Największy deptak miasta cz.II

Z kolei cala Andrássy została opanowana przez imprezy, pokazy związane z zamknięciem Europejskiego Tygodnia Mobilności. Zasadniczo to bezpośrednim pretekstem był Dzień Bez Samochodu. Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że mobilność potrzebuje samochodów, a więc te dwie sprawy się wykluczają, ale wiele z przedstawiających się organizacji starało się udowodnić, że istnieją alternatywy dla samochodów, które dają miastu czyste powietrze i więcej przestrzeni. Na mnie osobiście zrobiła wrażenie prezentacja zdjęć ulicy w Amsterdamie z lat 50 XX wieku i tych współczesnych. Oczywiście ta z lat 50 była bardziej zatłoczona niż dzisiejsze ulice Budapesztu w szczycie, ale dziś nie ma po tym już śladu. Na tej bazie urbaniści zaprezentowali fotomontaże, w których po Ferenciek tere poruszają się tramwaje i rowery – piękna utopia, bo przecież dopiero co zakończono jej remont w zupełnie innym stylu.

Z kolei BKV zaprezentowało swoje nowe autobusy (polskim akcentem był Solaris Urbino 10), a FKF nowe śmieciarki napędzane gazem, przeznaczone do selektywnej zbiórki papieru. Tu, co prawda nastąpiła dość zabawna sytuacja, bo gdy spytałam się czy w Budapeszcie śmieci są składowane na wysypiskach czy też istnieje spalarnia, to pan śmieciarz stwierdził, że w spalarni to spala się tylko śmieci komunalne a te z jego śmieciarki (czyli pochodzący z selekcji papier) lądują na wysypisku. Mam nadzieję jednak, że to tylko kwestia nieporozumienia i chodziło mu o zakład przetwarzający papier :)

Wszystkie te organizacje czy też spółki użyteczności publicznej starały się głównie dotrzeć do najmłodszych (i bardzo dobrze, bo dzieci zarażają potem dobrymi zwyczajami rodziców), ale pomyślano też o osobach starszych: i tak mogli od osób w swoim wieku dowiedzieć się więcej o segregacji śmieci czy o konieczności i sposobach konserwacji urządzeń grzewczych. Pomysł, aby o takich rzeczach opowiadały wolontariuszki 70+ wydał mi się bardzo ciekawy, bo zazwyczaj wolontariuszami na takich imprezach jest młodzież w wieku szkolnym i to może stanowić poważną barierę komunikacyjną.

Na imprezie mocno promował się system rowerów miejskich MOL Bubi i ponoć odnotował rekord wypożyczeń. Czy tak było naprawdę? Nie wiem, ale mogę potwierdzić, że w ostatni weekend te zielone rowery były w mieście widoczne jak nigdy dotąd.

Bardzo interesująco wypadł połączony festiwal Street Food z Főzdefeszt. Pyszne piwo z małych browarów i pyszne jedzenie z samochodów. Jednym minusem były ogromne kolejki, w jakich miłośnicy street foodu musieli się ustawiać, co jednak świadczy o jakości oferowanego jedzenia – po prostu nie można się było oprzeć tym zapachom i widokom. Królowały hamburgery w najróżniejszych wydaniach (wspaniałe chrupiące wieże, pełne kolorowej treści, nie mające nic wspólnego z sieciówkami), ale nie zabrakło i propozycji egzotycznych oraz swojsko węgierskich w kotłach wielkich niczym z piekła rodem. Oko również przyciągały same samochody, z których serwowano jedzenie – był i retro VW Bulli, ale i nowoczesne ciężarówki. Pozostaje mieć nadzieję, że wszystkie te pyszności będzie coraz częściej można spotkać na ulicach BP, a ja będę miała czas by ruszyć ich tropem i co nieco o nich Wam opowiedzieć.

Równie wspaniała była oferta rzemieślniczych browarów, prezentująca piwa świeże, pełne chmielowego aromatu i uczciwie uwarzone, co szczególnie odcina się na tle węgierskiej codzienności. Osobiście mogę polecić piwo browaru Kapucinus. Oprócz dobrego smaku, kusi niebanalna szata graficzna etykiet i można je kupić również z beczki, jeśli poszukamy wśród dobrych miejscówek – to przykład dobrego produktu, który wychodzi już poza ramy „domowej” produkcji. Pomiędzy browarami znalazło się też paru producentów cydru oraz producenci piwa z zagranicy (Anglii, Belgii czy oczywiście Czech).

Reklamy

Pikkpack – zrób sobie buty

O Pikkpackach miało być już jakiś czas temu, ale temat gdzieś mi się zawieruszył więc nadrabiam teraz. Buty zaprojektowała młoda węgierska projektantka Sára Gulyás, absolwentka Moholy-Nagy Művészeti Egyetem w Budapeszcie. Dwa miesiące temu zachwycały się nią węgierskie media, kiedy jej projekt znalazł się na kickstarterze. Na razie wszystko ucichło więc nie wiem czy Sara zrobi karierę w świecie mody (oprócz butów projektuje jeszcze np. torebki), ale z tego co przeczytałam na stronie projekt uzyskał wystarczające środki na start.

Pikpakk w potocznym węgierskim oznacza szybkie załatwienie czegoś, po angielsku z kolei pack to pakować. Tak więc w obu językach nazwa butów kojarzy się z ich specyfiką. Kupujący nie otrzymuje gotowego produktu, bo pikkpacki można sobie zrobić samemu w tempie ekspresowym, po zamówieniu otrzymuje się paczkę z materiałem – jest to kawałek skórzanego wykroju, podeszwa, taśma-sznurówka do połączenia obu części. Idea przypomina ikeowskie do it yourself. Buty są unisex, na razie dostępne tylko w kolorze czarnym i brązowym, a jedynym kolorowym elementem jest wyraźnie odznaczające się od całości wiązanie (na zdjęciach znalezionych w internecie widziałam już pikkpacki w innych kolorach i o trochę zmienionym kroju). Do kompletu można sobie dobrać skórzane etui na telefon. Wg. mnie fajny projekt, prosty, klasyczny. Ciekawe tylko czy te buty są wygodne? Link do strony.

Ozora Festival – magia i inne wynalazki

Kontynuujemy serię festiwalową. Z większych imprez został jeszcze w lipcu Ozora Festival, który odbędzie się między 29 lipca a 3 sierpnia 2014. W skrócie można opisać go tak: goa i psychedelic trance, neohipisi z całej Europy, szamańska wioska, chill-out, magiczna muzyka, mistyczne doznania. Niestety zdarza się, że niektórzy uczestnicy wszystko mocno przyprawiają dragami. Uwaga: artykuł nie jest ich reklamą. Nie jest to też jednak żadną tajemnicą, że na Ozora sporo osób ich używa.

Wioska Ozora położona w komitacie Tolna po raz pierwszy stała się miejscem imprezy, kiedy w położonej nieopodal Dádpuszta zorganizowano Solipse w czasie zaćmienia słońca 11 sierpnia 1999 roku. Festiwal O.Z.O.R.A. organizowany jest tutaj w tej formie od 2005 roku. Już napis nad wejściem witający przybyłych zapowiada, że będzie niezwyczajnie: Welcome to Paradise. Dalej czeka Cię przybyszu cyrk i kalejdoskop freaków, smocze gniazdo, piramida, matka ziemia, kosmos, Wschód i wszystko co jest esencją kultury psychodelicznej. Obejrzysz tu teatr tańca, doświadczysz medytacji i nauk joginów, brodząc ni to we śnie, ni na jawie przy dźwiękach transowej muzyki, witaj w świecie Kerouaca.

Niestety dostępność narkotyków przyciąga wielu amatorów niekoniecznie muzyki, ale psychodelicznej jazdy ze wspomaganiem. W 2012 roku za narkotyki aresztowano na Ozora ok. 40 osób, w tym kilku dilerów. O ile w zeszłym roku uczestników sprawdzano przed wejściem na teren festiwalu, to już w środku nikt tego raczej nie kontrolował. Nikogo tu nie dziwi widok przechadzających się z tabliczkami typu kupię-sprzedam: tu następuje wyliczanka, w której nie brak meskaliny, LSD, amfy, meta i innych wynalazków. Wielu uczestników przyjeżdża z psami i niestety czasem zdarza im się o nich zapominać, zwierzaki błąkają się później głodne i spragnione. Były nawet przypadki pozostawionych bez opieki dzieci. Wiadomo, używki obecne są też na innych festiwalach, ale jak tłumaczą niektórzy fani prezentowanej tu muzyki, jest ona  niejako tradycyjnie z nimi związana. Mam nadzieję, że nie jest to do końca prawda, bo oprawa festiwalu jest niesamowita i szkoda by było móc stracić okazję do odreagowania i podróży na wschód. http://ozorafestival.eu/

Dojazd z Budapesztu autostradami M7 kierunek na Balaton, wzdłuż południowego brzegu Balatonu lub M6 na Dunaújváros/Szekszárd.  Do balatońskiej stolicy Siófok jest stąd raptem kilka kilometrów.

Feel Flux – magia fizyki

FeelFlux

Węgierski wynalazek Feel Flux odnosi sukcesy za granicą. Wymyślony przez 2 studentów Flux jest zabawką zręcznościową wykorzystującą magnesy, dając efekt antygrawitacji. Ádám Lányi i Tamás Somlyó poznali się studiując na budapeszteńskiej Politechnice. Obu zawsze pasjonowała nauka, zabawa i projektowanie. Doszli do wniosku, że każdy lubi doświadczyć czasem magii w codziennym życiu, ale zamiast stosować iluzjonistyczne sztuczki oni oparli się na fizyce.

Jak to działa? Wymyślona przez Węgrów zabawka składa się z rury miedzianej lub aluminiowej wewnątrz małego cylindra i silnie namagnesowanej kulki. Kiedy próbujemy przerzucić kulkę przez cylinder o większej od niej średnicy, ta przechodzi o wiele wolniej niż można się tego spodziewać. Wytłumaczeniem jest prawo Lenza. Za każdym razem kiedy pole magnetyczne zmienia się wewnątrz materiału przewodzącego, indukuje napięcie nazywane siłą elektromotoryczną. W zależności od oporu materiału,wytwarza prąd, który zachowuje się jak w tradycyjnych magnesach: tworzy dodatkowe pole elektromagnetyczne.

Prawo Lenza mówi, że pole magnetyczne wytworzone przez ten wywołany prąd jest tak skierowane by przeciwstawić się zmianie strumienia źródłowego. Mówiąc prościej: jeśli wytworzymy zmieniające się pole magnetyczne przesuwając magnes, to będzie on wytwarzać siłę mechaniczną próbując spowolnić ruch. Im szybciej poruszamy magnesem, tym większa siła się wytwarza. Nigdy nie byłam Einsteinem z fizyki więc jeśli popełniłam jakiś błąd w opisie to proszę o korektę. Tu link do strony FeelFlux i do filmu prezentującego zabawkę.

Vinylize – z płytą na nosie

Vinylize

Lubicie stare płyty winylowe? Moda na ich słuchanie utrzymuje się od lat, ale czy słyszeliście o węgierskiej firmie, która zajmuje się produkcją okularów ze starych winyli? Dowiedziałam się o jej istnieniu przypadkowo, oglądając parę dni temu program Galileo. Firma tworzy oprawki Vinylize, nazywa się Tipton i ma swoją siedzibę w Budapeszcie. Założyli ją pochodzący ze Seattle bracia Zachary i Zoltan Tipton.

Pomysł na oryginalne oprawki okularów zrodził się w głowie Zacharego w 2002 roku, kiedy to natknął się przypadkiem na porzuconą w garażu kolekcję starych płyt swojego ojca. Doznaje wtedy olśnienia i już 3 lata później zakłada firmę Tipton Eyeworks i zaczyna produkować okulary z odzysku. Pierwsza seria winylowych oprawek z widocznymi żłobieniami oryginalnych płyt powstaje z egzemplarzy wydawanych w krajach komunistycznych i zakupionych na pchlich targach w Budapeszcie. Jako surowiec posłużyły winyle wydane m.in. przez Muzę, Jugoton czy Hungaroton.

Po latach testów udało się wypracować metody i sprzęt, który pozwala na tworzenie w tej manufakturze ekskluzywnego produktu o wysokiej jakości. Na oprawki Vinylize trzeba przeznaczyć nie mniej niż 400 euro i w tej cenie dostajemy wyrób unikatowy, według zapewnień producenta luksusowy a zarazem ekologiczny. Stwierdzenie o luksusowości wyrobu nie jest megalomanią, gdyż produkt ich firmy został już dostrzeżony przez wiele liczących się magazynów modowych i lifestylowych. W Budapeszcie mają swoje studio, które mieści pracownię, ekspozycję i biura. Tu można obejrzeć film o tym jak powstają okulary. Więcej na stronie firmy.

Kwiatki z Kalocsa

Na zakończenie mini-cyklu o węgierskim stylu ulicznym przedstawiam kalocsai hímzés, czyli wzór z Kalocsa. Wzór ten, jak bodaj żaden inny motyw etno z tej części Europy wszedł przebojem na światowe salony dwa lata temu.

Wszystko zaczęło się od projektu Ministerstwa Administracji, które przekonało firmę Hugo Boss, aby ta w ramach współpracy z McLarenem stworzyła unikatowy kombinezon Formuły1. Lewis Hamilton, zawodnik McLarena zaprezentował go oczywiście na Hungaroring w Budapeszcie, ale ten sam wzór pojawił się na kombinezonie Jensona Buttona w Grand Prix Brazylii, co wydaje się świadczyć o tym, że pomysł chwycił.

Kaloczańskie kwiatki zaczęły zdobić ciuchy największych celebrytów: suknia Nicole Kidman, koszula Emmy Watson czy sukienka Suri Cruise. Później przyszła kolej na produkty popularnych marek, takich jak Converse czy rodzime Tisza. Haft z Kalocsa zaczął pojawiać się na coraz to nowych produktach popularnych, takich jak futerały do iPhona, tipsy a nawet na opakowaniach papieru toaletowego.

Ten brak umiaru spowodował, że wielu ludzi reaguje wręcz alergicznie na te sympatyczne kwiatki. Ja jednak uważam, że jeśli ktoś szuka jakiegoś fajnego prezentu z Węgier, to kupując nawet zwykły T-shirt ozdobiony w ten sposób, będzie pozytywnie się wyróżniał na tle turystycznego chłamu dostępnego od Lizbony po Moskwę. W Budapeszcie znajdziemy sklepy sprzedające całkiem gustowną odzież ozdobioną w ten sposób (np. w WestEndzie), począwszy od bluzek poprzez koszule, a skończywszy na dobrej jakości bieliźnie. Moda ma to do siebie, że szybko przemija, ale ten sympatyczny wzór ma szanse przetrwać jeszcze wiele sezonów. Oczywiście mowa tu o wydaniu nieprzesadzonym.

fot. himzesmania.hu

Csepel Royal

Dziś przedstawiam kolejną kultową markę rodem z Węgier. Rowery Csepel Royal produkowane przez Csepel wraz z całą gamą akcesoriów, pozwalającą na nadanie stylu twojemu rowerowi.

Marka Csepel powstała jeszcze przed wojną w zakładach metalowych Manfreda Weissa na wyspie Csepel. Podobnie jak w Polsce Romet, to wręcz synonim roweru na Węgrzech. Podobnie jak Romet przez lata produkowała rowery dla całej rodziny w tym również składaki, ale też rowery specjalne dla poczty węgierskiej. Na początku lat 90 udziały w spółce nabył znany amerykański producent rowerów Schwinn. Jednak firma ta mająca swoje własne problemy (została w końcu w roku 2001 sprzedana międzynarodowej korporacji gromadzącej marki, za która prawdopodobnie stoi kapitał chiński) z czasem pozbyła się swoich udziałów. W tej chwili spółka jak sama się chwali jest w 100% w rękach kapitału węgierskiego, ale nadal część rowerów oferowanych jest z logiem Schwinn-Csepel. W roku 2010 marka odrodziła się w swej dizajnerskiej formie i z tego co wiem stała się znana w całej Europie.

Podstawowym modelem marki Royal Csepel są rowery typu ostre koło” czyli pozbawione przerzutek, ale i hamulców (hamowanie odbywa się poprzez kręcenie pedałami do tyłu). W ofercie są jednak również tradycyjne kolarzówki”, zarówno z ramą męską jak i damską oraz model frisco, który jest czymś pomiędzy kolarzówką a bmx i składakiem.

Rowery wyróżnia malowanie w szerokiej gamie żywych kolorów i stylizacja vintage – siodełka z brązowej skóry z nitami, owijanie taśmą a la skóra, dyskretnie malowane logo zamiast naklejek. Oczywiście tak stylizowane rowery reklamuje się w odpowiedni sposób – poprzez odwołanie się do miejskiego stylu czy też bike chic. Niektórzy wręcz mówią, że są to rowery dla hipsterów.

Tak jak już wspomniałam firma oferuje również akcesoria, ale nie ogranicza się tylko do konfekcji jak siodełka czy kierownice. Dostępne są całe ramy czy korby, co pozwala na budowę roweru wg. własnych potrzeb i fantazji, z czego jak widać na ścieżkach rowerowych Budapesztu, korzysta wiele osób. Wydawałoby się że taka popularność spowoduje, że rowery tej marki przestaną mieć swój unikatowy, indywidualny charakter, ale jednak ich właściciele nawet tu, na Węgrzech przyciągają zaciekawione spojrzenia.