Pociąg do Polski

Drugie Węgry, Polityczne trzęsienie ziemi, Oszałamiający sukces konserwatystów – tak zareagowała węgierska prasa na wynik wyborów parlamentarnych w Polsce. Przede wszystkim mówi się nad Dunajem o tym, że jedna partia jest teraz w stanie samodzielnie utworzyć rząd, że do Sejmu wchodzą dwa istniejące zaledwie kilka miesięcy ugrupowania i wreszcie, że tradycyjna lewica nie będzie miała swojej reprezentacji.

Po pierwszych komentarzach pojawiają się pytania jakie wnioski powinni wyciągnąć dla siebie Węgrzy po „warszawskiej lekcji”. Takie podejście może bardzo dziwić w Polsce, gdzie jednym z haseł zwycięskiej partii stała się idea robienia Budapesztu w Warszawie, a orbanowskie pomysły ekonomiczne mają być wprowadzane w życie (np. opodatkowanie banków czy dużych sieci handlowych) już od stycznia.

Skąd więc ten pociąg do śledzenia polskiej sceny politycznej? Od lat polskie wybory są na Węgrzech obserwowane z uwagą, bo powszechne jest określenie „varsói gyors” – warszawski ekspres, które przywołuje się tu zawsze po naszych wyborach, zastanawiając się czy zmiany podobne do tych, które następują w Polsce dotrą za jakiś czas na Węgry. Tak było np. w 1993 roku, kiedy władzę w Polsce przejęli postkomuniści, a w 1994 roku czyli z niewielkim przesunięciem w czasie to samo stało się na Węgrzech, albo gdy polska lewica ulegała rozdrobnieniu i stopniowej marginalizacji, to nikt nie przypuszczał, że po kilku latach jej los podzielą węgierscy postkomuniści.

Takie szablonowe podejście do pytania o wnioski, jakie Węgrzy mogą wyciągnąć dla siebie z warszawskiej lekcji wydaje się tym razem mocno nietrafione. PiS to nie Jobbik, a Fidesz to nie Platforma. Niby Fideszowi bliżej do PiSu z ich kombinacją lewicowego programu gospodarczego i haseł konserwatywno-nacjonalistycznych, ale różnice nie dotyczą jedynie postrzegania Rosji, jak to się niektórym wydaje – Fidesz nie jest obciążony takim ideologicznym balastem jak zwycięski PiS (a w zasadzie zwycięska koalicja prawicowych partii). Orban nie spotkał się z wewnątrzpartyjnym sprzeciwem dla odejścia od dogmatu jakim była np. antyrosyjskość. Gdyby coś takiego zdarzyło się w PiSie to zaraz mielibyśmy wysyp partyjek  prawicowych jak w latach  90.

Pomimo to węgierscy komentatorzy dostrzegają sporo analogii i próbują na podstawie polskich wyborów przewidzieć jak będzie wyglądała ich scena polityczna w 2018 roku, kiedy to na Węgrzech odbędą się wybory parlamentarne. Przykładowo jeden z dziennikarzy liberalnego portalu Index formułuje siedem takich wniosków, cyt.:

1. Przeciwnikiem prawicy niekoniecznie musi być lewica. W Środkowej Europie jak najbardziej realny scenariusz to dwie partie prawicowe walczące o władzę. Wielki znak zapytania czy w 2018 roku największym konkurentem Fideszu będzie lewica (MSZP ze swoimi koalicjantami) czy raczej radykalna prawica (Jobbik).
2. Pogrzebano tradycyjną lewicę. To może być ostrzeżenie dla MSZP.
3. Zielone światło dla nowych partii. Polacy byli głodni nowych twarzy, idei, nowego podejścia do polityki (Kukiz). Wystarczyła znana twarz by osiągnąć polityczny sukces.
4. Znamię korupcji może łatwo zmieść ze sceny cały rząd. Wystarczy jeden poważniejszy skandal by rząd stracił popularność i nawet obiecujące wskaźniki ekonomiczne nie będą w stanie jej przywrócić. Nie dziwi zatem, że Jobbik od lat prowadzi kampanię właśnie w oparciu o temat korupcji.
5. Dobre wskaźniki nie mają znaczenia jeśli ludzie nie odczuwają ich na własnej skórze. Doskonale rozumiał to Fidesz, który nieprzypadkowo w kampanii przed wyborami 2014 zastosował obniżenie podstawowych opłat jako łatwych do zidentyfikowania w codziennym życiu (szczególnie gdy ma się to wytłuszczone i pokolorowane na blankiecie wpłaty).
6. W kampanii obecna była kwestia uchodźców. Choć ich samych w Polsce nie ma, to temat bardzo interesuje wyborców. Sygnał dla węgierskich polityków, że kwestia może być nadal istotna, pomimo zamkniecia granicy i ograniczenia napływu emigrantów.
7. Dwa kroki wstecz dają w efekcie jeden krok naprzód. Kaczyński stał się najbardziej wpływową osobą w państwie, mimo że najprawdopodobniej formalnie nie będzie pełnił żadnej funkcji publicznej. Ruch Kaczyńskiego jest pouczający, bo pokazuje w praktyce, że nikogo nie wolno lekceważyć, bez względu na skalę jego negatywnego postrzegania. Wyborcy potrafią docenić takie czasowe wycofanie się, nawet jeśli dotyczy ono wyłącznie sceny politycznej, a nie tego co dzieje się za kulisami.

No cóż, opinia ciekawa, ale jakoś nie mogę oprzeć się wrażeniu, że sporo tu zaklinania rzeczywistości i trudno się z nią w pełni zgodzić. Nie ma co szukać analogii na siłę.

Z większości opinii, artykułów i reakcji zwykłych ludzi przebija jednak jedna myśl. Oto w końcu Węgrzy nie są sami w swej polityce. Takie opinie są powszechne nie tylko u tych, którzy liczą na zaistnienie jakiegoś sojuszu, który wyrwie ich z izolacji, ale również wśród przeciwników węgierskiej władzy, którzy mają nadzieję, że oto Węgry wreszcie przestaną być jedynym złym dzieckiem Europy. Dzieckiem, które się o wszystko obwinia. Wiadomo, jak dwóch rozrabia, to zazwyczaj wszyscy są skłonni przypisywać winę temu większemu.

Wybory do Sejmu i Senatu RP

Nie zapomnijcie zarejestrować się na wybory parlamentarne, które odbędą się 25 października 2015.

Siedziba komisji wyborczej i lokal wyborczy mieszczą się w budynku Ambasady Rzeczypospolitej Polskiej w Budapeszcie, Városligeti fasor 16, 1068 Budapest. W dniu wyborów lokal wyborczy otwarty będzie od godziny 7:00 do godziny 21:00. Wymagany jest ważny polski PASZPORT lub DOWÓD OSOBISTY.

W celu oddania głosu należy wcześniej zapisać się (do dnia 22 października br.) do spisu wyborców w Budapeszcie, najwygodniej poprzez platformę elektroniczną https://ewybory.msz.gov.pl Można też zgłosić się i zapisać bezpośrednio w Referacie ds. Konsularnych: pocztą elektroniczną, listownie, osobiście lub telefonicznie.

Więcej informacji znajdziecie na stronie Ambasady RP.

II tura wyborów prezydenckich

W związku z II turą wyborów prezydenckich (24 maja) Ambasada RP informuje, że istnieje możliwość zapisywania się do spisu wyborców w systemie eWybory.

Uwaga! Wyborcy, którzy wpisali się do spisu wyborców przed pierwszą turą głosowania będą ujęci w spisie wyborców podczas powtórnego głosowania.

Nie ma możliwości zmiany obwodu głosowania w inny sposób niż poprzez pobranie zaświadczenia o prawie do głosowania od konsula.

Wyborcy, którzy przed głosowaniem w I turze zarejestrowali się do głosowania korespondencyjnego, w II turze będą również głosowali korespondencyjnie. Pakiety wyborcze zostaną wysłane na ten sam adres, na który wysłano je przed pierwszą turą. Nie ma możliwości zmiany tego adresu ani sposobu otrzymania pakietu (z wysłania na odbiór osobisty).

Zmiana formy głosowania na osobistą może nastąpić wyłącznie poprzez pobranie zaświadczenia o prawie do głosowania przed wysłaniem przez konsula pakietu, lub po tym terminie, jeśli wyborca zwróci pakiet w stanie nienaruszonym. Wyborca może też, analogicznie jak w pierwszej turze, dostarczyć pakiet osobiście konsulowi lub komisji wyborczej podczas głosowania.

Istnieje natomiast możliwość zmiany sposobu głosowania z osobistego na korespondencyjny. Wniosek w tej sprawie należy złożyć do 14 maja 2015 r. Pakiety wyborcze muszą zostać wysłane do wyborców nie później niż 7 dni przed dniem wyborów, czyli 18 maja 2015 r.

Podobnie jak w pierwszej turze, wyborca (tylko zgłaszający się po raz pierwszy do spisu lub zmieniający tryb głosowania z osobistego na korespondencyjny) może też zadeklarować osobisty odbiór pakietu do głosowania korespondencyjnego.

Do głosowania w II turze mogą zarejestrować się wyborcy, którzy nie zarejestrowali się do głosowania za granicą przed I turą i nie pobrali zaświadczeń o prawie do głosowania (wyborcy, którzy pobrali zaświadczenia nie mogą zostać wpisani do spisu). Wnioski o wpisanie do spisu do głosowania korespondencyjnego należy złożyć nie później, niż 10 dni przed dniem głosowania, czyli do 14 maja br.

Termin wpisywania się do spisu wyborców głosujących osobiście upływa 3 dni przed dniem głosowania, czyli 21 maja 2015 r. System eWybory zostanie zablokowany dla wyborców o północy w nocy z 21 na 22 maja 2015 r.

(źródło: budapeszt.msz.gov.pl)

Dla zainteresowanych podaję jak głosowano w Budapeszcie w I turze (dane ze strony ambasady):

1. BRAUN Grzegorz Michał – 9 głosów
2. DUDA Andrzej Sebastian – 135 głosów
3. JARUBAS Adam Sebastian – 6 głosów
4. KOMOROWSKI Bronisław Maria – 230 głosów
5. KORWIN-MIKKE Janusz Ryszard – 39 głosów
6. KOWALSKI Marian Janusz – 5 głosów
7. KUKIZ Paweł Piotr – 116 głosów
8. OGÓREK Magdalena Agnieszka – 15 głosów
9. PALIKOT Janusz Marian – 14 głosów
10. TANAJNO Paweł Jan – 10 głosów
11. WILK Jacek – 3 głosy

Liczba głosów nieważnych – 5

Wybory prezydenckie 2015

wybory

10 maja odbędą się wybory Prezydenta RP. Oczywiście zachęcam wszystkich, którzy przebywają na Węgrzech lub w tym terminie się tu znajdą do głosowania.

W Budapeszcie tradycyjnie odbywa się ono w budynku Ambasady Rzeczypospolitej Polskiej na Węgrzech pod adresem:  1068 Budapest, Városligeti fasor 16. (z centrum Budapesztu można dojechać metrem M1 (linia żółta) w kierunku MEXIKÓI ÚT i wysiąść na stacji BAJZA UTCA, a następnie ok. 300 metrów piechotą ulicą Bajza (Bajza utca) w kierunku południowo-zachodnim – informacja ze strony ambasady) – będzie więc okazja aby odwiedzić jeszcze jedno wyjątkowe miejsce w Budapeszcie, jakim jest budynek polskiej ambasady.

Warto pamiętać, że w tym roku, w tych wyborach po raz pierwszy będzie możliwość głosowania korespondencyjnego i to już ostatni moment (do 27 kwietnia) aby zgłosić chęć zagłosowania w ten sposób – zamiar głosowania korespondencyjnego wyborcy mieszkający za granicą zgłaszają̨ do 15. dnia przed wyborami.

Zgłoszenie – ustne, pisemne, przesłane faksem lub w formie elektronicznej – powinno zawierać nazwisko i imię (imiona), imię ojca, datę urodzenia, numer ewidencyjny PESEL wyborcy, oznaczenie miejsca pobytu za granicą, numer ważnego polskiego paszportu, miejsce i datę jego wydania, a w przypadku obywateli polskich czasowo przebywających za granicą – miejsce wpisania wyborcy do rejestru wyborców. Należy też wskazać adres, na który ma zostać wysłany pakiet wyborczy albo zadeklarować jego osobisty odbiór.

Pamiętajcie, że zgłoszenie zamiaru głosowania korespondencyjnego dotyczy również ewentualnego ponownego głosowania (tzw. II tury wyborów). Chcąc zrezygnować z głosowania korespondencyjnego w ewentualnej II turze lub zarejestrować się na głosowanie korespondencyjne właśnie tylko w II turze – kontaktujcie się z konsulatem do 14 maja.

Takie głosowanie z pewnością jest tym, na co oczekiwało wielu Polaków zamieszkujących w miejscowościach oddalonych od polskich placówek dyplomatycznych, choć do tej pory moi znajomi nie odpuszczali i robili sobie wycieczkę nawet z Debreczyna do Budapesztu. W ten sposób wybory stawały się dodatkowo okazją do spotkania przyjaciół.

Jeżeli chcecie jednak udać się do lokalu wyborczego osobiście, pamiętajcie, że należy zarejestrować się wcześniej w systemie https://ewybory.msz.gov.pl/ (UWAGA: REJESTRACJA DOTYCZY RÓWNIEŻ OSÓB, KTÓRE CHCĄ GŁOSOWAĆ KORESPONDENCYJNIE ZA GRANICĄ). Do rejestracji potrzebny jest: numer PESEL oraz numer ważnego polskiego paszportu lub dowodu osobistego, jeśli zamierzacie oddać głos w obwodzie głosowania utworzonym w państwie członkowskim Unii Europejskiej albo w państwie, na terytorium którego można wjechać na podstawie polskiego dowodu osobistego – a takim krajem są póki co Węgry.

Wyborcy stale zamieszkujący w kraju, którzy chcieliby głosować w Budapeszcie (albo w tym okręgu wyborczym gdzie akurat dotrą – różnie przecież bywa),  mogą otrzymać zaświadczenie o prawie do głosowania. Z zaświadczeniem takim mogą głosować w dowolnym obwodzie głosowania w kraju i za granicą. Wniosek o wydanie zaświadczenia o prawie do głosowania składa się w urzędzie gminy, w której wyborca będzie ujęty w spisie wyborców, najpóźniej w 2. dniu przed dniem wyborów, tj. do dnia 8 maja 2015 r. (lub do dnia 22 maja 2015 r. – w przypadku II tury).

Wyborca, który został wpisany przez konsula do spisu wyborców, także może otrzymać zaświadczenie o prawie do głosowania. Z zaświadczeniem takim można głosować w dowolnym obwodzie głosowania w kraju i za granicą. Zaświadczenie o prawie do głosowania wyborca odbiera za pokwitowaniem osobiście albo poprzez upoważnioną pisemnie osobę. Wyborca, któremu zostanie wydane zaświadczenie o prawie do głosowania zostanie z urzędu skreślony ze spisu wyborców w miejscu stałego zamieszkania.

Szczegółowe informacje wraz z linkami do aktów prawnych i systemów: http://www.budapeszt.msz.gov.pl/pl/aktualnosci/ruszyl_system_elektronicznej_rejestracji_wyborcow_za_granica_

Do zobaczenia na wyborach.

Cisza powyborcza

W niedzielnych wyborach uzupełniających do Parlamentu, w Tapolca, rozpisanych w związku ze śmiercią posła z Fideszu, zwyciężył kandydat Jobbiku Lajos Rig. Rig niewielką przewagą głosów – 1% pokonał Zoltana Fenyvesiego z Fideszu. Kandydat Jobbiku otrzymał 35% głosów, na kandydata Fideszu głosowało 34% wyborców, lewica otrzymała 26% głosów. Oficjalne wyniki mają zostać podane w czwartek. Rok temu w Tapolca różnica była większa i na korzyść Fideszu – Fidesz 43%, lewica 27%, Jobbik 23.5%.

Premier Orban zapytany przez dziennikarza Indexu o przyczynę wygranej Jobbiku, odpowiedział jednym słowem – naród, twierdząc tym samym, że rząd nie jest odpowiedzialny za wzrost popularności skrajnej prawicy. Premier dodał, że mamy demokrację i że on nie odpowiada za decyzje podejmowane przez ludzi. Ciekawy tok myślenia, biorąc pod uwagę wszystkie ostatnie afery, które stały się udziałem tego rządu.

Według badań Szonda Ipsos z lutego, rośnie grupa wyborców niezdecydowanych, wśród których 650 tys. wyraża niezadowolenie z obecnej polityki rządu. Jobbikowi udało się pozyskać już 150 tys. tych niezadowolonych, celem jest oczywiście przejęcie głosów pozostałych. Przez ostatni rok obserwujemy zmianę wizerunku partii, która odcinając się od faszyzującej przeszłości chce być teraz postrzegana jako partia ludowa. Czy takie zmiękczenie odstraszy część ich radykalnego elektoratu? Wyniki wyborów z 2014 roku na to nie wskazują, a bardziej radykalna Magyar Hajnal nie jest w stanie stworzyć liczącej się siły.

Na Jobbik nie głosują już tylko północno-wschodnie Węgry, ich zwolennicy rozsiani są po całym kraju i choć Jobbik wciąż nie jest zbyt popularny w stolicy i większych miastach, to coraz częściej głosują na nich mieszkańcy małych miasteczek i miejscowości na prowincji, którzy kiedyś opowiadali się za Fideszem. Tak więc drobnomieszczanie nie wstydzą się już głosować na tę partię. Dlaczego jednak mieliby się wstydzić? Jeśli pozwala się na paradowanie gardy w nielegalnych, czarnych mundurach w święto narodowe, a policja wierna zawsze każdej władzy – udaje że nic nie widzi. To zapewne miało według pomysłu Fideszu działać jak straszak, ale chyba znieczuliło Węgrów.

Pomimo braku zaplecza intelektualnego oraz konkretnego programu gospodarczego, bez którego trudno stać się partią rządzącą, Jobbik za realne uważa zwycięstwo w wyborach w 2018 roku. Sam Rig, który zwyciężył w Tapolca był pielęgniarzem w szpitalu, ale gdyby Vona go o to poprosił, z łatwością wyobraża sobie siebie w rządzie jako odpowiedzialnego za sprawy opieki zdrowotnej. Niektórzy analitycy zaczynają poważnie traktować zapowiedzi Jobbiku i plany zbudowania przez nich w ciągu najbliższych lat potrzebnego zaplecza. Większość jest jednak zgodna, że to plany nierealne, bo z takim dorobkiem jak dotychczasowy, Jobbikowi raczej trudno będzie stać się partnerem Zachodu, co skazałoby kraj na międzynarodową izolację, choć Vona ostatnio mocno deklaruje chęć stworzenia dobrych kontaktów z Niemcami.

Wygasa miłość do Fideszu i jeśli nawet część jego zwolenników pozostanie w domach, nie chcąc wspierać ani Jobbiku ani lewicy, to system wyborczy kierujący się zasadą, że zwycięzca bierze wszystko, przy którym już tak bardzo Fidesz majstrował, teraz może odbić mu się czkawką. 60% głosujących na lewicę i Fidesz w Tapolcy, nie ma teraz wcale swojego reprezentanta w parlamencie. Jednocześnie rządzący utracili większość konstytucyjną, co może im teraz uniemożliwić wygodne dla siebie zmiany w prawie wyborczym. Trudno będzie teraz też bronić konstytucji przed niepotrafiącymi ukryć niechęci do zasad demokracji, po tym jak się zrobiło z niej świstek papieru. W Niemczech ta metoda wielokrotnie powstrzymywała ekstremistów pozwalając urzędowi ochrony konstytucji na delegalizację partii nawołujących do obalenia ustroju. Na Węgrzech sam Orban zlikwidował republikę i tak naprawdę to nikt nie wie w czym dokładnie teraz żyje. Jeśli jutro ktoś tu ogłosi monarchię absolutną to też nikogo to zbytnio nie zdziwi.

Czy partia, która ma w swoim kierownictwie osoby nie kryjące rasistowskich poglądów i wygłaszające je publicznie, dzielące się na forum prostackimi żartami o Cyganach czy Żydach ma szansę stać się siłą rządzącą w tym kraju (nawet jeśli ociepli swój wizerunek, udając że takich poglądów nie podziela)? Po ostatnich wyborach w Tapolca ludzie jakby ze zdumieniem przecierają oczy budząc się z rodzajem moralnego kaca. Do wytrzeźwienia jednak daleko i niewielka garstka protestujących ginie w większości, pogrążonej w jakiejś apatii, a może nawet ze złośliwą satysfakcją komentujących, że oto jest nauczka dla władzy. Hitler wzywał kiedyś Niemców aby się obudzili, a jego pogrobowcy zdają się mówić teraz w całej Europie: Ciii…, śpijcie dalej, nic się takiego nie dzieje.

Nieoczekiwany wynik wyborów w Veszprém

Wybory uzupełniające do parlamentu w tradycyjnie prawicowym Veszprém wygrał w niedzielę niezależny kandydat Zoltán Kész popierany przez lewicę. Kész otrzymując 43% głosów zwyciężył z przewagą 10% nad kandydatem Fideszu Lajosem Némedi. Fidesz–KDNP traci tym samym konstytucyjną większość 2/3 głosów w parlamencie.

Wyborcy mają rację – powiedział Tibor Navracsics, były minister w rządzie Fidesz, a obecnie komisarz w UE, po którym mandat obejmie Kész. Navracsics wygrał w wyborach w tym okręgu wiosną 2014 z przewagą 20% nad kandydatem lewicy. W Fidesz spodziewano się, że tym razem różnica między kandydatami będzie mniejsza, ale liczono jednak na wygraną. Fidesz musi wypracować nową strategię – dodał Navracsics, który ostatnio nie szczędzi gorzkich słów swojej byłej partii. Viktor Orbán komentując wynik wyborów powiedział, że należy uszanować decyzję wyborców i jednocześnie wyciągnąć z tej porażki wnioski: nie można spocząć na laurach.

Posiadanie 2/3 większości parlamentarnej oznaczało możliwość zmiany nie tylko konstytucji ale i ordynacji wyborczej, z czego Fidesz korzystał.

2/3 głosów jest poza tym niezbędne do obsadzania wielu ważnych stanowisk w państwie i choć zostały one już w większości przez Fidesz obsadzone, to bez tego jednego głosu fideszowscy nominaci nie będą przez kilka następnych lat do wyborów szachowani możliwością ich swobodnego odwołania. Może to ich zachęcić do wzniesienia się ponad partyjne interesy, tak aby w przyszłości pozostać wiarygodnymi w środowiskach prawniczych czy akademickich, z których najczęściej się wywodzą.

Pogłębiać się może teraz również wewnętrzna erozja w samym Fideszie, w którym trwa konflikt zainicjowany przez Lajosa Simicskę (Simicska story I, Simicska story II), choć wydawało się, że w ostatnich dniach ten spasował, widząc jak słabe ma karty w ręku. Oligarcha doszedł chyba jednak do wniosku, że warto pozostać w grze, widząc jak drugiej stronie nie idzie karta.

I tak państwowa telewizja wiadomość o przegranych wyborach podała na 17 miejscu, a tymczasem główna gazeta Simicski nie odpuszcza tematu, co nie oznacza jednak, że cieszy się z tego zwycięstwa, nazywając zwycięskiego kandydata koniem Kaliguli. Magyar Nemzet neguje pozytywne cechy zwycięzcy, podkreślając, że wyborcy głosowali w sposób negatywny, przeciwko (w domyśle: nie mogąc głosować na lepszego kandydata jakim przecież mógł być Simicska). Nie głosowano na kandydata lecz przeciw rządowi.

W jednym z redakcyjnych komentarzy znajdujemy ewidentne odwołania do działań rządu i jego otoczenia i jak za komuny wezwanie do samokrytyki, do naprawienia błędów i wypaczeń oraz pozbycia się niekompetentnych doradców. Główny doradca premiera, Árpád Habony, do którego bez wątpienia odnoszą się te zarzuty, od pewnego czasu stał się przedmiotem śledztwa dziennikarskiego, kiedy okazało się, że wskazane przez niego w CV uczelnie nie są w stanie potwierdzić jego wykształcenia. Jeszcze niedawno jeden z polityków Fideszu rozpływał się nad wrodzonym talentem strategicznym Habonya, który pokazał Fideszowi jak prostym zajęciem jest polityka. Dziś natomiast, po przegranych wyborach w Veszprém wróży się koniec ery tego typu PR-owców. Jak widać polityka ich przerosła.

Szorty czyli krótko 12.11.2014

Uber – system znany z innych krajów jako „koszmar taksówkarzy” już w Budapeszcie. Pozwala on na uczynienie z prawie każdego kierowcy „taksówkarza”. Twórcy systemu oparli go na założeniu, że przeciętny samochód używany jest w ciągu doby tylko przez godzinę, a przez resztę czasu stoi niewykorzystany. Dzięki systemowi posiadacz smartfona wyposażonego w odpowiednią aplikację może skontaktować się z kierowcą zarejestrowanym w systemie i ten przewiezie go niemalże niczym normalna taksówka. Różnica jest taka, że po zakończonym przejeździe klient nie płaci bezpośrednio kierowcy, ale system obciąża jego kartę kredytową, 80% należnej kwoty trafia do kierowcy, a 20% do Uber. System identyfikuje samochody po ich numerze rejestracyjnym i ocenia kierowców (grzeczny czy niegrzeczny). W ramach systemu oceniają się zarówno kierowca jak i klient. W niektórych krajach taksówkarze próbowali doprowadzić do jego zakazu, ale im się to nie udało. Jak będzie na Węgrzech gdzie rząd przeprowadził stosunkowo niedawno reformę rynku taksówkowego? Taksówkarze, którzy ponieśli dość znaczne koszty w związku z tą reformą (ujednolicenie koloru pojazdów, wprowadzenie maksymalnego wieku samochodu itd.) a jednocześnie zostali pozbawieni możliwości konkurowania stawkami za przewóz, bo te zgodnie z reformą zostały wprowadzone dla wszystkich takie same, raczej nie odpuszczą tak łatwo. Należy podejrzewać też, że rząd również nie będzie zachwycony mieszaniem w jego reformie i tak oto po raz kolejny będzie miał okazję stanąć na drodze rozwoju Internetu. Z kolei użytkownicy sieci z pewnością będą zainteresowani nowym systemem, bo wg. wstępnych wyliczeń koszt przejechanego kilometra może być o połowę tańszy niż w zwykłej taksówce.

Czy na Węgrzech ubezpieczenie dla rowerzystów będzie obowiązkowe? Jak na razie formalnie taki postulat się jeszcze nie pojawił, ale nie należy go wykluczać. Okazuje się, że zajmujący się statystką Eurostat wykazał, że wśród 25 badanych europejskich krajów po Holandii (31%) to właśnie Węgry są na drugim miejscu jako kraj gdzie rower stanowi podstawowy środek transportu (19,1%). Węgierski Klub Cyklistów szacuje, że za kilka lat może to być nawet 40%! Takie prognozy od razu zainteresowały rynek ubezpieczeniowy, którego przedstawiciele stwierdzili że konieczne jest poważne zajęcie się wypadkami spowodowanymi przez rowerzystów w aspekcie ubezpieczenia od odpowiedzialności cywilnej. Jak na razie ubezpieczyciele proponują dobrowolne, odrębne ubezpieczenia dla rowerzystów lub jak Genertel w formie dodatkowej opcji do obowiązkowego ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej dla posiadaczy pojazdów mechanicznych. Jeśli kierować się tą logiką to należałoby przede wszystkim pomyśleć o obowiązkowym ubezpieczeniu dla pieszych. Biorąc dowolną statystykę z pewnością okaże się, że pieszych w ruchu uczestniczy więcej, a także powodują więcej wypadków. Mam wrażenie, że właśnie pojawił się kolejny obszar lobbingu, który będzie trzeba uważnie śledzić, by ktoś nie zrobił skoku na kasę.

W powtórzonych wyborach lokalnych w Ózd wygrał David Janiczak z nawet lepszym wynikiem niż w pierwszym podejściu, otrzymując 2/3 głosów (wybory powtórzono na wniosek poprzedniego burmistrza z Fideszu, który zgłosił nieprawidłowości w przebiegu wyborów z 12 października). Jednocześnie w związku z powtórzonymi wyborami policja otrzymała skargę tym razem od Jobbiku, że działacze Fidesz organizowali masowy transport wyborców romskich w celu poparcia ich kandydata. Pojawiły się też zarzuty rozdawania ziemniaków, jabłek czy pieniędzy. O Davidzie Janiczaku było już na blogu tutaj.

Po słynnym filmie Spokojny Amerykanin (tytuł oryginalny: „The Quiet American”) z Michaelem Cainem i Brendanem Fraserem z 2002 roku, w Budapeszcie prawdopodobnie powstaje jego kolejna część: „Dobry przyjaciel” (tytuł oryginalny: „Goodfriend”). Inni jednak podejrzewają, że to będzie druga część słynnego hitu Sofii Coppoli „Lost in Translation”. Jeżeli nie wiecie co ten tytuł oznacza, poproście o tłumacza… Dla tych, którzy nie śledzili sprawy: na filmie uwieczniono spotkanie szefowej NAV (węgierskiego urzędu podatkowego), która w asyście swojego adwokata postanowiła udać się do ambasady amerykańskiej by osobiście zapoznać się z dowodami Amerykanów dotyczącymi korupcji i zakazu wjazdu wysokich urzędników NAV do USA. Problem w tym, że amerykański charge d’affaires Andre Goodfriend nie spodziewał się gości. Na pytanie czy była umówiona, Vida nie potrafiła odpowiedzieć i poprosiła o tłumacza. Otrzymała go, ale niczego się nie dowiedziała, bo Amerykanie nie zwykli tłumaczyć się w takich sprawach. Tu można obejrzeć nagranie z tego historycznego spotkania. (Goodfriend podejrzewany jest przez sprzyjające rządowi środowiska i media, że jest agentem CIA piątego stopnia. Zapytany kiedyś przez dziennikarza o te spekulacje, nie potwierdził, nie zaprzeczył, powiedział że jest urzędnikiem ambasady amerykańskiej ale jednocześnie z uśmiechem zapytał „Dlaczego tylko piątego stopnia?”)

To idzie młodość

To idzie młodość – ta fraza kojarzyła się z młodymi pogromcami karłów reakcji i wszelkiej maści faszystów. Historia potrafi być jednak przewrotna.

Przy okazji wyborów zastanawiałam się czy nie wspomnieć o postaci 27 letniego Davida Janiczaka z Ózd, bo oprócz faktu, że został wybrany najmłodszym burmistrzem na Węgrzech, stanowi on też polonikum tych wyborów. Wywołana do tablicy przez Kmab, jednego z czytelników bloga przybliżę Wam trochę tę barwną postać. Jak podaje index.hu, swą karierę zaczynał w wieku 19 lat od samorządu mniejszości polskiej (szerzej o samorządach tutaj), gdzie razem z rodzicami zajęli 3 z 5 miejsc.

W pewnym sensie Janiczak to nowa jakość w Jobbiku, bo nie natknęłam się nigdzie na jego zdjęcia w mundurze Magyar Gardy, czy na jakieś zarzuty o wybryki rasistowskie czy chuligańskie. Widzimy go za to np. razem z Gaborem Voną jak rozdają kwiatki kobietom, dzieciom baloniki, a tu w stroju betyara w wyborczym spocie Jobbiku. Choć sprzeciwiał się budowie romskiego ośrodka oświatowego w Ózd, argumentował jednocześnie, że miastu bardziej przydałoby się wielofunkcyjne centrum kultury, gdzie Cyganie mogliby znaleźć zatrudnienie. W swoim programie postulował też stworzenie w miasteczku straży, która monitorowałaby szczególnie tereny na obrzeżach zamieszkałe głównie przez biedotę cygańską.

A oto pomysły pana Janiczaka: chciałby stworzyć w mieście system komunikacji, postawić turbiny wiatrowe na wzgórzach, panele słoneczne na dachy, pomoc dla małych przedsiębiorców chcących rozpocząć działalność, stworzenie dużego kompleksu sportowego, rozwój rolnictwa, turystyki – winnice, kąpieliska termalne, przekształcenie budynków pofabrycznych w atrakcyjną bazę hotelarsko-noclegową, a nawet oryginalniej: stworzenie Ogrodu Sztuk – cichego miejsca sprzyjającego odpoczynkowi wśród rzeźb i zieleni.
Inne pomysły mają już bardziej indywidualny rys: wielki supermarket na wzór zachodni, faworyzujący jednak wyroby miejscowych producentów, komisja patentowa pomagająca w promocji miejscowych wynalazców. Ale są też pomysły, które przypominają z kim mamy do czynienia: wprowadzenie szkolnictwa różnicującego, będącego przeciwieństwem edukacji zintegrowanej oraz zakup quadów, koni i psów dla straży miejskiej i stworzenie straży w terenie (Jobbik zasłynął postulatami przywrócenia do życia niesławnej węgierskiej żandarmerii). To typowe postulaty odnoszące się do konfliktów z mniejszością romską która jest szczególnie liczna na wschodzie Węgier.

Tu jeszcze najnowszy wywiad z nowym burmistrzem. Pytany o program znów podkreśla konieczność powstania straży obywatelskiej, a bezrobocie wśród miejscowych Romów postrzega jako największą bolączkę miasta – chciałby się zająć stworzeniem dla nich miejsc pracy. Z Fideszem, który ma większość w radzie miasta nie chce walczyć a współpracować dla dobra mieszkańców miasta, gdyż to jest jego priorytetem.

Janiczak, oprócz kariery politycznej okazał się też sprawnym biznesmenem – przez kilka lat prowadził własną działalność gospodarczą w postaci kempingu (polska wersja językowa nie najlepsza). Tu w wywiadzie dla lokalnej TV opowiada o atrakcjach (m.in. Sex on the beach) i planach rozwoju kempingu. W wolnych chwilach zajmuje się poezją (niczym słynna Isabel i na mniej więcej podobnym poziomie).  I to jest właśnie to: z tym imagem bliżej im do Samoobrony w jej najlepszych czasach niż do Młodzieży Wszechpolskiej. To sygnał, że Jobbik to już nie tylko panoptikum frustratów, ale partia drobnomieszczańska, w razie komplikacji zdecydowanie lepiej przygotowana do zajęcia miejsca Fideszu od MSZP. O ile ich maniery nadal nie pasują do Budapesztu, to na prowincji sprawdzają się świetnie.

Ózd to 34 tysięczne miasto na północnych obrzeżach kraju w komitacie Borsod-Abaúj-Zemplén. Dzięki bogatym złożom węgla, już w XIX wieku zaczął rozwijać się tu przemysł metalurgiczny, którego prawdziwy rozkwit przypada na czasy socjalizmu. Ózd staje się wtedy obok Tiszaújváros, Miskolca i Kazincbarcika jednym z ważniejszych ośrodków przemysłu ciężkiego w regionie. Zmiana systemu i nowe czasy przyniosły upadek przemysłu, a co za tym idzie znaczne bezrobocie wśród miejscowej ludności.

Wyniki wyborów samorządowych na Węgrzech

Wybory samorządowe 2014 w liczbach: frekwencja wyniosła 43%.

Kraj
Fidesz-KDNP zwycięża w 21 z 23 największych miast.

Budapeszt
Zwycięstwo Fidesz-KDNP w 17 z 23 dzielnic Budapesztu. W XIII i XIX dzielnicy wygrywa MSZP, w XX dzielnicy wspólny kandydat MSZP-DK-EGYÜTT-PM, w XV DK, w XIV Együtt, w XXIII kandydat organizacji społecznych.

Kandydaci na burmistrza stolicy
István Tarlós (dotychczasowy burmistrz Budapesztu, Fidesz-KDNP): 49%
Lajos Bokros (MoMa, lewica): 36%
Gábor Staudt (Jobbik): 7%
Antal Csárdi (LMP): 5,7%
Zoltán Bodnár (MLP): 2%

W składającej się z 33 członków Radzie Miasta Fidesz-KDNP otrzymuje 20 mandatów, MSZP 5 mandatów, DK 2, EGYÜTT-PM 2, Organizacje Społeczne 1, DK-EGYÜTT-MSZP-PM 1, Jobbik 1 i LMP 1.

Mimo zwycięstwa Fideszu, w stolicy lewica poszerzyła swój „stan posiadania” i oprócz dotychczasowego bastionu w XIII dzielnicy dołączyła do niego sąsiednią XIV i XV oraz XIX i XX. Nie jest to jednak w tych dzielnicach zwycięstwo lewicy zjednoczonej ponieważ w każdej z nich zwyciężył kandydat innej partii lewicowej, co może w przyszłości umacniać tendencje odśrodkowe na lewicy. Sytuacja lewicy węgierskiej bardzo przypomina tę z Polski sprzed kilku lat. Z jednej strony działają tam starzy działacze o ograniczonym poparciu społecznym a nieograniczonych ambicjach własnych. Z drugiej strony lewica próbuje prezentować nowe twarze, które jednak nie wytrzymują konfrontacji z twardymi realiami walki politycznej.

Fidesz, który zgodnie z wykładnią premiera Orbana z jego słynnego wykładu o kraju pracy stał się najbardziej socjalistyczną z węgierskich partii (zawsze w końcu najlepszymi „socjalistami” są ci, którzy są u władzy, bo kto nie rządzi nie ma czego rozdawać :), potrafił jednak nadal utrzymać większość swojego prawicowego elektoratu wyrywając jednocześnie lewicy z ręki jej główną broń. Skala tego przesunięcia wykracza nawet poza sferę socjalną, bo Fidesz bez większych problemów wykreował się na protektora mniejszości (przez co w warunkach węgierskich należy rozumieć głównie mniejszość romską, przez lata wykorzystywaną wyborczo przez postkomunistów), podczas gdy na lewicy pojawiły się wątki ksenofobiczne, co wywołało powszechną konsternację i powiększyło zamieszanie w ich szeregach.

Jobbik sukcesywnie utrwala wymyślony przez siebie image stabilnej partii prawicowej, drugiej siły po Fideszie i butnie zapowiada, że w 2018 roku władza będzie należeć już do nich. Patrząc na wyniki wyborów samorządowych trzeba przyznać im rzeczywiście drugie miejsce, ale tylko na prowincji (tzn. poza Budapesztem). Udało im się nie tylko utrzymać swoją pozycję na wschodzie kraju, ale stać się rzeczywiście drugą siłą węgierskiej prowincji, choć do Fideszu im jeszcze bardzo daleko. Z kolei w stolicy jeden zdobyty mandat w radzie miasta i brak władzy w jakiejkolwiek dzielnicy trudno nazwać wyborczym sukcesem. Trzeba przyznać, że w przeciwieństwie do opisanej powyżej lewicy, partia ta zaprezentowała wielu bardzo młodych kandydatów (takim kandydatem był np. Gábor Staudt ubiegający się o stanowisko burmistrza Budapesztu, który wyraźnie odcinał się wiekiem od pozostałych kandydatów). Fakt ten mówi o tym, że będzie to jedyna licząca się partia nie borykająca się z problemem zmiany pokoleniowej.

Trudno analizować porażkę LMP, czy jest to wyraz zdrowego rozsądku lewicującej młodzieży niejednokrotnie wyrażającej swoją sympatię dla tej partii, ale w końcu głosującej na partie o realnej sile politycznej, czy też jest to efekt osłabienia po atakach związanych z funduszami norweskimi.

Samorządność

“Potrzebne są zmiany!
Konieczne są zmiany!
Bo jeśli nic się nie zmieni
Może nadejść dzień rebelii”

DEZERTER

Przyznaję się bez bicia – jak większość moich znajomych olałam sprawę wyborów do lokalnego samorządu mniejszości narodowych, które działają w poszczególnych dzielnicach Budapesztu. Ale nie było to zaniedbanie z mojej strony, ale rezultat moich doświadczeń z przedstawicielami tego samorządu w mojej dzielnicy, które utwierdziły mnie w przekonaniu, że to osoby zajęte w najlepszym razie organizacją spotkań przy kawie i ciastku, a gdy są potrzebni przy interwencji w jakiejś sprawie obywatelskiej to okazują się bezużyteczni.

A jednak myślałam, że wyjdę z siebie, gdy przeczytałam list, który dostaliśmy wczoraj z polskiego samorządu naszej dzielnicy. Zbliżają się wybory, więc Państwo z samorządu zachęcają do głosowania na swoich kandydatów, pisząc, że prężnie działają na rzecz Polonii, organizują kulturę, i takie tam, żadnych konkretów. I jeszcze, że pewnie mieliśmy już okazję ich poznać (a nie mieliśmy, bo choć mieszkamy tu od 10 lat uaktywnili się dopiero z 2 tyg. temu przysyłając nam zaproszenie na jakieś spotkanie o II wojnie, no chyba, że na myśli mają spotkanie, o którym poniżej – ale to by zakrawało na bezgraniczną bezczelność). Tym razem trochę oklepanych sloganów typu sumienność w pracy społecznej, że się zasłużyli i że zawsze można na nich liczyć. I właśnie tu mnie krew zalała. Akurat liczyć to na samorząd polski w naszej dzielnicy nie można.

W zeszłym roku w maju złożyliśmy wniosek o przyznanie węgierskiego przedszkola dla starszego dziecka, ale brakowało miejsc, więc go nie przyjęli. Nasze zwyczajne, rejonowe, państwowe przedszkole. Niby wszyscy rozumieli, że dziecko nie chodząc do przedszkola nie ma w naszej rodzinie specjalnych możliwości nauczenia się węgierskiego, ale każdy uspokajał, że dzieci to od razu się uczą języków obcych i jak pójdzie rok później to nic się nie stanie. W tym roku w maju należało zgłosić się ponownie (choć w przedszkolu wszystkie papiery mieli i wiedzieli, że czekamy na miejsce). Wyznaczono konkretny termin zgłoszeń, ale że akurat byliśmy w tym czasie w Polsce, zamiast pójść w piątek (ostateczny termin przyjmowania wniosków w przedszkolu) poszłam w poniedziałek rano (wróciliśmy z Polski w niedzielę wieczorem). Pani w przedszkolu rozłożyła tylko ręce i powiedziała, że jest za późno i że za miesiąc będą rozpatrywać odwołania, choć przyznała, że samorząd, który rozpatruje wnioski jeszcze ich nawet nie dostał. I tu nastąpił ten jeden jedyny raz, kiedy zwróciłam się do polskiego samorządu z prośbą o pomoc, o jakąś interwencję u Węgrów, żeby tego młodego jeszcze szybko wciągnęli na listę (na której w zasadzie oczekiwał już rok – absurdy węgierskiej biurokracji!), bo to już ostatni moment żeby tego węgierskiego jakoś się nauczył i nie skończył w szkole specjalnej. I tu okazało się, że przedstawicielka polskiego samorządu przy radzie naszej dzielnicy, kategorycznie stwierdziła, że ona nikogo w administracji tej dzielnicy nie zna i w ogóle jak ja mogę prosić o protekcję.

W pierwszej chwili rzeczywiście głupio mi się zrobiło, bo może ja rzeczywiście coś złego powiedziałam? Ale do diabła, przecież samorząd jest od protekcji!!! Protekcja = opieka, czyż nie? Czym innym jest płatna protekcja, ale nikt tej kobiecie nie proponował żadnych korzyści, ani nie sugerował, aby komuś takowe obiecywała, tylko prosiłam o wykonanie jej obowiązków: zaprezentowanie problemu osób narodowości polskiej komuś, kto tego może nie rozumieć. Liczyłam na jakieś zainteresowanie, sama nie wiem na co, na jakąś pomoc z ich strony, zwyczajnie, tak po ludzku, bo jestem Polką, bo to polski samorząd. Ale nie, bo nie da się. Pozostało mi więc dobijać się gdzie indziej. W związku z tym, że zdążyłam jeszcze przed posiedzeniem komisji, zgłoszenie bez większych ceregieli zostało przyjęte, a młody dołączył do przedszkolaków – nie idzie mu tam łatwo, bo oni często już się znają z zeszłego roku, a on jeszcze nawet języka nie zna.

Jaki wniosek z całej historii? Jak nie masz na kogo liczyć, licz na siebie? Tak ma działać cała ta samorządność? Po historii z przedszkolem odpuściłam i w zasadzie zapomniałam o sprawie, bo nigdy innych kontaktów z naszym dzielnicowym polskim samorządem nie miałam (gwoli ścisłości – młody chodzi na takie 3 godzinne sobotnie zajęcia do polskiego przedszkola przy stowarzyszeniu Bema, to organizuje ogólnokrajowy samorząd polski, opłacamy coroczne składki, dzieciak jest zachwycony. Opisana sprawa dotyczy natomiast samorządu dzielnicy). Tak, już miałam sobie dać spokój, bo raczej nie jestem pamiętliwa, ale ten ostatni list samopochwalny tak mi podniósł ciśnienie, że w związku z wyborami postanowiłam przyjrzeć się bliżej pracy naszych rodaków samorządowców. Skoro już mnie tak zachęcają do głosowania, muszę wiedzieć czy warto.

Po tym wspaniałym liście postanowiłam najpierw zapoznać się z zasadami, na jakich wybiera się przedstawicieli mniejszości oraz w ogóle, w jakim celu. Materiały dostępne w języku polskim skupiają się w zasadzie na informacjach, które mają zapewnić jak największe i najbardziej efektywne uczestnictwo Polaków w tych wyborach (wiadomo: im więcej głosujących tym większe znaczenie danej mniejszości). Co ciekawe nie znalazłam tam żadnych informacji o biernym prawie wyborczym, jakie mają Polacy, ale może nie szukałam zbyt dobrze. Oczywiście można też przyjąć założenie, że jak koś chce być przedstawicielem Polaków to powinien wiedzieć jak się dać wybrać. Ja jednak postanowiłam podzielić się z Wami garścią informacji na ten temat, bo są one wręcz zaskakujące. Mianowicie bierne prawo wyborcze nabywa się poprzez samookreślenie i nie trzeba się nawet deklarować jako osoba o choćby polskich korzeniach, pozostająca w związku z daną kulturą, czy znającą język danej mniejszości – wystarczy szczera sympatia do reprezentowanej narodowości. I tak ostatnio w VIII dzielnicy obrodziło w kandydatów na przedstawicieli mniejszości ormiańskiej, którzy jak się okazało w większości są na co dzień budapeszteńskimi bezdomnymi. Z pewnością jednak przez cały dzień nucą sobie utwory Arama Chaczaturiana lub w ostateczności Aznavoura.

Do rady mniejszości wybiera się pięciu przedstawicieli, którzy ze swego grona wybierają przewodniczącego i wiceprzewodniczącego samorządu. Tak więc funkcje te mogą objąć osoby które otrzymały mniej głosów jeśli tak zadecyduje samorząd. Co ciekawe samorząd może tworzyć komisje właściwe w konkretnych sprawach (czyli np. komisja ds. kawy i komisja ds. ciastek albo może gdzieś indziej komisja ds. edukacji). W komisjach nie muszą brać udziału wyłącznie przedstawiciele samorządu, ale jedynie oni mogą im przewodniczyć. Samorządy mniejszości mogą podejmować współpracę z samorządami w innych miastach czy dzielnicach, a nawet cedować na inne samorządy swoje obowiązki czy uprawnienia, czy zrzeszać się. Samorządy mniejszości pełnią przy władzach lokalnych rolę doradczą. W sprawach publicznych mniejszości mogą „inicjować podjęcie niezbędnych działań, prosić o podanie informacji i składać propozycje organom państwowym i miejskim, władzom lokalnym wyposażonym w odpowiednie uprawnienia i kompetencje. Odpowiedź musi być udzielona w terminie do 30 dni. W sprawach wykraczających poza powyższe przewodniczący samorządu jest uprawniony do konsultowania na sesjach lokalnej rady.

Pełniąc funkcje przedstawicielskie samorządy lokalne są zobligowane do przeprowadzenia publicznego wysłuchania przynajmniej raz do roku. Zgodnie z poprawkami z 2005 sesje samorządów mniejszości są otwarte dla publiczności a ich porządek musi być przekazany do organów węgierskiej administracji w ciągu 5 dni. Protokół sporządza się w języku węgierskim, ale też w razie potrzeby w języku mniejszości. Sesje zamknięte przewidziane są tylko w konkretnych, wymienionych z nazwy przypadkach. Oczywiście członkowie samorządu, jeżeli podejrzewają wystąpienie konfliktu interesów (przez co należy rozumieć ich osobisty związek ze sprawą) zobligowani są do poinformowania rady o tym a ta powinna zagłosować za ewentualnym wyłączeniem takiej osoby.

Zgodnie z regulacjami dotyczącymi tej materii z 1993 kiedy stworzono system samorządów mniejszości 13 tzw. rozpoznanych mniejszości jest upoważnionych do tworzenia lokalnych, regionalnych i narodowych samorządów. Są to wybieralne organy, które równolegle do instytucji głównego nurtu, mają prawo do podejmowania decyzji dotyczących lokalnej edukacji (sic!) używania języka (obcego) w publicznych instytucjach, mediów drukowanych i elektronicznych, oraz ochrony własnych tradycji i kultury.

Czy te uprawnienia to dużo? Trudno powiedzieć, bo nie mam dobrego porównania z innymi krajami Europy, ale wydaje mi się, że całkiem sporo. Niestety, jeśli nie pomyślimy poważnie o możliwościach, jakie dają nam samorządy to odpowiedź będzie brzmiała: nic.

Przyznaję, nie znam dotychczasowych dokonań naszego samorządu, ale po tych pismach nabrałam właśnie ochoty aby zobaczyć ile z powyższych możliwości wykorzystują na co dzień. Zadanie nie jest łatwe, bo chcąc zapoznać się z osobami kandydatów, nie byłam w stanie nic o nich wygooglać, co jednak nie powinno dziwić bo sami się określają jako „zasłużeni emeryci”. Trzeba się będzie popytać wśród znajomych. A czy Wy znacie swoich przedstawicieli?