Wiosna nad Dunajem

Tak jak wielu mieszkańców Budapesztu w weekend wybraliśmy się do Szentendre. Tym razem pojechaliśmy autem, ale do bagażnika zapakowaliśmy rowerki chłopców. Jak się okazało nasi mali cykliści na miejscu szybko wmieszali się w tłum innych rowerzystów, którzy całymi rodzinami przybyli tu z Budapesztu by przywitać wiosnę.

Szentendre jest jednym z najlepszych celów na wycieczkę rowerową, dzięki temu że istnieje prowadząca do miasteczka naddunajska trasa, a odległość pozwala na dotarcie tam nawet z mniejszymi dziećmi, jeśli tylko dobrze opanowały jazdę na rowerze. Samo Szentendre też coraz bardziej przyjaźnie wita rowerzystów. Jeszcze parę lat temu brakowało stojaków rowerowych, a teraz pojawiły się np. przy naddunajskim korso.

Spacer po mieście, langosz, kaczki nad Dunajem, niech żyje wiosna! Jak widać wymaga ona stałych rytuałów, jedni topią marzannę, inni piją pierwsze piwo na wagarach, a ja jadę sobie do Szentendre.

Miasteczko jest na pewno znane wszystkim, którzy choć raz byli na Węgrzech, taki węgierski Kazimierz. Dziś jeszcze w dość bladych promieniach wiosennego słońca, powoli budzi się z zimowego snu, jeszcze nie zadeptane przez tłumy zagranicznych turystów, cały czas rozbrzmiewa językiem węgierskim, pachnie dymem dopalanych ogródkowych ognisk i pierwszych bograczy. Na deptaku raczej ciepła kawa niż zimne piwo, a twarz wystawia się do słońca poprawiając kołnierz ciepłej kurtki.

Dunaj jakiś taki zaspany, tak leniwie toczy swoje wody, że na łuku nad którym położona jest miejscowość w tym roku przypomina raczej jezioro. Widać, że nie miało się co topić w górach na północy. Tę skłonność rzeki do udawania parkowego stawu próbowały wykorzystywać kaczki, ale też jakoś bez wielkiego entuzjazmu.

Wiosna przyszła jak zwykle piechotą i zmęczona łapie dopiero oddech nad brzegiem Dunaju. Niech sobie odpocznie. Za tydzień już jej nie odpuszczę.

Kanał Dunaj-Cisa

Miał rozciągać się od Dunaharaszti do Szolnoku, a kończy się po zaledwie 20 km w miejscowości Dabas. Plany budowy kanału Dunaj-Cisa pojawiły się już w XVIII, ale zrezygnowano z nich wkrótce, gdy okazało się, że dostępne wtedy środki techniczne są niewystarczalne. Później o budowę kanału łączącego Dunaj z Cisą wnioskował Széchenyi, podnoszono konieczność jego budowy na przełomie XIX i XX wieku. I kiedy wreszcie w roku 1942 rozpoczęto wstępne prace, w ich kontynuacji przeszkodziła wojna. Prace wznowiono w 1947 roku, plan zakładał zakończenie budowy w 1949 roku, ale jesienią 1947 r. wszystko stanęło na następne kilkadziesiąt lat.

Artykuł na temat kanału Dunaj-Cisa ukazał się wczoraj na origo.hu. Dlaczego właśnie teraz wraca się do sprawy niedokończonego kanału? Otóż wreszcie jest szansa, że przy pomocy środków unijnych plan zostanie zrealizowany. Samorządy mogą starać się o dotacje z budżetu Unii przewidzianego na lata 2014-2020. Dodatkowym i chyba nadrzędnym argumentem jest konieczność budowy kanału spowodowana wysychaniem terenów środkowych Węgier między Cisą a Dunajem, tzw. Homokhátság (homok-piasek, hátság-grzbiet). Według prognoz klimatologów tereny te w ciągu najbliższych 30 lat otrzymają mniej opadów niż przez ostatnie 50 lat. Dane uzyskane na podstawie pomiarów zawartości wody w próbkach ziemi, wskazują że od połowy lat 70 mamy do czynienia z postępującym procesem wysuszania sie gleby. Już teraz wiadomo, że niedoboru wody na niektórych obszarach nie da się uzupełnić w sposób naturalny. W grę wchodzi więc albo budowa kanału albo zbudowanie systemu sztucznego nawadniania miejscowego. Naukowcy zgadzają się co do tego, że niedobory wody są wynikiem ocieplania się klimatu, co z kolei powoduje stopniowe wysychanie mniejszych jezior, mokradeł i bagien, zagrożone są tereny puszty, liczne gatunki znajdujące się pod ochroną. Wysychanie studni powoduje pogorszenie się warunków życia ludzi oraz uprawy gruntów rolnych. Temperatura na tych terenach może rosnąć nawet o 0,5-1,9 stopnia rocznie, podczas gdy ilość opadów może zmniejszać się o 1/10 w skali roku. Częściej będą występować skrajności pogodowe, susze.

W czym pomogłoby powstanie kanału? Można by uzupełniać niedobory wody na dotkniętych suszą terenach, zwiększyłaby się ilość terenów uprawnych. Kanał stanowiłby też niewątpliwie atrakcję turystyczną, żegluga byłaby korzystna z punktu widzenia gospodarki. Koszty budowy kanału szacuje się na 300-350 miliardów Ft, zakładając że jego szerokość wynosiłaby 35-40 m, byłby on dostosowany do żeglugi i obejmował odcinek DunaújvárosSzolnok. Jest też sporo minusów takiej inwestycji jeśli celem miałoby być tylko zaopatrzenie w wodę terenów międzyrzecza Dunaju i Cisy. Kanał stanowiłby przeszkodę komunikacyjną więc koszty powiększa konieczność zbudowania dodatkowej infrastruktury, mostów, przejść dla zwierząt. Należy też liczyć się ze stratami wody wynikającymi z parowania, infiltracji. Plusem z kolei jest wielofunkcyjność takiego rozwiązania, m.in. wspomniane już walory turystyczne.

Mówi się też o rozwiązaniu oszczędniejszym i bazującym na wykorzystaniu naturalnego ukształtowania powierzchni: zbudowaniu głównego kanału na linii północ-południe bazując na wzniesieniu (grzbiecie) będącym głównym działem wodnym Basenu Karpat. Do kanału wpompowywano by wodę z Dunaju, zostałby on połączony z istniejącymi już kanałami odpływowymi. Wraz z systemem małych zbiorników stanowiłyby one drogę dystrybucji wody spływającej naturalnie z głównego kanału.

Aby zaopatrzyć w wodę Kecskemét należałoby zbudować sieć wodociągów, cena metra sześciennego wody byłaby wysoka i wynosiłaby ok. 100 Ft. A zatem ważne stają się zagadnienia związane z zatrzymaniem wody deszczowej, gruntowej, wykorzystania oczyszczalni. By promować takie rozwiązania założono stowarzyszenie, w którego skład wchodzą izby handlowe i przemysłowe komitatów Bács-Kiskun, Csongrád, Jász-Nagykun-Szolnok, rolnicza izba gospodarcza komitatu Bács-Kiskun, urząd wojewódzki, samorząd miasta Kecskemét i regionalna spółka wodociągowa Bácsvíz Zrt.