Szorty czyli krótko 20.10.2015

Cygański dżihad? Czy takie niebezpieczeństwo dostrzegł minister sprawiedliwości László  Trócsányi, który w swojej wypowiedzi podczas trwającej w Brukseli konferencji o prawnych możliwościach przeciwdziałania radykalizmowi stwierdził, że istnieje możliwość, że 12 mln społeczność europejskich Romów moze stać się ofiarą radykalizacji? Niektóre media podchwyciły, że Romowie mogą przyłączyć się do dżihadystów w Syrii. Hmm, ciekawe dlaczego w zdecydowanej większości chrześcijańska i jak do tej pory nie prowadząca żadnej wojny narodowość miałaby nagle aż tak się zradykalizować. Sprawę zagmatwały mętne tłumaczenia rzecznika. Nawet jeżeli minister martwi się zagrożeniem dla Romów ze strony radykałów antyislamskich czy antyimigranckich, to należy pamietać że na wczorajszej demonstracji Pegidy w Dreźnie gromko dziękowano Orbanowi.

17 października weszło w życie rozporządzenie o 30 dniowym zamknięciu granicy węgiersko-chorwackiej. Węgry podjęły tę decyzję po czwartkowym szczycie UE, na którym nie doszło do porozumienia w sprawie ochrony zewnętrznej granicy greckiej przez wspólne siły unijne. Węgry dopełniają w ten sposób zobowiązań wynikających z układu z Schengen – powiedział minister spraw zagranicznych P. Szijjartó. W ciągu weekendu zatrzymano 22 osoby, które przekroczyły granicę nielegalnie.

Kto w końcu kupił TV2? Węgry to dziwny kraj. Można tu kupić jedną z największych telewizji i pozostać anonimowym. Od kilku dni nie wiadomo kto tak naprawdę jest właścicielem TV2. Dwóch ewentualnych nabywców rozmyło się w gąszczu skomplikowanych umów i kruczków prawnych. Simicska czy Vajna to dylemat, który próbują rozwiązać teraz węgierscy dziennikarze. Jak na razie bez powodzenia.

Na początku października u podnóża gór Matra uruchomiono elektrownię słoneczną, którą tworzy 72 480 baterii słonecznych zajmujących powierzchnię 30 ha. Jest to największa na Węgrzech elektrownia fotowoltaiczna, o mocy 16 MW, zbudowana kosztem 6,5 mld Ft. Inwestycja jest częścią elektrowni Mátrai Erőmű, która do produkcji energii wykorzystuje głównie węgiel brunatny dostarczany przez kopalnie w Visonta i Bükkábrány. Spółka, która jest na Węgrzech drugim największym producentem energii, zamierza zwiększyć teraz jej produkcję ze źródeł odnawialnych. Mátrai Erőmű Zrt w 74% należy do Niemców (w większości do RWE Power AG), a w 26% do węgierskiego MVM Magyar Villamos Művek Zrt.

Czego nie da się wybudować w budapeszteńskim Central Parku, to da się ubrać w czasie Paryskiego Tygodnia Mody. Recycling idei? Na pokazie mody w Paryżu dostrzeżono ciekawy projekt Sou Fujimoto, który okazał się kopią pomysłu na dach budynku Domu Muzyki Węgierskiej. Japończyka zainspirował projekt interaktywnego muzeum, które ma powstać w ramach planu Liget Budapest skupiającego najważniejsze muzea w jednym miejscu, na terenie Varosliget.

Reklamy

Bez śmieci czyli noPack

Czy kiedykolwiek zdarzyło Wam się złapać za głowę i ze zdumieniem, a może nawet przerażeniem spojrzeć na ilość śmieci nagromadzonych przez domowników w ciągu dnia? Czy Wy też macie wrażenie, że z roku na rok produkujemy ich więcej i więcej, i więcej? Jak ktoś to pięknie wyliczył, rocznie statystyczny Węgier wyrzuca do kosza ok. 100 kg opakowań i generuje ok. 200 kg odpadów spożywczych.

Po tym jak kilka miesięcy temu prasa rozpisywała się o pierwszym niemieckim sklepie sprzedającym żywność bez opakowań, podobne zakupy możliwe są teraz również na Węgrzech. W zeszłym tygodniu przy głównej ulicy podbudapeszteńskiego Budaörs otwarto sklep noPack, gdzie oprócz warzyw i owoców bez opakowań dostaniemy m.in. przyprawy, nasiona, suszone i kandyzowane owoce, makarony, zdrowe pieczywo, kawy i herbaty, miody, domowe dżemy oraz kosmetyki naturalne. W razie potrzeby można tam też nabyć ekologiczne pojemniki wielokrotnego użytku.

Niektórzy pewnie lekceważąco skwitują wydarzenie stwierdzeniem, że przecież na co dzień warzywa i owoce kupuje się bez opakowań na targowisku i jakoś nikt nie robi z tego medialnego hitu, znalazłoby się jeszcze pewnie kilka innych wątpliwości. Ja jednak jestem zdania, że tego typu inicjatywy warto nagłaśniać, choćby dla samego zasygnalizowania pewnego trendu, który jeśli praktykowany przez coraz większą liczbę osób i w przyszłości obejmujący coraz więcej produktów, mógłby skłaniać do świadomych zakupów wpisując się na stałe w codzienne nawyki konsumentów, tym samym przyczyniając się do poprawy kondycji naszej planety.

Pomysłodawca węgierskiego noPack mówi, że myśli o stworzeniu sieci franczyzowej; w ciągu kilku dni zgłosiło się do niego około 50 osób zainteresowanych współpracą, w tym wpłynęło kilka zapytań z krajów sąsiadujących z Węgrami. Oprócz funkcji typowo handlowej, miejsce stało się przestrzenią spotkań lokalnej społeczności, wyposażoną prosto, ale funkcjonalnie. Miejsce jest póki co niewielkie i z pewnością dużo tu na razie marketingowego samozachwytu, ale sam fakt, że udało się właścicielom dogadać z władzami sanitarnymi dobrze wróży na przyszłość i pokazuje, że autorzy pomysłu tworzą go z głową.

Inna sprawa, że tak naprawdę wszystko zależy od nas samych, o czym przekonałam się na własnym przykładzie. Ciężko mi było na początku zaprzyjaźnić się ze szmacianą siatką, której nigdy nie było przy mnie, kiedy jej potrzebowałam. To jednak tylko kwestia treningu. I zakupy, które teraz robię są bardziej zaplanowane. Pomysłodawcy bezopakowaniowej formuły zwracają właśnie na to uwagę – kupno we własnych opakowaniach wymaga wcześniejszego planowania i w efekcie kupujący nabywa bardziej świadomie tylko to czego potrzebuje. Z pewnością nie jest to idealna formuła biznesowa więc pozostaje mieć nadzieję, że uda się tak oszczędzić na opakowaniach, że koszty jej nie zabiją, bo w końcu zawsze przesądza cena.

Zmarł Árpád Göncz – wspomnienie

W wieku 94 lat zmarł Árpád Göncz, pierwszy niekomunistyczny prezydent Republiki Węgierskiej w latach 1990-2000. Árpád Göncz był pisarzem, tłumaczem literatury anglosaskiej, z wykształcenia prawnik, działacz opozycji. Brał udział w węgierskim powstaniu 1956 roku za co skazano go na karę dożywotniego więzienia, zwolniony w 1963 roku. W 1988 roku był współzałożycielem liberalnego Związku Wolnych Demokratów (SzDSz), który powstał w opozycji do rządzących komunistów. Árpád Göncz wielokrotnie odznaczany za swoje zasługi dla wolności, był m.in. honorowym obywatelem miasta Poznania, w 1994 roku odznaczono go Orderem Orła Białego.

Pamiętam spotkanie z Panem Prezydentem w czasie jego wizyty w Polsce w 1994. My, wtedy młodzi studenci hungarystyki byliśmy bardzo przejęci rangą wydarzenia. Nasza wykładowczyni węgierskiego pomogła w przygotowaniu mowy powitalnej, którą bezbłędnie odczytał później jeden z kolegów (jeśli ktoś z Was tu jest, może podzieli się wrażeniami z tamtego spotkania?). Przy całym uznaniu zasług,  ja zapamiętałam prezydenta Göncza jako starszego pana o pogodnej twarzy, z dobrotliwym, łagodnym uśmiechem. Ten uśmiech to był chyba jego znak rozpoznawczy.

Liczby

Fakt, że migrantów nie widać w stolicy nie znaczy, że zmniejszyła się ich liczba. Codziennie policja na Węgrzech odnotowuje po kilka przypadków fałszerstw dokumentów i przemytu ludzi oraz kilka tysięcy przypadków nielegalnego przekroczenia granicy. W sobotę i niedzielę było to łącznie 12 tys. osób, w  poniedziałek 5335 (110 przedostało się na terytorium Węgier z Serbii, a 5224 z Chorwacji). Mówi się, że na dniach Węgrzy mają zamknąć zieloną granicę z Chorwacją.  Opustoszały obozy w chorwackim Opatovac i Tovarnik – migranci dowożeni są przez Chorwatów autobusami do granicy węgierskej (Barcs, Beremend), skąd Węgrzy transportują ich na granicę austriacką. Zgodnie z obustronną umową austriacko-niemiecką z Austrii jeszcze przez kilka dni mają kursować specjalne pociągi przewożące migrantów do Niemiec.

Od czasu kiedy 2 tyg. temu Węgrzy zamknęli granicę z Serbią, do Chorwacji dotarło prawie 80 tys. migrantów. W środę w węgierskim Letenye przy granicy z Chorwacją ma zacząć działać strefa tranzytowa, gdzie odbywać się będzie rejestracja przybywających tu migrantów. Natomiast na przejściu w Roszke przy granicy z Serbią codziennie składanych jest teraz 20-30 wniosków o azyl. Od stycznia przez Węgry przewinęło się dotąd 270 tys. migrantów. (index.hu)

Po burzy

15 września Węgrzy zamknęli granicę z Serbią. Pociągi z Roszke omijając Budapeszt skierowano bezpośrednio do Hegyeshalom na granicy z Austrią.

Na Keleti jest cicho i spokojnie. Jeszcze kilka dni temu przelewała się tu ludzka rzeka, która zdawała się nie mieć końca. Zostały po nich puste namioty, stos śpiworów i karimat piętrzący się pod ścianą. Kilku wolontariuszy oczekuje na dalszy rozwój sytuacji, ale nie dzieje się nic.  Paru bezdomnych przyszło napić się herbaty. Jakaś para na rowerach przywiozła paczkę z pomocą, wydają się być trochę zagubieni. Na całym dworcu mamy w tej chwili tylko 4 Afgańczyków – mówi jeden z ochotników.

Ze strefy za dworcem Nyugati znika miasteczko namiotowe. Sprzątamy, dezynfekujemy wszystko, ale jeszcze tu zostajemy na wszelki wypadek – mówi jedna z kobiet, które zwijają ostatni namiot. W nocy parę sztuk ukradziono – skarży się.

Pomoc może przydać się na południu, gdzie mają funkcjonować dwie strefy tranzytowe, w Roszke i Tompa. Open the border! – krzyczą ci, którzy utknęli za płotem, na wąskim pasie ziemi niczyjej pomiędzy Serbią a Węgrami. Nowi pójdą przez Chorwację albo wybiorą szlak przez Rumunię. Czy tam też staną mury?

Jeszcze kilka dni temu wszystko wyglądało inaczej – tłum przed wejściem na perony. Dużo policji, dziennikarzy:

 

Tak jest teraz:

Keleti – herzlich willkommen!

Keleti – dworzec bardzo wschodni

Piątek na dworcu Keleti – w przejściach podziemnych tłum koczujących uchodźców. Przybyli tu całymi rodzinami. W porównaniu z Nyugati uderza duża liczba dzieci – biegają, bawią się, płaczą, a nawet przychodzą tu na świat, jak ta kilkudniowa dziewczynka, której rodzice całe jej dotychczasowe życie spędzili na dworcu Keleti.

Dworzec kolejowy to zawsze dwie prędkości, ludzie którzy gdzieś spieszą, wskakują, przesiadają się i ci, którzy czekają, utknęli, którzy mają aż za dużo czasu. Ci pierwsi to reprezentanci świata Zachodu. Im wystarczy goły peron, bo skoro według rozkładu przyjechali pociągiem o dowolnej godzinie minut powiedzmy 41, to mogą być pewni, że pociąg na który się przesiadają odjedzie o zaplanowanej godzinie minut 43 z nimi w środku. W świecie wschodnim czas jest o wiele bardziej względny, a czekanie jest nieodłącznym elementem podróży. Jednak nawet tam, ludzie mają pewność, że niespiesznie, ale dotrą tam gdzie dotrzeć powinni. Tutaj oczekujący mają  na twarzach ten wyraz ciągłej troski czy przypadkiem nie utknęli w swej drodze, tak blisko naznaczonego sobie celu.

Perspektywy

W toczących się wszędzie dyskusjach przewija się pytanie o to dlaczego uchodźcy nie poprzestaną na dotarciu do jakiegokolwiek względnie bezpiecznego kraju. Pamiętam jak w obozach internowania w Austrii w latach  80 ubiegłego wieku Polacy dokonywali podobnych wyborów. Mogli poprzestać na łatwym do osiągnięcia kraju Europy, ale starali się dostać do wymarzonej Ameryki, wiedząc, że czeka ich tam ciężkie życie lecz z perspektywą lepszej przyszłości i równych praw dla ich dzieci, czego już nawet wtedy nie potrafiły dać Niemcy.

Na dworcu dzieci uchodźców biegają sobie nieświadome tych trosk rodziców. Choć czasem mam co do tego wątpliwości, bo niektóre są zadziwiająco dojrzałe jak na swój wiek. I czasem to one są odpowiedzialne za swoich rodziców, bo np. mówią po angielsku a ich rodzice nie.

Ryzyko i odpowiedzialność

Napięcie rośnie, nakręcają je młodzi ludzie z megafonem, którzy klucząc pomiędzy oczekującymi nawołują do tego aby ruszyć pieszo na Wiedeń. W końcu w godzinach popołudniowych rusza ta dziwna współczesna „krucjata” prowadzona przez jednonogiego mężczyznę. Tego dnia udaje im się sparaliżować ruch po budańskiej stronie miasta. Znika gdzieś typowy piątkowy road rage, który przed weekendem pojawia się u Węgrów już od rana. Pomijając ekstremistów, zwykli Węgrzy wykazali się nadzwyczajnym spokojem i opanowaniem, starając się zrozumieć nawet fakt poruszania się imigrantów po autostradzie, co tłumaczono sobie ich obawą, że węgierska policja będzie próbowała ich zatrzymać, tak jak stało się to z pasażerami pociągu do Wiednia.

Ci, którzy pieszo ruszyli na Wiedeń są w mniejszości i na dworcu zwycięża jednak opcja czekania. Powody są różne: niektórzy mają ważne bilety kolejowe, inni obawiają się, że z daleka od dworca zostaną łatwo zatrzymani i umieszczeni w węgierskich obozach dla uchodźców, jeszcze inni są z rodzinami i nie chcą podejmować kolejnego ryzyka marszu wśród pędzących aut. Od rana media są pełne zdjęć małego kurdyjskiego uchodźcy, którego ojciec podjął ryzyko nie tylko przecież w swoim imieniu i wsiadł z rodziną na przepełnioną łódź bez żadnych zabezpieczeń. Po tej tragedii mężczyzna wini rządy całego świata, nie widzę jednak w mediach autorefleksji tego człowieka, który podjąwszy taką decyzję stał się przecież współwinny ich śmierci. Na Keletim spotkałam człowieka, który za ostatnie pieniądze kupił swojej rodzinie nocleg w tanim hostelu, aby oszczędzić im koczowania na przepełnionym, śmierdzącym i coraz zimniejszym w nocy dworcu. Ale może i on w którymś momencie swojej podróży podjął jakąś niebezpieczną decyzję?

Pamiętam, że gdy w latach 80 toczyła się dyskusja o ucieczce dwójki młodych chłopców z Polski do Szwecji, która stała się potem kanwą filmu „300 mil do nieba”, ludzie rozumiejąc ich pobudki, krytykowali ich za wybraną metodę, która w powszechnym odbiorze była zbyt ryzykowna. Zauważam, że w toczących się dziś dyskusjach, zbyt łatwo obwinia się rządy zdejmując odpowiedzialność z samych uchodźców.

Fundamenty

Sobota rano. Dworzec opustoszał po tym jak nocą podstawiono 100 autobusów, które odwiozły uchodźców do granicy z Austrią, zgarniając po drodze również tych, którzy już od kilku godzin maszerowali wzdłuż autostrady. Ci, którzy wybrali opcje czekania na dworcu, tym razem wybrali najlepiej.

Od rana  wszystko jednak wraca do „normy” i dworzec napełnia się kolejnymi migrantami. Niespójne komunikaty rządów Austrii i Niemiec nie uspokajają spekulacji, że ci którzy nie odjechali w nocy nie opuszczą już Węgier, choć komentatorzy za cały bałagan winią Orbana, który ponoć „przetrzymuje uchodźców” nie wiadomo po co. Zachodnia prasa pisząc o stanowisku Orbana zarzuca mu na wstępie „perfidną nadinterpretację” problemu, ale potem w szczegółach nie potrafi nie przyznać mu racji, wskazując, że konieczna jest „jakaś” deeskalacja problemu. Państwa starej Unii wytykają nowym egoizm i brak chęci przyjmowania migrantów, nie widząc jednak, że brak entuzjazmu dla przyjmowania migrantów w krajach Europy Wschodniej nie wynika jedynie z niechęci do przyjmowania ich u siebie, ale przede wszystkim do przyjmowania ich w Unii Europejskiej jako takiej. Europa Wschodnia, bardziej homogeniczna od Zachodniej, jest bardziej czuła na punkcie ochrony europejskiej tożsamości i bez żadnej żenady umie powiedzieć ustami Orbana, że ta tożsamość ma również wymiar religijny. Bumerangiem wraca teraz odrzucenie z tzw. Konstytucji Europejskiej zapisu o chrześcijańskich fundamentach Europy. Państwa zachodnie uznały sprawę za zakończoną, a tymczasem kraje, które tę koncepcję forsowały nadal pozostają jej wierne i ich obecne stanowisko to czysta konsekwencja, której brakuje krajom Zachodu. Nieumiejętność stwierdzenia wtedy prostego faktu, że kultura europejska zbudowana jest na fundamencie chrześcijaństwa, odrzucenia islamu (nie tylko krucjaty ale i Wiedeń i rekonkwista) oraz krytycznego podejścia do religii jako takiej (oświecenie), spowodowało, że Europa próbuje dyskutować o tęczy przy założeniu że nie wolno wymieniać nazw trzech z tworzących ją kolorów. Państwa Zachodu próbują więc podejmować decyzję w imieniu całej Europy nie rozumiejąc, że społeczeństwa wschodu Unii Europejskiej mają swój odmienny pomysł na decyzję w imieniu wszystkich, uważając tych z zachodu za w najlepszym wypadku daltonistów.  I kto tu jest egoistą?

Jak maszeruje Europa

Zarzucany Orbanowi cynizm jest cechą wspólną polityków tak ze wschodu jak i zachodu, od prawa do lewa. Bo antyeuropejscy politycy, którzy mówią o fiasku asymilacji, jednocześnie robią wszystko by stanąć wbrew koncepcji większego zjednoczenia Europy. Teraz w „trosce” o nasze wspólne dobro chcą zawieszenia Schengen.  A przecież brak kolejnego kroku w kierunku stworzenia wspólnej Europy, wyśmiewanie się z gwieździstego sztandaru Unii spowodował, że w przeciwieństwie do Amerykanów nie mamy dziś czegoś, co można by dać migrantom spoza Unii jako pewien standard, z którym mają się albo zgodzić albo stąd odejść.  Amerykanie nie dali podzielić swego niejednolitego przecież państwa i stworzyli swój „American dream” i jakoś nikt nie ma problemu budowania swej tożsamości pod flagą Teksasu i Gwiaździstym sztandarem jednocześnie. Emigranci malują na ścianach dworca flagi państw, z których uciekają lub ewentualnie Niemiec albo UK, ale jakoś brakuje tam flagi Unii Europejskiej. Niesiona na czele pochodu zmierzającego do Wiednia zakrawała wręcz na ironię. Oni mają raczej swój „German dream”, a europejski określają mianem koszmaru, skandując entuzjastycznie: Merkel, Merkel! Germany, Germany! a jednocześnie: Europo, wstydź się! To ciekawe, że tak wiele mentalnie łączy migrantów z tymi, którzy straszą nimi społeczeństwo Europy. Gdyby im na to pozwolić od jutra zlikwidowaliby euro i przywrócili markę niemiecką. Z niezrozumiałych powodów zwolennicy Unii Europejskiej zatrzymali się, podczas gdy jej przeciwnicy cały czas pozostawali aktywni, w ruchu. A jak wiadomo starym legionistom: „kto nie maszeruje ten ginie”.

Nadzieja

Jest może jednak nadzieja dla idei europejskiej. Co prawda pomoc nie nadchodzi jeszcze od rządu „federalnego”, ale nieporadnie działający rząd „stanowy” w kwestiach kryzysowych może liczyć na zwykłych obywateli Unii.  W sobotę atmosfera na dworcu momentami przypomina mimo nieciekawej pogody piknik. Mieszkańcy Budapesztu odpowiadają już od dawna na apele i często pojawiają się z darami dla potrzebujących (co ciekawe niektóre z nich trafiają do biednych mieszkańców miasta – jak widać dobre inicjatywy powinny być i są dobre dla wszystkich). Pojawiają się też ochotnicy z całej Europy. Spotkałam również wolontariuszkę – Polkę od kilku miesięcy mieszkającą w Budapeszcie, która jak się okazało zna mojego bloga i którą serdecznie pozdrawiam :) Są młodzi Niemcy, którzy przywieźli pełno dobra wszelakiego, młodzi medycy z Niemiec, słyszałam również o dwóch szwedzkich turystkach, które przyjechały do Budapesztu na typowy rozrywkowy weekend. Kiedy zobaczyły jednak co się dzieje, szybko przy użyciu mediów społecznościowych zebrały ok 5 milionów forintów co pozwoliło im na zakupienie bardzo dużej ilości potrzebnych migrantom rzeczy. Szkoda tylko, że potem miały problem z dystrybucją, którą utrudniała policja, co raczej jest pewnie wynikiem administracyjnej nadgorliwości i bałaganu niż złej woli. Dziewczyny jednak sobie z tym poradziły – dla chcącego nic trudnego. Jak widać budować trzeba od dołu, a nie od góry.

Emocje w sieci

Jak wspomniałam, dzięki mediom społecznościowym udało się zrobić coś bardzo pozytywnego i to jest bez wątpienia warte pochwały. To jasna strona tych mediów. Mają one jednak i swoje ciemne oblicze. Zaszokowało mnie to, że fala hejtu, która zalała polską Sieć była tak wielka, że doprowadziła do wyłączenia komentarzy na jednym z głównych portali informacyjnych. Warto tu zaznaczyć, że skala komentowania wszystkich artykułów na Węgrzech jest znacznie mniejsza niż w Polsce i np. artykuły na index.hu nie są w ogóle komentowane (komentarze są możliwe na wydzielonym forum), a na innych portalach są silnie moderowane. W Polsce, żeby przeczytać ciekawy komentarz pod artykułem trzeba się nieraz przebijać przez dziesiątki wpisów, odbierających wiarę w przyszłość ludzkości. Początkowo więc na Węgrzech brakowało mi komentarzy pod tekstami artykułów, ale wraz ze spadkiem poziomu komentarzy na polskich stronach zaczęłam doceniać to co jest. Choć jednak komentatorska aktywność Węgrów w większości przeniesiona została do fb, to nie powoduje to jednak, że poziom stron internetowych staje się zaraz o niebo lepszy niż u nas, bo istnieją strony gdzie pod własnym imieniem i nazwiskiem autorzy przedstawiają takie poglądy, że groza miesza się ze śmiechem. Łatwiej jednak taki bełkot ignorować.

Groźne społeczności

Niestety ci, którzy chcą znaleźć w Internecie ujście dla swojej potrzeby zaangażowania się, oferty otrzymują nie tylko od Węgierskiego Klubu Rowerowego, ale też od ekstremistów wmawiających, że to co robią to działanie dla jedynie słusznej idei. Na obrzeżu kryzysu emigracyjnego działają z jednej strony propagandziści bliscy idei Państwa Islamskiego. Już jakiś czas temu zauważyłam, jak łatwo natknąć się na ludzi, którzy w dość podejrzany i pokrętny sposób obwieszczają jedyną odpowiedzialność Zachodu za to, co dzieje się na Bliskim Wschodzie, zapominając o roli takich miłośników pokoju jak Turcja czy Arabia Saudyjska. Cały kontakt zaczyna się od próby zwyczajnego nawiązania znajomości przez studenta znad Morza Śródziemnego.

Druga strona tego mętnego bajora to chuligani, którzy w piątek, w czarnych koszulkach z napisem „Magyarorszag” kręcili się po mieście przy okazji meczu z Rumunią. Gdy wracałam do domu natknęłam się na taką grupkę w metrze. Jeden z nich natychmiast rzucił do pozostałych: „ustąpcie miejsca pani z dzieckiem”. Bardzo to miłe, tylko szkoda, że po powrocie do domu dowiedziałam się, że młodzież w takich koszulkach zaatakowała uchodźców z małymi dziećmi obrzucając ich petardami i butelkami.

Na Zachodzie bez zmian?

W końcu pociągi odjeżdżają w stronę granicy. Austriacy przepuszczają tam wszystkich, nawet, jeśli nie mają dokumentów.  W tym czasie inni docierają już do Monachium. Granicę w ciągu jednego dnia przekraczają tysiące ludzi. W Austrii niewielu składa wnioski o azyl. Większość chce do Niemiec. W niedzielę rano na dworcu ludzi jest już znacznie mniej i niektórzy mówią, że łatwiej trafić tu na dziennikarzy niż uchodźców. Wieczorem znów mówi się o tym, że Austriacy stopniowo będą zamykać granicę przed migrantami. Kolejni są już w drodze.

Dworzec Keleti:

 

Przejście podziemne dworca:

 

Uderza widok dużej liczby dzieci:

 

…ludzi starszych:

 

i całych rodzin, głównie z Syrii:

 

Część ludzi rusza pieszo do Austrii:

 

Pomoc dla uchodźców:

 

Wolontariusze organizują czas dzieciom i młodzieży:

 

są także na Nyugati:

Transit zone Budapest

3 tys. imigrantów utknęło na dworcu Keleti, ok. 200 na Nyugati w specjalnie wydzielonej strefie tranzytowej, po tym jak we wtorek policja zamknęła przed nimi dworzec uniemożliwiając kontynuowanie dalszej podróży przez Austrię do Niemiec. Na Keleti panuje chaos – w czwartek rano oczekujący wdarli się na perony, chcąc dostać się do pociągu, który jak się za chwilę dowiadują nigdzie nie odjedzie. Pociągi do Europy Zachodniej zostały wstrzymane.

Mieszkam niedaleko tego drugiego dworca więc podrzucam tam jedzenie, owoce, słodycze, jakieś zabawki dla dzieci. Wczoraj zanieśliśmy na Nyugati trochę leków.  Potrzebne są środki przeciwbólowe, antybiotyki, materiały opatrunkowe, żywność, koce. W punktach zbiórki na dworcach kolejowych pomoc organizują wolontariusze z Migration Aid, lista potrzebnych rzeczy jest codziennie uaktualniana. Dr Nemes bezinteresownie zapewniający tu opiekę medyczną powtarza, że chorym należy się pomoc – to wszystko i nie obchodzą mnie żadne komentarze – dodaje.

Na Nyugati widzę dziesiątki ludzi zmęczonych drogą, oczekiwaniem, żal mi dzieci, warunki są podłe. Nie wiem kto jest uchodźcą, a kto imigrantem zarobkowym. Młodzi mężczyźni grają w piłkę, śmieją się. Jest ich większość i wbrew doniesieniom prasowym nie są to absolwenci renomowanych uczelni, ale ludzie, dla których Europa kojarzona jest przez pryzmat globalnych marek jak NIKE, które jest chyba ich ulubioną marką (choć mam wątpliwości co do oryginalności posiadanych wyrobów). Ale są tu też kobiety, dzieci i starcy. Szczególnie ci ostatni wydają się przeczyć założeniu, że to jedynie emigracja zarobkowa – widok zmęczonego starszego pana, który pewnie wolałby dożywać swojej starości w swoim domu niż szukać sobie kąta do spania na wschodnioeuropejskim dworcu to tego dowód.

You just stop the war and we don’t want to go to Europe – mówi syryjski chłopiec na dworcu Keleti w rozmowie z dziennikarzem Al Jazeera. Syria potrzebuje pomocy teraz (film). Jednak rozwiązanie problemu Syrii może okazać się niewystarczające. Spacer po budapeszteńskim dworcu utwierdził mnie w przekonaniu, że premier Orban ma rację, mówiąc że polityka emigracyjna Unii Europejskiej nie stanowi odpowiedzi na tę wędrówkę ludów.

Czy stawianie murów uratuje imperium? Mur Hadriana stoi tam gdzie stał, ale już niedługo po jego wzniesieniu barbarzyńcy mogliby robić sobie selfies z jego obiema stronami, gdyby tylko mieli smartfony. Rzymianie już wtedy roztrząsali problem, który po 2000 lat wydaje się nadal nie mieć rozwiązania. Jedyne co nam pozostawili to zgrabne sentencje stwierdzające fakt, że problem stoi za drzwiami (względnie bramą lub murem). Dziś jednak współcześni nomadzi mogą szybko poinformować swoich o tym jaki naprawdę jest ten mur i co za nim jest. Wieczorem chłopaki na dworcu biorą swoje chińskie smartfony i dzwonią do bliskich zdać relację.