Zapowiedzi 31.07.2014

1 sierpnia: Strandok Éjszakája czyli Noc Kąpielisk, 49 kąpielisk w całym kraju z których większość czynna będzie do północy, a niektóre do 2.00 a nawet 4.00 rano. Program można sprawdzić tutaj  (pasek menu po prawej stronie pod Letölthető anyagok 2014/2).

31 lipca – 2 sierpnia: kierunek wschód czyli East Fest w Mezőtúr, festiwal organizowany jest od 2012 roku w tym samym miejscu, w którym odbywał się kiedyś WAN2 Festival, ale nie jest jego kontynuacją, WAN2 był trochę cięższy brzmieniowo. Wystąpi kilka dobrych węgierskich zespołów, lista wykonawców tu.

1-3 sierpnia: Bukowińskie Spotkania – XXV Międzynarodowy Festiwal Folklorystyczny w Bonyhád (ok. 20 km na zachód od Szekszárdu) z udziałem zespołów z Polski, Węgier, Słowacji, Ukrainy, Mołdawii i Rumunii – również z Siedmiogrodu, będzie można skosztować potraw kuchni seklerskiej. Uczestnicy upamiętnią też 250 rocznicę Siculicidium – masakry Seklerów (Székelyek) w Madéfalva dokonanej przez armię habsburgską za panowania Marii Teresy (węg. madéfalvi veszedelem). Szczegółowy program festiwalu tu.

1-3 sierpnia: sex, drugs & alcohol – tego na pewno nie będzie na węgierskim „Przystanku Jezus”. Festiwal młodzieży Cross Sound zwany tu chrześcijańskim Szigetem odbędzie się w miejscowości Vajta (komitat Fejér).

1 i 3 sierpnia: Aida – opera Verdiego na Wyspie Małgorzaty z udziałem tenora Thiago Arancama. Tu szczegóły.

Aida

1-10 sierpnia: tydzień wina w Balatonlelle, program.

1-20 sierpnia: festiwal wina w Balatonalmádi, program.

2 sierpnia: Wyimaginowany reportaż z amerykańskiego pop-festiwalu w Óbudzie (Zichy udvar), godz. 21.00. Musical powstał na podstawie kultowej książki Tibora Déry, muzykę skomponował Gábor Presser (członek zespołów Omega i Locomotiv GT). Dla zainteresowanych link.

2 sierpnia: godz. 20.00 koncert Vad Fruttik i Anna&The Barbies w Balatonfenyves.

2 sierpnia: festyn uliczny, knedle i muzyka w Balatonfűzfő – Gombóc Fesztivál.

3 sierpnia: Magyar Ügetőderby – jubileuszowa, setna gonitwa kłusaków w Kincsem Park. Od godz. 14.00, wstęp bezpłatny. Tu program.

derby

3 sierpnia: WAMP – bazar designu na Erzsébet tér, młodzi węgierscy projektanci, okazja do nabycia niepowtarzalnych pamiątek, ozdób, ciuchów.

5 sierpnia: koncert 65daysofstatic na A38, godz. 19.30

5-9 sierpnia: Diabelski Kocioł – Ördögkatlan Fesztivál to festiwal kultury odbywający się w kilku miejscowościach w okolicach Villány, m.in. Nagyharsány. Pierwszy festiwal odbył się w 2008 roku z inicjatywy nieżyjącego już barda i aktora Tamása Cseha (ma swój pomnik na pl. Gellerta). Są to spotkania z muzyką, teatrem, literaturą i sztuką, z udziałem międzynarodowych gości. Festiwal otrzymał miano doskonałości przyznane przez Węgierskie Stowarzyszenie Festiwali. Program również w j. ang. tutaj.

6 sierpnia: godz. 18.00 Bringin It Back Festival w Dürer Kert. Hardcore, kapele ze Stanów, Australii, Portugalii, UK, NZ. Zobaczcie tu.

7-20 sierpnia: Art Moments – festiwal sztuki wizualnej Europy Środkowej, jezioro w Lasku Miejskim (Városliget Csónakázó tó). Gościem będzie m.in. Witek Orski – polski artysta, fotograf z Galerii Czułość.

do 24 sierpnia: piracki statek na Balatonie z programem dla małych wilków morskich. Rozkład jazdy.

Reklamy

Walutowe przekręty

Okres wakacyjny to niestety dla niektórych okazja do nieuczciwego zarobku i łupienia turystów metodami rozbójniczymi, których nie pochwaliłby nawet słynny betyár Sándor Rózsa. Ten węgierski zbójnik podobnie jak nasz Janosik okradał bowiem tylko bogatych, a rozdawał biednym co zjednało mu powszechną sympatię wśród ludu. Węgierskie kantory łupią biednych czy bogatych bez wyjątku, no może nie wszystkie. Chodzi tu głównie o jedną sieć, o której nieuczciwych metodach głośno ostatnio w miejscowej prasie. Praktyka znacznego zaniżania ceny walut obcych w kantorach należących do sieci Interchange to norma. Jak podaje hvg, w jednym z kantorów na lotnisku za 1 EUR płacą 243 Ft, jeśli ktoś chciałby jednak euro kupić to będzie to już 339 Ft, przy średnim kursie wg. Banku Narodowego oscylującym w granicach 310 EUR. Władze zdają się nie widzieć w tym nic złego. Sieć posiada swoje punkty w najatrakcyjniejszych miejscach, gdzie w okolicy czasem trudno znaleźć inny kantor.

kantor na lotnisku fot.hvg

Taką sytuację wykorzystują też cinkciarze, zwykli oszuści wystający na rogu ulicy, podejrzane typy najczęściej o blisko-wschodniej urodzie, którzy proponują zdesperowanemu turyście korzystną wymianę. Parę metrów dalej tabliczka informująca, że to nielegalne. Wymiana może skończyć się np. odkryciem przez naiwnego turystę, że część banknotów to pocięte gazety. Numer znany w Budapeszcie od dziesięcioleci, ale widocznie wciąż działa. Istnieje też bardziej wysublimowany przekręt starej szkoły, na policjanta. Ci których nie oszukali sami cinkciarze narażeni są na interwencję prawdziwych lub fałszywych policjantów, ponieważ przestępstwem jest nie tylko sprzedaż, ale i zakup waluty od osoby która nie ma na to pozwolenia. Fałszywy policjant proponuje karę lub łapówkę, a poszkodowany po takiej interwencji cieszy się, że stracił „tylko” pieniądze, bo przecież mogli go aresztować.

A zatem generalna zasada brzmi: uwaga na kantory na lotniskach i dworcach!

Przyjeżdżając do Budapesztu warto pamiętać, że w wielu sklepach można płacić w euro (co do zasady powinni przyjmować, ale nie zawsze tak jest) choć reszta będzie wydana w lokalnej walucie. Kurs w takich wypadkach może będzie mniej korzystny od normalnego kantorowego, ale nie jest rozbójniczy. Warto więc wcześniej zapytać przy kasie. Za bilety komunikacji miejskiej BKV w wielu miejscach też zapłacimy kartą.

Polowanie na trufle

Czy wiedzieliście, że na Węgrzech zbiera się trufle? Truflę (węg. szarvasgomba, dawniej trifla) o wartości 1 mln Ft znaleziono 2 dni temu w regionie Węgier zwanym Jászság (Jazygia, Kraj Jasów). Grzyby znalazł pracownik firmy Truffleminers Kft. dzierżawiącej fragment lasu, a dokładniej specjalnie wytrenowany do tego celu pies. Przeciętna waga trufli to 40-50 g, te największe ważą 500-700 g, a znaleziony ostatnio okaz – 1.28 kg i należy do podgatunku Tuber aestivum (trufla letnia). Trufle mogły się rozwijać dzięki idealnym warunkom pogodowym, ostatnio spadło w tych rejonach dużo deszczu. Firma zdecydowała, że nie sprzeda okazu, choć chętnych do zakupu nie brakuje i po uprzednim ususzeniu metodą liofilizacji przekaże truflę Ministerstwu Rolnictwa, które prawdopodobnie umieści ją w muzeum.

Na Węgrzech tradycja zbierania trufli liczy sobie już kilkaset lat. Pierwsze wzmianki pochodzą z XVI wieku, trufle rozpowszechniły się w czasach Monarchii pod nazwą trifla. W książce z 1911 roku László Hollós wzywał do uruchomienia krajowej hodowli na masową skalę. Jednak w czasie II wojny i latach po niej następujących tradycja zaczęła zanikać. Dziś nie jest to jakaś bardzo znacząca gałąź rolnictwa, ale fakt, że w 2012 roku wprowadzono ustawę regulującą kwestię zbiorów, świadczy o tym, że do sprawy trufli podchodzi się tu poważnie. Od lat 90 trufle stają się znowu trendy w kuchni węgierskiej, w restauracjach organizuje się wieczory kuchni węgierskiej poświęcone wyłącznie truflom, często przy współpracy producentów lokalnych win.

Trufle mają tak charakterystyczny zapach, że do ich poszukiwania wykorzystuje się zwierzęta, potrafiące wyczuć je pod ziemią. Ostatnio coraz częściej zamiast świń (które lubią zjadać trufle) wykorzystuje się specjalnie tresowane w tym celu psy. Od 2012 roku na Węgrzech prawo dopuszcza poszukiwania wyłącznie przy użyciu psów. Cena takiego psa waha się od 300 do 600 tys. Ft i jak uważają niektórzy zaangażowanie do poszukiwań zwierząt dodatkowo podnosi cenę grzybów. Na Węgrzech ze zbierania trufli utrzymuje się kilkaset osób. Ustawa dot. trufli jest tu chyba najbardziej biurokratyczna na świecie. Należy zdać dwa egzaminy (obowiązuje oczywiście opłata egzaminacyjna), zbieracze muszą dysponować dziennikiem zbiorów i dodatkowymi pozwoleniami, istnieje obowiązek codziennego zgłaszania zbiorów do lokalnego koła łowieckiego (co jak widać czyni zbieracza łowcą i uzasadnia tytuł tego postu :), egzamin musi zdać również pies. Ale Węgrzy pocieszają się, że mogło być gorzej, jak np. w Słowenii, gdzie wprowadzono całkowity zakaz zbierania trufli. Największy problem stanowią jednak zbierający bez licencji, na dziko, niszcząc przy tym swoimi metodami przyrodę. Ani leśnicy ani policja nie są w stanie tego kontrolować, dysponując niewystarczającymi siłami by zapanować nawet nad powszechnymi kradzieżami drewna z lasów.

Występuje kilka rodzajów trufli. Te najbardziej cenione to tzw. trufla biała (nazywana też piemoncką,Tuber magnatum) oraz czarna (Tuber melanosporum, inne jej nazwy to francuska lub perygordzka) występujące na południu Europy. Na Węgrzech występuje głównie odmiana letnia (Tuber aestivum) oraz zimowa (Tuber brumale) i w niewielkich ilościach biała (Tuber magnatum) nazywana na Węgrzech truflą czerwoną lub istryjską. Rośnie tu też trufla piaskowa (Mattirolomyces terfezidoides), która ma słodki smak i masowo w Europie występuje jedynie na Węgrzech.

Trufle stosuje się w gastronomii jako przyprawę, już niewielkie ilości potrafią nadać potrawom charakterystycznego, niepowtarzalnego smaku. Ze względu na cenę nie wyrzuca się nawet obranej skórki , wykorzystuje się ją do zup lub sosów. Najczęściej dodaje się trufle do potraw o neutralnym smaku, by jak najlepiej oddać ich aromat. W kuchni włoskiej będzie to trufla biała, dodawana do typowych włoskich dań z makaronu, z jaj, czy prostych tostów z masłem. Jest ona raczej spożywana na surowo, zachowując w ten sposób swój aromat. Grzyby ściera się lub kroi w cieniutkie plastry dodając do makaronu bezpośrednio przed podaniem na stół. Dla kuchni francuskiej charakterystyczna jest trufla czarna. Można ją również spożywać na surowo, ale najczęściej się ją gotuje. Czarne trufle kroi się na 2 mm plasterki. Na surowo dodaje się do sałaty przy zastosowaniu neutralnego w smaku oleju. Pasują do potraw z makaronów, pasztetów, kremów, sosów. Gotuje się je bardzo ostrożnie by nie straciły za dużo aromatu. Wyjątkowy smak nadają np. delikatesowemu pasztetowi z wątróbek.

fot.trifla.hu

Jeśli nie zużyjemy od razu świeżych trufli, surowe można przechowywać w oleju lub jako pesto czy ocet balsamiczny. Bez dostępu powietrza będą nadawały się do spożycia do 4 miesięcy, a aromatyczny olej można wykorzystać do sałatek. Można też pokroić je na kawałki, zalać winem i gotować ok. 30-60 min., następnie przestudzony napój przelać do butelki. Tak sporządzoną miksturę należy zużyć w ciągu 2 miesięcy. Można też przygotować aromatyczne masło z dodatkiem trufli i soli. Do spożycia w ciągu miesiąca. Trufle również się zamraża: wcześniej należy je owinąć w ściereczkę, następnie w folię aluminiową i dopiero wtedy włożyć do woreczka, przechowywać do pół roku. W internecie znalazłam sporo węgierskich przepisów na potrawy z truflami, szczególnie zachęcająco wyglądają desery :) Np. somlói galuska (rodzaj deseru z czekoladą i bitą śmietaną), ryż owocowy z leśnymi malinami przyprawiony węgierską odmianą słodkich trufli, galaretka tokaji aszú z truflami. Zobaczcie sami, wpisując w wyszukiwarkę szarvasgombás receptek.
(źródło: origo, trifla.hu)

Piosenka dla pasażera

Tintin titin tititin tin – któż nie zna tego charakterystycznego sygnału rozbrzmiewającego w budapesztańskim metrze? To jeden z tych dźwięków nieodłącznie kojarzonych z życiem miasta. Nadszedł jednak czas by się z nim pożegnać. Z tej okazji blog Urbanista przypomniał historię sygnału, który przez lata towarzyszył pasażerom metra. Motyw został zapożyczony z melodii ułożonej przez Dániela Gryllusa do wiersza Károlya Tamkó-Sirató Bőrönd Ödön, ale w wersji BKV niewiele ma wspólnego z oryginałem, ponieważ wybrany fragment został przerobiony syntezatorowo, taką wersję uznano za bardziej odpowiednią dla metra.

W 2001 roku BKV (Budapesztańskie Przedsiębiorstwo Komunikacji) ogłosiło konkurs na przygotowanie sygnału dla środków komunikacji publicznej. Spośród wielu propozycji wybrano właśnie tę, autorstwa Gryllusa. Powstała wersja dłuższa i skrócona, obie wciąż są dostępne na stronie BKV. Sygnały były często krytykowane, chociaż przeciwnicy nie czepiali się samej melodii, tylko poziomu głośności oraz wskazywali na zniekształcenie dźwięku. Brakowało odpowiedniej reklamy, mieszkańcy raczej nie wiedzieli z jakiego źródła zaczerpnięto motyw i dopiero teraz, po latach kiedy dźwięk jest wycofywany z pojazdów zaczęto drążyć jego historię. Historię, która przechodzi do przeszłości i będzie funkcjonować już tylko jako miejska legenda…

Tu do posłuchania sygnał BKV, a tu piosenka z 1979 roku w oryginalnym wykonaniu Kaláka z Gryllusem i bardziej współczesna wersja Quimby.

Wiersz Bőrönd Ödön (czyli Edmund Walizka) opowiada historię pasażera Edmunda Walizki, który czeka na swój autobus nr 4 siedząc na walizce na przystanku Körönd. Przy okazji: nagromadzenie wyrazów z ö i ő jest tu tak duże, że wiersz może stanowić doskonałą formę ćwiczenia wymowy tych węgierskich samogłosek – ja do dziś mam z nimi problem. Piosenka jest idealna do podśpiewywania jak ci ucieknie autobus albo czekasz na tramwaj, świetnie kiwa się w jej rytm nóżką :) Tak się do mnie przyczepiła, że od wczoraj mnie nie opuszcza. Tekst piosenki:

Bőrönd Ödön a Köröndön
ül a kövön, ül a kövön
fekete színű bőröndön.

Arra száll egy helikopter,
lerádióz a riporter:
Bőrönd Ödön! Bőrönd Ödön!
Miért is ülsz itt a Köröndön
fekete szín bőröndödön?

Visszafelel Bőrönd Ödön
csepp zsebrádió-adóján:
Azért ülök a Köröndön
fekete szín bőröndömön,
várom, hogy a tearózsa,
kinyíljon az aszfaltkövön.
s a 4-es busz begörögjön!

Dodaję świetne, zabawne tłumaczenie autorstwa Moziba z forum węgierskiego:

Kondziu Mondziu dziś na rondziu
Znów na bruku, znów na bruku
na bagażu siedzi w słońdziu.

Aż przyleciał helikopter,
Z niego woła doń reporter:
Kondziu Mondziu, Kondziu Mondziu!
Czemu znowu na tym rondziu
Na bagażu siedzisz w słońdziu!?

Na to dictum Kondziu Mondziu
Mruknął patrząc w górę:
Czekam, siedząc na tym rondziu,
Bagaż uciskając w słońdziu,
Nie na kwiatki, nie na chmurę,
A że wreszcie na tym bruku
Pojawi się czwórka, tłuku!

Legendarną stała się też postać wąsatego ludzika – bajuszos emberke, informującego jak właściwie korzystać ze środków komunikacji. Sympatyczny bácsi (wujaszek) doczekał się nawet strony na facebooku, założonej przez grupę fanów. Co jakiś czas pojawiają się tam nowe zabawne obrazki z nim w roli głównej. Do obejrzenia tu.

 

Szorty czyli krótko 27.07.2014

Ministerstwo Spraw Zagranicznych zadecydowało o likwidacji ambasady węgierskiej w Tallinie i połączeniu jej z tą w Helsinkach. Jak tłumaczy rząd, kroki te podjęto w poszukiwaniu nowych rozwiązań bardziej racjonalnego wydawania pieniędzy podatników. W Tallinie działa Instytut Węgierski, który wg. rządu doskonale wypełnia zadania kulturalno-dyplomatyczne i znajduje się w niewielkiej odległości od Helsinek. W odpowiedzi na ten ruch strony węgierskiej Estonia zamyka swoją ambasadę w Budapeszcie, pozostawiając w stolicy Węgier jedynie Instytut Estoński i konsulat honorowy. Kolejne oszczędności ma przynieść planowana likwidacja placówki w Nikozji i przyłączenie jej do ambasady w Atenach. Interesy gospodarcze Węgier wymagają natomiast otwarcia nowych ambasad: w stolicy Ekwadoru – Quito oraz w Ułan Bator. Historia z Estonią trochę mnie dziwi, bo zawsze wydawało mi się, że ze względu na wspólnotę ugrofińską ten kraj jest dla Węgrów równie ważny jak Finlandia. Ale widocznie kontakty gospodarcze z Mongolią są dla Węgrów istotniejsze.

Propozycja zmian w systemie emerytalnym. Dodatkowe punkty przy naliczaniu emerytury miałyby otrzymywać osoby, które podjęły się wychowywania więcej niż 2 dzieci. Osoby z mniejszą liczbą dzieci czy bezdzietne otrzymywałyby punkty minusowe. O zmianach rząd ma zadecydować jesienią, a nowy system ma zostać wprowadzony od 2015 roku. Emerytury pokolenia 35 latków i młodszych obywateli będą zależeć od tego ile dzieci podejmą się wychować. Eksperci Okrągłego Stołu ds. Ludności alarmują, że już teraz zmiany są spóźnione o 20 lat, należy je jak najszybciej wprowadzić by osoby bezdzietne wiedziały, że część wypracowanych pieniędzy muszą odkładać na przyszłe emerytury. Punkty dodatnie byłyby przyznawane tylko w przypadku tych dzieci, które ukończyły co najmniej szkołę średnią lub wyuczyły się zawodu. Jeden z przedstawicieli LMP nazwał propozycję upiorną, twierdząc, że na świecie nie istnieje system polityki socjalnej, który byłby zbudowany w oparciu o karę. Przeciwnicy takiego rozwiązania podkreślają, że wysokość emerytury powinna zależeć raczej od uzyskania dobrej pracy a nie od liczby posiadanych dzieci i krytykują taką ingerencję rządu w sferę intymną obywateli.

Burmistrz Budapesztu, István Tarlós odsłonił pomnik rocka w Rockmuzeum mieszczącym się w XIII dzielnicy (Angyalföld). Rzeźba znana jako „gitara pokonała młot” jest dziełem artysty Nándora Hericsa i można ją oglądać w Sali Sław Węgierskiego Rocka w centrum kultury RaM Művelődési Központ. Dzieło, które łączy w sobie motywy robotnika z młotem i rockmena rozwalającego w ekstazie gitarę ma przedstawiać węgierską muzykę big-beatową i rockową, która narodziła się w czasach komunizmu. Jak powiedział burmistrz, muzyka ta w naturalny sposób przenikała do młodych, a jej niezakamuflowany przekaz, budził i utrzymywał pragnienie wolności nawet w czasach najgorszego kadaryzmu.

Károly Eperjes, jeden z najbardziej znanych aktorów węgierskich rezygnuje z funkcji zastępcy dyrektora Teatru Narodowego. Jak powiedział w wywiadzie dla magyarteatrum.hu, jego zasady etyczne nie pozwalały mu zgodzić się z wizją artystyczną prezentowaną ostatnio w wielu przedstawieniach teatru.

Nobel alternatywny dla Krasznahorkai’ego. Węgierski pisarz László Krasznahorkai otrzymał za całokształt twórczości nagrodę America Award in Literature, uznawaną za alternatywę do Nagrody Nobla w dziedzinie literatury. Pisarz znany jest z wydanych również w Polsce książek Szatańskie tango, Melancholia sprzeciwu oraz Wojna i wojna, a także ze scenariuszy do eksperymentalnych filmów reżysera Béli Tarra. Utwory Krasznahorki’ego przedstawiają pesymistyczne wizje przyszłości, przepełnia je melancholia i postmodernistyczne krytyczne postrzeganie społeczeństwa.

Zatrzymany w kadrze Budapeszt z minionej epoki na stronie Budapast. Stare szyldy, neony, winiarnie (borozó), Budapeszt jaki dobrze znamy, a który coraz szybciej zaczyna znikać. Jak mówi autor zdjęć: „Z jednej strony to pewnie nieuchronna oznaka rozwoju, ale z drugiej, zwłaszcza dla miłośników staroci, to strasznie smutny proces.” Trudno się nie zgodzić. Coraz mniej tych tradycyjnych borozó, całe fragmenty starych dzielnic zastępowane są nowymi plombami, w czerwcu zamknięto ostatecznie słynny targ chiński w dzielnicy Józsefváros. Budapeszt się zmienia.

Do końca października można zgłaszać filmy nakręcone urządzeniami mobilnymi do konkursu w ramach międzynarodowego festiwalu Movilfestawards. Filmy w trzech podstawowych kategoriach: komedia, dramat lub horror mogą być nakręcone kamerą internetową, tabletem lub telefonem komórkowym. Oprócz tego w sekcji Movilive oczekiwane są zgłoszenia krótkich dokumentów, natomiast w sekcji Experimental powinny znaleźć się produkcje łamiące tradycyjne formy. Każdy może wziąć udział w konkursie, organizatorzy zapewniają nawet bezpłatną pomoc przy postprodukcji (można ją otrzymać w Movilfesthouse na Erzébet tér). Jest też sekcja dla fotografów, do której można zglaszać zdjęcia świata widzianego oczyma posiadacza telefonu komórkowego, podkategorie to: życie miasta i życie ludzi, zdjęcia mogą być kolorowe lub czarno-białe. Szczegóły konkursu tutaj.

Piosenki i rymowanki dla dzieci. Popularna seria jednominutowych animacji z piosenkami dla małych dzieci Gyerekdalok doczekała się niedawno wydania książkowego pt. Gyerekdalok és Mondókák (wyd. Stúdió Beastarts). Filmiki ukazywały się w TV i rozprzestrzeniły w różnych konfiguracjach na youtube bijąc rekordy oglądalności (ok. 8 mln odsłon na youtube). W krótkim czasie stały się tak popularne, że zachęceni i zdumieni sukcesem autorzy postanowili nakręcić drugą serię. W wolnej chwili zobaczcie sobie przykładowe Gyerekdalok tutaj. Sama z przyjemnością oglądam ze swoimi dziećmi. Jest wśród nich i ta o małej kaczuszce, która szykuje się by polecieć do mamy do Polski (Kis kacsa fürdik), jest znany Tavaszi szél (Wiosenny wiatr). A moja ulubiona to Ess eső, ess (Padaj deszczu, padaj). Piękne. W zasadzie wszystkie. Zdecydowanie polecam, jeśli macie możliwość zakupu płyt i książki. Idealne również do nauki języka węgierskiego. Książka natychmiast stała się bestsellerem i wymieniana jest obok takich legendarnych tytułów jak Ablak Zsiráf, Gőgős Gúnár Gedeon czy Mosó Masa.

Sportowa egzotyka cz.II

Wydarzenie drugie to coroczne Grand Prix Węgier Formuły 1.

Węgrzy są dumni z faktu, że jako jedyny kraj postkomunistyczny są organizatorami tego typu wyścigów i często stworzenie słynnego Hugaroring pod Budapesztem jest argumentem miłośników Jánosa Kádára, bo tor ten powstał w latach 80. Niestety, te napakowane pieniędzmi wyścigi, w których w ostatnich latach pojawiło się kilku nowych organizatorów z nowoczesnymi torami wyścigowymi, zdają się coraz mniej pasować do Węgier. Już od kilku lat pojawiały się głosy o odebraniu Węgrom ich Grand Prix, ale pomysł ten był zbijany argumentem, że to tor domowy krajów Europy Środkowej. Prawdziwym jednak powodem była bliskość Niemiec i Austrii, z których to krajów pochodzi gros kibiców i dla których wyścigi organizowane w Budapeszcie były z pewnością atrakcyjniejsze od tych organizowanych np. w Katarze. W czerwcu rozegrano po raz pierwszy Grand Prix Austrii (a w zasadzie przywrócono po latach) i media doniosły, że organizacja imprezy w takiej bliskości spowodowała zmniejszenie zainteresowania wyścigiem na Węgrzech.

Jak do tej pory tradycja wyścigów powoduje, że Węgrzy dużo lepiej orientują się w Formule 1 od Polaków. Jest śledzona przez wielu kibiców i pamiętam pewną nutę zazdrości, która pojawiała się w rozmowach gdy na torach Formuły zagościł Robert Kubica. Nieco wcześniej swych sił na torze próbował Zsolt Baumgartner syn największego dealera Renault na Węgrzech Antala Baumgartnera. Niestety talentu (a jak mówią złośliwi wpływów ojca) starczyło na dwa sezony a potem został kierowcą testowym w USA, zaś jego właśnie miejsce w zespole Renault zajął Robert Kubica.

Wyścigi to niezwykle ważny element dla turystyki węgierskiej i to bardzo szeroko rozumianej. To typowo męski sport, w którym jednak kibice dysponują znacznie grubszymi portfelami niż w piłce nożnej. Najtańszy bilet na trawnik wokół toru to wydatek co najmniej 100 EUR i wcale nie jest łatwo go dostać. Lepsze trybuny to już nawet 500 EUR a oczywiście są też miejsca premium. Dlatego też przed Hungaroringiem następuje mobilizacja nocnego Budapesztu. To okres złotych żniw dla knajp, nocnych lokali i nie ma co ukrywać prostytutek. Często w środku lata widząc zachowania wymykające się ogólnie przyjętym zasadom współżycia społecznego (np. wyścig limuzyn z kibicami powiewającymi flagami po Andrássy, czy seks uprawiany na chodniku przy Hiltonie) po chwili zastanowienia są kwitowane wybaczającym wszystko: no tak, to weekend Hungaroringu. Węgrzy dobrze wiedzą, że biznes się kręci. Oni sami też starają się jakoś brać w tym udział, jeśli kogoś stać na bilet na same wyścigi (choć jest to również bardzo mile widziana forma gratyfikacji dla pracowników czy partnerów biznesowych) albo przynajmniej starają się wejść na którąś z imprez towarzyszących. Formuła to nie tylko dwa dni o których słyszymy w polskich mediach (sobota – kwalifikacje, niedziela- wyścig). Są też wyścigi innych mniej popularnych klas samochodów, prezentacje motoryzacyjnych nowości, no i oczywiście teamy wyścigowe z ich słynnymi hostessami (a do tej pracy chętnych jest zawsze sporo).

Sportowa egzotyka cz.I

Ten weekend w Budapeszcie ma większe znaczenie dla kibiców niż ten sprzed dwóch tygodni. Piłka nożna niby jest ważna, ale sukcesy w niej Węgrzy odnosili dawniej niż my i nie jest przesadą, że mało kto je pamięta, bo ludzie którzy mogliby to pamiętać są dziś w bardzo podeszłym wieku. Ten weekend jednak to finały Mistrzostw Europy w piłce wodnej, węgierskim sporcie narodowym. Dodatkowo to weekend Grand Prix Węgier w Formule 1.

Piłka wodna w kraju tak wypełnionym basenami nikogo nie dziwi, ale mnie jako przybysza owszem. Pamiętam wspaniały klip reklamowy gdzie przy patetycznej muzyce w zwolnionym tempie grupy rosłych kibiców, z umalowanymi twarzami, we flyersach, zawzięcie skandują, machają flagami i wykrzykują. Oglądasz to i jesteś pewien, że oto kibice na stadionie zagrzewają węgierską jedenastkę, lecz po chwili kamera robi odjazd i okazuje się że wszyscy ci kibice siedzą na stadionie wokół basenu, w którym faceci w czapeczkach jak dla niemowlaka pływają za piłką. Oczywiście tak jak i w piłce nożnej ten sport ma swoją legendę zespołu olimpijskiego, który wziął udział w olimpiadzie w Melbourne w 1956 w czasie tragicznych wydarzeń na Węgrzech. Zawodnicy w finale pokonali drużynę sowiecką, a opowieści o nieczystej grze Rosjan są do dziś wdzięcznym tematem do rozmów. Historia była na tyle dobra, że została sfilmowana przy dość oczywistym udziale Sándora Csányi, który pojawia się w węgierskich hiciorach filmowych częściej niż Linda u kresu swej popularności w polskich (film z 2006 roku Wolność i miłość – węg. Szabadság, szerelem).

W przeciwieństwie jednak do drużyny piłkarskiej koniec lat 50 nie był końcem tryumfów Węgrów w tej dyscyplinie i regularnie zdobywali oni medale na olimpiadach i wszelkich mistrzostwach, a wielość wpisów dotyczących medali olimpijskich stała się zapewne głównym powodem przebudowy parku olimpijskiego, gdzie na kamiennych tablicach są one dokonywane. Brak medali traktowany jest na Węgrzech tak jak klęskę w futbolu przyjęli kibice Brazylii. Czwartkowa przegrana drużyny kobiecej w meczu o finał miała charakter takiej klęski i media obiegły zdjęcia jednej z zawodniczek siedzącej ze skrajnie smutną miną na brzegu basenu. Hiszpańska klątwa.

Mistrzostwa Europy w waterpolo rozgrywane są co dwa lata na przemian z mistrzostwami świata. I choć Węgrzy występują jako mistrzowie świata z 2013 (mistrzostwo zdobyli w Barcelonie więc nie rozumiem tej klątwy hiszpańskiej), a także zdobywcy największej ilości tytułów mistrza starego kontynentu (zdobyli ich 12, a na podium stawali 22 razy), to niestety nie bronią teraz tego tytułu, który należy do Serbów. Drużyny z byłej Jugosławii zdominowały Mistrzostwa Europy w XXI wieku i Węgrzy na pewno będą chcieli przerwać tę złą passę. Jak to powiedział mój znajomy na dzień po finale FIFA, a w przeddzień rozpoczynających się mistrzostw w waterpolo: no, wreszcie coś ciekawego będzie do pooglądania po tych nudach.

Mistrzostwa odbywają się na obiektach pływackich na Wyspie Małgorzaty. Mogłabym powiedzieć na odremontowanych, ale w przeciwieństwie do innych obiektów sportowych, te są modernizowane od lat w sposób ciągły więc byłby to truizm. Pierwsze Mistrzostwa Europy rozegrano w 1926 roku na Węgrzech. Tegoroczne są dodatkowo wyjątkowe bo jednocześnie i w tym samym miejscu, odbywają się mistrzostwa kobiet i mężczyzn. Niestety – węgierskie zawodniczki nie odnosiły w ostatnich latach większych sukcesów od swoich kolegów i jak już wiemy w tym roku ich nie odniosą (w całej historii Mistrzostw Europy złoto zdobyły 2 razy, choć na podium stawały 11 krotnie). Panów będziemy oglądać w niedzielnym finale w meczu z Serbią o godz. 20.30.

Update 1: Węgierki wygrały z Włoszkami i wywalczyły brązowy medal.
Update 2: A jednak serbska klątwa :( Serbowie pokonali Węgrów w meczu o złoto 12:7. W Budapeszcie bardzo cicha i spokojna noc.