Uważajcie na stare kolejki!

Po ostatnim incydencie z zabytkową  kolejką górską z 1922 roku, znajdującą się na terenie dawnego Wesołego Miasteczka (dziś Holnemvolt Park będący częścią Zoo), dziennikarze postanowili sprawdzić czy ta atrakcja nadal jest bezpieczna. Kilka dni temu głośno było o ponoć jedynym w historii kolejki przypadku kiedy zwolnił się hamulec i skład ruszył bez hamulcowego. Wina, jak podano w oświadczeniu, leży po stronie pasażerów, którzy nie posłuchali instrukcji obsługi i wsiedli do wagoników uruchomiając swoim ciężarem kolejkę zanim osoba odpowiedzialna za hamowanie zdążyła zająć swoje miejsce. Kolejka nabrała zbyt dużej prędkości i prawie wypadła z torów na jednym z zakrętów. Skład pokonał liczącą 1 km trasę nigdzie nie zwalniając. Na szczęście nikomu nic się nie stało. 

Hamowanie konieczne jest przed każdym zakrętem, kolejka porusza się wtedy z max. prędkością 30 km/h, przy zjeździe osiąga szybkość 70-80 km/h. Obsługa zapewnia, że obiekt jest w 100% bezpieczny, a zatem turyści nadal mogą cieszyć się tą atrakcją. Nawet jeśli kiedykolwiek doszłoby do wykolejenia, to specjalny system bezpieczeństwa, tak jak i tym razem nie pozwoli wagonikom spaść z wysokości. 

Choć sama nie przepadam za tego typu rozrywką, materiał hvg obejrzałam z ciekawością. Niesamowicie wygląda ta plątanina drewnianych rusztowań. Gotowi na przejażdżkę? Ja bym się mocno zastanowiła.

Muszę przyznać, że trochę mnie zdziwiło, że kolejka ta nadal funkcjonuje. Stanowiła ona główną atrakcję nieistniejącego już wesołego miasteczka. Polacy znają ją dzięki roli, jaką zagrała w słynnym filmie “CK Dezerterzy”, choć tak po prawdzie scena ta nie mogła się zdarzyć nie tylko z uwagi na fikcyjność bohaterów i zdarzeń, ale i na fakt, że kolejka powstała w latach 20 XX wieku, kiedy to zbudował ją reemigrant z USA. Choć na początku była to nowość rodem z wielkiego świata, to już w katach 80 XX wieku była zdecydowanie przestarzała. Opierała się jednak chętnym do jej rozbiórki, bo była zabytkiem. Kiedy jednak zapadła decyzja o zamknięciu wesołego miasteczka wydawało się, że i ona nie przetrwa. Trudno by było utrzymać niewątpliwie zabytkowy obiekt, gdyby był nieużywany.

Jak jednak widać znowu jej się udało. Nie postarano się jednak po tym zdarzeniu zmienić systemu zabezpieczeń. Kolejka nie jest sterowana z zewnątrz i kiedy pasażerom udało się pozostawić hamulcowego na „peronie” (swoją drogą to ciekawe czy taki hamulcowy jeździ na tej kolejce przez cały dzień?) to nie było już możliwości jej zatrzymania z zewnątrz. Z drugiej jednak strony pracownicy kolejki z dumą podkreślają, że zadziałał system zabezpieczeń, który wagonikom nie pozwolił spaść. Chyba jednak już czas na nieco elektroniki – bezpieczeństwo przede wszystkim.  

Grajkowie

Moje dzieci bardzo lubią ulicznych grajków i chyba z wzajemnością. Będąc na spacerze obowiązkowo musimy zatrzymać się przy każdym muzykancie. Przy jednej z takich okazji, przechodząc obok dworca Nyugati natknęliśmy się na panów z Magyar Csárdás Project. Jeden grał na lirze korbowej (węg. tekerő), a dwóch gromkim głosem wtórowało mu śpiewem. Jak się dowiedziałam, grają dawną muzykę ludową z Wielkiej Niziny Węgierskiej, przy okazji dorabiając sobie ulicznym muzykowaniem. Z tym nie jest według nich najlepiej, bo o pozwolenie trudno, poza tym jak ktoś już taką koncesję otrzyma, to bardzo łatwo może ją utracić. Tak więc niestety, często są przeganiani przez policję. Jak widać życie ulicznych grajków na Węgrzech jest tak ciężkie, że moi rozmówcy stwierdzili że z wielką chęcią ruszyliby w zagraniczne turnee, a ich marzeniem jest granie w… Krakowie. No nie wiem, czy poradzą sobie na tak wymagającym rynku.

Géza Csáth – ciemna strona umysłu

Geza Csath, Literatura na swiecie nr 3-4,2015

Ale czad! Tak wielu moich znajomych ze studiów, a i ja sama zwykliśmy mówić podczas odkrywania twórczości Gézy Csátha. Mnie dosłownie powalił na kolana, do tego stopnia, że swego czasu napisałam o nim nawet obszerną pracę. Fascynacja mroczną stroną życia już mi dawno przeszła, zainteresowanie Csáthem zostało. Dlatego z wielką radością dowiaduję się, że ostatni numer Literatury na świecie (nr 3-4/2015) został poświęcony właśnie temu węgierskiemu pisarzowi (na marginesie: czy są jeszcze jacyś maniakalni kolekcjonerzy tego wspaniałego periodyku? :)

Pisarstwo Csátha pewnie nie byłoby takie jakie jest, gdyby nie miał na nie wpływu niesamowity i równie fascynujący życiorys twórcy. Csáth był bowiem nie tylko pisarzem, ale również muzykiem (świetnie grał na skrzypcach), krytykiem muzycznym, a z zawodu lekarzem psychiatrą – tym samym stawał się najlepszym przykładem na zilustrowanie znanego powiedzenia „Lekarzu lecz się sam”. Urodzony w 1887 roku w Szabadka (dzisiaj Subotica w Serbii), krewny wybitnego pisarza Dezső Kosztolányiego, w młodości chciał zostać malarzem, w końcu wybrał jednak studia medyczne w Budapeszcie. Z początku pracował jako lekarz w szpitalu psychiatrycznym. Doświadczenia z tego okresu wykorzystał jako podstawę do napisania Dziennika kobiety chorej umysłowo. Csáth był zainteresowany zastosowaniem morfiny i innych narkotyków, jak się okazało nie tylko do celów medycznych, ale i artystycznych. Uległ też jak wielu jemu współczesnych fascynacji psychoanalizą.

To wszystko znajdowało odbicie w jego twórczości, której mógł się swobodnie oddawać zmieniwszy pracę psychiatry na lekarza w sanatoriach i popularnych wśród elit tamtych czasów kurortach. Najbardziej znane stały się jego opowiadania, których bohaterami miotają silne skrajne emocje (np. Czarna cisza). Autor wchodził wtedy w ich umysły analizując stany psychiczne dogłębnie i bez taniego moralizatorstwa, które cechowało choćby największego klasyka wiwisekcji ludzkiej duszy – Dostojewskiego. Tym samym pokazywał drogę prowadzącą do destrukcji. Zabójstwo, samobójstwo, gwałt, psychiczna i fizyczna przemoc, pokazana np. w wyświetlanym również w Polsce filmie z 1997 roku Bracia Witmanowie – to tylko niektóre motywy opowiadań Csatha znanych m.in. ze zbioru zatytułowanego nomen omen Bajki, które źle się kończą. Jak przystało na specjalistę od psychiatrii jest tu też świat z innego bieguna – autor zabiera nas do wyimaginowanego świata baśni, czarodziejskiego ogrodu, w którym barwy, dźwięki i zapachy zlewają się tworząc marzenie senne, czy balansując na granicy jawy i snu (np. Ogród czarodzieja, Popołudniowy sen).

Sam pisarz, uzależniony od morfiny, z czasem coraz bardziej zaczyna popadać w szaleństwo. Opowieść o jego życiu kończy się równie tragicznie, co historie jego bohaterów: upadek kariery medycznej, obłęd, pobyt i ucieczki ze szpitala psychiatrycznego, zabójstwo żony, a w końcu samobójstwo. To wszystko, niekorzystna ocena moralna tego przecież chorego i uzależnionego człowieka, przez wiele lat powodowało dystans do jego twórczości, podobny do tego jaki powstał do artystów Młodej Polski. I dopiero w czasach tryumfu postmodernistycznego pisarstwa spadkobierców Williama Burroughsa, węgierski autor powrócił. Jeżeli nie jako specjalista od ludzkiej duszy w ogóle, to z pewnością jak to z dużą dozą złośliwej ironii twierdził mój znajomy, specjalista od pokręconych umysłów Węgrów, Skandynawów południa.

Jego koledzy z grupy Nyugat doczekali się uznania wyrażonego choćby nazwaniem ich imionami najważniejszych miejsc w stolicy (bez trudu znajdziecie plac Móricza czy Kosztolányiego, za to na ulicę Gézy Csátha musielibyście wybrać się do odległej XVIII dzielnicy, nie mówiąc już o pomyśle nazwania jego imieniem szkoły). Jak dotąd polscy wydawcy wpisywali się w ten nurt. Chwilowego zaistnienia twórcy w mediach dzięki filmowi Bracia Witmanowie na motywach jednego z jego opowiadań nie zdyskontowano.

O tym kim był Csáth, jak pisał i co po sobie pozostawił dowiecie się z ostatniego numeru Literatury na świecie, który próbuje przybliżyć postać tego utalentowanego pisarza polskiemu czytelnikowi. Warto sięgnąć po tę lekturę.

Budapeszt jubileuszowy

W niedzielę 31 maja oglądajcie Makłowicza w podróży! Odcinek 178 kręcony był w Budapeszcie. Pan Robert jest znanym miłośnikiem i popularyzatorem węgierskiej kuchni i smaków Monarchii. Zobaczymy co ugotował w stolicy Węgier. TVP2 godz. 11.00

Pod koniec XIX w. w Budapeszcie świętowano 1000-lecie węgierskiej ojczyzny nad Dunajem i Cisą. Z tej okazji stolica wzbogaciła się m.in. o gmach Parlamentu, plac Bohaterów, hale targowe i pierwszą w kontynentalnej części Europy linię metra. Robert Makłowicz podąża szlakiem millenijnych atrakcji. Zagląda też do Wielkiej Synagogi w dzielnicy żydowskiej, do koszernej restauracji, na urządzony w kamienicy targ Szimpla Market oraz do Gundela – kulinarnej wizytówki Budapesztu. W programie także przyrządzanie gulaszu podczas rejsu statkiem.

Propozycje na weekend 30-31 maja 2015

Dzień Dziecka

29-30 maja: tajemnice archeologii – w całym kraju programy rodzinne w ramach dnia archeologii. Swoje drzwi przed ciekawymi tajników archeologii otworzą magazyny i laboratoria archeologiczne, organizowane są wycieczki na miejsca wykopalisk, itp. Tu szczegóły.

30-31 maja: Városligeti Gyereknap – w programie m.in. występy międzynarodowych zespołów, ulica narodów i scena ambasad; dzieci i internet, bezpiecznie w ruchu ulicznym i w podróży, występy teatrów kukiełkowych, kucyki, psy, wiele atrakcji dla dzieci.

31 maja (niedziela): Dzień dziecka w cyrku, Fővárosi Nagycirkusz – zajęcia sprawnościowe dla dzieci, ćwiczenia na utrzymanie równowagi, zajęcia z żonglerami, spotkanie z klaunem, malowanie twarzy, itd. godz. 10.00-15.00. Na niedzielne przedstawienia do biletu dla dorosłego dołączany jest 1 bezpłatny bilet dla dziecka.

30 maja-14 czerwca: w Savoya Park przez trzy kolejne soboty plac zabaw lego dla dzieci, wystawa – wikingowie, piraci z kloców lego (naturalnej wielkości). 30 maja m.in. koncert Agi Szalóki, godz. 15.00. Szczegółowy program.

31 maja (niedziela): Cifra Palota – programy dla dzieci w Pałacu Sztuk (Mupa), zajęcia muzyczne, kreatywne, przedstawienia muzyczno-taneczne, bajki.

31 maja: godz. 10.00-16.00 na małych strażaków czekają otwarte remizy strażackie. Szczegóły, lista miejsc tu.

31 maja: dzień otwarty w zajezdni autobusowej w Óbuda

31 maja: Dzień Dziecka w Miniversum – świat widziany z lotu ptaka, moc ciekawych programów dla dzieci. Ze względu na duże zainteresowanie warto wcześniej dokonać rezerwacji.

Warto zajrzeć też na stronę Muzeum Kolejnictwa – tam również w niedzielę Dzień Dziecka.

Jeszcze w ten weekend:

Festiwal truskawek w Tahitótfalu :)

Matrai bornapok – dni wina w Gyöngyös

Kuchnia turecka na Andrassy – uliczny festiwal tureckich smaków w sobotę 30 maja, godz.14.00-21.00

Ínyenc fesztivál  – węgierska kuchnia dla smakoszy w Várkert bazár

Przypomnienie: Tylko do 2 czerwca można zgłaszać chęć udziału w grze miejskiej organizowanej przez stowarzyszenie Polonia Nova. Zapowiada się świetna zabawa, jeśli jesteście w Budapeszcie – zachęcam do wzięcia udziału!

Zielone Świątki na Węgrzech

Zielone Świątki to na Węgrzech najważniejsze po Wielkanocy i Bożym Narodzeniu święto chrześcijańskie. Słowo pünkösd pochodzi od greckiego Pentēkostē (pięćdziesiąt). I choć w łacińskim świecie użycie greckiej terminologii wskazuje na chrześcijański charakter, to ewidentnie święto to nawiązuje do rzymskich tradycji przedchrześcijańskich – wszechobecna mnogość kwiatów to przecież rzymskie floralia, oddanie czci bogini roślinności i kwiatów Florze, w szerszym rozumieniu odnoszące się do płodności.

Na Węgrzech jednym z popularniejszych zwyczajów związanych z tym świętem jest wybieranie zielonoświątkowego króla. W niektórych regionach przetrwała tradycja organizowania zawodów, w czasie których kawalerowie mogą sprawdzić się w różnych dyscyplinach: np. jeździe konnej, ale też strzelaniu, podnoszeniu ciężarów, koszeniu, itd. Zwycięzca zostaje królem i w czasie trwania święta ma prawo do noszenia korony (stąd wzięło się powiedzenie „pünkösdi királyság” – zielonoświątkowe królestwo, odnoszące się do krótkiego okresu rządzenia). Oprócz tytułu króla zyskuje przywilej przewodzenia wspólnocie w czasie wesel i zabaw oraz otrzymywania trunków i jedzenia na koszt wspólnoty.

Na wsiach znany był też zwyczaj wybierania królowej. Była to najpiękniejsza i najmłodsza dziewczyna, która w otoczeniu starszych panien (a czasem i w towarzystwie króla), ustrojona kwiatami i zielonymi gałązkami ruszała na obchód domostw, w czasie którego sypano płatki kwiatów, śpiewano piosenki. Starsze dziewczęta otaczały młodszą, rozpościerały nad jej głową chustę lub nakrywały ją welonem, następnie wypowiadały życzenia obchodząc ją dookoła i na zakończenie unosząc – zwyczaj ten miał zapewnić gospodarstwu dobre plony.

Na powitanie wiosny okna lub płoty przyozdabiano w maiki, zielone gałązki, kwiaty rózy, piwonii, bzu albo jaśminu, co miało chronić domostwa przed uderzeniami piorunów. Czasem maiki w ramach zalotów były przyczepiane przez kawalerów do ogrodzeń domów, w których mieszkały młode panny.

W niektórych rejonach Zachodnich Węgier po wsiach chodził pochód z tureckim baszą – chłopakiem przebranym za Turka, ubranym w wypchane słomą spodnie, którego koledzy okładali kijami zmuszając do podskoków. W zamian za przedstawienie otrzymywali od gospodarzy pieniądze lub poczęstunek. Gdzie indziej chodził król ustrojony w gałązki bzu, a czasem spotykało się pochód przebranych, skutych łańcuchami jeńców, którzy chodząc od domu do domu prosili dziewczyny by te zlitowały się nad ich losem i wspomogły drobnym poczęstunkiem.

Ważnym wydarzeniem dla wiernych jest pielgrzymka do Csíksomlyó w Siedmiogrodzie (csíksomlyói búcsú), miejsca kultu maryjnego, gdzie co roku w sobotę poprzedzającą Zielone Świątki spotyka się nawet kilkaset tysięcy Węgrów, przybywających z różnych krajów Basenu Karpat. Tradycja spotkań w Csíksomlyó odwołuje się do wydarzeń z 1567 roku, kiedy Jan Zygmunt Zapolya, władca siedmiogrodzki próbował siłą zmusić strzegących granicy Seklerów do przejścia z wiary katolickiej na unitarianizm. Seklerzy postanowili bronić swojej wiary i udało im się odnieść zwycięstwo pod Nagyerdő w 1567 roku (choć fakt bitwy bywa podawany przez historyków w wątpliwość). Książę ogłosił w końcu wolność wyznania i wprowadził system, w którym taki sam status mieli katolicy, luteranie, kalwini i unitarianie. Seklerzy zaś w podzięce Matce Boskiej poprzysięgli, że będą spotykać się co roku na pamiątkę zwycięstwa.

Zgromadzony w czasie sobotniej mszy tłum robi wrażenie, szczególnie kiedy z wielu tysięcy ust zaczyna rozbrzmiewać węgierski hymn. Jest to zarazem święto diaspory węgierskiej, manifestacja narodowej przynależności i solidarności z Węgrami żyjącymi poza granicami kraju. Z Węgier pielgrzymi mogli dojechać na miejsce m.in. słynnym pociągiem: z Szombathely wyruszył Csíksomlyó Expressz, do którego w Budapeszcie dołączył Szekely Gyors (Ekspres seklerski) tworząc 16 wagonowy skład przewożący ponad 1000 pasażerów. Na miejscu obecny był również prezydent Węgier Janos Ader, co również świadczy o randze wydarzenia. Warto zajrzeć na transindex.ro, gdzie znajdziecie świetną galerię zdjęć z tegorocznego spotkania, kilka z nich poniżej.

Zapowiedzi 20.05.2015

Przed nami długi weekend – poniedziałek Zielonych Świątek jest na Węgrzech dniem wolnym od pracy. Oto kilka propozycji na najbliższe dni:

23-25 maja: Nyitott Pincék – w całym kraju weekend otwartych piwnic. Oczywiście chodzi o te z winem. Tu lista regionów winnych i piwnic biorących udział w akcji. W czasie jej trwania na degustacje i zakup wina oferowane są znaczne zniżki.

21-24 maja – Gourmet Fesztivál w Millenaris. Coroczna impreza, gdzie mistrzowie kuchni koncentrują się na jednej, charakterystycznej dla kuchni węgierskiej potrawie. W zeszłym roku były to placki ziemniaczane, a teraz paprykarz z kurczęcia.

23-24 maja: festiwal palinki w Tihany

23 maja: wieczór bułgarski – kultura i kuchnia Bułgarii w Szimpla Kert, Kazinczy u.14. O godz. 16.00 wspólne gotowanie, 17.00 kolacja, 19.00 tanchaz i koncert Falkafolk, zespołu folkowego grającego muzykę bałkańską.

23-25 maja: Svábhegyi Pünkösdi búcsú – Zielone Świątki na Svábhegy (Diana Park), programy rodzinne, występy, folklor i kuchnia Szwabów.

24-25 maja: Zielone Świątki w skansenie w Szentendre. Oprócz zwyczajów zielonoświątkowych prezentowane będą również tradycje z różnych regionów kraju zaliczane do dziedzictwa narodowego m.in. maski Mohácsi busók, wzory kalocsańskie i matyó.

22 maja (piątek): organizowane co dwa tygodnie nocne wyścigi konne, gonitwa kłusaków i chartów (Kincsem Park, 1101 Budapest, Albertirsa út 2-4), od godz. 18.00, zaklady, impreza do rana.

23-25 maja: Miénk a Vár! – spotkania zamkowe w Vajdahunyadvár (Városliget) – coś dla miłośników historii i węgierskich zamków. Pokazy rycerskie i łucznicze, programy dla dzieci, zamki Sümeg, Sárospatak i wiele innych.

22-24 maja w Varpalota (w Cseri Parkerdő) odbędzie się Alfa Fesztivál. Czołowe zespoły nurtu umiarkowanie alternatywnego. Za darmo! Wystapią: Republic, Ossian, Anna and the Barbies, Intim Torna Illegál, Halott Pénz, Nagy Feró és a Beatrice, Hősök, Alvin és a Mókusok, Bábel, Auróra, Sub Bass Monster, Ivan and the Parazol.

23 maja (sobota): koncert młodej węgierskiej kapeli Middlemist Red. Inspiracja muzyką lat 60-70 połączona z nową falą psychodelicznego rocka. Zespół istnieje 2 lata, grają naprawdę świetnie i pewnie jeszcze nie raz o nich usłyszymy. Jako support Hello Hurricane. Godz. 20.00 w PRLMNT (klub Parlament, Teréz körút 62)

23 maja w Durer kert: giełda rowerowa i części rowerowych (ma się odbywać raz w miesiącu). Kontakt dla sprzedających durerbringaborze@gmail.com

23 maja o 12.00 spod Westendu start węgierskiego etapu kolarskiego Wyścigu Wyszehradzkiego. Zawodnicy pokonają trasę 124 km do Győr.

Czardasz z Mangalicą Krzysztofa Vargi wydany po węgiersku. 26 maja we wtorek o godz. 18.00 odbędzie się prezentacja książki w Instytucie Polskim (Nagymező u. 15). Okładka węgierskiego wydania jest piękna!
Update: niestety prezentacja 26 maja odbędzie się bez udziału autora. Spotkanie 27 maja zostało odwołane. 28 maja godz. 18.00 – Trafik – Pécz (Perczel Miklós u. 22) – bez zmian.

Mangalicacsardas

27 maja (środa): Ambasada RP i Samorząd Polski III dz. zapraszają na Dzień Dziecka z Chopinem – warsztaty muzyczne dla dzieci i młodzieży, które odbędą się w budynku Ambasady RP w Budapeszcie o godz. 17.00. Program po węgiersku z tłumaczeniem poprowadzi znakomity węgierski pianista Alex Szilasi.
Potwierdzenie uczestnictwa: budapeszt.amb.wk@msz.gov.pl

Dzien Dziecka z Chopinem

Flippery na wygnaniu

Kto nie miał jeszcze okazji zobaczyć jednej z najpopularniejszych w ostatnim czasie atrakcji Budapesztu, musi się pośpieszyć. Największe w Europie muzeum pinballa ma zostać zamknięte przez urząd podatkowy i będzie czynne jedynie do połowy czerwca.

Z informacji na stronie muzeum wynika, że absurdalną decyzją urzędu, zabytkowe flippery potraktowane zostały jak… przynoszące zysk automaty do gier hazardowych. Według urzędników NAV wystawę powinny obowiązywać przepisy o hazardzie, co przyrównywałoby ją do różnego rodzaju kasyn jakże licznie reprezentowanych w samym Budapeszcie. Rzecz w tym, że na flipperach z zasady nie wygrywa się żadnych pieniędzy. Odwiedzający muzeum płacą jedynie za wstęp i dodatkowo jeśli chcą  na nich trochę pograć. Właśnie to rozdzielenie płatności zdaniem NAV powoduje, że muzeum tego nie można traktować jako wystawy interaktywnej, a należy w niej widzieć jaskinię hazardu. Logiki w tym nie ma żadnej i urząd podatkowy rok kombinował (zaczął już dzień po otwarciu placówki) zanim wymyślił co wymyślił.

Właściciel zwrócił się do sądu o rozstrzygnięcie sporu. W międzyczasie rozważa przeniesienie muzeum do innego kraju albo przekształcenie go w wystawę obwoźną, z którą wyruszy w drogę po Europie. W ciągu roku od otwarcia wystawy, w prasie ukazało się mnóstwo artykułów o tym wyjątkowym miejscu (materiał kręciła tu nawet BBC), a tysiące gości z całego świata fotografowało się na tle zabytkowych maszyn. Moją relację z wizyty w muzeum flipperów mogliście przeczytać tu.

Szkoda, że coś tak fajnego musi zostać dobite przez smutnych ludzi. Ciekawe jest również to jak się ma takie tępe ubijanie aktywności gospodarczej do słów Orbana który po otrzymaniu nagrody „Złoty Parasol” od (polskiej) Krajowej Izby Gospodarczej stwierdził, że jest dumny z tego, że on i jego rząd chroni „(…) ludzi, wartości, idee i interesy” i w ogóle otacza ochronnym parasolem rodzimą przedsiębiorczość. I nie podejrzewam nawet, że istnieje tu jakiś zaprzyjaźniony interes, który należy chronić, a tylko to, że ten typ ludzi tak ma, nie potrafią się cieszyć z pomysłu innego człowieka, nawet jeśli to jest jego rodak. To będzie naprawdę wstyd gdy ten ciekawy pomysł wyjedzie do innego kraju.

Strajk sztuki?

Kilka dni temu wspominałam o trwającym w Budapeszcie OFF-Biennale (tu). Na stronie czasopisma o sztuce obieg.pl ukazała się właśnie relacja z wydarzenia, która szerzej przedstawia jego tło społeczno-polityczne. Oto fragment:

„Ani OFF, ani uczestnicy programu nie aplikowali o wsparcie z funduszy państwowych, nie korzystają także z zarządzanych przez państwo lokali. Wszyscy kuratorzy OFF-Biennale pracują bez honorarium, kierując się zaangażowaniem wynikającym z przekonania do tej inicjatywy i do misji, która może być osiągnięta tylko przez współdziałanie”. Strajk sztuki na Węgrzech? Te zdania, choć pojawiają się dopiero w drugim akapicie tekstu organizatorów OFF-Biennale, najlepiej charakteryzują powód powstania nietypowej imprezy. Motywacją wskazywaną przez zespół kuratorów w składzie: Nikolett Erőss, Anna Juhász, Hajnalka Somogyi, Tijana Stepanovic, Borbála Szalai, Katalin Székely, János Szoboszlai jest bowiem potrzeba zamanifestowania innej wizji sztuki i życia artystycznego niż ta przyjmowana przez aktualne węgierskie władze oraz sprzeciw wobec zawłaszczania artystycznych gestów i przestrzeni publicznej przez politykę Fideszu (…).” Więcej na obieg.pl

Muzeum Beatlesów w Egerze

W Hotelu Korona w Egerze otwarto muzeum Beatlesów. Moją pierwszą myślą po usłyszeniu tego newsa było: Co mają wspólnego Beatlesi z Egerem? Oczywiście nic, poza tym, że podobnie jak na całym świecie i tu czwórka z Liverpoolu znalazła wiernych fanów. Otóż dwóch zapaleńców pochodzących z Egeru przez lata gromadziło nagrania, zdjęcia i inne relikwie związane z zespołem. Z czasem zebrało się tego tak dużo, że kawiarnia, w której je eksponowano okazała się niewystarczającym miejscem. Właściciele kolekcji postanowili więc rozejrzeć się za nowym lokum.

Nazwa Egri Road Beatles Múzeum wyraźnie nawiązuje do tytułu słynnego albumu grupy Abbey Road. Wystawa prezentuje historię grupy, relacje z koncertów, wywiady, fotografie zespołu, plakaty, płyty z limitowanych edycji, a nawet kopie instrumentów na jakich grali członkowie The Beatles. Właściciele chwalą się, że są czwartym tego typu muzeum Beatlesów na świecie – tak duże kolekcje powstały do tej pory jedynie w Liverpoolu, Halle i Buenos Aires. Eksponaty umieszczono na trzech poziomach, od piwnicy aż po strych. W hotelu znajduje się nawet pokój noszący nazwę Żółta Łódź Podwodna :)

Jestem przekonana, że choć muzeum liczy sobie zaledwie kilka dni, to szybko zyska rozgłos i w najbliższe wakacje odwiedzi je niejeden fan Beatlesów z Polski.

(fot. egriugyek, index)