Pod berłem Habsburgów

Pod berłem Habsburgów

Ta pozycja może Was zainteresować. Wydawnictwo Wysoki Zamek wznowiło właśnie książkę prof. Henryka Wereszyckiego Pod berłem Habsburgów.

Pod berłem Habsburgów to najważniejsze dzieło prof. Henryka Wereszyckiego (1898–1990). Jest to napisana z wielką erudycją historia narodów CK Monarchii od czasów Marii Teresy aż do upadku Austro-Węgier w 1918 r. Trudne zagadnienia narodowościowe, rodzenie się świadomości narodowej, wzrost nacjonalizmów – były jedną z przyczyn upadku imperium Habsburgów. Profesor Wereszycki tłumaczy te procesy niezwykle ciekawie i rzeczowo. Pod berłem Habsburgów jest jedyną polską książką opisującą ten temat w sposób całościowy.

Książka skierowana jest do wszystkich zainteresowanych losami poszczególnych narodów wchodzących niegdyś w skład CK Monarchii. Obecne, trzecie wydanie posiada bogaty materiał ilustracyjny, są to zarówno zdjęcia jak i rysunki z epoki. Do książki dołożony jest reprint mapy (480 x 680 mm) Cesarstwa Austro – Węgierskiego z 1882 r. na które nałożone zostały kontury współczesnych państw.

„Książka Henryka Wereszyckiego […] pozwala nie tylko poznać i zgłębić niezwykle złożone procesy kształtowania się nowoczesnych narodów w Europie Środkowej, ale również skłania do refleksji na temat funkcjonowania tego wielonarodowego państwa, przyczyn jego upadku, a także losów powstałych na jego gruzach państw narodowych.” – prof. Antoni Cetnarowicz fragment Przedmowy.

Zapowiedzi 22.04.2015

23-26 kwietnia – XXII Międzynarodowy Festiwal Książki – 50 tys. książek, kilkaset nowości, każdego roku kilkadziesiąt tysięcy odwiedzających, spotkania z pisarzami, premiery książek, wystawy, konferencje. Liczne programy dla najmłodszych w sekcji Gyerek (b)irodalom (gra słów: birodalom-imperium, irodalom-literatura). Gościem honorowym festiwalu będzie w tym roku amerykański pisarz Jonathan Franzen. Z Polski – pisarka Sylwia Chutnik i tłumacz Tomasz Grabiński, wśród debiutantów m.in. pisząca po polsku Ukrainka o polskich korzeniach – Żanna Słoniowska.  Millenaris, 1024 Budapest, Kis Rókus u. 16-20

24 kwietnia (piątek) – Kis Könyves Éj – nocny spacer po Budapeszcie szlakiem małych, niezależnych księgarni (od godz.17.00 do północy) – propozycja dla wszystkich, którzy kochają takie wyjątkowe miejsca. Z ciekawą ofertą czeka na czytelników 18 księgarni w Budapeszcie i kilka spoza stolicy. Do organizacji imprezy włączyły Instytuty Kultury z 8 krajów, kilka organizacji związanych z kulturą oraz Międzynarodowy Festiwal Książki.

25 kwietnia (sobota) – I bike Budapest, wielka rowerowa parada w Budapeszcie, następca tradycyjnej Masy Krytycznej. Trasa: Bakáts tér – Közraktár utca – Pesti alsó rakpart – Dráva utca – Dózsa György út – Plac Bohaterów – Damjanich utca – Rottenbiller utca – Rákóczi út – Most Elżbiety – Attila út – Tunel – Most Łańcuchowy – Akadémia utca – Garibaldi utca – Báthori utca – Honvéd utca – Markó utca – Széchényi rakpart – Most Małgorzaty – Wyspa Małgorzaty. Zbiórka o 15.30 na Placu Bakáts obok mostu Petofiego, skąd o 16.00 parada ruszy. W tym roku trasa jest dość długa – ma ok. 17 km. Celem imprezy jest spotkanie rowerzystów i zademonstrowanie, że oni też są użytkownikami dróg i jest ich bardzo wielu więc ich problemy nie powinny być ignorowane. Organizatorami parady są Węgierski Klub Rowerowy (Magyar Kerékpárosklub) oraz ambasada Holandii.

25 kwietnia (sobota) – Wzorem Anglików i Amerykanów uczelnie Budapesztu też będą ścigać się łodziami w Dunajskich Regatach. Co więcej w regatach wezmą udział osady Uniwersytetu Harvarda oraz Princeton University. Będą też osobne wyścigi smoczych łodzi ale bez udziału studentów chińskich :) Wyścigom będzie towarzyszyć wiele dodatkowych atrakcji (paintball, mistrzostwa beerponga, taniec uliczny, pokazy cheerliderek, mistrzostwa w puszczaniu kaczek kamieniami, itd.) oraz występy muzyczne (Intim Torna Illegál oraz Sena z Irie Maffia)

25 kwietnia (sobota) – Kolejna okazja do spotkania z weteranami szos. Na terenie Premier Outlet w Biatorbágy pod Budapesztem o godzinie 11.00. Współorganizatorami są Węgierski Klub Volkswagena garbusa, MINI Club Węgry oraz Trabant-Wartburg Klub – tak więc należy spodziewać się, że te marki będą tam reprezentowane najliczniej, ale z pewnością można liczyć również na inne piękne maszyny. To już piąta edycja imprezy, która co roku gromadzi kilkaset pojazdów. Premier Outlet, 2051 Biatorbágy, Budaörsi út 4

25 kwietnia (sobota) na A38 o godzinie 20.30 zagrają Sick Of It All (USA), Angel Du$t (USA) oraz węgierski A.M.D. Sick Of It All to legenda sceny hardcore-punk, która od wielu już lat gra niezwykle mocną, bezpośrednią, ale i szczerze zaangażowaną muzykę. Ci, którzy mieli okazję być na ich koncertach wiedzą, że jest coś, co pamięta się przez lata. Bilety w cenie 3900 Ft w przedsprzedaży do 24 kwietnia i 4500 Ft w dniu koncertu. A38, 1114, Petőfi Hid, Budai alsó rakpart

25 kwietnia (sobota) – Węgierskie wesele – 25 lecie wielkiego widowiska scenicznego, folklorystycznego, które od czasu jego premiery w marcu 1990 święci nieustanne sukcesy.

26 kwietnia (niedziela) – bazar dizajnu WAMP na Erzsébet tér – ciuchy, dodatki, zabawki, książki dla dzieci, grafiki – wszystko to można nabyć bezpośrednio od młodych węgierskich projektantów i artystów w czasie imprezy pod nazwą Meet Summer Design.

27 kwietnia – 3 maja – Budapeszteński Festiwal Tańca: od baletu poprzez folk do tańca współczesnego, kilka lokalizacji, m.in. Pałac Sztuk, MOM, Ogrody Przyzamkowe. Festiwal organizuje Narodowy Teatr Tańca.

Eger po sezonie – dzień trzeci

Drugi nocleg w Egerze to położony w samym centrum Hotel Eger & Park. Właściwie to powinnam powiedzieć, że nocleg mieliśmy w hotelu Eger, który powstał w roku 1961 obok hotelu Park. Piękny, modernistyczny projekt i tylko ktoś zapomniał o małym drobiazgu… hotel nie miał restauracji! Przez lata goście wychodzili więc przed budynek i chodniczkiem maszerowali do restauracji w położonym obok hotelu Park, co w deszczu nie musiało być już tak przyjemne, ale z drugiej strony wymuszało konieczność ubrania się do kolacji. My jednak tego problemu nie mieliśmy. Nie, żeby ktoś wybudował restaurację w hotelu Eger (może to i lepiej bo ta w hotelu Park jest po prostu śliczna a i sam hotel jest uroczy) – po prostu w 1980 roku przy okazji rozbudowy budynku wybudowano na wysokości pierwszego piętra łącznik.

Dzięki temu dziwacznemu zabiegowi architektonicznemu mieliśmy okazję do podwójnej podróży sentymentalnej. Hotel Eger to klimaty jak z Wielkiego Szu, blichtr komunizmu i jego sław i jestem prawie pewna, że Jan Nowicki, który był wtedy prywatnie mężem znanej węgierskiej reżyserki Marty Meszaros bywał tu nie raz. Trzeba jednak przyznać, że to komunistyczne dziedzictwo nie odbiło się jakoś bardzo źle na komforcie pokojów, które zostały odremontowane i wyposażone w miarę nowocześnie.

Hotel Park i jego restauracja to już bardziej klimaty z Magnata z tym samym Janem Nowickim w roli głównej. Do kolacji przygrywa pianista szlagiery w stylu Smutnej niedzieli (chyba miał już dość turystów i postanowił się ich pozbyć przy użyciu hymnu samobójców :), ale na żądanie również balatońskie przeboje, choć w stonowanej aranżacji. Niestety nasz Młodszy pobudzony całodziennymi atrakcjami i nieumieszczony w odpowiednim krzesełku dla dzieci postanowił wnieść swój wkład w świat reklam proszku. I co pan powie panie Chajzer na takie plamy na obrusie i całej odzieży wierzchniej (czy też jak go nazywają Węgrzy, Pan Tide – tak, tak, Chajzer to sława międzynarodowa i jak ładnie po węgiersku mówi :)?

Niestety to kolejny hotel, który choć dysponuje obiektem spa, to kończy jego pracę o śmiesznej porze tzn. o 20.00, a przecież to był sobotni wieczór. Trzeba jednak przyznać, że jest w tym nieco dziwacznym hotelu wyjątek, ale jak przystało równie dziwaczny – jeśli chcecie popluskać się wieczorem do 22.00 to przyjedźcie tu w… poniedziałek. Znowu więc rozpoczęłam dzień wcześnie choć to niedziela, bo chłopcy koniecznie chcą na basen. Trzeba przyznać że choć obiekt nie jest najnowszy to baseny prezentują się całkiem przyzwoicie, a brodzik dla dzieci w sumie niezły, choć krawędzie twarde. W baseniku kolorowe postaci z bajek dziecięcych, które prawdopodobnie w nieco późniejszych godzinach nabierają więcej życia tryskając wodą. Dla dorosłych basen 25 m, standardowo sauny, masaże lecznicze itp., czyli typowa węgierska oferta.

Jeszcze przed południem zameldowaliśmy się w znajdującej się na obrzeżach Egeru stadninie koni przy dworku Mátyus Udvarház, gdzie czekała na nas bryczka zaprzężona w dwa piękne lipicany, z których hodowli ta stadnina słynie. W towarzystwie przemiłego stangreta i jego młodej pomocniczki udaliśmy się na wycieczkę po pobliskich winnicach. Chłopcy byli zachwyceni, a Młodszy przez chwilę nawet przestał zwracać uwagę na przejeżdżające samochody, co zdarza mu się niezwykle rzadko. Piotruś i Śpiewak wesoło ciągnęły bryczkę a mnie zachwyciły cudowne kolory, jakie przybiera winnica o tej porze roku. Nie udało się nam niestety pokazać chłopcom samych zbiorów, bo w winnicach w pobliżu stadniny były one już zakończone, ale wciąż na krzakach znajdowały się pojedyncze grona. Nasz woźnica wyjaśnił nam, że pozostawia się je celowo nie tylko dlatego że są w jakimś trudniej dostępnym miejscu krzaka, ale dlatego, żeby ptaki mogły się nimi najeść i nie niszczyły samych roślin. Okazało się, że pomiędzy winnicami ukrywają się kolejne niespodzianki. Pierwszą z nich było małe lotnisko, z którego nagle poderwał się niewielki samolot – to ponoć pozostałość po fabryce samolotów ultralekkich, która znajdowała się w Egerze. Tutaj je testowano. Teraz służy zapaleńcom do lotów rekreacyjnych.

Druga to niezwykły bar połączony z kempingiem znajdujący się na terenie winnicy, której właścicielem jest Imre Csernus, znany z telewizji psycholog i autor kilku popularnych książek a także psycholog egerskiej drużyny piłki wodnej, a prywatnie wielki fan wina i człowiek znany w tej branży. Na szczycie wzgórza przy prostych, ale dizajnersko wysmakowanych stołach i ławach siedzi się podziwiając wspaniały widok na dolinę, popija doskonałe wino albo równie doskonałą kawę. Atrakcją miejsca jest możliwość noclegów w bardzo prostych, ale w tej prostocie pięknych bungalowach rozrzuconych po winnicy. Domki te nawiązują do typowych domków, jakie budowano w winnicach, aby ich doglądać i które zazwyczaj pozbawione były wszelkich wygód (pięknie opisywał to Kalman Mikszath). Mnie jednak skojarzyły się one jakoś ze skandynawską prostotą. Fajne miejsce.

W winnicy znajduje się też niewysoka, ale posiadająca wspaniały widok wieża widokowa, z której bardzo dobrze widać zdobiący przeciwległe wzgórze pomnik winiarzy. Obecnie jest on zrobiony z kamienia, bo  wcześniejsza wersja wykonana z metalu została po prostu ukradziona – jak widać życie na węgierskiej prowincji ma też swoje cienie. Zastanawialiśmy się czy winiarze mają swoją patronkę, tak jak sadownicy z Kecskemet, których chroni Matka Boska Brzoskwiniowa z tamtejszego kościoła. Jak się dowiedzieliśmy z lokalnego źródła (od woźnicy), tą patronka jest św. Barbara. Po powrocie postanowiłam sprawdzić tę informację i okazało się, że z patronów winiarzy na Węgrzech wymieniani są św. Wincenty (Vince), św. Urban (Orban) i św.Donat. W dobrej intencji świętych nigdy dość.

Koniki dowiozły nas w końcu z powrotem do stadniny, która okazała się mieć jeszcze wiele atrakcji. Chłopcy mogli zobaczyć duże stajnie oraz mieszkające w nich piękne konie. W stadninie są również kucyki i osiołki. Na padokach właśnie uczyły się jeździć inne dzieci. Całość w otoczeniu bujnej zieleni. Stadnina posiada bogatą kolekcję powozów użytkowych (w tym sanie i… rydwany), ale również małe muzeum wypełnione zabytkowymi pojazdami. Na miejscu jest również restauracja z barem gdzie rolę stołków barowych pełnią siodła. Jak dowiedzieliśmy się od barmana nad jedną ze stajni powstała część hotelowa gdzie nawet większa grupa znajomych może zatrzymać się w wygodnych warunkach, w ogrzewanych pokojach.

Na koniec pozostawiliśmy chłopcom główną atrakcję architektoniczną miasta – egerski zamek, w którego bramie powitał nas Gergely, jego kasztelan. Gergely z wykształcenia jest historykiem, ale od dziecka kochał to miejsce i cały czas gdzieś tu się kręcił, aż w końcu przywdział żupan, czapkę z sokolim piórem, przypasał szablę i został gospodarzem zamku. Dziś nawet jego przyjaciele śmieją się, że gdy z rzadka ubiera się w ubrania z naszej epoki to nie mogą go rozpoznać.

Historia zamku jak prawie wszystko na Węgrzech sięga czasów Św. Stefana.  Organizując swe państwo stworzył on w Egerze biskupstwo, a wzgórze na którym znajdują się obecnie ruiny twierdzy zajmował początkowo kościół. Pierwotnie w stylu romańskim, potem gotycki; na tych niespokojnych terenach musiał być odpowiednio broniony i tak powstała twierdza, która po zdobyciu Belgradu a następnie po klęsce rycerstwa węgierskiego pod Mohaczem stanęła na drodze Turkom podążającym na północny zachód.

W 1552 roku pod murami twierdzy stanęło 150 tysięcy tureckich żołnierzy, z czego 80 tysięcy stanowiło regularne wojsko i artyleria (reszta to tzw. tabory). Przeciw nim stanęło 2100 – 2300 obrońców, co daje niewyobrażalną dysproporcję sił, co najmniej 40:1. Siły węgierskie nie składały się tylko z żołnierzy, ale również z mieszczan i chłopów, o czym świadczą proste nazwiska albo przydomki na pamiątkowych tablicach umieszczonych w Sali Bohaterów (Hősök Terme) – mauzoleum ku czci obrońców zamku. Pomieszczenie podpierają monumentalne figury wyciosane z piaskowca. Jak było widać, regularnie składane są tu kwiaty ku pamięci bohaterów.

W sali tej znajduje się również nagrobek dowódcy obrony twierdzy, kapitana Istvána Dobó, a dokładnie Barona Istvána Dobó de Ruszka, urodzonego w 1502 w Seredniach na Ukrainie. Oryginalna jest tylko płyta nagrobna, która zostala przeniesiona tu z położonej dziś na Słowacji Ruská (węg. Dobóruszka). Istvanowi Dobó, będącemu konsekwentnym stronnikiem Habsburgów w dynastycznym konflikcie z Janem Zápolyą, arcyksiążę Ferdynand powierzył w 1549 roku twierdzę w Egerze (Zápolya, jako wasal sułtana tureckiego został władcą Siedmiogrodu, ale rościł sobie prawa do korony węgierskiej; sułtan turecki zajął południowe Węgry aż do Budy, a Habsburgowie północno zachodnie – arcyksiążę Ferdynand Habsburg też używał tytułu króla Węgier). Co ciekawe, za swe zasługi najpierw Dobó został wynagrodzony z gestem wartym Pana Zagłoby rozdającego Inflanty – arcyksiążę Ferdynand nadał mu dobra i tytuł w Siedmiogrodzie, którym nie władał. Po trzech latach, co prawda wynagrodził mu to nadając w zamian zamek w Lewicach w dzisiejszej Słowacji, aby w końcu oskarżyć go o zdradę i uwięzić w zamku w Pozsony (Bratysława), co zrujnowało zdrowie Dobó i doprowadziło do jego rychłej śmierci.

A skoro już wspomniałam o Panu Zagłobie, bohaterze Trylogii, to podobieństwo egerskiej historii do oblężenia Częstochowy czy Kamieńca Podolskiego jest uderzające. Nie dziwi więc że tak jak Henryk Sienkiewicz posłużył się tamtymi historiami do krzepienia serc zniewolonego narodu polskiego, tak i węgierski pisarz Geza Gardonyi sięgnął po historię oblężenia Egeru w tym samym celu, czym zasłużył sobie nie tylko na pochówek na terenie zamku, ale i na pomnik na egerskiej starówce, a jego książka stała się ulubioną lekturą Węgrów, co upamiętniono kolejnym pomnikiem. Książka Gwiazdy Egeru podobnie jak dzieło Sienkiewicza została sfilmowana i tak jak jego polski odpowiednik film stał się przebojem na wiele lat, szczególnie wśród chłopców w różnym wieku. W tej sytuacji dziwić może tylko, że książka ta od lat nie była wznawiana w Polsce i dziś jej ceny na internetowych aukcjach dochodzą do 80 złotych.

Z historycznych nazwisk warto wspomnieć jeszcze o Gergelyu Bornemissza. Był on dowódcą 250 osobowego oddziału austriackich strzelców nadesłanych przez króla jako wsparcie, ale wsławił się głównie, jako autor różnych forteli i sprytnych machin wojennych jak np. ogniste koło, czyli rodzaj wielkiej szpuli, najeżonej ostrzami i wyładowanej materiałem wybuchowym, którą to machinę można było strącić na wroga szturmującego bramy czy uliczki. Stosował też inne ogniste wynalazki przypominające słynny ogień grecki.  Syn Gergelya, Janos wraz z królem Stefanem Batorym brał udział w walkach Polaków z Rosjanami, jako dowódca polskich oddziałów. Oczywiście w masowej pamięci obraz Gergelya Bornemisszy wypełnia kreacja Istvána Kovácsa, która bardzo mi się kojarzy z rolami Daniela Olbrychskiego czy wręcz ze spaghetti westernem – piękny jest jak z obrazka :)

Dzięki naszemu niezawodnemu nosidłu dla Młodszego (niestety zrobił się tak ciężki, że po tej wyprawie nie zdołam go już chyba naprawić) mogliśmy za naszym przewodnikiem zagłębić się w podziemiach egerskiego zamku. Najpierw obejrzeliśmy panoptikum zawierające kolekcję woskowych figur inspirowaną powieścią Gardonyiego, a właściwie ww. filmem, która oczywiście bardzo podobała się maluchom, szczególnie jeśli na przykład było to dwóch obrońców polewających atakujących smołą albo coś w tym rodzaju.

Następnie udaliśmy się w miejsce gdzie niegdyś stała katedra. Obecnie pozostała jedynie podstawa jej głównej nawy i przylegającej do niej kaplicy, w której archeolodzy odnaleźli pozostałość sarkofagu pierwszego biskupa Egeru. Te pozostałości dość marnie oddają pojęcie o dawnym wyglądzie kościoła i dopiero kiedy szliśmy za Gergelyem do zamkowych podziemi to mieliśmy okazję zobaczyć wystawę szkiców jej przypuszczalnego wyglądu oraz lapidarium zawierające m.in. wspaniałe płyty nagrobne i resztki pięknie rzeźbionych detali architektonicznych.

Nasz przewodnik zabrał nas na wycieczkę po niesamowitych lochach zamkowych i nawet gdy Starszy już zaczynał narzekać, że go nóżki nie niosą, to jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki (czy może czarodziejskiego pilota) repliki dział zaczynały strzelać i odjeżdżać ze stanowiska jak po prawdziwym strzale albo spotykały nas inne niespodzianki, do których niewątpliwie należało przejście jednego z tuneli w świetle pochodni. Tunele powstały jako efekt prac saperów – w tamtych czasach sztuka zdobywania zamków zakładała, że obie strony starają się podkopać pod murami: zdobywcy – żeby podłożyć ładunek wybuchowy pod murem czy basztą, a obrońcy aby dotrzeć do podkopujących się zdobywców zanim ci odpalą ładunek i wyciąć ich w pień. Jak twierdził nasz przewodnik, obrońcy nie budowali jednak tych tuneli do jakichś wypraw poza linię wroga i mury – co zwykle opisywane jest w powieściach historycznych. Bardzo ciekawy był system ostrzegania informujący o tym, że wróg próbuje się podkopać. Obrońcy na membranie bębna umieszczali kilka ziaren grochu, które zaczynały drżeć gdy tylko rozpoczynały się prace saperskie. Na podobnej zasadzie obserwowano powierzchnię wody w porozstawianych w tunelu naczyniach.

Z tunelu wyszliśmy właśnie przy grobie autora powieści, bardzo skromnym, ale poprzez swoje usytuowanie stanowiącym niesamowity pomnik. Dowiedzieliśmy się też, że Gardonyi mieszkał w jednym z domów w sąsiedztwie zamku.

Na koniec Gergely zabrał nas do nowopowstałej atrakcji położonej pod murami zamkowymi. Po przejściu od bramy zamku, uliczkami starego miasta do Dobó Istvan utca, naszym oczom ukazał się wielki turecki namiot (nie mylić z jurtą), a w nim herbaciarnia i kawiarnia Egri Pasa Sátra. W tym nastrojowym wnętrzu można napić się prawdziwej tureckiej kawy czy herbaty albo skosztować tureckich słodkości. Do środka wchodzi się po zdjęciu obuwia i siada się na pokrywających podłogę kobiercach albo o ile pogoda na to pozwala siada się na dywanach obok namiotu, pod murami twierdzy. Prowadzący lokal Timur (przy okazji pozdrawiam obu znanych mi Timurów i ich rodziców :)) to kolejny przykład człowieka, którego życie stało się rezultatem pasji. Jego ojciec był ponoć jednym z najwybitniejszych węgierskich turkologów i znawców narodów Azji.

W tym miejscu warto wspomnieć, że po drugim oblężeniu zamku w 1596 roku Turcy zdobyli miasto i osiedli w Egerze na 90 lat, aż do czasu odsieczy wiedeńskiej. Po odbiciu Egeru przez chrześcijan większość budowli otomańskich została zniszczona, zwłaszcza meczety. Jednak jedną z głównych atrakcji miasta jest samotnie stojący minaret – najdalej na północ wysunięty zabytek turecki, na którego szczyt można wejść po licznych wąskich schodach, aby podziwiać panoramę Egeru, choć ta z murów zamku jest co najmniej równie godna polecenia. Jednak w przeciwieństwie do Budy w mieście tym nadal żyli potomkowie Turków, wzbogacając wieloetniczną mieszankę tutejszych mieszkańców.

Usiedliśmy więc przy kawie, aby jeszcze trochę odpocząć i porozmawiać z przewodnikiem, który poinformował nas, że na zamku, ale także w namiocie tureckim można organizować różne imprezy w stylu epoki. Z Gergelyem warto kontaktować się wcześniej mailowo, jeśli ktoś chciałby zwiedzić np. zamkowe podziemia, a naprawdę warto. Myślę, że powinni też kontaktować się z nim wszyscy zainteresowani uczestnictwem w rekonstrukcji odbywającej się sierpniu (Végvári Vigasságok). Jak wiadomo w obronie zamku (choć nie do końca było to zgodne z ówczesną polska polityką) brali również udział polscy rycerze i byłoby fajnie gdyby grupy rekonstruujące czasy zbliżone do potopu wzięły udział w tej imprezie (Wikingowie proszeni są u udział po stronie widzów w strojach z naszej epoki :).  Dowiedzieliśmy się również, że prace archeologiczne na zamku cały czas trwają i w zasadzie można mówić dopiero o ich początku. Wstrzymują je jedynie kwestie finansowe, które z pomocą funduszy unijnych choć w pewnym stopniu zdołano rozwiązać.

Na koniec nabyliśmy jeszcze tylko zwyczajowy miecz dla naszego Starszego (Miecz musi być. Ten był ze stempelkiem Istvana Dobó. Chyba w końcu będzie mógł sobie urządzić własną salę rycerską w swoim pokoju :) i pokręciliśmy się po zalanych jesiennym słońcem uliczkach Egeru. Kiedy ruszaliśmy w stronę domu, z tylnego siedzenia dobiegło nas chlipanie – komuś się tu naprawdę spodobało.

Zapowiedzi 25.09.2014

26 września: Kutatók éjszakája – Noc Naukowców, przed zainteresowanymi swoje drzwi otwierają tego dnia instytuty badawcze i uczelnie wyższe. Impreza organizowana jest po raz dziewiąty i każdego roku przyciąga coraz więcej gości. Popularyzacja nauki, zerwanie ze stereotypami dotyczącymi naukowców, ciekawostki z różnych dziedzin nauki (np. na uniwersytecie medycznym im.Semmelweisa zagadnienia związane z genetyką, w budapesztańskim planetarium program cudowny wszechświat i wiele innych).

26 września: koncert Bohemian Betyars w klubie Akvárium, godz. 20.00, folk punk z Węgier do posłuchania np. tu

26-28 września: Egri Szüreti Mulatság – winobranie w Egerze, na miłośników wina czekają piwniczki w Dolinie Pięknej Pani.

27 września: Światowy Dzień Turystyki, liczne programy na terenie całego kraju, jest z czego wybierać!

27 września: festiwal potraw z dyni w Balatonalmádi, dla dzieci przygotowywanie lampionów. Początek godz.16.00 przed Pannónia Kulturális Központ, Városház tér 4.

27 września: streetball na terenie lodowiska w Városliget

do 28 września: trwa festiwal sztuki PLACCC – platforma prezentująca międzynarodowych i lokalnych artystów, performance, sztuki wizualne, design, architektura.

27-28 września: Dni Kasztanowe, program jesiennych imprez w dzielnicy Hegyvidék dostępny tutaj.

27-28 września: dzień Św. Michała w skansenie Szentendre (m.in. różne sposoby wykorzystania wełny, procesy powstawania tkanin, laboratorium wełny, programy dla dzieci i dorosłych). W Veszprém – tradycje pasterskie, pokaz psów pasterskich, táncház. 28 września przed kościołem Św. Michała w XIII dzielnicy (Babér utca) – jarmark świętomichalski, występy muzyczne, programy dla dzieci, zawody strażackie.

28 września: koncert In Flames, Wovenwar, While She Sleeps w klubie Barba Negra

29 września-9 listopada: jesień w muzeum. Lista programów tutaj  (ciekawa propozycja Pincétől a padlásig – od piwnicy po strych czyli różne, zazwyczaj niedostępne zakamarki muzeów).

30 września: prezentacja książki Lengyel, magyar „két jó barát”. Jest to zbiór dokumentów dotyczących kontaktów polsko-węgierskich w latach 1957-1987, w opracowaniu Miklósa Mitrovitsa, wyd. Napvilág kiadó (godz. 16.00 w bibliotece ELTE BTK Történeti Intézet Szekfű Gyula Könyvtár, adres: Múzeum krt. 6-8. I. em. 115-117.)

Szorty czyli krótko 27.07.2014

Ministerstwo Spraw Zagranicznych zadecydowało o likwidacji ambasady węgierskiej w Tallinie i połączeniu jej z tą w Helsinkach. Jak tłumaczy rząd, kroki te podjęto w poszukiwaniu nowych rozwiązań bardziej racjonalnego wydawania pieniędzy podatników. W Tallinie działa Instytut Węgierski, który wg. rządu doskonale wypełnia zadania kulturalno-dyplomatyczne i znajduje się w niewielkiej odległości od Helsinek. W odpowiedzi na ten ruch strony węgierskiej Estonia zamyka swoją ambasadę w Budapeszcie, pozostawiając w stolicy Węgier jedynie Instytut Estoński i konsulat honorowy. Kolejne oszczędności ma przynieść planowana likwidacja placówki w Nikozji i przyłączenie jej do ambasady w Atenach. Interesy gospodarcze Węgier wymagają natomiast otwarcia nowych ambasad: w stolicy Ekwadoru – Quito oraz w Ułan Bator. Historia z Estonią trochę mnie dziwi, bo zawsze wydawało mi się, że ze względu na wspólnotę ugrofińską ten kraj jest dla Węgrów równie ważny jak Finlandia. Ale widocznie kontakty gospodarcze z Mongolią są dla Węgrów istotniejsze.

Propozycja zmian w systemie emerytalnym. Dodatkowe punkty przy naliczaniu emerytury miałyby otrzymywać osoby, które podjęły się wychowywania więcej niż 2 dzieci. Osoby z mniejszą liczbą dzieci czy bezdzietne otrzymywałyby punkty minusowe. O zmianach rząd ma zadecydować jesienią, a nowy system ma zostać wprowadzony od 2015 roku. Emerytury pokolenia 35 latków i młodszych obywateli będą zależeć od tego ile dzieci podejmą się wychować. Eksperci Okrągłego Stołu ds. Ludności alarmują, że już teraz zmiany są spóźnione o 20 lat, należy je jak najszybciej wprowadzić by osoby bezdzietne wiedziały, że część wypracowanych pieniędzy muszą odkładać na przyszłe emerytury. Punkty dodatnie byłyby przyznawane tylko w przypadku tych dzieci, które ukończyły co najmniej szkołę średnią lub wyuczyły się zawodu. Jeden z przedstawicieli LMP nazwał propozycję upiorną, twierdząc, że na świecie nie istnieje system polityki socjalnej, który byłby zbudowany w oparciu o karę. Przeciwnicy takiego rozwiązania podkreślają, że wysokość emerytury powinna zależeć raczej od uzyskania dobrej pracy a nie od liczby posiadanych dzieci i krytykują taką ingerencję rządu w sferę intymną obywateli.

Burmistrz Budapesztu, István Tarlós odsłonił pomnik rocka w Rockmuzeum mieszczącym się w XIII dzielnicy (Angyalföld). Rzeźba znana jako „gitara pokonała młot” jest dziełem artysty Nándora Hericsa i można ją oglądać w Sali Sław Węgierskiego Rocka w centrum kultury RaM Művelődési Központ. Dzieło, które łączy w sobie motywy robotnika z młotem i rockmena rozwalającego w ekstazie gitarę ma przedstawiać węgierską muzykę big-beatową i rockową, która narodziła się w czasach komunizmu. Jak powiedział burmistrz, muzyka ta w naturalny sposób przenikała do młodych, a jej niezakamuflowany przekaz, budził i utrzymywał pragnienie wolności nawet w czasach najgorszego kadaryzmu.

Károly Eperjes, jeden z najbardziej znanych aktorów węgierskich rezygnuje z funkcji zastępcy dyrektora Teatru Narodowego. Jak powiedział w wywiadzie dla magyarteatrum.hu, jego zasady etyczne nie pozwalały mu zgodzić się z wizją artystyczną prezentowaną ostatnio w wielu przedstawieniach teatru.

Nobel alternatywny dla Krasznahorkai’ego. Węgierski pisarz László Krasznahorkai otrzymał za całokształt twórczości nagrodę America Award in Literature, uznawaną za alternatywę do Nagrody Nobla w dziedzinie literatury. Pisarz znany jest z wydanych również w Polsce książek Szatańskie tango, Melancholia sprzeciwu oraz Wojna i wojna, a także ze scenariuszy do eksperymentalnych filmów reżysera Béli Tarra. Utwory Krasznahorki’ego przedstawiają pesymistyczne wizje przyszłości, przepełnia je melancholia i postmodernistyczne krytyczne postrzeganie społeczeństwa.

Zatrzymany w kadrze Budapeszt z minionej epoki na stronie Budapast. Stare szyldy, neony, winiarnie (borozó), Budapeszt jaki dobrze znamy, a który coraz szybciej zaczyna znikać. Jak mówi autor zdjęć: „Z jednej strony to pewnie nieuchronna oznaka rozwoju, ale z drugiej, zwłaszcza dla miłośników staroci, to strasznie smutny proces.” Trudno się nie zgodzić. Coraz mniej tych tradycyjnych borozó, całe fragmenty starych dzielnic zastępowane są nowymi plombami, w czerwcu zamknięto ostatecznie słynny targ chiński w dzielnicy Józsefváros. Budapeszt się zmienia.

Do końca października można zgłaszać filmy nakręcone urządzeniami mobilnymi do konkursu w ramach międzynarodowego festiwalu Movilfestawards. Filmy w trzech podstawowych kategoriach: komedia, dramat lub horror mogą być nakręcone kamerą internetową, tabletem lub telefonem komórkowym. Oprócz tego w sekcji Movilive oczekiwane są zgłoszenia krótkich dokumentów, natomiast w sekcji Experimental powinny znaleźć się produkcje łamiące tradycyjne formy. Każdy może wziąć udział w konkursie, organizatorzy zapewniają nawet bezpłatną pomoc przy postprodukcji (można ją otrzymać w Movilfesthouse na Erzébet tér). Jest też sekcja dla fotografów, do której można zglaszać zdjęcia świata widzianego oczyma posiadacza telefonu komórkowego, podkategorie to: życie miasta i życie ludzi, zdjęcia mogą być kolorowe lub czarno-białe. Szczegóły konkursu tutaj.

Piosenki i rymowanki dla dzieci. Popularna seria jednominutowych animacji z piosenkami dla małych dzieci Gyerekdalok doczekała się niedawno wydania książkowego pt. Gyerekdalok és Mondókák (wyd. Stúdió Beastarts). Filmiki ukazywały się w TV i rozprzestrzeniły w różnych konfiguracjach na youtube bijąc rekordy oglądalności (ok. 8 mln odsłon na youtube). W krótkim czasie stały się tak popularne, że zachęceni i zdumieni sukcesem autorzy postanowili nakręcić drugą serię. W wolnej chwili zobaczcie sobie przykładowe Gyerekdalok tutaj. Sama z przyjemnością oglądam ze swoimi dziećmi. Jest wśród nich i ta o małej kaczuszce, która szykuje się by polecieć do mamy do Polski (Kis kacsa fürdik), jest znany Tavaszi szél (Wiosenny wiatr). A moja ulubiona to Ess eső, ess (Padaj deszczu, padaj). Piękne. W zasadzie wszystkie. Zdecydowanie polecam, jeśli macie możliwość zakupu płyt i książki. Idealne również do nauki języka węgierskiego. Książka natychmiast stała się bestsellerem i wymieniana jest obok takich legendarnych tytułów jak Ablak Zsiráf, Gőgős Gúnár Gedeon czy Mosó Masa.

Zapowiedzi 12.06.2014

9-16 czerwca: trwa 85 Tydzień Książki i związane z nim 13 Dni Książki dla Dzieci. 12 czerwca o 16.00 na Vörösmarty tér główne obchody otworzy György Spiró, laureat Nagrody Kossutha (o pisarzu).W ramach obchodów m.in. koncerty, spotkania z pisarzami, podpisywanie książek, dyskusje, prezentacja wydawnictw i nowości. Szczegółowy program tutaj.

12-15 czerwca: IV Festiwal Piwa na Zamku (Budavári Sörfesztivál). Tradycyjnie obecne będą piwa węgierskie i uwaga – w tym roku Zamek gości potęgę piwowarstwa, Czechy. Wstęp 1999 Ft, w cenie jedno duże piwo. Nie pomylcie słowa korsó (0,5 l) z koporsó (trumna), jak to się kiedyś zdarzyło mojej znajomej :) Przy okazji pohár to 0,3 l.

13 czerwca: Szentendre 18.00-21.00, finał Kalap Kabát – poszukiwanie talentów wśród ulicznych grajków.

13-15 czerwca: Harcosok VölgyeDolina Wojowników w Szántódpuszta, grupy rekonstrukcyjne IX-XIII w. W programie m.in. zawody łucznicze, rekonstrukcja bitwy, pokazy technik walki, rzemiosła.

13-15 czerwca: Hegyvidéki Napok, okazja do lepszego poznania części Budapesztu zwanej Hegyvidék, XII dzielnica. M.in. wycieczka krajoznawcza, jaskinie, zawody sportowe, promocja zdrowego trybu życia, programy dla dzieci, konkurs kulinarny, koncerty.Tu cały program.

14 czerwca: koncert Gogol Bordello w Budapest Park

15 czerwca: Helló Hősök Fesztivál w Budapest Park, wstęp wolny. Wydarzenie poświęcone codziennym bohaterom, którzy nie przechodzą obojętnie obok potrzebujących pomocy. Wystąpią m.in. SenaAnna & the Barbies (węg.). Tu szczegółowy program.

14-22 czerwca: Danube Carnival – taniec współczesny, tradycyjne węgierskie tańce ludowe, 1000 artystów z 12 krajów. 20 czerwca widowiskowa gala, 21 czerwca wielka parada taneczna (między naddunajską promenadą a  placem Vörösmarty tér). Tu szczegóły.

Czytajmy aby rozmawiać

Na rozmowę z dziećmi w przeciętnej węgierskiej rodzinie poświęca się średnio 7 minut dziennie, jak podaje Magyar Nemzet. Dane te trudno zweryfikować, bo źródła w artykule niestety nie podano. Zastanawiam się jak w takiej ocenie wypadłyby polskie rodziny, chociaż statystyka dążąc do uśrednienia wyników w tej materii nie jest w pełni miarodajna. Widząc rodziców, którzy dla swoich dzieci zmieniają cały styl życia, trzeba mieć świadomość, że są takie rodziny, gdzie zamiast statystycznych 7 minut ilość poświęconego dziecku czasu równa jest zeru.

Węgierski Dzień Dziecka co prawda już za nami, ale na prezent w postaci książki nigdy nie jest za późno, tym bardziej że mamy jeszcze 1 czerwca czyli polski Dzień Dziecka. Ciekawą propozycją może być nowy przebój węgierskiego wydawnictwa Libell, pt. Balaton – druga część serii Beszélgetős könyvek czyli Książki do rozmowy, przeznaczone dla dzieci w wieku 2-7 lat. Pierwsza część, Család poświęcona była rodzinie.

Seria z założenia ma skłaniać do rozmowy z najmłodszymi, dlatego tekstu w tych książkach nie ma zbyt wiele. W Balatonie znajdziemy wesołe, kolorowe ilustracje Blanki Radnóti, a tekst to tylko pytania i zabawne zagadki mające inicjować konwersację oraz źródło pomysłów na wspólne spędzanie czasu z dzieckiem. W tej bardzo węgierskiej książce, znajdziemy typowe obrazki znad węgierskiego morza, np.balatoński bufet. Obawiam się, że langosz nie jest jednak najzdrowszym posiłkiem dla dziecka, chociaż sama czasem ulegam pokusie. Potem jednak przez kolejne tygodnie, a czasem nawet miesiące na langosza nawet nie spojrzę. Na szczęście kolejna ilustracja podpowiada gdzie nad Balatonem wybrać się na wycieczkę rowerową, czyli równowaga zostaje zachowana :)

O książkach, tych dla najmłodszych i tych dla starszych czytelników będę się starała wspominać na blogu częściej, nie tylko odnosząc się do ich treści, ale również wskazując miejsca gdzie można je znaleźć. W Budapeszcie koniecznie zajrzyjcie do polskiej księgarnio-kawiarni Gdańsk, w której znajdziecie najlepsze polskojęzyczne lektury dla dzieci i dla dorosłych (literatura polska i światowa). Obowiązkowo poinformujcie o tym miejscu swoich węgierskich znajomych, gdyż w ofercie mają też polskich pisarzy wydanych po węgiersku.