Czy ktoś widział dziub-dziuba

Od kilku dni kibice Fradiego (czyli FTC – klubu piłkarskiego Ferencváros) żyją zmianą jaką zaproponowały im władze klubu, które postanowiły wymienić stadionową maskotkę popularnego orła na nowszy model. Uznano, że dotychczasowa jest już niemodna, nie dość europejska i obiecano wersję bardziej dynamiczną i estetyczną. Stary orzeł poczuł się dotknięty tą decyzją, tym bardziej że oznajmiono mu, że zmiany życzyli sobie sami kibice, tak w ankietach wypowiedziało się 63% z nich.

I tu nastąpiło wielkie rozczarowanie, żeby nie powiedzieć oburzenie tych ostatnich, którzy po prezentacji następcy, jaka miała miejsce na czwartkowej konferencji prasowej, nie widzą w nim w ogóle orła, a raczej strusia, kurczaka, papugę, zezowatego wróbla czy sowę na haju skrzyżowaną z pelikanem (czyżby dziub-dziub?). Mnie przypomina on raczej pisklaka, a wiadomo że pisklęta orłów nie są zbyt urodziwe. Może o to właśnie chodziło i jest szansa, że do czasu kiedy po raz pierwszy zostanie pokazany na stadionie, tzn. do najbliższego meczu z Ujpestem 12 kwietnia, orzeł wypięknieje. W przeciwnym razie kibice przeciwników będą mieli wielki powód do radości.

stary

nowy

Reklamy

Ten mniej znany Batthyány

Piękne kobiety, eleganccy panowie, wyścigi konne i związany z nimi lans, teatr i inne bardziej frywolne rozrywki – świat arystokracji węgierskiej z początku XX wieku. Hrabia Gyula Batthyány dopiero od niedawna znajduje uznanie w historii malarstwa węgierskiego (choć zagraniczni kolekcjonerzy poznali się na nim wcześniej). Przez lata niedoceniany, opinie o jego twórczości zaliczanej czasem do nurtu późnej secesji dzieliły historyków sztuki na tych którzy pogardzali jego sztuką i tych, którzy widzieli w nim bystrego obserwatora codziennego życia węgierskich wyższych sfer. Jeśli jesteście w Budapeszcie, spróbujcie znaleźć chwilę i obejrzeć wystawę w galerii Kieselbach (do 16 kwietnia), przeniesiecie się za sprawą Batthyánya do innego, dawno minionego świata. Jeśli tylko ktoś skonstruowałby wehikuł czasu, na pewno znaleźlibyście mnie gdzieś w Budapeszcie w latach 20, 30.

Nie będę streszczać całej wystawy, poniżej tylko kilka wskazówek. Warto np. wspomnieć, że Batthyánya zajmowały również tematy historyczne, w późniejszym etapie życia pojawiają się obrazy naszpikowane taką ilością postaci i szczegółów, że przywodzą na myśl strony komiksu. Artysta pracował prawdopodobnie nad większym projektem, mającym zobrazować historię świata. Jest tam np. odkrycie Ameryki, z węgierskich tematów zwraca uwagę apoteoza Széchenyiego, którego uważał za największego z Węgrów (popatrzcie na miasto w tle i przyjrzyjcie się postaciom otaczającym Széchenyiego – na pewno uda się Wam rozpoznać niektóre z nich). Uwagę zwraca też obraz, w którego centrum znajduje się dziwna postać w historycznym stroju – gdybyście zastanawiali się kim jest to indywiduum w otoczeniu kłębiących się wokół nagich ciał, podpowiadam, że to Elżbieta Batory, znana z okrucieństwa i lubieżnych praktyk arystokratka, spokrewniona z królem Polski Stefanem Batorym. Elżbieta, posądzana o torturowanie sług i dziesiątki morderstw miała wierzyć, że kąpiele w krwi dziewic zapewnią jej wieczną młodość. Historia każe jednak za bardziej prawdopodobną przyjmować wersję intrygi uknutej przez szlachcica chcącego przejąć jej ogromny majątek.

Batthyány – stylista. Określenie raczej z naszych czasów, ale jako światowiec, artysta doskonale orientował się w ówczesnych trendach w makijażu i modzie, co zyskało mu uznanie pragnących błyszczeć kobiet, nie do końca pewnych swego stylu. On je potrafił odmienić, już po pierwszych sekundach spotkania wiedział co należałoby zmienić w wyglądzie rozmówczyni, tak by wyglądała korzystnie i modnie. Postacie kobiet patrzące z obrazów Batthyánya łączy jeden szczegół – mocno podkreślone oczy, usta, policzki. Intensywny makijaż to znak rozpoznawczy malowanych przez niego postaci i jak się okazało jedno ze źródeł jego dochodów, bo profesjonalnie doradzał w sprawach make-upu. Nawiązał nawet bliski kontakt z Elizabeth Arden, twórczynią kosmetycznego imperium.

Wśród sporządzanych na zamówienie portretów kobiet z wyższych sfer znajduje się portret hrabiny Kláry Andrássy, nazywanej Kają (na zdjęciu powyżej w środku), która w czasie II wojny niosła pomoc polskim uchodźcom na Węgrzech. Ta zwolenniczka legitymizmu (jak zresztą wielu z jej otoczenia) zmieniła swoje poglądy na bardziej rewolucyjne, bardzo zaangażowała się w działalność przeciwko nazistom a także w sprawę polską, co przysporzyło jej wielu kłopotów. Na czas ktoś ostrzegł hrabinę, że jej działalnością zainteresowało się gestapo, ale ucieczka i tak skończyła się dla niej tragicznie. Zdołała dotrzeć do Dubrovnika, gdzie zginęła w wybuchu bomby.

Wystawa pokazuje też końcowe lata życia malarza i powojenne tragiczne losy pozbawionej majątku rodziny, sam Batthyány w wyniku sfingowanego procesu trafia w latach 50 do więzienia, a po jego opuszczeniu ostatnie dni życia spędza mieszkając u swojego służącego.

Przedszkolna indoktrynacja

Czasami zastanawiałam się jak się czuje moja nauczycielka z podstawówki, która zmuszała nas do udziału w akademiach pierwszomajowych i wychwalania bohaterów jedynego systemu. Mimo, że miałam wtedy dopiero kilka lat i potem już nie dawałam się wkręcić w takie imprezy to czułam się w jakiś sposób wykorzystana.

Mam nadzieję, że sumienie będzie dręczyć przedszkolankę z Mórahalom w komitacie Csongrád, bo na sumienie burmistrza, jej przełożonego nie ma raczej co liczyć, choć fakt że nakazał usunięcie swego dzieła z jednego z kanałów w sieci świadczy o tym, że jednak czegoś tam się jeszcze wstydzi. Z drugiej jednak strony niczym prezes Ochucki uznaje, że jest rzeczą naturalną że „nasza grupa przedszkolaków i chór wiejski zwykli występować dla tych, którzy robią coś dla lokalnej społeczności”.

Poniżej zamieszam link do filmu, który po prostu mną wstrząsnął i fragment peanów (w wolnym tłumaczeniu) jakie wygłaszają przedszkolaki z okazji oddania nowego „rządowego okienka”, czyli miejsca gdzie interesanci za jednym zamachem mogą załatwić różne urzędowe sprawy, taki zintegrowany urząd. Tu próba generalna. Tu w wersji skróconej z oficjelami.

Rządowe okno (Kormányablak)

Nie wiedziałam czym jest to okno rządowe
Starsi mają przecież do tego lepszą głowę.

Zapytałam tatę, tak mi odpowiedział:
Miejsce gdzie spadają nam kamienie z serca.
Kamienie? A jakie? I z czyjego serca?
Zapytam się mamy, na pewno odpowie.

Akt urodzenia każde dziecko ma,
Adresową kartę do zamieszkania.
Jak już będziesz duża i zakupisz auto,
Tam szybko przepiszą je na twoją własność.

Rejestracja, prawko czy dokument ważny
Wyrobić je musisz, tak jak każdy.
Jest i wiele innych, teraz już wystarczy.
Praca rządowego okna to nie bułka z masłem.

Nie wiedziałam czym jest to okno rządowe.
Starsi mają przecież do tego lepszą głowę.
Jak ważne to okno teraz jednak wiem,
Będzie nam potrzebne póki ziemia kręci się.

Jak nie żartować

Fałszywe koncerty dla hipsterów to jak widać nie tylko specjalność rodziny Gallagherów z Chicago (z serialu Shameless). Ostatnio okazało się, że Budapeszt rozgrzała wiadomość o koncercie punkowej legendy z Francji, Manu Chao. Koncert miał być darmowy i w dość nietypowym miejscu – niewielkiej undergroundowej knajpie w VIII dzielnicy o nazwie Bocian (Gólya). Oczywiście wiadomość zaistniała dzięki fb i w końcu około 5 tysięcy osób chciało obejrzeć muzyka na żywo, podczas jak to określono „partyzanckiego” koncertu, co miało tłumaczyć fakt organizacji takiego koncertu w tak nietypowym miejscu.

W skandal zamienił całą sprawę fakt, że wiadomość powielił portal internetowy vs.hu podając, że nie jest to żart primaaprilisowy mimo daty wyznaczonej na 1 kwietnia. A jednak… właściciele klubu w końcu zdecydowanie zaprzeczyli, aby organizowali koncert tego wykonawcy. Portal vs.hu tłumaczył, że oni również byli podejrzliwi zanim opublikowali te doniesienia, ale ich informacje miał jakoby potwierdzić manager klubu Gólya, twierdząc, że Manu Chao znany jest z takich jak to określił partyzanckich działań, szczególnie gdy te mają na celu wspieranie miejsc i akcji o lewicowym charakterze.

Dziś przedstawiciele klubu przyznają, że od początku robili to jako żart primaaprilisowy i przepraszają wszystkich, którzy uwierzyli. Z drugiej strony jednak tłumaczą się, że przecież partyzancki koncert nie byłby zapowiadany wcześniej, a data 1 kwietnia powinna wszystko wyjaśnić (zapominając o tym, że dziennikarze VS upewniali się co do tego u ich managera). A w ogóle to cieszy ich, że tak wiele osób wyobraziło sobie, że taki koncert byłby możliwy w ich knajpie. Oczywiście cała sprawa to świetna reklama dla lokalu. Szkoda tylko, że zapomnieli, że takie żarty robi się 1 kwietnia a nie już tydzień wcześniej. Mnie ich żart skojarzył się z poziomem znanym z żartów jakie robią sobie czasem studenci w czasie otrzęsin, które po węgiersku nazywają się gólyabál czyli nomen omen bocianim balem.

Jeżeli okaże się, że jednak zagra… trzeba będzie zrobić update :)

Nyugati

To  zdjęcie zostało zrobione telefonem komórkowym na dworcu Nyugati w październiku 2014. Fotograf, János M. Schmidt uwiecznił moment tuż po odjeździe pociągu z kibicami udającymi się do Bukaresztu na mecz eliminacyjny ME Węgry-Rumunia. W promieniach zachodzącego słońca widoczny jest jeszcze powoli opadający dym.
Zdjęcie zdobyło właśnie drugą nagrodę w konkursie Sony World Photography 2015 w kategorii zdjęć zrobionych telefonem komórkowym. W tej kategorii jury wybierało spośród 6000 nadesłanych zdjęć. Pierwsze miejsce zdobyła nadmorska scena Włocha Turi Calafato, a trzecie przypadło irańskiemu obrazowi Fighting nadesłanemu przez Ako Salemi. Zwycięskie zdjęcia z tej i pozostałych kategorii można obejrzeć tutaj.

Zapowiedzi 26.03.2015

27 do 29 marca (weekend) w ogrodzie centrum Millenáris od 10.00 do 17.00 – węgierskie smaki wielkanocne – wystawa, która raczej was przekona jak bliscy jesteśmy sobie z naszymi bratankami, ale zawsze pozostają pewne niuanse. Oprócz wielkanocnych potraw organizatorzy zapowiadają też inne atrakcje w klimatach wielkanocnych, jak malowanie pisanek, czy zagroda z królikami dla dzieci. Wstęp wolny. Millenáris, 1024 Budapest, Kis Rókus u. 16-20

27 marca – 26 na placu Vörösmartyego Budapesti Tavaszi Vásár- tradycje wielkanocne, artyści, projektanci, w weekendy warsztaty sztuki ludowej, występy sceniczne i węgierska kuchnia  w ramach trwającego jarmarku wiosennego.

27 do 29 marca (weekend) – święto tanchazu i folkloru. Głównym miejscem imprezy będzie Papp László Budapest Sports Arena. Doskonała okazja do nauki dla wszystkich zainteresowanych węgierskim tańcem! Prezentowane będą tańce z całego regionu Basenu Karpat, imprezie towarzyszą pokazy instrumentów ludowych, wystawy fotografii, filmy, w niedzielę programy dla dzieci.

28 marca (sobota) w Muzeum Literatury Petofiego o 10.30 – dla dzieci festiwal wielkanocny organizowany przez wydawnictwo Pagony (jeśli jeszcze ich nie znacie, warto kiedyś odwiedzić z dziećmi księgarnię Pagony przy ul. Pozsonyi lub Bartók Béla) – głównym bohaterem tego festiwalu będą oczywiście książki dla dzieci. Z pozostałych atrakcji: teatrzyk, koncert, wspólne malowanie, sadzenie kwiatów, ozdoby wielkanocne i wiele innych. Wstęp 600 Ft, bilet rodzinny: 1100 Ft. PIM, 1053 Budapest, Károlyi u. 16th

28 marca od 15.00 do 22.00: dzień skandynawski w Erőművház zorganizowany przez fundację Skandináv Ház – dla zainteresowanych kulturą Skandynawii wykłady, filmy, koncert, programy dla dzieci, możliwość nabycia książek skandynawskich autorów (w jęz. węg.), pamiątek i gadżetów. Dzieci wstęp bezpłatny, dorośli 500 Ft. 1077 Budapest, Wesselényi utca 17

wystawy

od 28 marca – 25 kwietnia: w galerii Judit Virág wystawa Jánosa Vaszaryego, jednego z najbardziej znanych malarzy węgierskich XX wieku. Zobaczymy 140 obrazów pochodzących z prywatnych kolekcji węgierskich i zagranicznych kolekcjonerów. Obok wczesnych naturalistycznych i ekspresjonistycznych obrazów z początku XX wieku, zobaczymy prace z lat 20 i 30 przedstawiające martwą naturę, akty,  krajobrazy nadmorskie, sceny z życia miasta. V dzielnica, Falk Miksa u. 30.

Do 17 maja – Węgierska fotografia prasowa – w tegorocznej edycji konkursu jury wybrało 500 zdjęć z nadesłanych 7000. Zdjęcia dokumentujące rok 2014 widziany okiem węgierskich fotografów można oglądać w Capa Központ.  1065 Budapest, Nagymező u. 8

Do 10 maja w Ludvig Museum wystawa duetu niemieckich artystów zatytułowana No pain, no game. Volker Morawe i Tilman Reiff poruszają jeden z istotnych aspektów życia we współczesnym, nowoczesnym świecie – gry video i odizolowany świat graczy. Skłaniająca do myślenia, bolesna, ale momentami zabawna wystawa. 1095 Budapest Komor Marcell utca 1.

no pain, no game fot.welovebudapest

koncerty

28 marca (sobota) – o 20.00 w Trafó HUBRO Label Night. Koncert dwóch zespołów spod znaku norweskiej wytwórni Hubro – Huntsville i Cakewalk. Joga country, krautrock,  nieortodoksyjny postpunk z elektronicznym industrialem. 1094 Budapest, Liliom u. 41.

28 marca (sobota) –w Vörös Yuk o 20.00 wystąpią: Bandanas, Social Free Face, Tisztan A Cel Fele, Weoongg!, Tango Underground, Ventura. Hardcore z Budapesztu i Egeru. Na miejscu możliwość nabycia koszulek. Bilety w cenie 1000 Ft. Vörös és Kék Yuk, 1032 Budapest, Fényes Adolf u. 28

30 marca (poniedziałek) w Muszi o 20.00, zagrają Mean Jeans (USA), Nancy (USA), The Somerault Boy, Camp Koala – dawka klasycznego punk rocka w amerykańskim i lokalnym wydaniu. Bilety w cenie 1200 Ft. MüSzi – Művelődési Szint Alkotóközpont és Befogadótér, 1083 Budapest, Blaha Lujza tér (Corvin áruház III piętro)

31 marca (wtorek) o 20.00 – w Akvarium wystąpią Glass Animals (UK) i Volkova Sisters. Volkova Sisters to rewelacyjny węgierski zespół przypominający najlepsze dokonania zespołów spod znaku 4AD. Sama nie wiem ile wspaniałych muzycznych analogii odnalazłam wsłuchując się w ich piosenki. Najkrócej rzecz ujmując była to inspirująca podróż do czasów ambitnej muzyki lat 80.

Węgierski skok na kasę

Nagle rzucone przez dziennikarza pytanie w stronę premiera Orbana, doprowadziło do gorącej dyskusji, w której ścierają się skrajnie przeciwne poglądy: czy premier Orban to bohater który wyrwał pieniądze publiczne z rąk malwersantów czy też osoba odpowiedzialna za utratę majątku przez wielu Węgrów i osób prawnych, które powierzyły swoje pieniądze funduszowi Quaestor.

Węgrami od mniej więcej miesiąca wstrząsają skandale związane z funduszami brokerskimi, które w końcu okazały się zwyczajnymi piramidami finansowymi. Cała sprawa w dużym stopniu przypomina sprawę polskiego Amber Gold czy SKOKów.

Zaczęło się od upadku funduszu Buda-Cash, który najpierw zadziwił wszystkich skalą zdefraudowanych środków. 100 miliardów forintów, które zniknęło z funduszu, jak to określił wiceprezes MNB (Magyar Nemzeti Bank) Laszló Windisch, zrobiło wrażenie i zaciekawiło media. Od początku śledczy zachowywali się dość tajemniczo: cały zespół policyjny zajął siedzibę firmy w nocy 22 lutego, nie udzielając żadnych konkretnych informacji, które potem bardzo skąpo przeciekały do mediów.

W końcu gruchnęła wiadomość jeszcze bardziej szokująca od powyższej kwoty. W funduszu pieniądze lokowały podmioty zarządzające środkami publicznymi – do mediów wyciekły informacje o miastach i województwach, które straciły pokaźne kwoty.

Rząd przeznaczył kwotę 245 milionów na doraźną pomoc dla 67 lokalnych samorządów poszkodowanych przez brokera, co wobec skali defraudacji jest kroplą w morzu, ale dziesiątki tysięcy klientów indywidualnych (proszę pamiętać, że Węgry mają tylko 10 mln mieszkańców!), tysiące biznesmenów i 80 lokalnych samorządów musiało zadowolić się informacją, że przedstawiciele funduszu obiecali współpracować z rządem w celu rozwiązania problemu. Na to czekała opozycja i przedstawiciele partii PM i LMP ogłosili, że zawnioskują o rozwiązanie parlamentu. Nie przyłączyli się do nich jednak posłowie, którzy byli związani z wcześniejszą władzą (MSZP i DK) bo Buda-Cash istnieje od 1995 roku, choć ostatnio jej szefowie byli w dobrych kontaktach z obecną władzą. Mając ten problem na sumieniu na równi z Fidesz,  MSZP nawoływało do pokrycia przez państwo strat poszkodowanym. Pojawiły się też głosy, że należałoby odwołać szefa MNB, Matolcsyego. Widać, że ten wziął sobie krytykę do serca i zabrał się za kontrolowanie tego typu funduszy.

Warto tu dodać, że Buda-Cash to podmiot dość podobny do polskich SKOK. Choć była to sieć 11 firm brokerskich zatrudniających 200 pracowników, to w jej posiadaniu były również cztery niewielkie banki, które wcześniej funkcjonowały, jako kasy kredytowe w rodzaju SKOK. W przeciwieństwie do innych kas nie zostały jednak one znacjonalizowane przez rząd w 2013-14 roku i przekształciły się w niezależne banki.

Zaostrzone kontrole nadzoru finansowego wywołały efekt domina. Następny w kolejce był Hungaria Értékpapír (Hungaria Securities), a 9 marca pojawiły się doniesienia o upadku Quaestor Group.

Ta sprawa była już znacznie niebezpieczniejsza dla rządu. W sprawie Buda-Cash próbowali oni wmawiać, że dzisiejsze problemy to wyłączna wina przekrętów z czasów rządów postkomunistów – argument mocno naciągany, ale wierny lud nie takie cuda kupi. Quaestor to jednak dziecko czasów Fidesz. Jego prezes-nie prezes, o czym za chwilę, Csaba Tarsoly, był osobą związaną z politykami Fidesz dość blisko i to politykami dość bliskimi premierowi. Uważa się, że odegrał on istotną rolę w tzw. „wschodnim otwarciu” ministra spraw zagranicznych Pétera Szijjártó i ma wiedzę na temat korupcji, która może za tym stać.

Quaestor jeżeli poszukamy polskiej analogii , to twór bliższy Amber Goldowi niż SKOK-om, bo tworzyło go 68 połączonych podmiotów transferujących między sobą pieniądze, będących w istocie piramidą finansową. Pikanterii dodał fakt, że spółka 16 marca wybrała nowego prezesa – niejakiego Belę Orgovana. Ten mieszkaniec małej, prowincjonalnej miejscowości, bez wykształcenia a za to z kartoteką kryminalną, w której znalazło się podejrzenie o morderstwo, chwalił się swoim sąsiadom, że ma w końcu porządną pracę (wcześniej brał udział w pracach społecznych, których organizacją chwali się premier – stało się to przyczyną złośliwych żartów, że w ramach tych prac można zrobić świetną karierę), w której może jeździć służbowym oplem!

Kariera Orgovana nie trwała jednak długo, po kilku dniach prezes Tarsoly powrócił na stanowisko. Jak mówił, skłoniła go do tego presja ze strony prasy, coraz bardziej drążącej sprawę absurdalnej zmiany w kierownictwie firmy, o przeszłości swego następcy rzekomo nic nie wiedział, a do tego ruchu namówił go jakiś tajemniczy doradca ds. reorganizacji. Słup w postaci Orgovana najwidoczniej miał dać szefostwu Quaestora więcej czasu na majstrowanie w dokumentach firmy i uniknięcie odpowiedzialności.

Przedziwny jest ten splot różnych zabiegów, zdarzeń i rozciągnięcie w czasie działań policji, która zazwyczaj w podobnych sprawach reaguje natychmiast, zatrzymując podejrzanych czy przesłuchując świadków w ciągu paru godzin od ujawnienia informacji o podejrzeniu oszustwa. Tu pan prezes grzecznie przeprasza i nadal cieszy się wolnością (aktualizacja: Tarsoly wraz z 2 innymi osobami zostali zatrzymani w końcu w czwartek 26 marca) choć wiadomość o ogłoszeniu upadłości podano 9 marca (do dziś upadłość nie została jednak zarejestrowana przez sąd). Na nadzwyczajnym kryzysowym posiedzeniu kierownictwa Tarsoly miał zapewniać, że pomoc przyjdzie od zaprzyjaźnionego ministra Szijjarto, za pośrednictwem którego do premiera miał dotrzeć adresowany bezpośrednio do niego list z prośbą o pomoc, traktujący o sytuacji firmy.

Jak się okazało w Quaestor i innych zaprzyjaźnionych firmach brokerskich publiczne pieniądze ulokowały ministerstwa i różne instytucje państwowe. Pieniądze te szczęśliwie zostały wycofane  i uratowane po aferze z Buda-Cash. Zastanawiające jest jednak, że Ministerstwo Spraw Zagranicznych dziwnym trafem wycofało pieniądze tuż przed ogłoszeniem upadłości Quaestor, dokładnie tego samego dnia. Było to 3.8 mld forintów powierzone brokerowi przez podlegającą ministerstwu Magyar Nemzeti Kereskedőház (brokera wybrano bo oferował bezpłatną obsługę konta i odsetki dające zysk 19-38 mln forintów).

Na pytanie dziennikarza, Orban otwarcie przyznał, że to on sam wydał ministerstwom polecenie wycofania pieniędzy z funduszy. Oburzenie opinii publicznej wywołał fakt, że rząd ratując ulokowane wcześniej przez siebie pieniądze nie podzielił się swoimi obawami z tysiącami obywateli, którzy również zaufali firmom brokerskim, ale niestety nie mieli świadomości problemów funduszu.

Minister Lazar, tłumaczy, że premier nic nie wiedział o sytuacji Quaestora i fakt, że nakazał wycofanie publicznych pieniędzy z firm brokerskich był raczej wynikiem intuicyjnych działań. To intuicja podpowiedziała premierowi, że ostatnie wydarzenia mogą doprowadzić do efektu domina i kolejnych upadków funduszy. Opozycja domaga się natychmiastowego ustąpienia rządu, a DK i Jobbik zgłaszają właśnie doniesienie o możliwości popełnienia przestępstwa o charakterze insider trading.Wszyscy zadają sobie teraz dwa pytania: o czym wiedział rząd oraz gdzie są pieniądze. A chodzi o zniknięcie 150 mld Ft. W tle mamy jeszcze tajemniczą śmierć Andrasa Szilagyiego odpowiedzialnego za inwestycje ministerstwa (w dzień po upadłości Quaestor). Mnie zastanawia zaś, na co wydawane były kwoty, jakie na umieszczaniu w instytucjach o podwyższonym ryzyku zarabiali rząd i inne organy władzy, także tej samorządowej. Czy były one wydawane w ramach wydatków budżetowych? Ciąg dalszy z pewnością nastąpi.