Szalik na lato

…czyli wełniany street art na Móriczu. Kto poznaje? Tak, to charakterystyczny grzybek z placu Móricza, ale jakże odmieniony. Wychodziłam akurat ze stacji metra, kiedy przyobleczona w kolorową włóczkę rzeźba skradła moje spojrzenie. Aha, yarn bombing dotarł i tu. Szkoda tylko, że tak krótko może cieszyć oczy przechodniów. Istotną cechą tego ruchu jest właśnie chwilowość i nieinwazyjność. Dzieło znika po kilku dniach, w przeciwieństwie do graffiti, którego tak łatwo nie da się usunąć, a które w formie bazgrołów na zabytkowych obiektach piękne wydaje się chyba tylko swoim twórcom (oczywiście uwielbiam pomysłowe graffiti, takie które ożywia brzydkie, szare ściany, nie niszcząc przy tym miasta).

To nie pierwsza akcja z włóczką w Budapeszcie. Z najbardziej spektakularnych: w poprzednich latach ozdobiono w ten sposób plac Blaha Lujza, później „zaatakowano” Deaka i Moszkvę, w 2013 wełniany kubraczek zyskał tramwaj nr 47, w końcu w ręce nałogowych szydełkowiczów wpadła kolejka dziecięca. Wełniana partyzantka pojawia się też co jakiś czas na Szigecie. Podejrzewam, że to właśnie oni chcieli okutać szalikiem Dunaj, o czym dość pokrętnie mówiła mi w zeszłym roku urocza babcia sąsiadka, będąca najwyraźniej w zmowie z ww. grupą.

Po zdemontowaniu instalacji, kolorowe dywaniki i okrycia trafiają np. do dzieci z domów dziecka, czy innych osób znajdujących się w trudnej sytuacji, choć przez chwilę wywołując uśmiech na ich twarzach. Jeśli ktoś miałby ochotę pobawić się w taką partyzantkę (warunkiem jest oczywiście umiejętność robienia na drutach lub szydełkowania) niech poszuka baru Dzzs i pyta o Jutkę. W każdy czwartek, o 18.00.

Reklamy

Jaki kolor ma Budapeszt?

Polski artysta Łukasz Berger (Cekas) przygotował jeden z nowych murali w Budapeszcie. W ramach trwającego  Színes Város (Kolorowe Miasto) Strongbow Budapest Fesztivál powstał już piąty mural, tym razem na ulicy Akácfa. Praca zatytułowana Chill czy szaleństwo? ma przedstawiać krańcowe stany: spokój lub gwałtowność. Artysta twierdzi, że pędzla używa jak dłuta, którym pracował przez klika lat jako rzeźbiarz. Polski artysta jest zafascynowany architekturą Budapesztu, różnorodnością miasta, której oddaje hołd dobierając specjalnie kolorystkę swojego muralu do wyglądu otoczenia.

Innym ciekawym muralem powstałym w ramach tego projektu jest dzieło autorstwa  rumuńskiego artysty Obie Platona. Na jednej z kamienic na ulicy Kazinczy zobaczymy kolorową Matkę Ziemię, której przeciwstawione zostało szare, bezbarwne miasto.

Na ulicy Kertész można zobaczyć z kolei mural wspólnego autorstwa kilku węgierskich artystów, którzy podobnie jak wspomniany Platon próbują odpowiedzieć na pytanie Miasto czy natura? Dzieło nosi tytuł Kwiaty rozkładu.

Poniżej obraz z ulicy Dob. Dorka  Jakócs i Dávid Tripsánszki (Tripó) nazwali go Każdy ma swoje miasto chcąc przekazać, że każdy przynależy do jakiegoś miejsca na Ziemi. Kolorową część wykonała Dorka, biało-czarną Tripó.

Akcja Színes Város wpisuje się w trend polegający na zamalowywaniu niewykorzystanych i często szpetnych powierzchni starych kamienic Pesztu (o podobnych muralach grupy Neopaint już kiedyś wspominałam na blogu). Przestrzenie te najczęściej powstają po rozbiórce kamienic, ale często są też stałym „sąsiadem” szkolnych boisk czy parkingów lub też powstawały w sposób zamierzony jako tzw. ściany przeciwpożarowe (chodziło o zapobieganie przenoszeniu się ognia z jednej grupy kamienic do drugiej). zdjęcia z fb Színes Város

Urodziny Instytutu Polskiego

Zamieszczam dziś kilka zdjęć z obchodów 75-lecia Instytutu Polskiego. Wczoraj odbyła się impreza urodzinowa i jak to na urodzinach, spotkało się grono przyjaciół Jubilata, który jak było widać ma ich bardzo wielu. Był oczywiście tort, na tyle duży, że nie zabrakło go dla nikogo. Można było też skosztować jakościowych piw smakowych z Polski czy posłuchać dobrego jazzu i bluesa na scenie ustawionej przed Instytutem. W galerii Platan grupa artystów street artu przygotowywała okolicznościowy fresk, co można było obserwować w rytm miksowanej na żywo muzyki. Dzisiaj ciąg dalszy obchodów. Organizatorzy przygotowali warsztaty recyklingu, zachęcano do pieczenia własnego chleba w ramach warsztatów robienia zakwasu, było wycinanie kolaży. Przed wejściem stanęło logo Instytutu wykonane przez HelloWood. Mam nadzieję, że zostanie tam na dłużej, bo wiem, że nie wszyscy zdążyli zrobić sobie z nim zdjęcie.

Zdecydowanie największym przebojem ostatnich dni był jednak mural przyjaźni polsko-węgierskiej.  Ukończone dzieło wygląda imponująco. Mural przedstawia dwa zrośnięte korzeniami dęby – symbol przyjaźni polsko-węgierskiej oraz słowa Stanisława Worcella „Węgry i Polska to dwa wiekuiste dęby, każdy z nich wystrzelił pniem osobnym i odrębnym ale ich korzenie, szeroko rozłożone pod powierzchnią ziemi i splatały się, i zrastały niewidocznie. Stąd byt i czerstwość jednego jest drugiemu warunkiem życia i zdrowia.” Dzieło autorstwa grupy Neopaint powstało z okazji 75-lecia Instytutu Polskiego w Budapeszcie. Znajduje się na ścianie kamienicy u zbiegu ulic Klauzál i Wesselényi w VII dzielnicy.

 

Hello Wood – street art z Budapesztu

Kolejne atrakcje związane z Budapeszteńskim Festiwalem Wiosennym. Na miasto spadło tysiące papierowych motyli, które obsiadły słupy i latarnie w okolicach Erzsébet tér. Na samym placu stanął Lepke Ház (Motylarnia), będący jedną ze scen festiwalu. Z kolei na Placu Bohaterów pojawił się ogromny napis BUDAPEST. Litery wykonane są z drewna i podświetlone nocą. Autorem obu instalacji jest grupa artystów Hello Wood. Projekty od razu zostały przyjęte z wielkim entuzjazmem szczególnie przez turystów.  Festiwal trwa od 21 marca do 6 kwietnia. Tutaj można sprawdzić jakie programy jeszcze przed nami.