Zielone Świątki na Węgrzech

Zielone Świątki to na Węgrzech najważniejsze po Wielkanocy i Bożym Narodzeniu święto chrześcijańskie. Słowo pünkösd pochodzi od greckiego Pentēkostē (pięćdziesiąt). I choć w łacińskim świecie użycie greckiej terminologii wskazuje na chrześcijański charakter, to ewidentnie święto to nawiązuje do rzymskich tradycji przedchrześcijańskich – wszechobecna mnogość kwiatów to przecież rzymskie floralia, oddanie czci bogini roślinności i kwiatów Florze, w szerszym rozumieniu odnoszące się do płodności.

Na Węgrzech jednym z popularniejszych zwyczajów związanych z tym świętem jest wybieranie zielonoświątkowego króla. W niektórych regionach przetrwała tradycja organizowania zawodów, w czasie których kawalerowie mogą sprawdzić się w różnych dyscyplinach: np. jeździe konnej, ale też strzelaniu, podnoszeniu ciężarów, koszeniu, itd. Zwycięzca zostaje królem i w czasie trwania święta ma prawo do noszenia korony (stąd wzięło się powiedzenie „pünkösdi királyság” – zielonoświątkowe królestwo, odnoszące się do krótkiego okresu rządzenia). Oprócz tytułu króla zyskuje przywilej przewodzenia wspólnocie w czasie wesel i zabaw oraz otrzymywania trunków i jedzenia na koszt wspólnoty.

Na wsiach znany był też zwyczaj wybierania królowej. Była to najpiękniejsza i najmłodsza dziewczyna, która w otoczeniu starszych panien (a czasem i w towarzystwie króla), ustrojona kwiatami i zielonymi gałązkami ruszała na obchód domostw, w czasie którego sypano płatki kwiatów, śpiewano piosenki. Starsze dziewczęta otaczały młodszą, rozpościerały nad jej głową chustę lub nakrywały ją welonem, następnie wypowiadały życzenia obchodząc ją dookoła i na zakończenie unosząc – zwyczaj ten miał zapewnić gospodarstwu dobre plony.

Na powitanie wiosny okna lub płoty przyozdabiano w maiki, zielone gałązki, kwiaty rózy, piwonii, bzu albo jaśminu, co miało chronić domostwa przed uderzeniami piorunów. Czasem maiki w ramach zalotów były przyczepiane przez kawalerów do ogrodzeń domów, w których mieszkały młode panny.

W niektórych rejonach Zachodnich Węgier po wsiach chodził pochód z tureckim baszą – chłopakiem przebranym za Turka, ubranym w wypchane słomą spodnie, którego koledzy okładali kijami zmuszając do podskoków. W zamian za przedstawienie otrzymywali od gospodarzy pieniądze lub poczęstunek. Gdzie indziej chodził król ustrojony w gałązki bzu, a czasem spotykało się pochód przebranych, skutych łańcuchami jeńców, którzy chodząc od domu do domu prosili dziewczyny by te zlitowały się nad ich losem i wspomogły drobnym poczęstunkiem.

Ważnym wydarzeniem dla wiernych jest pielgrzymka do Csíksomlyó w Siedmiogrodzie (csíksomlyói búcsú), miejsca kultu maryjnego, gdzie co roku w sobotę poprzedzającą Zielone Świątki spotyka się nawet kilkaset tysięcy Węgrów, przybywających z różnych krajów Basenu Karpat. Tradycja spotkań w Csíksomlyó odwołuje się do wydarzeń z 1567 roku, kiedy Jan Zygmunt Zapolya, władca siedmiogrodzki próbował siłą zmusić strzegących granicy Seklerów do przejścia z wiary katolickiej na unitarianizm. Seklerzy postanowili bronić swojej wiary i udało im się odnieść zwycięstwo pod Nagyerdő w 1567 roku (choć fakt bitwy bywa podawany przez historyków w wątpliwość). Książę ogłosił w końcu wolność wyznania i wprowadził system, w którym taki sam status mieli katolicy, luteranie, kalwini i unitarianie. Seklerzy zaś w podzięce Matce Boskiej poprzysięgli, że będą spotykać się co roku na pamiątkę zwycięstwa.

Zgromadzony w czasie sobotniej mszy tłum robi wrażenie, szczególnie kiedy z wielu tysięcy ust zaczyna rozbrzmiewać węgierski hymn. Jest to zarazem święto diaspory węgierskiej, manifestacja narodowej przynależności i solidarności z Węgrami żyjącymi poza granicami kraju. Z Węgier pielgrzymi mogli dojechać na miejsce m.in. słynnym pociągiem: z Szombathely wyruszył Csíksomlyó Expressz, do którego w Budapeszcie dołączył Szekely Gyors (Ekspres seklerski) tworząc 16 wagonowy skład przewożący ponad 1000 pasażerów. Na miejscu obecny był również prezydent Węgier Janos Ader, co również świadczy o randze wydarzenia. Warto zajrzeć na transindex.ro, gdzie znajdziecie świetną galerię zdjęć z tegorocznego spotkania, kilka z nich poniżej.

Zapowiedzi 20.05.2015

Przed nami długi weekend – poniedziałek Zielonych Świątek jest na Węgrzech dniem wolnym od pracy. Oto kilka propozycji na najbliższe dni:

23-25 maja: Nyitott Pincék – w całym kraju weekend otwartych piwnic. Oczywiście chodzi o te z winem. Tu lista regionów winnych i piwnic biorących udział w akcji. W czasie jej trwania na degustacje i zakup wina oferowane są znaczne zniżki.

21-24 maja – Gourmet Fesztivál w Millenaris. Coroczna impreza, gdzie mistrzowie kuchni koncentrują się na jednej, charakterystycznej dla kuchni węgierskiej potrawie. W zeszłym roku były to placki ziemniaczane, a teraz paprykarz z kurczęcia.

23-24 maja: festiwal palinki w Tihany

23 maja: wieczór bułgarski – kultura i kuchnia Bułgarii w Szimpla Kert, Kazinczy u.14. O godz. 16.00 wspólne gotowanie, 17.00 kolacja, 19.00 tanchaz i koncert Falkafolk, zespołu folkowego grającego muzykę bałkańską.

23-25 maja: Svábhegyi Pünkösdi búcsú – Zielone Świątki na Svábhegy (Diana Park), programy rodzinne, występy, folklor i kuchnia Szwabów.

24-25 maja: Zielone Świątki w skansenie w Szentendre. Oprócz zwyczajów zielonoświątkowych prezentowane będą również tradycje z różnych regionów kraju zaliczane do dziedzictwa narodowego m.in. maski Mohácsi busók, wzory kalocsańskie i matyó.

22 maja (piątek): organizowane co dwa tygodnie nocne wyścigi konne, gonitwa kłusaków i chartów (Kincsem Park, 1101 Budapest, Albertirsa út 2-4), od godz. 18.00, zaklady, impreza do rana.

23-25 maja: Miénk a Vár! – spotkania zamkowe w Vajdahunyadvár (Városliget) – coś dla miłośników historii i węgierskich zamków. Pokazy rycerskie i łucznicze, programy dla dzieci, zamki Sümeg, Sárospatak i wiele innych.

22-24 maja w Varpalota (w Cseri Parkerdő) odbędzie się Alfa Fesztivál. Czołowe zespoły nurtu umiarkowanie alternatywnego. Za darmo! Wystapią: Republic, Ossian, Anna and the Barbies, Intim Torna Illegál, Halott Pénz, Nagy Feró és a Beatrice, Hősök, Alvin és a Mókusok, Bábel, Auróra, Sub Bass Monster, Ivan and the Parazol.

23 maja (sobota): koncert młodej węgierskiej kapeli Middlemist Red. Inspiracja muzyką lat 60-70 połączona z nową falą psychodelicznego rocka. Zespół istnieje 2 lata, grają naprawdę świetnie i pewnie jeszcze nie raz o nich usłyszymy. Jako support Hello Hurricane. Godz. 20.00 w PRLMNT (klub Parlament, Teréz körút 62)

23 maja w Durer kert: giełda rowerowa i części rowerowych (ma się odbywać raz w miesiącu). Kontakt dla sprzedających durerbringaborze@gmail.com

23 maja o 12.00 spod Westendu start węgierskiego etapu kolarskiego Wyścigu Wyszehradzkiego. Zawodnicy pokonają trasę 124 km do Győr.

Czardasz z Mangalicą Krzysztofa Vargi wydany po węgiersku. 26 maja we wtorek o godz. 18.00 odbędzie się prezentacja książki w Instytucie Polskim (Nagymező u. 15). Okładka węgierskiego wydania jest piękna!
Update: niestety prezentacja 26 maja odbędzie się bez udziału autora. Spotkanie 27 maja zostało odwołane. 28 maja godz. 18.00 – Trafik – Pécz (Perczel Miklós u. 22) – bez zmian.

Mangalicacsardas

27 maja (środa): Ambasada RP i Samorząd Polski III dz. zapraszają na Dzień Dziecka z Chopinem – warsztaty muzyczne dla dzieci i młodzieży, które odbędą się w budynku Ambasady RP w Budapeszcie o godz. 17.00. Program po węgiersku z tłumaczeniem poprowadzi znakomity węgierski pianista Alex Szilasi.
Potwierdzenie uczestnictwa: budapeszt.amb.wk@msz.gov.pl

Dzien Dziecka z Chopinem

Zapowiedzi 05.03.2015

7 marca (sobota): Chiński Nowy Rok – programy z okazji nowego roku księżycowego obchodzonego tradycyjnie przez Chińczyków na całym świecie jako święto wiosny. Impreza współorganizowana przez Instytut Konfucjusza oraz Muzeum Sztuki Użytkowej, gdzie całe rodziny będą mogły spróbować sił w tradycyjnej chińskiej kaligrafii, tworzeniu tradycyjnych chińskich lampionów, wycinanek z papieru, czy choćby w sztuce posługiwania się pałeczkami. Będzie również możliwość pomalowania sobie twarzy w tradycyjnym stylu znanym z chińskich oper. Organizatorzy przygotowali także programy zwiedzania dla dzieci i dorosłych (w ramach programu możliwość obejrzenia wystawy Skarby starożytnych Chin i stałej ekspozycji muzealnej). Będą również występy taneczne i muzyczne. Z całą pewnością nie zabraknie chińskich smoków :) Program od godz. 10.00 (Muzeum Sztuki Użytkowej, Üllői 33-37). Bilety na imprezę: rodzinne w cenie 3000 Ft (dla 2 osób dorosłych i trójki dzieci), indywidualne w cenie 1100 Ft.

Vobara i Nur-Nuru-Bin (czyli Południowy Wiatr w języku Aborygenów) – tak mają na imię koala, które kilka tygodni temu przybyły do Budapesztu i które od 6 marca będzie można spotkać w budapeszteńskim Zoo. Chyba kupię sobie roczny karnet :) Tak Nur-Nuru-Bin oswaja się  z nowym miejscem.

7 marca-12 kwietnia: Przygoda w dżungli – w Muzeum Rolnictwa interaktywna wystawa, która przeniesie nas w głąb dżungli bez ruszania się z Budapesztu. Dodatkowo, podczas wyimaginowanej podróży uczestnicy będą mogli zbliżyć się do tajemnicy i sprawdzić swoją wiedzę wykonując różne zadania, rozwiązując  zagadki i łamigłówki.

5-8 marca: Építészeti Filmnapok – festiwal filmów o architekturze w kinie Toldi. Jest też film z Polski o Warszawie – Neon.

Koncerty:

11 marca (środa) – na barce A38  wystąpią Gemma Ray z UK i Ned Collette z Australii. Porcja dobrej, inteligentnej muzyki, pełnej emocji, niekoniecznie tych radosnych.

Gemma Ray to kobieca wersja Nicka Cave’a. Artystka współpracowała ze znanym reżyserem Wimem Wendersem, co wiele mówi o jej muzyce. Dla mnie to muzyka zadymionych barów zagubionych gdzieś w przestrzeni Ameryki, pełna emocji i niepokoju. Coś, co świetnie nadawałoby się na ilustracje filmów Jarmuscha i Lyncha. Do posłuchania np. tu.

Z kolei Australijczyk Ned Collette to gość, który robi to czego nie potrafiło zrobić New Order – kontynuuje muzyczne dokonania Joy Division. Często zadawałam sobie pytanie gdzie ta brytyjska legenda by doszła gdyby nie samobójcza śmierć Iana Curtisa i muzyka Collette’a jest jedną z prób odpowiedzi na to pytanie. Bilety: W przedsprzedaży do 10 marca 2000 Ft, zwykłe 2500 Ft.

12 marca: w Barba Negra – wystąpią Devin Townsend z Kanady, Periphery z USA i Shining z Norwegii. Muzyka dla fanów heavymetalu (i nie tylko), którzy chcieliby posłuchać czegoś innego niż grobowe zaśpiewy skandynawskich troli. Muzyka, w której gitary są szybkie jak rozpędzony pocisk.

Devin Townsend producent, tekściarz, wokalista, ale przede wszystkim wirtuoz gitary. Współpracował miedzy innymi z jej żywą legendą Stevem Vai’em, co do pewnego stopnia określa styl jego muzyki, rozbuchanego, progresywnego heavy metalu. Towsend dba również o widowiskową oprawę swoich występów, która wręcz przywodzi na myśl Pink Floyd.

Periphery wbrew nazwie pochodzi z centralnego Washington D.C.  Nazwa nawiązuje raczej do muzycznych rejonów, w których porusza się zespół – peryferiów heavy metalu. Norweski Shining mnie skojarzył się z Clawfingerem ale nie stronią również od używania tak zaskakującego w tym typie muzyki instrumentu jak saksofon. Bardzo szybka muzyka. Bilety: W przedsprzedaży do 11 marca 5900 Ft, zwykłe 6900 Ft, Barba Negra Music Club (1117 Budapest, Prielle Kornélia u. 4.)

11 marca (środa) o 22.30 w Dürer Kert wystąpi legenda muzyki Oi! i street punka – brytyjski The Business. Założony w 1979 roku przez miłośników futbolu z południowego Londynu, wywarł ogromny wpływ na ten rodzaj muzyki, a ich utwór England 5 – Germany 1, to jeden z piłkarskich hymnów Anglii. Kiedy na początku lat 80 scena muzyki Oi była oskarżana o sympatie rasistowskie, zespół zorganizował trasę koncertową pod jednoznacznie deklarującym ich stanowisko tytułem: Oi Against Racism and Political Extremism …But Still Against The System tour. Zespół nie stroni również od muzyki ska. Od godziny 19.30 będą grały węgierskie zespoły: Kinek Beszélsz Te?! (Do kogo mówisz) , Linx i Böiler. Bilety: w przedsprzedaży 2000 Ft, zwykłe 2500 Ft. Dürer Kert (1146 Budapest, Ajtósi Dürer sor 19–21.)

16 marca (następny poniedziałek) – na A38 Archive. Wiem, że to dopiero za tydzień, ale to przecież Archive, więc mówię już żebyście mieli szansę kupić bilety. Nic chyba nie muszę tłumaczyć. Jaka to muzyka? Jeśli ich nie znacie (co świadczy o tym że ostatnie parę lat musieliście spędzić na bezludnej wyspie), po prostu posłuchajcie. Bilety: w przedsprzedaży do 15 marca 4000 Ft, zwykłe 4500 Ft.

Choinkowe barykady

Ciekawe zjawisko – w mieście powstają prawdziwe choinkowe barykady. Czy to obrońcy świąt którzy nie mogą pogodzić się z końcem zimowej przerwy? Nie, to po prostu typowy widok po którym można poznać w Budapeszcie, że nadchodzi Trzech Króli. Podobnie jak w Polsce do tego dnia trzyma się żywe choinki. Kto w tym czasie nie wystawi swojej na ulicę ten będzie jej szkielet oglądał przez najbliższe miesiące przed swoim domem (dozorcy palcem nie kiwną, bo przecież każdy wiedział kiedy trzeba choinkę wystawić).

Niestety zawsze znajdą się tacy, którzy jednak nie wiedzieli, a służby porządkowe za swój obowiązek uważają wychować obywatela – i tak przez ostatnie lata zawsze się jakieś choinkowe truchło walało na ulicy do marca.

Zapowiedzi 18.12.2014

Świetlisty tramwaj – od 8 grudnia do 6 stycznia tramwaj takiego typu jakie jeszcze parę lat temu jeździły wzdłuż nabrzeża Dunaju czy na linii 47 i 49, będzie jeździł po Budapeszcie. Największą atrakcję stanowi fakt, że tramwaj został udekorowany 5300 lampkami diodowymi LED, co sprawia iście kosmiczne wrażenie. Tramwaj można było podziwiać już w latach ubiegłych i stał się on obiektem wielu pięknych fotografii (fot. fb nosztalgiavillamos)

20 grudnia: Świąteczny Jarmark w polskiej kawiarnio-księgarni Gdańsk, godz. 11.00-19.00. Będzie można obejrzeć i zakupić ubranka dla dzieci lazababa.hu, ceramikę z Bolesławca, ludowe zabawki z drewna i ozdoby choinkowe z Jeleśni, fotografie jazzowe autorstwa Pawła Karnowskiego . godz. 17.00-19.00 – polski stół wigilijny i wspólne kolędowanie.

16-31 grudnia: co tam chatka z piernika – w Budapeszcie do końca roku można oglądać całe piernikowe miasto. Takie cuda w Wielorybie (Balna).

Ciekawa choinka powstaje w pobliżu Terminala (dawny dworzec autobusowy na Erzebet ter, zamieniony obecnie na galerie dizajnu). Olbrzymie „drzewko” układane jest z drewnianych pniaków przez alpinistów na linach (współtwórcą choinki jest Hello Wood). Organizatorzy zapowiadają, że po świętach drewno zostanie rozdane potrzebującym.

Gozsdu ünnepi élményudvar: świątecznie w Gozsdu – targ staroci i występy różnych gwiazd. W samym centrum Budapesztu, w scenerii tego niesamowitego podwórka (choć określenie podwórzec bardziej oddaje charakter miejsca).

Zapraszałam już kiedyś do obejrzenia Miniversum. Tych którzy mieszkają w BP lub tych którzy odwiedzą go teraz zapraszam tam ponownie. A jest ku temu okazja, bo do Miniversum wkradło się „życie w komunizmie”. Zobaczcie sami jak Wasi węgierscy rówieśnicy gimnastykowali się w pionierskich chustach pod czerwonymi sztandarami.

Muzycznie

20 grudnia:  Great Christmas Punk Festival 2014, Dürer Kert , godz. 17.00. Wystąpią: Barackca, Fegyelmező Részleg, Prosectura, Böiler, Hétközna PI CSAlódások, Hatóságilag Tilos, Genyák, Gulyás Band, Éhenkórászok, Gutting Revue, Yellow Spots, Derkovbois.

Na A38 rytmy taneczne:  w sobotę 20 grudnia Sena (znana jako wokalista Irie Maffia) z live band oraz niesamowity trębacz Barabás Lőrinc.

Również w sobotę 20 grudnia o północy w klubie zaczną rządzić DJ-e. Rosjanin Andrey Pushkarev oraz Isu, a.k.a. István Kántor.

W niedzielę o 20.00 węgierski hip-hop Children of Distance. Jak na mój gust takie sobie, ale co kto lubi.

27 grudnia: Dziadek do orzechów w MUPA – tym razem nie balet, a wspólna produkcja zespołu Filharmoników Węgierskich i MUPA w wykonaniu teatru lalek Budapest Bábszínház.

Niesamowity Felix Lajkó. W Budapeszcie najbliższy koncert 3 stycznia w Akademii Muzycznej. Wcześniej 27 grudnia w Szegedzie i 29 grudnia w Gödöllő. Poniżej do posłuchania i obejrzenia, muzyczna uczta.

Luca nap czyli zwyczaje na św. Łucję

13 grudnia – dzień św. Łucji to dzień, w którym dość dobrze widać przenikanie się zwyczajów chrześcijańskiego adwentu ze starymi pogańskimi wierzeniami, dotyczącymi święta przesilenia, a także z wierzeniami już schrystianizowanych ludów w to, że po świecie nadal uganiają się różne ciemne siły i czarownice.

Chrześcijańska patronka św. Łucja jak żadna inna nadawała się żeby umieścić ją w ostatnim dniu panowania ciemności na ziemi, kiedy jeszcze nie doszło do przesilenia. Święta ta pochodząca z Syrakuz na Sycylii wyłupiła sobie oczy po tym gdy została skazana za wyznawanie swej wiary na umieszczenie w domu publicznym.

Na Węgrzech ludowe zwyczaje związane z tym dniem (Luca nap) nie odbiegają zbytnio od wierzeń innych ludów Europy i opierają się na różnych wróżbach, przepowiedniach i zabiegach próbujących odżegnać złe czary. Wierzenia i tradycje dotyczące tego dnia odnoszą się zasadniczo do trzech różnych aspektów życia ludzi, szczególnie na wsiach. Po pierwsze, zgodnie z dawnym niereformowanym kalendarzem w tym momencie roku przestawało ubywać dnia, co dla prostych ludzi żyjących w świecie chrześcijańskim jak i przed-chrześcijańskim było widomym znakiem zwycięstwa światła nad ciemnością. Z tego pierwszego aspektu wynika to, że ludzi otaczają nieprzyjazne im siły związane z nocą, najczęściej uosabiane przez czarownice. Dlatego też w tym dniu tryumfu światła za pomocą odpowiednich zabiegów można je wykryć czy też się przed nimi ochronić. Idąc dalej tym magicznym tropem, dochodzimy do trzeciego aspektu, którym była chęć odgadnięcia przyszłości, często determinowanej przez nieokiełznaną a co za tym idzie nieprzyjazną ludziom przyrodę, sposobu, który należy wybrać by dożyć kolejnych obfitych zbiorów.

O ile dziś tego typu magiczne zwyczaje w Polsce nie kojarzą nam się powszechnie z 13 grudnia, a  bardziej z Andrzejkami, to na Węgrzech pamięć o tych tradycjach jest jeszcze dość żywa właśnie w tym dniu. Warto wspomnieć o kilku ciekawszych spośród nich. Niewątpliwie najbardziej spektakularnym, choć trudno powiedzieć na ile praktykowanym z uwagi na kwestię dostępności drewna (ciekawe czy w marketach budowlanych można dostać bez problemu aż tyle jego rodzajów) było wykonywanie tzw. luca-szek czyli specjalnego stołka z 13 kawałków drewna pochodzących z 9 różnych gatunków drzew. Jego kształt miał wywodzić się od pentagramu (opartego na pięciokącie wiedźmy – boszorkányszög). Pracę należało rozpocząć 13 grudnia i kontynuować każdego dnia aż do świąt (stąd wzięło się przysłowie, że coś robi się bardzo wolno, powstaje bardzo długo „Lassan készül, mint a Luca széke”).

Stołek należało następnie przemycić do kościoła na pasterkę. Kto na nim stanął mógł zobaczyć które ze zgromadzonych kobiet są czarownicami (było wtedy widać ich rogi; dlatego też ponoć przy wejściu do kościoła pochylały głowy, by nimi nie zawadzić o futrynę). Kto czarownicę wypatrzył musiał biec do domu ile sił w nogach, żeby go wiedźmy nie dopadły i nie zniszczyły stołka. Można było je spowolnić rozsypując za sobą mak, który te musiały zbierać. W domu należało stołek wrzucić do ognia,  a jego drewniane kawałki paląc się wydawały krzyki oznaczające koniec czarownicy. Następnie w dziurkę od klucza wpychano czosnek, w lewą futrynę drzwi wbijano nóż a miotłę umieszczano w poprzek drzwi – te zabiegi zapewniały idealną ochronę przed złymi mocami.

U reformatów drewniany stołek zabierano z kolei na rozstaje dróg – ulubione miejsce zbierania się czarownic. Kto na stołku stanął mógł odkryć kto we wspólnocie ma złe moce.

Podobnym zwyczajem było wykonywanie bata z rzemyków – codziennie dokręcano po jednym rzemieniu tak by całość była gotowa do świąt. W noc Bożego Narodzenia należało z niego strzelić, na ten dźwięk zbierały się czarownice.

Na wsiach istniał też zwyczaj lucazas – chodzenia po domach przebranych za duchy dzieci, które za drobne upominki czy poczęstunek wypowiadając rymowanki przepowiadały gospodarzom obfite zbiory. Skąpi gospodarze otrzymywali w zamian złą wróżbę. Przypomina Wam to coś? Powszechną rozrywką młodzieży były różnego rodzaju wygłupy. Szczególnie na terenie zachodnich Węgier rozpowszechniony był zwyczaj przygotowywania lampionów z dyni, wycinanie otworów na oczy, nos i szczerzące się w uśmiechu zęby a następnie umieszczanie podświetlonych dyń w oknach by przestraszyć domowników i sąsiadów. W niektórych regionach dla żartu zdejmowano i chowano gospodarzom bramy z ogrodzenia lub np. demontowano całe drewniane wozy.

Wiele wróżb czy zakazów odnosiło się do płodności, dobrobytu , długości życia.

Przyszłoroczne zbiory przewidywano na podstawie wysianych tego dnia ziaren pszenicy. Naczynie z ziarnami stawiano obok pieca, by pszenica wykiełkowała na święta. Im bujniejsza wyrosła, tym bogatszy w zbiory miał być przyszły rok. Taki zielony „stroik” stawiano później na świątecznym stole.

Od tego czy pierwszym gościem odwiedzającym tego dnia dom był mężczyzna czy kobieta miała zależeć płeć zwierząt przychodzących na świat w gospodarstwie w następnym roku.

Od złych mocy zwierzęta można było ochronić pocierając ich głowy czosnkiem. Na drzwiach pomieszczeń gospodarskich malowano krzyż, przed ich wejściem rozsypywano popiół. Na noc zjadano chleb z czosnkiem by oddechem odstraszyć w nocy złe duchy. Na noc zamykano też miotły, by czarownice nie mogły na nich latać.

Dziewczyny przygotowywały 12 knedli (gombóc), w których umieszczały imiona chłopców. Ten który pierwszy wypłynął na powierzchnię przepowiadał imię przyszłego męża. Imiona można było też zapisać na 12 karteczkach, z których codziennie palono po jednej. Ta która została na koniec kryła imię przyszłego męża.

Do dziś znany jest zwyczaj pieczenia w tym dniu pogacsa (dla niezorientowanych: słony wypiek, bardzo popularny na Węgrzech jako przekąska)  i umieszczanie w jednym z nich monety. Osoba, która natknie się na pogacsa z pieniążkiem będzie miała zapewniony w przyszłym roku dobrobyt i bogactwo (oczywiście o ile śmiertelnie się tą monetą nie udławi :))

Tego dnia zabronione było wykonywanie niektórych prac, np. niewskazane było szycie gdyż mogłoby to spowodować, że kury w przyszłym roku by się nie niosły.

Z 13 grudnia związany był zwyczaj przepowiadania pogody na nadchodzący rok. Każdy z dwunastu dni, pozostałych do świąt, odpowiadał kolejnym miesiącom nowego roku. A zatem od tego jaką mamy pogodę 13 grudnia będzie zależała pogoda w styczniu, 14 grudnia okaże się jakiego lutego mamy się spodziewać, 15 grudnia to pogoda na marzec, itd.

Na Seklerszczyźnie pogodę przepowiadano na podstawie zdejmowanych z cebuli kolejnych 12 warstw, z których każda odpowiadała jednemu z miesięcy. Następnie każdą ze skórek posypywano solą – tam gdzie sól się rozpuściła, miesiąc miał być deszczowy, a gdzie sól pozostała sucha – w tym miesiącu nie spodziewano się opadów.