Jaką prasę mają Węgrzy na Zachodzie

Prowokacją nazwał minister sprawiedliwości Trócsányi publikację EUobservera, odnoszącą się do jego wypowiedzi w czasie poniedziałkowego spotkania ministrów spraw zagranicznych dotyczącego reakcji sądownictwa karnego na radykalizację postaw. Według EUobservera, węgierski minister mówił o zagrożeniu, jakie może stanowić radykalizowanie się społeczności romskiej i o Romach mogących przyłączać się do dżihadystów w Syrii. Publikacja została powielona przez węgierską prasę, jednak nagranie z konferencji dowodzi, że nie padają tam słowa o cygańskich dżihadystach. Minister mówił natomiast, że Romowie mogą stać się ofiarami radykalizacji. Wygląda na to, że resztę „dopowiedział” sam dziennikarz. Początkowo zastanawiano się czy to nie błąd tłumacza, którego zmylić mogły wcześniejsze wypowiedzi traktujące o radykalizowaniu się grup ekstremistów islamskich w Europie. W tym kontekście przywołanie przez ministra tematu wykluczenia Romów  wydawało się zupełnie nie na miejscu.

„Chciałbym zwrócić uwagę na inny aspekt, o którym do tej pory nie było mowy. Radykalizm może bowiem dotyczyć też innych grup. W Europie żyje 10-12 milionowa społeczność romska. W czasie węgierskiej prezydencji w UE za priorytetowy uznaliśmy program europejskiej strategii na rzecz Romów. Uważamy, że jest to niesłychanie ważna kwestia. 12 milionowa społeczność w Europie, są wykluczeni, kwestia ich integracji społecznej jest bardzo istotna, przecież oni też mogą stać się ofiarami radykalizacji. Dlatego chciałbym, by w przyszłości Komisja Europejska jako priorytetowy uznała program ramowej strategii w sprawie Romów.”

Od jakiegoś czasu zachodnia prasa dość jednostronnie kreuje obraz Węgier. Czy mamy tu zatem do czynienia wyłącznie z błędem tłumacza czy jest to raczej świadome działanie dziennikarza, który w toku artykułu przywołuje dalej wszystkie grzechy Węgier wobec mniejszości romskiej.

Inna sprawa, że nie podlega dyskusji, że kurs polityki rządu węgierskiego doprowadził do radykalizacji prawicowo nastawionej części społeczeństwa. W tym kontekście, jeśli Romowie mają być przedmiotem troski ministra, to trzeba przyznać, że jest to wypowiedź człowieka, który zbiera burze po tym jak zasiał wiatr.

Jeżeli z kolei minister boi się radykalizacji środowisk romskich, to może być to kolejny przykład samosprawdzającej się przepowiedni. Kiedy prawie rok temu premier Orban zaczynał mówić o problemie emigracji, uciekając od wewnętrznych problemów i skandali (Quaestor, Simicka, Lazar), to też wydawało się to zupełnie oderwane od rzeczywistości. 

Reklamy

Szorty czyli krótko 20.10.2015

Cygański dżihad? Czy takie niebezpieczeństwo dostrzegł minister sprawiedliwości László  Trócsányi, który w swojej wypowiedzi podczas trwającej w Brukseli konferencji o prawnych możliwościach przeciwdziałania radykalizmowi stwierdził, że istnieje możliwość, że 12 mln społeczność europejskich Romów moze stać się ofiarą radykalizacji? Niektóre media podchwyciły, że Romowie mogą przyłączyć się do dżihadystów w Syrii. Hmm, ciekawe dlaczego w zdecydowanej większości chrześcijańska i jak do tej pory nie prowadząca żadnej wojny narodowość miałaby nagle aż tak się zradykalizować. Sprawę zagmatwały mętne tłumaczenia rzecznika. Nawet jeżeli minister martwi się zagrożeniem dla Romów ze strony radykałów antyislamskich czy antyimigranckich, to należy pamietać że na wczorajszej demonstracji Pegidy w Dreźnie gromko dziękowano Orbanowi.

17 października weszło w życie rozporządzenie o 30 dniowym zamknięciu granicy węgiersko-chorwackiej. Węgry podjęły tę decyzję po czwartkowym szczycie UE, na którym nie doszło do porozumienia w sprawie ochrony zewnętrznej granicy greckiej przez wspólne siły unijne. Węgry dopełniają w ten sposób zobowiązań wynikających z układu z Schengen – powiedział minister spraw zagranicznych P. Szijjartó. W ciągu weekendu zatrzymano 22 osoby, które przekroczyły granicę nielegalnie.

Kto w końcu kupił TV2? Węgry to dziwny kraj. Można tu kupić jedną z największych telewizji i pozostać anonimowym. Od kilku dni nie wiadomo kto tak naprawdę jest właścicielem TV2. Dwóch ewentualnych nabywców rozmyło się w gąszczu skomplikowanych umów i kruczków prawnych. Simicska czy Vajna to dylemat, który próbują rozwiązać teraz węgierscy dziennikarze. Jak na razie bez powodzenia.

Na początku października u podnóża gór Matra uruchomiono elektrownię słoneczną, którą tworzy 72 480 baterii słonecznych zajmujących powierzchnię 30 ha. Jest to największa na Węgrzech elektrownia fotowoltaiczna, o mocy 16 MW, zbudowana kosztem 6,5 mld Ft. Inwestycja jest częścią elektrowni Mátrai Erőmű, która do produkcji energii wykorzystuje głównie węgiel brunatny dostarczany przez kopalnie w Visonta i Bükkábrány. Spółka, która jest na Węgrzech drugim największym producentem energii, zamierza zwiększyć teraz jej produkcję ze źródeł odnawialnych. Mátrai Erőmű Zrt w 74% należy do Niemców (w większości do RWE Power AG), a w 26% do węgierskiego MVM Magyar Villamos Művek Zrt.

Czego nie da się wybudować w budapeszteńskim Central Parku, to da się ubrać w czasie Paryskiego Tygodnia Mody. Recycling idei? Na pokazie mody w Paryżu dostrzeżono ciekawy projekt Sou Fujimoto, który okazał się kopią pomysłu na dach budynku Domu Muzyki Węgierskiej. Japończyka zainspirował projekt interaktywnego muzeum, które ma powstać w ramach planu Liget Budapest skupiającego najważniejsze muzea w jednym miejscu, na terenie Varosliget.

Niezły Sajgon

Węgrzy to straszni kulinarni konserwatyści, co do zasady nieposzukujący odmiennych doznań kulinarnych. Dlatego dziwi, że zbiorowe żywienie w dużym stopniu opanowali Turcy i Chińczycy, ale jak się temu dobrze przyjrzeć to ich dania stanowią pewien kompromis z lokalną kuchnią (ostra pasta paprykowa, panierowane różności smażone na głębokim tłuszczu), a wszystko to zaakceptowane głównie za sprawą niskiej ceny.

Węgrzy, którzy zwykli jadać w czasie pracy lunch (w przeciwieństwie do polskiej kanapki) zasadniczo dają więc zarobić cudzoziemskim fastfoodom, ale już na restauracje etniczne z prawdziwego zdarzenia popyt jest niewielki. Pewien mój znajomy wyśmiał kiedyś w rozmowie gruziński lokal na Andrassy, który dostosowując się do węgierskich realiów postanowił ten znany ze wspaniałych biesiad naród reprezentować szybkimi daniami. Etniczna mizeria jest wprost nie do wytrzymania: reprezentujący Bliski Wschód kebab zwany tu z grecka gyrosem, nie pozwoli zaistnieć takim kulinarnym wydarzeniom jak pilaw, a kilka żelaznych dań „chińskich” nie pozwoli Węgrom nawet na zasmakowanie choćby chińskich pierożków – ryż, makaron albo pieczone ziemniaki (to ten węgierski akcent), oto cała różnorodność. Te tanie lokale wyrobiły w Węgrach przekonanie, że już na temat obcych kultur kulinarnych wiedzą wystarczająco wiele, na tyle by się nimi nie ekscytować i ci, którzy próbowali tworzyć lokale z większymi aspiracjami najczęściej w końcu musieli pogodzić się z porażką. Inna sprawa, że nie potrafili się często wznieść powyżej poziomu ulicznej budki, uważając, że o ekskluzywności ich oferty ma świadczyć cena i wystrój godny sajgońskiego burdelu lub podobnej proweniencji lokalu nad Bosforem.

Ale od jakiegoś czasu pojawiło się coś nowego. Trend na biało-czarne, globalne knajpki z obowiązkową czarną tablicą wymalowaną kredą, dał szanse na przemycenie egzotycznych smaków jako czegoś modnego. Właściciele tych lokali postanowili pożegnać się z dominującymi nad wszystkim czerwonymi lampionami i smokami (jak widać tu szczęścia ten kolor już nie przynosi) i w nowej formie sprzedać nową jakość. Najpierw do ataku ruszyli Tajowie, którzy postanowili, że trzeba skończyć z kompromisami: trawa cytrynowa, kolendra, mleko kokosowe – gotują tak jak u siebie, nie godząc się na kompromis z lokalnym zaopatrzeniem. Hamburger, to już nie plastik albo buła z bułą panierowana w bule, ale kawał dobrego mięsa warty swojej ceny. Okazało się, że może być nieco drożej, jeśli będzie znacznie lepiej.

Fusion okazał się receptą na etniczny sukces. I nie chodzi tu wcale o fuzje smaków, co fuzje konkretnej w swej treści kuchni azjatyckiej z wystrojem rodem ze Skandynawii. Amerykańskie burgery, podajemy tak jakbyś miał je zjeść w Berlinie lub Londynie, a potrawy indyjskie czy włoskie, serwuj jak dla klientów z Nowego Jorku. Masz danie arabskie? Sprzedaj je w swojej „izraelskiej” knajpie.

Czy to jest wyraz uprzedzeń? Do pewnego stopnia niestety tak, ale z drugiej strony właściciele etnicznych lokali dość długo ignorowali kwestie kuchennej czystości i przejrzystości, uważając to za fanaberie rodem z McDonald’s na które oni jako będący na dorobku nie mogą sobie pozwolić. Innym razem dobijało mnie opaczne rozumienie zasad higieny – kiedy właściciel co kilka minut spryskiwał szklaną witrynę płynem do szyb, nie bacząc na to, że jego część trafia do potraw, będąc przekonany że tym samym wychodzi przed klientami na niebywałego czyścioszka, który nigdy swych klientów niczym nie zatruje. No, ale nie marudź kliencie, jest tanio wiec nie może być czysto.

Ostatnio w mojej dzielnicy francusko-wietnamskie rodzeństwo otwarło Oriental Soup House. Wdawałoby się, że trudno o mniej oryginalny pomysł. A przecież musieli stworzyć dochodową alternatywę dla ekskluzywnej, belgijskiej restauracji z daniami morza (setki kilometrów od morskiego wybrzeża, sic!), która mieściła się tu uprzednio i w której dwóch znudzonych kelnerów zupełnie nie niepokojonych przez klientów zwykło melancholijnie wpatrywać się w przechodniów poprzez akwarium z homarem.

Wydawało się, że ich pomysł nie odbiega od kulinarnych katastrof, z jakimi kojarzyła się XIII dzielnica. Były tu i greckie tawerny, portugalskie bodegi i rodzinne żydowskie lokaliki, które co ciekawe łączył zawsze obrus w kratkę, choć nie zawsze tego samego koloru, bo Grecy oczywiście mieli niebieską. I te ceny, zupełnie nieadekwatne do jakości oferowanych dań. Ot, typowy lokal, w którym dobrze czuł się jedynie jego właściciel.

A jednak Oriental Soup House odniósł sukces, którego receptę można ująć w kilku punktach:
1. Designerski wystrój, przyjemne wnętrze, lampy, beton, drewno – to wszystko daje poczucie czystości i bezpieczeństwa, którego utraty boi się klient mający przed sobą kulinarną podróż np. do Azji.

2. Widoczna dla gości kuchnia. Nikt z niczym się nie kryje (a przynajmniej masz takie wrażenie :)
3. Gustownie podane potrawy. Fakt, że właściciele to rodzeństwo o francusko-wietnamskich korzeniach pozwala im podejść do klasycznego wietnamskiego menu z innej perspektywy, niczym Luke Nguyen.
4. Miła obsługa zdecydowanie lepiej rekompensuje czas oczekiwania na danie, niż gdyby miało być ono zaserwowane szybko, ale niczym w PRL-owskim barze mlecznym.

5. W końcu samo jedzenie, na temat którego muszę napisac kilka słów więcej. Niezależnie od pory roku zaskakują zielone, świeże zioła, których często brakuje w kuchni węgierskiej, nawet jeśli będziemy ją porównywać choćby tylko do kuchni polskiej. Dominuje kolendra, ale jest też azjatycka bazylia, perilla, czuć trawę cytrynową, limonka, pocięte w podłużne plastry ogórki – zielony świeży monsun. Do tego „gorące” dodatki – czosnek, imbir, chilli. Resztę palety dopełniają podane w oddzielnych miseczkach kiełki, sos sojowy, sos rybny. I wreszcie zupa pho – skromny rosół stanowiący główne danie, bo nawet jeżeli pojawiają się sajgonki i pyszne krewetkowe dim sum, to właśnie pho jest tutaj jak płótno, na którym powstaje obraz kuchni Indochin, która w przeciwieństwie do kuchni chińskiej zdaje się nie narzucać jedynie słusznej wizji kucharza, pozwalając gościom improwizować w ramach pewnego określonego standardu.

Pewnie polskiego odbiorcy, który zdążył się do kuchni wietnamskiej przyzwyczaić powyższy opis specjalnie nie poruszy, ale w węgierskiej rzeczywistości kulinarnej to jak nowe odkrycie geograficzne. Więc naprzód, zdobywcy! Uważajcie tylko, by nie odejść z kwitkiem, bo szczególnie w weekendy lokal przeżywa oblężenie. Uwaga również na porcje, tu małe znaczy duże i małą porcją można się naprawdę najeść. Pewnym mankamentem, który dostrzegłam jest pomysł „pięterka”, gdzie może jest i spokojniej, ale za to klimat rodem z delty Mekongu.

P1470173

Na zakończenie taka refleksja. Mnogość wszelkiego rodzaju kulinarnych programów, nawet w irytująco piekielnych wersjach, pozwoliła poznać szerokiej publiczności świat od kuchni. Dosłownie. Jeśli więc pomyślicie o polskiej restauracji, to dajcie zarobić ludziom z wykształceniem plastycznym czy architektonicznym. Nie wieszajcie kolejnego kiczowatego plakatu, tak aby zasłaniał tajne wejście do waszej „magicznej” kuchni. Myślę, że czas na import naszych przekąsek i zakąsek, które tak świetnie sprawdziły się w Polsce, bo jest ku temu klimat. Trzeba to jednak robić w odpowiednim stylu, tak aby nasze cepeliowskie ciupagi nie spłoszyły klientów.

Oriental Soup House: narożnik Balzac u. i Hollan Erno u., czynne pon-czw 11.30-22.00, pt 12.00-24.00, sob 12.00-24.00, ndz 12.00-22.00

Zapowiedzi 15.10.2015

Polska Jazz polinst.hu

Uwaga, uwaga! 12-14 listopada Polska Jazz – Instytut Polski zaprasza na 3 Festiwal Polskiego Jazzu. Z doświadczenia wiem, że bilety rozchodzą się jak ciepłe bułeczki więc jeśli chcecie pokazać kawałek dobrej polskiej muzyki swoim węgierskim przyjaciołom i zabrać ich na koncert Pink Freud, High Definition czy Adam Bałych Imaginary Quartet, warto kupić je wcześniej np. na jegy.hu.

A już w ten weekend Budapesztem rządzić będą elektroniczne beaty i muzyka klubowa. Sprawdźcie listę lokalizacji i wykonawców na stronie Electronic Beats Festival.

To się zapowiada na główne wydarzenie weekendu: Art Moments czyli festiwal sztuki wizualnej Europy Środkowej. W ramach festiwalu warto zobaczyć np. Urban Tactics – muzyczny happening z powstającym na żywo graffiti, który otworzy wystawę street artu w Varkert Bazar. Będą wystawy, spacery tematyczne, np. rowerowa wycieczka od Mostu Małgorzaty do Mostu Wolności, w czasie której uczestnicy poznają wspólną historię miasta i rzeki.

Zobaczcie co słychać na stronie CAFe Budapest, festiwal kończy się w ten weekend, 18 października.

Coś dla chłopców i tatusiów: świat małych samochodów podczas imprezy Hot Wheels w Millenaris w sobotę, 17 października.

Jeśli ktoś byłby zainteresowany węgierskimi specjałami to może wybrać się na festiwal kiełbasy, który odbywa się na terenie Muzeum Kolejnictwa albo na festiwal czekolady w Arkad.

17 października o godzinie 11.00 giełda rowerowa w Dürer Kert pod dość ciekawym hasłem: Przygotuj się do zimy! Organizatorzy chcą udowodnić, że zima też jest dobra do jazdy na rowerze, jeśli tylko będziemy odpowiednio przygotowani.

Jeśli uda Wam się tam kupić jakiegoś starego grata to możecie wybrać się na spotkanie tweedowych rowerzystów.

A wieczorem tego samego dnia w Yuk zagrają dla miłośników melodyjnego punka za jedyne 700 Ft: No Respect, Infected Infinity, Re­Start Official, Flashbang zenekar, KNKRT, Pillar of Creation. Równie melodyjnie również w sobotę o 19.00 zagra Great Collapse z USA. A o 20.30 węgierskie psycho- i swing-o-billy w wykonaniu Yellow Spots i Ferencz és a Ferenczesek.

Annihilator na A38 w poniedziałek 19 października o 20.00

W niedzielę 18 października spotkanie miłośników komiksu – okazja, aby przyjrzeć się jak rynek komiksowy wygląda na Węgrzech.

Festiwal filmu rumuńskiego w kinie Urania do 17 października. Niestety filmy dla znających rumuński w mowie lub węgierski w piśmie. A w dniach 19-22 października dni filmu ukraińskiego.

Był sobie park młodzieży – w Várkert Bazár trwa wystawa o działającym tu kiedyś Ifiparku, do końca lutego.

Csángó táncház – w domu kultury przy Fehérvári út 47 w XI dzielnicy okazja do zapoznania się z kulturą ludu csángó, nauka tańca i piosenek ludowych w ramach domu tańca. 24 października godz. 19.00-0.00

Wybory do Sejmu i Senatu RP

Nie zapomnijcie zarejestrować się na wybory parlamentarne, które odbędą się 25 października 2015.

Siedziba komisji wyborczej i lokal wyborczy mieszczą się w budynku Ambasady Rzeczypospolitej Polskiej w Budapeszcie, Városligeti fasor 16, 1068 Budapest. W dniu wyborów lokal wyborczy otwarty będzie od godziny 7:00 do godziny 21:00. Wymagany jest ważny polski PASZPORT lub DOWÓD OSOBISTY.

W celu oddania głosu należy wcześniej zapisać się (do dnia 22 października br.) do spisu wyborców w Budapeszcie, najwygodniej poprzez platformę elektroniczną https://ewybory.msz.gov.pl Można też zgłosić się i zapisać bezpośrednio w Referacie ds. Konsularnych: pocztą elektroniczną, listownie, osobiście lub telefonicznie.

Więcej informacji znajdziecie na stronie Ambasady RP.

Węgierskie marki

Kiedy Węgrzy mówią, że coś jest menő znaczy to: trendy, stylowe, modne. Przeglądam właśnie węgierskiego Forbesa, który w październiku opublikował kolejną listę naj. Tym razem w rankingu znalazły się węgierskie marki uznawane za najbardziej trendy (A legmenőbb magyar márkák).

Jakie były kryteria wyboru? Przede wszystkim brano pod uwagę rozpoznawalność marki, następnie rozpatrywano ją pod kątem trzech czynników: 1) oryginalności, tzn. na ile wniosła coś nowego w swoim sektorze, czy też była zwyczajnie kopią czegoś co już wcześniej istniało, podaną w nowym opakowaniu – o ile możliwe odnoszono się bezpośrednio do samego produktu albo przynajmniej do sposobu komunikowania o produkcie 2) dostępność, tzn. czy produkt ewoluował przekraczając granicę wąskiej grupy odbiorców, np. jeśli przeniknął z subkultury do szerokiego grona klientów albo jeśli pozostając w ramach tej samej warstwy odbiorców udało mu się wyjść poza granice kraju 3) bycie trendy – na ile wpływają na kształtowanie się gustu, zwyczajów konsumentów; w końcu za trendy uznaje się te produkty, które są tak postrzegane przez jak największą liczbę ludzi.

Przygotowując ranking oparto się na szerokich badaniach, prowadzonych m.in. w mediach społecznościowych, sięgnięto po opinię wielu ekspertów od brandu i marketingu. W skład jury wchodzili dyrektor ds. produktu w Vodafonie, szef Design Terminal, jeden z właścicieli 4Bro, szef marketingu w IBS oraz redaktor naczelny magazynu o marketingu kreatywnym i komunikacji. Po ogłoszeniu listy, wielu czytelników kwestionowało „węgierskość” niektórych produktów. Członkowie jury tłumaczyli jednak, że pod uwagę wzięto te pomysły, które narodziły się jako marki węgierskie i w powszechnej świadomości za takie nadal są uważane. To czy zmieniły one później właściciela było mniej istotne.

Poniżej lista 15 najbardziej trendy marek (kilka z nich miałam okazję przybliżyć Wam na blogu już wcześniej).

  1. Festiwal Sziget
  2. Prezi (programy do tworzenia prezentacji, uznawani za pionierów węgierskich startup-ów na arenie międzynarodowej)
  3. BP Clothing/BDPS (marka ubrań oparta na lokalnym patriotyzmie)
  4. Ustream (firma z branży IT, strumień video)
  5. Cserpes Sajtműhely (sery i in. produkty mleczne, sieć modnych barów)
  6. Wizz Air (linia lotnicza, przy okazji: niedawno na indexie ukazał się obszerny wywiad z prezesem Varadim, w którym wyjaśnia m.in. jak to jest z tą węgierskością WizzAir, dla zainteresowanych link)
  7. Művészetek Palotája (Pałac Sztuk)
  8. Budapesti Fesztiválzenekar (Budapeszteńska Orkiestra Festiwalowa)
  9. Nanushka (moda, ich ubrania nosiły m.in. Charlize Theron, Angelina Jolie i Taylor Swift)
  10. Bortársaság (sieć sklepów winiarskich)
  11. Pöttyös (batonik Túró Rudi)
  12. Tipton (oprawki okularów z płyt winylowych)
  13. DiVino (stylowe winiarnie)
  14. Bubi (system rowerów miejskich)
  15. Csepel Royal (rowery)

Marki, które były bardzo blisko, ale ostatecznie nie trafiły na listę, gdyż nie spełniły jednego z trzech branych pod uwagę warunków: Zwack (likiery), Tisza (buty), Use Unused (moda), Biotech USA (witaminy, suplementy, odżywki), ChocoMe (czekolady), Dorko (odzież), Daalarna (suknie ślubne).

Swap party – sezon 2015/16

Kupowanie pod wpływem impulsu nie jest mi obce więc parę rzeczy na wymianę powinno się znaleźć w mojej szafie :) Kto chętny na Budapest Swap Party? Zobaczcie co szykuje Polonia Nova:

Czy wiecie co to Swap party? Inaczej Ciuch Change albo Zamieniada? Wyjmujemy z szaf ciuchy na zimę i myślimy: „O, to jeszcze dobre”, „To ujdzie”, „Tego to właściwie nigdy nie nosiłam”…Rzeczy kupione w chwili szaleństwa, chybiony prezent od przyjaciółki, w sklepie się podobało,-a jednak to nie to.

Jeśli macie takie ciuchy lub akcesoria, a mimo wszystko żal wyrzucić bo nowe/prawie nowe/ fajne ale już niepotrzebne / i tak nigdy nie założę – to przygotujcie je na WIELKĄ WYMIANĘ CIUCHÓW czyli SWAP PARTY. Kiedy? – 24 października od godziny 14.00 Gdzie? – Stowarzyszenie Polonia Nova, Budapest VI., Jókai ter 1.kod do bramy 2.

Instrukcja WIELKIEJ WYMIANY:

1. Potwierdź swój udział (novapolonia@gmail.com)
2. Przejrzyj swoją szafę. Zdecyduj, czego chciałabyś się pozbyć. Przygotuj parę sztuk niepotrzebnych już ubrań (min. 3, maks.20). Dokładnie sprawdź stan poszczególnych rzeczy! To jest ZAMIENIADA, ma inny cel niż zbiórka na cele dobroczynne.
3. Możesz dołożyć dodatki: torebkę, biżuterię, szaliki itp. Buty tylko NIEUŻYWANE.
4. Przynieś to, co przeznaczasz na wymianę do Stowarzyszenia Polonia Nova w dniach od 14 do 16 października (dodatkowy termin 22 października) w godzinach od 14.00 do 18.30.

Na koniec Zamieniady zapraszamy na: improwizowany POKAZ MODY pod kierunkiem fachowej STYLISTKI.

Jeśli macie jakiekolwiek pytania, nie wiecie jak wygląda taka impreza,nie jesteście pewne co przygotować – piszcie do nas: novapolonia@gmail.com