Budapeszt dla wtajemniczonych

Steven – nieznany bliżej nikomu cudzoziemiec (albo Węgier), wyposażony nie tylko w anglosaskie poczucie humoru ale i dobrze znający realia stolicy Węgier, jest autorem najnowszej alternatywnej mapy Budapesztu umieszczonej w serwisie judgmentalmaps.com

Mapa, która jak wiele innych tego typu mapek hulających po Internecie miała prawdopodobnie w założeniu być źródłem prostego żartu w stylu Joe Monster, wzbudziła falę komentarzy. W większości przeważa opinia, że choć uwagi jej autora są pozbawione wszelkich hamulców, to nie sposób im zaprzeczyć. Niektóre media wykazały wręcz chęć uzupełnienia mapy swoimi spostrzeżeniami, np. Index w opisie Ujlipotvaros do Commies (Komuchy) dodałby Posh mothers with expensive baby carriage (Hipsterskie mamuśki z drogimi wózkami dziecięcymi), a okolice parku Millenaris to ich zdaniem Young right wing voters who look like western capitalists (Prawicowi yuppies – można krócej :)

Nie da się ukryć, że jest to mapa wyciągająca na wierzch dobrze znane mieszkańcom stereotypy, którymi niekoniecznie chcieliby się chwalić na zewnątrz, np. określenie pewnych dzielnic jako getto (i nie chodzi tu o to historyczne) czy Scary-looking Arabs albo Dog shit everywhere.

(kliknij obrazek, aby powiększyć)

Sen o Budapeszcie

Kiedy oglądałam Birdmana duże wrażenie zrobiła na mnie scena latania nad miastem. Od razu skojarzyło mi się to z typowym snem o lataniu, który kiedy ktoś ci go przerwie, to z jednej strony cieszysz się, że dzięki temu będziesz go pamiętać, bo nie „wyśnił się” do końca. Z drugiej jednak strony odczuwa się wtedy nieprzepartą chęć natychmiastowego powrotu do przerwanego snu. Scena lotu nad ulicami Nowego Jorku, jakże inna od tych znanych z filmów o superbohaterach, mimo że film w przewrotny sposób nawiązuje do tych opowieści, mnie skojarzyła się właśnie z takim marzeniem sennym.

Dzisiejsza technika oraz popularność dronów coraz częściej pozwala nam na odkrywanie nowych perspektyw. W tym kontekście przypomniał mi się film Światła Budapesztu, który jakiś czas temu znalazłam w sieci. Obejrzyjcie go sobie po raz kolejny, a ci którzy go jeszcze nie widzieli – po raz pierwszy. Warto sobie czasem polatać nad Budapesztem –  życzę Wam dzisiaj takich pięknych snów :)

Urodziny stolicy

17 listopada obchodzone są urodziny Budapesztu. Święto ustanowiono na pamiątkę zjednoczenia trzech miast: Budy, Pesztu i Óbudy 17 listopada 1873 roku. Miasto podzielono wtedy na 10 dzielnic, trzy po stronie Budy i 7 po stronie Pesztu: I. Krisztinaváros, Vár, Tabán, Kelenföld II. Viziváros III. Óbuda IV. Belváros V. Lipótváros VI. Terézváros VII. Erzsébetváros VIII. Józsefváros IX. Ferencváros X. Kőbánya.

Oryginalny podział uległ zmianie w 1930 r., kiedy po obu stronach dodano po dwie nowe dzielnice. W Budzie z I dzielnicy wydzielono dodatkowo XI i XII; w Peszcie pojawiła się XIII i XIV dzielnica. Nowy podział przetrwał do 1950 r., do powstania Dużego Budapesztu. Obecnie Budapeszt to 23 dzielnice.

Mapa z 1893 r. pokazuje m.in. sieć tramwajową, w tym tramwaje konne.

Budapeszt 100

Są już wyniki konkursu Budapeszt w stu słowach. Spośród nadesłanych prac jury w składzie Winkler Nóra, Hajós András i Szőllőssy Balázs wybrało 12+1 tekstów – dla zainteresowanych udostępniono je teraz w Bálna. Uczestnicy mieli w krótkiej formie napisać czym jest dla nich Budapeszt lub na jakikolwiek temat wiążący się jakoś z miastem. 12 zwycięskich prac zostało opatrzonych ilustracjami autorstwa znanych grafików i mają się one pojawić w różnych mediach, na wystawach, w przestrzeni publicznej, tak więc miejcie oczy szeroko otwarte, bo możecie natknąć się na nie np. w metrze. Sto najlepszych prac ma ukazać się później w wydaniu książkowym (w internecie dostępne są tutaj). Pomysł zaczerpnięto z odbywającego się od 14 lat w Chile konkursu Santiago w stu słowach.

Co powiecie na polską edycję Budapeszt 100? Czym dla Was jest Budapeszt? Jeśli poczujecie natchnienie i napiszecie coś fajnego czym chcielibyście podzielić się z innymi czytelnikami bloga, może to być wspomnienie, impresja, jakieś obrazy kojarzące Wam się z Budapesztem, itp., jeśli zawrzecie to w stu słowach i prześlecie Wasze dzieło do końca listopada na adres budapeszter.blog@gmail.com, najciekawsze teksty umieszczę na blogu. Dla zwycięzcy znajdzie się też jakaś książka.

Poniżej jeden z najlepiej ocenionych tekstów, pt. Nie ma, autorką jest Fanni Torma.

Kiedy byłam dzieckiem wyruszyliśmy z Egeru o świcie na wakacje nad Balaton. Droga była długa. W tamtą stronę przemknęliśmy przez budzący się ze snu Budapeszt, z powrotem przez głośne miasto nocą. Nad ranem patrzyłam na ludzi stojących na przystanku siódemki na Kossucie, na faceta w koszulce Sex Pistols, na stojącą obok babcię w chustce we wzór matyó. Niczego tak bardzo nie pragnęłam jak znaleźć się tutaj, gdzie każdy może być taki jaki chce. Już od 12 lat mogę sobie czytać w parku Károlyiego, kupuję kawę na Ráday w drodze do pracy, mogę marzyć z przyjaciółmi po romkocsmach, wstyd mi za to, za co omijam przejścia podziemne. Zaciągam zasłonę na widok Statuy Wolności, zza której wylewa się światło. Mam w kuchni fartuch z motywem matyó, w szafie koszulkę Sex Pistols. Jestem już prawie taka, jaką chciałam być.

Alternatywny Budapeszt

Budapeszt widziany przez pryzmat popkulturowych ikon. Péter Kovács tworzy fotomontaże łączące popularne scenerie budapeszteńskie z fantastycznymi stworami i superbohaterami z amerykańskich komiksów i filmów. Tyrannosaurus Rex wychodzący z Mostu Wolności niczym z zagrody w Parku Jurajskim, wulkan na górze Gellerta czy pomnik Batmana w miejsce pomnika Petőfiego albo The Beatles na przejściu przed dworcem Keleti. Porywająca alternatywa Budapesztu.

Wystawę prac ‘Alternative Budapest’ w dużym formacie można oglądać od 2 do 14 września w kinie Corvin. A tu w pomniejszeniu na instagramie i facebooku.

Regnum Marianum – kościół skazany na zapomnienie

Na skraju Lasku Miejskiego Városliget, przy ul. Dózsa György stał kiedyś kościół Regnum Marianum. Prace nad jego budową rozpoczęły się w 1925 roku wg. planów Ivána Kotsisa. Świątynia o powierzchni 1820 , z kopułą, przypominająca jerozolimską bazylikę Grobu Pańskiego i wieżą zwieńczoną kopią korony św. Stefana została jednak wysadzona w powietrze w 1951 roku z rozkazu Mátyása Rákosi’ego. Na urodziny Stalina postanowiono zbudować w to miejsce wielki plac defilad (felvonulási tér). Protestujący mieszkańcy utworzyli żywy łańcuch, próbując zablokować wyburzanie kościoła, jednak ÁVH (węgierska bezpieka) rozpędziło tłum i nie udało się zapobiec zniszczeniu świątyni. Władze starały się by nie pozostał po niej ślad, w publikacjach dotyczących architektury nie pozwalano nawet na umieszczanie zdjęć kościoła. Tak jakby nigdy nie istniał.

Miejsce kościoła wkrótce zajęła trybuna honorowa i pomnik Stalina (obalony w czasie powstania w 56r.,nazywany później pomnikiem butów bo nie udało się go przewrócić za pomocą ciężarówek. Dopiero za radą będącego w tłumie studenta użyto palników i pomnik odcięto na wysokości butów). Później stanął tu pomnik Węgierskiej Republiki Rad – w 1969 r na 50 rocznicę jej powstania, popularnie nazywany „biegnący z ręcznikiem” lub „kąpielowy” – węg. fürdőmester (kąpielowy czy też łaziebny, który wybiega z łaźni Széchenyi’ego za jakimś gościem krzycząc, że zapomniał ręcznika). Ponieważ plac za czasów komuny pełnił funkcję pierwszomajowego sambodromu, to trzeba było dorzucić jeszcze wodza rewolucji. Oba pomniki po zmianie systemu wylądowały w Parku Pomników (Szoborpark), a kolejna władza chcąc przypodobać się niechętnemu jej społeczeństwu ufundowała pomnik 56 roku. Do niego z kolei przylgnęła kolejna ironiczna nazwa. I tak oto stoi tam „szczotka Gyurcsánya”. Do samego pomnika trudno się przyczepić , ale w pamięci pozostaje niesmak jaki wywołała osoba jego „fundatora” i sposób w jaki ówczesny postkomunistyczny premier próbował to wykorzystać do swoich politycznych interesów. Jest jeszcze klepsydra ustawiona tu z okazji przystąpienia do UE i krzyż z tabliczką informującą, że w tym miejscu stał kiedyś kościół. Plac nosi dziś nazwę Ofiar 56 roku (56-osok tere). Nie sposób oprzeć się jednak wrażeniu, że to nie koniec historii tego miejsca i jeszcze coś się tu zmieni.

Węgierskie festiwale muzyczne

Letnią specjalnością Węgrów, wręcz nowym produktem narodowym, obiektem pożądania dla włodarzy miast i miasteczek stały się letnie festiwale. Najmniejsze mieściny i wioski starają się coś zorganizować, choćby był to nawet festiwal kapusty czy golonki. Niewątpliwie nawet te najmniejsze festiwale są bardzo interesujące i będą przedstawiane na bieżąco w aktualnościach i zapowiedziach na blogu, ale dzisiaj chcę napisać o tych największych, muzycznych wydarzeniach, organizowanych w dużych miastach, stanowiących konkurencję dla budapeszteńskiego Szigetu. Festiwale te niejednokrotnie gromadzą gwiazdy światowego formatu, a regułą jest, że można na nich obejrzeć czołówkę węgierskiej sceny muzycznej. Każdy z festiwali jest skierowany do nieco innego odbiorcy, ale większość ludzi będzie się pewnie dobrze bawić na wszystkich. Atutem węgierskich festiwali jest dobra pogoda, dobre wino, dobre jedzenie no i brak głupich regulacji dotyczących spożywania alkoholu. Zacznijmy od klasyka gatunku, chluby węgierskich festiwali, absolutnego must-see (przynajmniej raz w życiu), czyli Szigetu.

Sziget (11-18 sierpnia 2014) – ponad 20 lat tradycji. Konkurent polskiego Open’era. Organizowany od 1993 roku, na początku pod nazwą Diáksziget (Wyspa Studentów), później od nazwy sponsora Pepsi Sziget, a od 2002 Sziget Fesztivál. Największą zaletą festiwalu jest umiejscowienie go w stolicy Węgier (na wyspie Óbudai na Dunaju), co umożliwia gościom po pierwsze zwiedzenie Budapesztu przy okazji odwiedzin na festiwalu, po drugie skorzystanie z bogatej bazy noclegowej największego węgierskiego miasta (choć ci którzy chcą mogą skorzystać z pola namiotowego na terenie festiwalu), po trzecie możliwość wykorzystania stołecznej infrastruktury takiej jak np. restauracje, łaźnie i baseny (kto był na takim festiwalu gdziekolwiek na świecie ten na pewno to doceni). Festiwal ten jest wizytówką nie tylko miasta, ale i Węgier, tak więc oprócz muzyki w różnych gatunkach, na kilku różnych scenach (regułą jest to, że czasami trudno zdecydować się co wybrać, bo często dobre zespoły grają w tym samym czasie w różnych miejscach), można brać udział w wielu imprezach towarzyszących, prezentuje się tam wiele organizacji publicznych, pozarządowych, społecznych, kulturalnych, teatrów, szeroka jest oferta handlowa i gastronomiczna. Szczególnie to zaplecze festiwalu robi wrażenie na gościach przyjeżdżających z Polski, a goście z Zachodu doceniają relatywnie niskie ceny w stosunku do tamtejszych festiwali. Różnorodność gatunków muzycznych jest duża, od muzyki popowej, tanecznej, przez folk, rock, world music, ska, punk, indie, hip-hop do metalu nawet w jego najbardziej ekstremalnych wydaniach – jest tu wszystko. Sziget jest jednym z obowiązkowych punktów trasy festiwalowych nomadów i niewątpliwie dla niektórych wystarczającym magnesem jest możliwość spotkania się w tym gronie. Na wyspę można dojechać np. kolejką HÉV, autobusami, a nawet dopłynąć statkiem. Na tegorocznym Szigecie wystąpią m.in. Madness, Outcast, Queens of the Stone Age, Placebo, Imagine Dragons, Lily Allen i wielu innych wykonawców, listę znajdziecie tu http://www.sziget.hu/fesztival

VOLT (2-6 lipca 2014) – to olbrzymi rockowy festiwal odbywający się w Sopronie, który z początku skierowany był głównie do węgierskiej młodzieży, jako alternatywa dla rozrastającego się, ale co za tym idzie drożejącego Szigetu. Ulokowanie go z dala od stolicy umożliwiało młodym budapeszteńczykom wyjazd z plecakiem i śpiworem, dając im trochę oddalenia od domu. Z czasem jednak festiwal zaczął przyciągać nie tylko zagranicznych widzów, szczególnie z pobliskiego Wiednia, ale i również zespoły z Zachodu. Od paru lat są to już światowe gwiazdy, może w mniejszej liczbie niż na Szigecie, ale za to nie ustępujące im jakościowo. W tym roku to Arctic Monkeys, Morcheeba, MGMT, Thirty Seconds to Mars, Hurts i in. Oprócz tego dużo węgierskich zespołów rockowych. Festiwal sprofilowany raczej w stylu naszego Przystanku Woodstock, choć na pewno jako festiwal komercyjny posiadający lepszą infrastrukturę. Ulokowanie festiwalu w Sopronie daje możliwość poznania tego pięknego zabytkowego miasta, a bliskość granicy z Austrią kusi wypadem do Wiednia. W okolicy znajduje się Jezioro Nezyderskie (węg. Fertő-tó) wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Położone na granicy Austrii i Węgier to płytkie jezioro z brzegami porośniętymi szuwarami stało się bardzo atrakcyjne dla turystów rowerowych. Dobrze rozwinięta sieć ścieżek rowerowych pozwala objechać je dookoła. Szczegółowe informacje na http://www.sziget.hu/volt

Balaton Sound (10-13 lipca 2014) – coś dla miłośników sceny tanecznej i transowej. Festiwal odbywa się w Zamárdi, niedaleko Siófok, bezpośrednio nad Balatonem. Występują najlepsi światowi DJ’e i zespoły muzyki elektronicznej, wspaniała sceneria, klimat plażowej imprezy nadaje temu festiwalowi wyjątkowego charakteru. Możliwość imprezy do samego rana i przywitania dnia ze słońcem wschodzącym nad Balatonem przyciąga wielu fanów zabawy w takich klimatach. O popularności niech świadczy fakt, że karnety zostały już wyprzedane, ale można kupić bilet dzienny w cenie 15.000 Ft. Przyjeżdżając na festiwal możemy skorzystać z uroków pobytu nad Balatonem. Południowa strona jeziora, gdzie odbywa się festiwal jest uznawana za tą, która latem nie zasypia, ale jeżeli potrzebujemy trochę wyciszenia i odpoczynku wystarczy przeprawić się na stronę północną, gdzie czekają spokojne miejsca, ciekawe zabytki, widoczny z południowego brzegu półwysep Tihany. Wybierając się na Balaton Sound nie zapomnijcie o strojach kąpielowych! http://www.sziget.hu/balatonsound

Campus (23-26 lipca 2014) – Debreczyn chce stworzyć bardziej węgierski, studencki festiwal, na co wskazuje nazwa Campus. Od tego miasta często zaczyna się węgierska przygoda zagranicznych studentów, przyjeżdżających tu na tzw. nyári egyetem – uniwersytet letni (językowe kursy przygotowawcze do studiów na Węgrzech). Impreza odbywa się na skraju położonego na północ od centrum miasta Nagyerdő (Wielki Las) – wielkiego parku, będącego centrum rozrywki i wypoczynku miasta. Występują głównie zespoły węgierskie. W tym roku m.in. pochodzący właśnie z Debreczyna i świętujący 25 lecie Tankcsapda – podobny brzmieniowo do Motorhead, Quimby, Punnany Massif, Alvin és a Mókusok, Belga, Pál Utcai Fiúk, Heaven Street Seven, Péterfy Bori & Love Band, Budapest Bár i inni. Czeka na nas kilka scen, kino, scena kabaretowa. Zmęczeni festiwalowymi atrakcjami wytchnienie znajdziemy w cieniu drzew otaczającego teren festiwalu parku czy korzystając ze znajdujących się tam basenów. Nocleg na polu namiotowym lub w jednym z kilku pobliskich akademików i hoteli. Wybierając się na festiwal do Debreczyna, tego drugiego pod względem wielkości miasta na Węgrzech i centrum kalwińskiego warto zobaczyć jego zabytki m.in. pięknie położony uniwersytet, skorzystać z licznych kąpielisk, w drodze powrotnej można zrobić sobie przystanek na węgierskim stepie, gdzie krajobraz puszty Hortobágy pozwoli poznać klimat i tradycje Wielkiej Niziny Węgierskiej, czy wyskoczyć do znanego z kompleksu basenów Hajdúszoboszló (jeśli nie przerażają nas tłumy odpoczywających tam niezmiennie od lat rodaków :). Z Debreczyna w krótkim czasie możemy dotrzeć do Rumunii i zwiedzić oddaloną o niewiele ponad godzinę jazdy Oradeę (Oradea – węg. Nagyvárad) lub pojechać jeszcze dalej na wakacyjną wyprawę, w głąb węgierskiego niegdyś Siedmiogrodu. Strona festiwalu http://www.campusfesztival.hu

Rockmaraton (7-13 lipca 2014) – organizowany na południu kraju, w położonym nieopodal Pécs Malomvölgyi Arborétum. Jak mówią organizatorzy 100% diszkómentes czyli w najmniejszym nawet stopniu nie zanieczyszczony disco. Tu spotkamy bardziej niezależne i ostre klimaty rockowe, metalowe, punkowe, hardcorowe czy psychobilly. Na stronie festiwalu zabawna animacja promująca imprezę, nawiązująca do wyborów, jedynie słusznych czyli muzycznych :), a pod sceną swoje polityczne porachunki postanawiają załatwić czołowi węgierscy politycy. Podobne filmiki z poprzednich lat znajdziemy na youtube wpisując w wyszukiwarkę Rockmaraton. Wśród występujących w tym roku kapel m.in. Sepultura, Sabaton, Arch Enemy, świetne punkowe zespoły: Konflikt ze Słowacji, Rózsaszín Pitbull i Auróra z Węgier, ska-punk: Prosectura i HétköznaPI CSAlódások. W środę impreza psychobilly/rockabilly, na której obok amerykańskiego Koffin Kats wystąpią węgierskie zespoły Silver Shine, Hellfreaks, Bőgőmasina. Ten festiwal to przegląd mocnej oferty muzycznej naszych bratanków i dowód na to, że nie tylko pop u nich rządzi. Na terenie festiwalu tzw. bufet kryzysowy z cenami napojów z poprzednego stulecia (np. znany dobrze uczestnikom imprez studenckich mojego pokolenia węgierski wynalazek boroskóla – mieszanka coli i wina za 150 Ft). Informacja ze strony festiwalu: dla uczestników Rockmaratonu węgierskie koleje zapewniają 50% zniżkę w przypadku wykupienia biletu powrotnego (należy go opieczętować przy wejściu na festiwal). Z Budapesztu z dworca Déli 7 lipca o 13.15 wyrusza do Pécs Rockervonat. Pécs znajduje się w pobliżu granicy chorwackiej więc odwiedziny na festiwalu można połączyć z wyjazdem do tego kraju. Niedaleko od Pécs znajduje się słynny winiarski region Villány z najlepszym winem na Węgrzech. http://www.rockmaraton.hu/

O tych festiwalach przeczytacie w oddzielnych postach: OzoraFélsziget, EXIT, Festiwal Plenerowy w Szegedzie