego, progresywnego heavy metalu. Towsend dba również o widowiskową oprawę swoich występów, która wręcz przywodzi na myśl Pink Floyd.

Periphery wbrew nazwie pochodzi z centralnego Washington D.C.  Nazwa nawiązuje raczej do muzycznych rejonów, w których porusza się zespół – peryferiów heavy metalu. Norweski Shining mnie skojarzył się z Clawfingerem ale nie stronią również od używania tak zaskakującego w tym typie muzyki instrumentu jak saksofon. Bardzo szybka muzyka. Bilety: W przedsprzedaży do 11 marca 5900 Ft, zwykłe 6900 Ft, Barba Negra Music Club (1117 Budapest, Prielle Kornélia u. 4.)

11 marca (środa) o 22.30 w Dürer Kert wystąpi legenda muzyki Oi! i street punka – brytyjski The Business. Założony w 1979 roku przez miłośników futbolu z południowego Londynu, wywarł ogromny wpływ na ten rodzaj muzyki, a ich utwór England 5 – Germany 1, to jeden z piłkarskich hymnów Anglii. Kiedy na początku lat 80 scena muzyki Oi była oskarżana o sympatie rasistowskie, zespół zorganizował trasę koncertową pod jednoznacznie deklarującym ich stanowisko tytułem: Oi Against Racism and Political Extremism …But Still Against The System tour. Zespół nie stroni również od muzyki ska. Od godziny 19.30 będą grały węgierskie zespoły: Kinek Beszélsz Te?! (Do kogo mówisz) , Linx i Böiler. Bilety: w przedsprzedaży 2000 Ft, zwykłe 2500 Ft. Dürer Kert (1146 Budapest, Ajtósi Dürer sor 19–21.)

16 marca (następny poniedziałek) – na A38 Archive. Wiem, że to dopiero za tydzień, ale to przecież Archive, więc mówię już żebyście mieli szansę kupić bilety. Nic chyba nie muszę tłumaczyć. Jaka to muzyka? Jeśli ich nie znacie (co świadczy o tym że ostatnie parę lat musieliście spędzić na bezludnej wyspie), po prostu posłuchajcie. Bilety: w przedsprzedaży do 15 marca 4000 Ft, zwykłe 4500 Ft.