Zapowiedzi 26.03.2015

27 do 29 marca (weekend) w ogrodzie centrum Millenáris od 10.00 do 17.00 – węgierskie smaki wielkanocne – wystawa, która raczej was przekona jak bliscy jesteśmy sobie z naszymi bratankami, ale zawsze pozostają pewne niuanse. Oprócz wielkanocnych potraw organizatorzy zapowiadają też inne atrakcje w klimatach wielkanocnych, jak malowanie pisanek, czy zagroda z królikami dla dzieci. Wstęp wolny. Millenáris, 1024 Budapest, Kis Rókus u. 16-20

27 marca – 26 na placu Vörösmartyego Budapesti Tavaszi Vásár- tradycje wielkanocne, artyści, projektanci, w weekendy warsztaty sztuki ludowej, występy sceniczne i węgierska kuchnia  w ramach trwającego jarmarku wiosennego.

27 do 29 marca (weekend) – święto tanchazu i folkloru. Głównym miejscem imprezy będzie Papp László Budapest Sports Arena. Doskonała okazja do nauki dla wszystkich zainteresowanych węgierskim tańcem! Prezentowane będą tańce z całego regionu Basenu Karpat, imprezie towarzyszą pokazy instrumentów ludowych, wystawy fotografii, filmy, w niedzielę programy dla dzieci.

28 marca (sobota) w Muzeum Literatury Petofiego o 10.30 – dla dzieci festiwal wielkanocny organizowany przez wydawnictwo Pagony (jeśli jeszcze ich nie znacie, warto kiedyś odwiedzić z dziećmi księgarnię Pagony przy ul. Pozsonyi lub Bartók Béla) – głównym bohaterem tego festiwalu będą oczywiście książki dla dzieci. Z pozostałych atrakcji: teatrzyk, koncert, wspólne malowanie, sadzenie kwiatów, ozdoby wielkanocne i wiele innych. Wstęp 600 Ft, bilet rodzinny: 1100 Ft. PIM, 1053 Budapest, Károlyi u. 16th

28 marca od 15.00 do 22.00: dzień skandynawski w Erőművház zorganizowany przez fundację Skandináv Ház – dla zainteresowanych kulturą Skandynawii wykłady, filmy, koncert, programy dla dzieci, możliwość nabycia książek skandynawskich autorów (w jęz. węg.), pamiątek i gadżetów. Dzieci wstęp bezpłatny, dorośli 500 Ft. 1077 Budapest, Wesselényi utca 17

wystawy

od 28 marca – 25 kwietnia: w galerii Judit Virág wystawa Jánosa Vaszaryego, jednego z najbardziej znanych malarzy węgierskich XX wieku. Zobaczymy 140 obrazów pochodzących z prywatnych kolekcji węgierskich i zagranicznych kolekcjonerów. Obok wczesnych naturalistycznych i ekspresjonistycznych obrazów z początku XX wieku, zobaczymy prace z lat 20 i 30 przedstawiające martwą naturę, akty,  krajobrazy nadmorskie, sceny z życia miasta. V dzielnica, Falk Miksa u. 30.

Do 17 maja – Węgierska fotografia prasowa – w tegorocznej edycji konkursu jury wybrało 500 zdjęć z nadesłanych 7000. Zdjęcia dokumentujące rok 2014 widziany okiem węgierskich fotografów można oglądać w Capa Központ.  1065 Budapest, Nagymező u. 8

Do 10 maja w Ludvig Museum wystawa duetu niemieckich artystów zatytułowana No pain, no game. Volker Morawe i Tilman Reiff poruszają jeden z istotnych aspektów życia we współczesnym, nowoczesnym świecie – gry video i odizolowany świat graczy. Skłaniająca do myślenia, bolesna, ale momentami zabawna wystawa. 1095 Budapest Komor Marcell utca 1.

no pain, no game fot.welovebudapest

koncerty

28 marca (sobota) – o 20.00 w Trafó HUBRO Label Night. Koncert dwóch zespołów spod znaku norweskiej wytwórni Hubro – Huntsville i Cakewalk. Joga country, krautrock,  nieortodoksyjny postpunk z elektronicznym industrialem. 1094 Budapest, Liliom u. 41.

28 marca (sobota) –w Vörös Yuk o 20.00 wystąpią: Bandanas, Social Free Face, Tisztan A Cel Fele, Weoongg!, Tango Underground, Ventura. Hardcore z Budapesztu i Egeru. Na miejscu możliwość nabycia koszulek. Bilety w cenie 1000 Ft. Vörös és Kék Yuk, 1032 Budapest, Fényes Adolf u. 28

30 marca (poniedziałek) w Muszi o 20.00, zagrają Mean Jeans (USA), Nancy (USA), The Somerault Boy, Camp Koala – dawka klasycznego punk rocka w amerykańskim i lokalnym wydaniu. Bilety w cenie 1200 Ft. MüSzi – Művelődési Szint Alkotóközpont és Befogadótér, 1083 Budapest, Blaha Lujza tér (Corvin áruház III piętro)

31 marca (wtorek) o 20.00 – w Akvarium wystąpią Glass Animals (UK) i Volkova Sisters. Volkova Sisters to rewelacyjny węgierski zespół przypominający najlepsze dokonania zespołów spod znaku 4AD. Sama nie wiem ile wspaniałych muzycznych analogii odnalazłam wsłuchując się w ich piosenki. Najkrócej rzecz ujmując była to inspirująca podróż do czasów ambitnej muzyki lat 80.

Reklamy

Pozwólcie nam świętować

Dopiero dziś znalazłam chwilę, żeby coś napisać, dorzucam więc komentarz do wczorajszej galerii.

„Pozwólcie nam świętować”, tak wczoraj w ramach przepychanek między zwolennikami Orbána przemawiającego przed schodami Muzeum Narodowego, a protestującymi wzywającymi swych rodaków do zastanowienia się, próbowała uspokajać zwolenniczka premiera. Rząd już wcześniej uprzedzając ewentualne protesty przeciwników, próbował przekonywać, że 15 marca to święto a nie okazja do protestów, zapominając zupełnie, że przed przejęciem władzy z rąk Gyurcsánya w 2010r. Orbán zwoływał olbrzymie wiece w czasie każdego ze świąt i raczej nie potępiał tych, którzy ścierali się z oddziałami policji.

Od wczoraj jednak świętowanie stało się łatwiejsze, jakby ktoś nagle wymyślił jego nową, ulepszoną formułę, dzięki której każdy dzień świąteczny będzie teraz jeszcze bardziej świąteczny. Pisałam już wcześniej o reformie handlu, przygotowanej przez polityków, która właśnie z dniem wczorajszym weszła w życie. A o tym, że jest lepiej, od rana z pewnymi trudnościami donosiła nowa państwowa telewizja informacyjna. Kanałów w telewizji co prawda nie przybyło, bo nowy program to dawna publiczna jedynka przemianowana na kanał informacyjny. Wcześniej coś w tym stylu wymyśliła polska telewizja tworząc TVP Info.

Nie wszyscy jednak oddawali się świątecznemu nieróbstwu. Już po wyjściu ze stacji metra zostaliśmy otoczeni przez przekupniów oferujących tradycyjne węgierskie kokardki a także poważniejsze materiały patriotyczne jak np. flagi. Nie żebym nigdy ich 15 marca nie spotkała, ale w tym roku było ich zwyczajnie więcej niż zawsze. Nie jest to chyba jednak znak, że oto społeczeństwo węgierskie zmierza jak zapewnia premier do etapu pełnego zatrudnienia. Od zawsze sprzedawanie kokardek było ugrzecznioną formą prośby o wsparcie, formą wspierania współrodaków, którym jest gorzej, ale którzy nie stracili uczuć patriotycznych.

Jedna nieoczekiwana przesiadka i w końcu udało się nam dostać na Wzgórze Zamkowe, które było centrum świątecznych atrakcji. Rzadko się zdarza żeby wstrzymano ruch autobusów kursujących po wzgórzu i wygnano stąd wszystkie samochody, nawet te parkujące pod Hiltonem, który wyglądał tak jakby zakończył swoją działalność w Budapeszcie. Główną ulicę zajęły stoiska odpustowe, jakich wiele na różnych imprezach ludowo-patriotycznych, idąc dalej natknęliśmy się na kapelę przygrywającą typowym węgierskim tancerzom: on klepie się po cholewach, ona kręci się jak dziecięcy bąk – zestaw jaki niemal codziennie można zobaczyć np. w Szentendre. Do kompletu dorzucono olbrzymią liczbę turystów (trzeba przyznać, że wyraźnie było słychać język rosyjski w tej ciżbie, a Polacy stanowili nikłą ich ilość, zwłaszcza w porównaniu do lat ubiegłych, choć skłamałabym mówiąc, że ich wcale nie było).

Nie udało się przepędzić chłopaków przez całe wzgórze, opadli z sił wcześniej niż zazwyczaj więc nici z zaprezentowania huzarów w całej krasie – szczególnie Młodszemu chciałam pokazać konie, licząc na to, że w końcu wydusi z siebie słowo koń, kiedy zobaczy tych wspaniałych węgierskich jeźdźców. Jedynym jeźdźcem na wzgórzu jakiego zobaczył był ten z pomnika Hadika, a dzielnych huzarów owszem widzieliśmy, ale tylko w wersji pieszej, co nie przychodziło im łatwo bo ich stroje stworzone zostały do jazdy. Na dłużej zatrzymaliśmy się w Muzeum Wojska, na którego dziedzińcu przygotowano dla dzieci liczne atrakcje w rodzaju zabaw z czasów rewolucji węgierskiej – dowód na to, że kawałek sznurka i drewna to najlepsze zabawki, jeśli tylko się chce. W wielkiej sali balowej, odbywał się táncház, podczas którego chłopcy i dziewczęta porywali dzieci do szalonego, węgierskiego tańca trwającego bez przerwy w okręgu, w rytm cymbałów ściganych przez skrzypce. Z boku przyglądali się rodzice i huzarzy, którzy tu gospodarzyli. Niestety jedyny koń, jakiego mieli okazał się być… drewniany, choć bardzo realistyczny. Na Młodszym wrażenia jednak nie zrobił i ten ze złośliwym uśmieszkiem najechał na niego swoim motorkiem.

Niczym dziewczynka, stojąca za przemawiającym Orbánem, zatykająca sobie w tym czasie uszy, postanowiliśmy pozostać tego dnia głusi na krzyki, protesty, przechwałki i wszelką propagandę. I choć zmęczeni, to wróciliśmy do domu z poczuciem, że jednak powszechnie się świętuje. Bo świętują ludzie, którzy sami dla siebie ubrali się nie tylko w stroje z epoki, którzy oferowali kokardy we wszystkich rozmiarach i wariantach. To też ci którzy takie kokardy już dzień wcześniej przygotowali z dziećmi albo wymyślili urocze kolczyki w narodowych kolorach, którzy razem z dziećmi kleili huzarskie czapki z tektury, ale którzy przede wszystkim uśmiechali się tak, że było wiadomo, że ten dzień sprawia im radość, którą w dodatku chcą podzielić się z innymi.

P.S. Jeśli ktoś liczył na to, że napiszę o wczorajszych manifestacjach, to się rozczaruje. Stwierdziłam że będę ponad to – i jako że dzień spędziliśmy na górującym nad miastem Wzgórzu Zamkowym, należy rozumieć to dosłownie :)