Prawie 200 stopni

130, 150.  Schody są tak wąskie, że ruch odbywa się tylko w jedną stronę. Cierpiący na klaustrofobię raczej nie czuliby się tu komfortowo. Przystanek na złapanie oddechu, dzwonnica – oglądamy dwa dzwony, pozostałe cztery mieszczą się na niższym poziomie, nieudostępnianym zwiedzającym.  Jeszcze tylko kilka stopni i 197. I wreszcie widok z wieży! Imponujacy. Budapeszt widziany z miejsca do niedawna jeszcze niedostępnego dla turystów. Teraz wreszcie z innej  perspektywy można obejrzeć charakterystyczny kolorowy dach neogotyckiego kościoła Macieja pokryty dachówkami Zsolnaya, Basztę Rybacką i plac św. Trójcy.

Koronkowa, biała wieża kościoła Macieja to jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli Budapesztu. Jej wysokość licząc od posadzki kościoła wynosi 78.16 m, a od poziomu ulicy 76.57 m. Wieża została odbudowana na wzór tej z czasów króla Macieja – autorem rekonstrukcji z 1894 roku był Frigyes Schulek. Jedynie ozdobne zwieńczenie i galeria zostały zaprojektowane przez samego architekta.

Pierwszy kościół zbudowano w tym miejscu w drugiej połowie XIII w za panowania Beli IV, jednak z tego okresu nie zachował się żaden jego obraz. Już po przebudowie, w 1384 roku, w czasie mszy wieża dzwonnicza zawaliła się i nie odbudowywano jej przez kolejne 90 lat. Kościół w takim stanie pokazuje drzeworyt z kroniki Hartmanna-Schedela z 1470 roku. Król Maciej, mocno związany ze świątynią, odbudował wieżę, umieszczając na wysokości trzeciego piętra swój herb. Figuruje na nim data ukończenia odbudowy – 1470 rok. Kopię herbu umieścił na wieży Schulek w czasie XIX wiecznej rekonstrukcji, a jego oryginał trafił do wnętrza kościoła, na ścianę przylegającą do wieży, gdzie strzeże go dwóch „czarnych żołnierzy” namalowanych przez Bertalana Szekelya, nawiązujących do słynnej Czarnej Armii króla Macieja (Fekete Sereg).

W czasie prawie 150-letniego panowania tureckiego w Budzie (1541-1683) kościół funkcjonował jako meczet, a na wieżę pięć razy dziennie wspinał się muezin, by wzywać wiernych na modlitwę. Brakuje źródeł z czasów średniowiecza i okupacji tureckiej, które mówiłyby coś o dzwonach. Najwcześniejsza wzmianka dotyczy Wielkanocy 1723 roku, kiedy w czasie siedmiodniowego pożaru, który strawił wtedy Budę, dzwony z wieży Macieja stopiły się. Na ich miejsce jeszcze w tym samym roku odlano dzwon Trójcy Świętej, który przetrwał do dziś i jest najstarszym dzwonem wieży. W czasie II wojny światowej wieża została mocno uszkodzona, odbudowa zakończyła się w marcu 1956 roku. Z tego roku pochodziły widoczne jeszcze do 2008 roku uszkodzenia powstałe w czasie węgierskiego powstania.

Przez wiele lat tylko osoby uprzywilejowane i kościelne VIPy mogły tu wejść. A przecież początek tej galerii był prozaicznie użytkowy – w latach 1897–1911 na wieży służbę pełnili strażacy alarmując o zagrożeniach pożarowych aż do czasu, gdy ich zadanie stało się niepotrzebne na skutek popularyzacji telefonów.

Ale przede wszystkim to dom drugich najważniejszych dzwonów kraju, po tych z Bazyliki św. Stefana. Jak już wspomniałam, w wieży znajduje się  6 dzwonów, z których najmniejszy waży 110 kg, a najcięższy 4,4 tony. Dwa z nich można oglądać w czasie wizyty na wieży. Dzwon Chrystusowy (Krisztus-harang) – drugi co do wielkości w Budapeszcie, 6 na Węgrzech. Obecnie waży on 4,4 tony (197 cm średnicy u podstawy na 145 cm wysokości) i zastąpił większy (5,9 tony) dzwon o tej samej nazwie, który niestety podzielił los wielu zabytków sztuki ludwisarskiej i odlewniczej w czasie II wojny światowej – przetopiony na cele wojenne.

Drugi dzwon, który mogą zobaczyć turyści jest znacznie skromniejszy. Ba, są większe od niego w tej samej wieży – waży „zaledwie”  1,6 tony i jest niewątpliwie ważny dla Polaków – gdyż nosi nazwę Jana Pawła II. Ważny jest on również i dla samych Węgrów, bo upamiętnia wielkie wydarzenie, gdy Papież pobłogosławił symbol państwa węgierskiego, koronę świętego Stefana. Dzwon ten bije na wieży najczęściej, wzywając na większość nabożeństw.

Warto wspomnieć, że odlano je głównie dzięki wsparciu z funduszy norweskich, jakże głośnych w swoim czasie – jak widać, UE nie tylko rogami straszy i siarką zieje. Dzwony zostały odlane lub odnowione w niemieckim Passau przez Rudolfa Pernera, który dodatkowo, jako dar, odlał najmniejszy, ale jakże sympatyczny dzwon Św. Malgorzaty, który zastąpił ten zwrócony kościołowi parafialnemu na Csepelu. Co dziwne, węgierscy ludwisarze nawet nie stanęli do przetargu.

Wróćmy jednak do samej wieży. Należy pamiętać, że w Budapeszcie nie ma wielu wysokich budynków i nad miastem górują wieże kościołów. Po stronie Pesztu jest to bazylika św. Stefana (96 m) oraz wieża kościoła św. Władysława na Kobanya (83 m), choć widok z nich trudno porównywać ze względu na położenie w innej części miasta.

Samo jednak Wzgórze Zamkowe pełne jest lepszych i gorszych miejsc, rywalizujących ze sobą o tytuł tego z najcharakterystyczniejszym widokiem Budapesztu, co możecie zobaczyć choćby w nagłówku mojego bloga. Oczywiście trudno będzie rozsądzić ten spór więc to nowe miejsce widokowe na wieży może przebić się siłą argumentu, że jest najwyżej położone na Wzgórzu Zamkowym – wieża ma „raptem” 76.5 metra, punkt widokowy znajduje się „zaledwie” na 47 metrze jej wysokości, ale trzeba doliczyć Wzgórze Zamkowe wznoszące się na wysokość 175 metrów n.p.m. Tak więc jedynym „konkurentem” w okolicy pozostaje Góra Gellerta, którą zresztą widać stąd po prostu wspaniale. Ci, którzy będą w Budapeszcie po raz pierwszy i choćby z uwagi na ograniczenia czasowe muszą wybrać jedno miejsce widokowe, z pewnością nadal powinni pozostać przy Górze Gellerta. Jeżeli macie jednak więcej czasu, to naprawdę warto pokonać te prawie 200 stopni.

Na wieżę można wejść codziennie o pełnej godzinie między 10.00-17.00 (nie ma windy), bilet kosztuje 1400 Ft, maksymalna wielkość grupy to 15 osób. Aktualne informacje o biletach i dostępnych zniżkach tu.

Palinka w roli głównej

Od kilku lat moją uwagę zwracają plakaty z festiwali palinki, które odbywają się w Budapeszcie w maju i w październiku. Te majowe tematycznie poświęcone są konkretntym owocom. I tak mieliśmy festiwal palinki morelowej, wiśniowej, gruszkowej i jabłkowej. Te jesienne na Zamku to już format międzynarodowy, gdzie węgierska palinka spotyka się z innymi spirytualiami z całego świata, a alkoholom towarzyszy też prezentacja kiełbasy. Włoska grappa, meksykańska tequila, kojarzona z Rosją wódka, kubański rum, irlandzka i szkocka whisk(e)y i tegoroczny angielski gin – to przewodnie tematy plakatów z kolejnych edycji festiwalu.

Plakaty są kwieciście kolorowe, co sprawia że zawsze kiedy pojawiają się w przestrzeni publicznej robi się jakoś weselej i nawet trzecią linią metra jakoś mniej strach jechać.

Trzeba przyznać, że nikt tu się nie oburza na treść plakatów, nie próbuje odmierzać ich odległości od kościołów i szkół, nie demonizuje się tu alkoholu. I jakoś nie widać na Węgrzech tylu zalanych w trupa obywateli, czego nie można powiedzieć o krajach prowadzących intensywną politykę antyalkoholową. Nie chodzi mi tu tylko o Polskę, ale np. kraje skandynawskie czy Rosję za czasów Gorbaczowa. Pozostaje mieć nadzieję, że to się nie zmieni kiedy ktoś wpadnie na pomysł wprowadzenia nemzeti italboltów. Festiwal na Zamku trwa jeszcze dziś do godz. 22.00.

Red Bull Air Race w Budapeszcie

Po kilkuletniej przerwie w najbliższy weekend 4-5 lipca 2015 w Budapeszcie znów odbędzie się wyścig Red Bull Air Race. Tysiące widzów zgromadzi się nad brzegami Dunaju by śledzić emocjonującą rywalizację, w której o tytuł mistrzowski walczy w tym roku 14 pilotów.

Trasa przebiega pomiędzy rozstawionymi na Dunaju pylonami wypełnionymi powietrzem, na odcinku między Mostem Łańcuchowym a Mostem Małgorzaty. Najbardziej spektakularny jest jednak przelot pod Mostem Łańcuchowym. Być może mieliście już kiedyś okazję oglądać go w wykonaniu węgierskiego mistrza akrobacji samolotowej, Petera Besenyei.

Więcej informacji dotyczących samego wyścigu znajdziecie na polskiej stronie Red Bull Air Race. Szczegółowy program (ang, węg) tu.

Oficjalne video imprezy:

Utrudnienia w ruchu!

Przygotowania i treningi rozpoczynają się już w czwartek, 2 lipca. W związku z pokazami od czwartku do niedzieli wystąpią ograniczenia w ruchu, głównie na odcinku pomiędzy Mostem Łańcuchowym a Mostem Małgorzaty, zamknięte będą nabrzeża Dunaju, najwięcej utrudnień napotkamy w sobotę i niedzielę w I, II i V dzielnicy.

Most Łańcuchowy będzie wyłączony z ruchu kilkukrotnie (również pieszego) – po raz pierwszy w czwartek w godz. 12.30-15.00

Statki komunikacji miejskiej będą kursować skróconą trasą, z wyłączeniem odcinka pomiędzy mostami Łańcuchowym i Małgorzaty: czwartek godz. 12.00-16.00, piątek 8.00-18.00, sobota 9.00-18.30 oraz niedziela 11.00-19.30.

W sobotę i niedzielę utrudnienia wystąpią również na linii tramwaju nr 2 – kursuje tylko na odcinku od Kozvagohid do Boraros ter, stamtąd do dworca Nyugati dojedziemy autobusem zastępczym – oraz 2 linii metra, które nie będzie się zatrzymywało na stacji Kossuth ter; autobusy nr 16, 86, 105 kursować będą zmienioną trasą. Więcej informacji na stronie BKK.

Tarzan Park

Jeżeli Twoje dziecko zaczyna grymasić, wybrzydzając na wszystkie okoliczne place zabaw, że już mu się znudziły, to wyprawa do Parku Tarzana może je jeszcze zaskoczyć. Tarzan Park to plac zabaw, ale taki rozbudowany do potęgi. Dla dzieci w wieku przedszkolnym będzie to idealne miejsce na wyszalenie się, a zadbane trawniki nadają się świetnie na rodzinny piknik. Nazwa związana jest z olbrzymią ilością instalacji do wspinania się, zjeżdżania, które w ograniczonym wyborze możemy spotkać na nowocześniejszych placach zabaw w mieście. Tutaj jednak ich ilość, ale i pomysłowość zaprojektowania (czasami dosyć prostego ale efektywnego) daje świetne możliwości nie tylko samej zabawy, ale może przede wszystkim rozwoju motorycznego, koordynacji ruchowej i zmysłu równowagi u dzieci.

Oprócz „wspinaczkowych” atrakcji znajdziemy tam piaskownicę stylizowaną na kopalnię z(b)łota rodem z Dzikiego Zachodu, trampolinę do podskoków w stylu gumowego zamku, ogromne zjeżdżalnie przypominające te z basenów i aqua-parków, choć tu nie zjeżdża się się do wody. I to dla niektórych może być jedna z głównych zalet tego miejsca. Oczywiście fajnie jest pójść w lecie na odkryte baseny, które są bezsprzecznie największą atrakcją Budapesztu, ale każdy kto był tam z małymi dziećmi wie, że czasem tłum żądny wodnych przygód jest tak duży, że przyjemność może przerodzić się w męczarnię. Tarzan Park daje pewną alternatywę – na środku placu umieszczono bowiem kilka wodotrysków i armatek wodnych, powierzchnię wokół nich wyłożono nie twardymi kaflami, a miękkim przeciwpoślizgowym tartanem, takim jaki kładzie się na bieżniach. Tak więc warto zabrać dla dzieci stroje kąpielowe i ręcznik, jak na zwykły basen.

Największym minusem tego miejsca jest fakt, że za wstęp trzeba płacić: dzieci 1850 Ft, dorośli 1450 Ft, dla grup bilet od osoby 800 Ft, dzieci poniżej 3 lat bezpłatnie. W lecie przewidziano też duże zniżki dla emerytów. Wszystko sprowadza się do zasady, im Was więcej tym taniej. Bilet ważny jest na 4 godziny, ale przy tylu atrakcjach możecie być pewni, że po 4 godzinach dzieci będą potrzebowały odpoczynku. Na miejscu znajduje się barek, gdzie można kupić przekąski, kawę, lody czy obiad – ceny przystępne. Jest wypożyczalnia zabawek – do wyboru mini-auta, motorki, zestaw do piaskownicy, zestaw do ping-ponga, petanque. Drugim minusem może być dojazd. Park znajduje się w Ujpeszcie, tak więc z centrum miasta niezmotoryzowani będą musieli się przynajmniej 2 razy przesiadać, bo trwa remont linii tramwajowej. Dojazd tramwajem nr 14 z Lehel ter lub niebieskim metrem do stacji Ujpest, stamtąd przesiadka na autobus nr 96 lub 296 (wysiada się przy Szilagyi utca).

1046 Budapest, Tábor u. 26-28, strona tarzanpark.hu

Uważajcie na stare kolejki!

Po ostatnim incydencie z zabytkową  kolejką górską z 1922 roku, znajdującą się na terenie dawnego Wesołego Miasteczka (dziś Holnemvolt Park będący częścią Zoo), dziennikarze postanowili sprawdzić czy ta atrakcja nadal jest bezpieczna. Kilka dni temu głośno było o ponoć jedynym w historii kolejki przypadku kiedy zwolnił się hamulec i skład ruszył bez hamulcowego. Wina, jak podano w oświadczeniu, leży po stronie pasażerów, którzy nie posłuchali instrukcji obsługi i wsiedli do wagoników uruchomiając swoim ciężarem kolejkę zanim osoba odpowiedzialna za hamowanie zdążyła zająć swoje miejsce. Kolejka nabrała zbyt dużej prędkości i prawie wypadła z torów na jednym z zakrętów. Skład pokonał liczącą 1 km trasę nigdzie nie zwalniając. Na szczęście nikomu nic się nie stało. 

Hamowanie konieczne jest przed każdym zakrętem, kolejka porusza się wtedy z max. prędkością 30 km/h, przy zjeździe osiąga szybkość 70-80 km/h. Obsługa zapewnia, że obiekt jest w 100% bezpieczny, a zatem turyści nadal mogą cieszyć się tą atrakcją. Nawet jeśli kiedykolwiek doszłoby do wykolejenia, to specjalny system bezpieczeństwa, tak jak i tym razem nie pozwoli wagonikom spaść z wysokości. 

Choć sama nie przepadam za tego typu rozrywką, materiał hvg obejrzałam z ciekawością. Niesamowicie wygląda ta plątanina drewnianych rusztowań. Gotowi na przejażdżkę? Ja bym się mocno zastanowiła.

Muszę przyznać, że trochę mnie zdziwiło, że kolejka ta nadal funkcjonuje. Stanowiła ona główną atrakcję nieistniejącego już wesołego miasteczka. Polacy znają ją dzięki roli, jaką zagrała w słynnym filmie “CK Dezerterzy”, choć tak po prawdzie scena ta nie mogła się zdarzyć nie tylko z uwagi na fikcyjność bohaterów i zdarzeń, ale i na fakt, że kolejka powstała w latach 20 XX wieku, kiedy to zbudował ją reemigrant z USA. Choć na początku była to nowość rodem z wielkiego świata, to już w katach 80 XX wieku była zdecydowanie przestarzała. Opierała się jednak chętnym do jej rozbiórki, bo była zabytkiem. Kiedy jednak zapadła decyzja o zamknięciu wesołego miasteczka wydawało się, że i ona nie przetrwa. Trudno by było utrzymać niewątpliwie zabytkowy obiekt, gdyby był nieużywany.

Jak jednak widać znowu jej się udało. Nie postarano się jednak po tym zdarzeniu zmienić systemu zabezpieczeń. Kolejka nie jest sterowana z zewnątrz i kiedy pasażerom udało się pozostawić hamulcowego na „peronie” (swoją drogą to ciekawe czy taki hamulcowy jeździ na tej kolejce przez cały dzień?) to nie było już możliwości jej zatrzymania z zewnątrz. Z drugiej jednak strony pracownicy kolejki z dumą podkreślają, że zadziałał system zabezpieczeń, który wagonikom nie pozwolił spaść. Chyba jednak już czas na nieco elektroniki – bezpieczeństwo przede wszystkim.  

Muzeum Beatlesów w Egerze

W Hotelu Korona w Egerze otwarto muzeum Beatlesów. Moją pierwszą myślą po usłyszeniu tego newsa było: Co mają wspólnego Beatlesi z Egerem? Oczywiście nic, poza tym, że podobnie jak na całym świecie i tu czwórka z Liverpoolu znalazła wiernych fanów. Otóż dwóch zapaleńców pochodzących z Egeru przez lata gromadziło nagrania, zdjęcia i inne relikwie związane z zespołem. Z czasem zebrało się tego tak dużo, że kawiarnia, w której je eksponowano okazała się niewystarczającym miejscem. Właściciele kolekcji postanowili więc rozejrzeć się za nowym lokum.

Nazwa Egri Road Beatles Múzeum wyraźnie nawiązuje do tytułu słynnego albumu grupy Abbey Road. Wystawa prezentuje historię grupy, relacje z koncertów, wywiady, fotografie zespołu, plakaty, płyty z limitowanych edycji, a nawet kopie instrumentów na jakich grali członkowie The Beatles. Właściciele chwalą się, że są czwartym tego typu muzeum Beatlesów na świecie – tak duże kolekcje powstały do tej pory jedynie w Liverpoolu, Halle i Buenos Aires. Eksponaty umieszczono na trzech poziomach, od piwnicy aż po strych. W hotelu znajduje się nawet pokój noszący nazwę Żółta Łódź Podwodna :)

Jestem przekonana, że choć muzeum liczy sobie zaledwie kilka dni, to szybko zyska rozgłos i w najbliższe wakacje odwiedzi je niejeden fan Beatlesów z Polski.

(fot. egriugyek, index)

Sobota na Hungaroring

Hungaroring to nie tylko słynne wyścigi (wcześniejszy artykuł na ten temat tu) – tor żyje swoim życiem również poza sezonem Formuły, o czym mieliśmy okazję przekonać się w ten weekend, uczestnicząc w imprezie zorganizowanej przez Opla.

Warto zapoznać się z całoroczną ofertą toru, w ramach której istnieje np. możliwość zwiedzania obiektu (kontakt dla grup i gości indywidualnych sales@hungaroring.hu), w czasie specjalnie organizowanych imprez czy dni otwartych możliwość pościgania się na słynnym torze jednym z samochodów wyścigowych w asyście pilota (najbliższe terminy to 10 i 24 czerwca) tu cennik. W bezpośrednim sąsiedztwie toru ulokowały się gokarty (czynne pon-pt 12.00-20.00, sob-ndz 10.00-20.00, możliwość rezerwacji). Miłośnicy motocykli mogą zarezerwować sobie 23 maja na Motofest 2015, w programie m.in. występy kaskaderów, 26-28 czerwca na torze będą odbywać się wyścigi Ferrari, a najważniejsza impreza, czyli Grand Prix Formuły 1 odbędzie się 24-26 lipca 2015. Działalność firmy zarządzającej torem wykracza poza jego ramy. I tak 4-5 lipca w centrum Budapesztu odbędzie się Redbull Air Race, tradycyjnie już z przelotem pod Mostem Łańcuchowym i pomiędzy ustawionymi na Dunaju bramkami,  na który tłumy widzów przyciąga m.in. węgierski pilot Péter Bessenyei.

Mnogość imprez jest duża, ale patrząc na cały obiekt, odniosłam wrażenie że silnie tkwi on swoimi korzeniami w poprzednim systemie. Już sama droga dojazdowa (wąska, prowincjonalna dróżka, pełna dziur), parking, czy paskudny betonowy mur otaczający tor, który można by np. oddać w ręce graficiarzy, a w końcu główna trybuna wymagająca poważnego odświeżenia. To wszystko niewątpliwie nie wpływa na jakość samych wyścigów, o których przede wszystkim decyduje stan toru i zaplecze dla zespołów Formuły, ale biorąc pod uwagę ilość pieniędzy która krąży w tym biznesie oraz konkurencję zagraniczną, organizatorzy mogliby bardziej zadbać o strefę kibica.

Poniżej relacja z imprezy Opla.

Mimo, że hasłem przewodnim firmy jest Wir leben Autos, to na imprezie zaprezentowano bardzo ciekawe rowery elektryczne, których nie należy mylić z pojazdami o napędzie elektrycznym, bo jest to rower, w którym napęd elektryczny tylko wspomaga rowerzystę, pozwalając mu jeździć szybciej, więcej i dalej, a mimo wszystko nie pozbawiając go możliwości własnego wysiłku. Rozwiązania tego typu cieszą się coraz większą popularnością. Na jednym z portali internetowych znalazłam informację, że w Niemczech już co trzeci sprzedawany rower jest rowerem tego typu. Warto dodać, że do Hungaroring można dojechać rowerem i co roku w organizowanej tu imprezie Opla biorą udział tłumy rowerzystów, którzy mają na torze swoją paradę. My w tym roku na tę część nie zdążyliśmy, ale niewątpliwie możliwość pojeżdżenia sobie rowerem czy na deskorolce po asfalcie przeznaczonym dla najszybszych bolidów świata jest kusząca. Do wypróbowania w przyszłym roku!

Nasze dzieci z otwartymi buziami śledziły paradę miłośników samochodów marki Opel. Corocznie mają oni tu możliwość spotkania się, a są ich na Węgrzech całe rzesze. Jest to tutaj jedna z najpopularniejszych marek, z dobrze rozwiniętą siecią serwisów. Wynika to prawdopodobnie z tego, że jedna z pierwszych fabryk samochodów osobowych, jakie otwierano na Węgrzech po 89 roku (warto pamiętać, że w RWPG Węgrzy nie mieli własnych zakładów produkujących samochody osobowe i niejako zmuszeni byli przenieść swoje uczucia na Ikarusy) to była fabryka Opla w Szentgotthard, a marka kojarzona jest nie tylko z samochodami służb mundurowych ale jest również bardzo popularna wśród taksówkarzy. Zresztą służby mundurowe zaprezentowały się w czasie imprezy w bardzo spektakularny sposób, w szczególności strażacy z Gödöllő, którzy najpierw strasznie nadymili, ale dzięki sprawnej akcji gaśniczej szybko uporali się z pożarem.