Putin w Budapeszcie?

Wiadomość dnia – za dziennikiem Népszava media węgierskie informują dziś, że na początku marca do Budapesztu ma przyjechać Putin. Oczywiście przy wizycie tak wysokiego szczebla należy się spodziewać podpisania jakichś ciekawych umów. Czym zatem duet Orban – Putin przebije swe dotychczasowe projekty?

Jeżeli informacja okaże się prawdą, to należy również przy okazji tej wizyty spodziewać się protestów społecznych, które mogą być organizowane nie tylko przez dotychczas protestującą lewą stronę, ale również przez te środowiska prawicowe, które nie czują się komfortowo pod rękę z Rosją.

Pikanterii dodaje wizycie fakt, że ma się ona odbyć zaraz po zapowiadanej na luty wizycie kanclerz Niemiec Angeli Merkel w Budapeszcie.

Update: oficjalnie potwierdzono, że wizyta ma się odbyć 17 lutego.

Reklamy

Rozbój na drodze

W ludowych bajkach często diabeł starał się wycisnąć wodę z kamienia. Wygląda na to, że gdyby zamiast wody dało się z tego kamienia wycisnąć jakiś ekstra podatek, to węgierski rząd gotów byłby podpisać cyrograf.

Mniej więcej ¾ Budapesztu otacza autostradowa obwodnica, która pozwala wielu mieszkańcom metropolii na codzienne dostanie się do pracy i nie tylko. Oznaczona jest ona jako M0 i do tej pory była bezpłatna dla samochodów osobowych. Bezpłatne były też do tej pory drogi dochodzące do tej obwodnicy, nawet jeżeli były autostradami. Kierowcy (przynajmniej samochodów osobowych) musieli płacić za poruszanie się autostradami dopiero po wyjechaniu poza linię obwodnicy M0.

Ale Ministerstwo Rozwoju Narodowego (nazwa jest w tym wypadku tak samo adekwatna jak nazwa Ministerstwa Prawdy w słynnym 1984 Orwella) ogłosiło, że musi dokonać zmian i na części dróg wylotowych z miasta a także na części obwodnicy M0 zostaną wprowadzone od 1 stycznia 2015 opłaty (update: nowe informacje dotyczące dróg z i do Polski we wpisie z 31 grudnia).

Projekt wywołał ogromne poruszenie i co ciekawe dość szybko wypowiedzieli się przeciwko niemu nie tylko członkowie opozycji ale też członkowie Fideszu. Media cały czas mówią o wypowiedzi burmistrza III dzielnicy Budapesztu, Balazsa Busa, który jest członkiem koalicyjnej do Fidesz KDNP i który stwierdził, że wprowadzenie opłat za przejazd mostem Megyeri jest nie do zaakceptowania (most ten jest co prawda już nie tylko poza jego dzielnicą ale i nawet poza Budapesztem, ale jeżeli ograniczony zostanie ruch na nim to niewątpliwie wielu kierowców będzie próbowało skorzystać z mostu Arpada w III dzielnicy).

Z kolei burmistrz Budaörs Tamas Wittinghoff, który tez sprzeciwia się temu pomysłowi, z pewnością nie tylko obawia się wzmożonego ruchu poprzez tę w zasadzie spokojną mieścinę graniczącą z Budapesztem (choć już teraz w godzinach szczytu przelewa się przez nią rzeka aut). Na terenie gminy, przy samej autostradzie ulokowały się przez lata wielkie centra handlowe i zachodnie firmy. Oczywiste jest, że bezpłatna autostrada przyciągała klientów i ułatwiała dojazd do pracy pracownikom.  Niektórzy wręcz uważają, że pomysł rządu to być może kolejny element walki z zachodnimi przedsiębiorcami a w szczególności sieciami handlowymi.

Rząd zasypywany pytaniami dziennikarzy i protestami obywateli i ich reprezentantów zaczął dość pokrętnie tłumaczyć, że:
– wprowadzi się jakiś system obniżonych opłat dla mieszkańców komitatów (co od razu wzbudziło protesty, że będzie to narażało kierowców na wysokie kary jeśli tylko przez przypadek przekroczą granicę komitatu)
– pomysł podyktowany jest chęcią promowania transportu publicznego (tu warto zauważyć, że np. do Budaörs można rzeczywiście dojechać autobusami BKV ale trzeba wnieść dodatkową opłatę, no i trudno sobie wyobrazić by z całymi zakupami jakie zwykło się wozić samochodem, ludzie tłukli się autobusem czy kolejką podmiejską – po prostu pojadą inną drogą i najprawdopodobniej wraz z autobusami utkną w korku)
– w końcu stwierdzili, że cały pomysł to efekt zobowiązań, jakie mają wobec Unii Europejskiej. Tłumaczenie o tyle ciekawe, że wyjęte spod opłat fragmenty obwodnicy to właśnie te, które były dofinansowane przez Unię Europejską – jak więc widać na pierwszy rzut oka jej wpływ raczej jest odwrotny.

No cóż. W piątek już zwyczajowo w porannej audycji radiowej wystąpi premier Orban, który wszystko ładnie wyjaśni. Do tematu jeszcze prawdopodobnie wkrótce wrócimy.

Praca w ministerstwie

Na Węgrzech oczywistą dumą dla pracodawcy jest otrzymanie tytułu pracodawcy roku. Na tytuł ten nie może raczej liczyć ulubieniec tłumów, Janos Lazar (szef kancelarii premiera oraz sekretarz stanu ds. informacji i komunikacji). Okazało się że w ministerstwie wprowadził on 10 godzinny (a w praktyce nawet dłuższy) dzień pracy. W efekcie zmusiło to do rezygnacji z pracy wielu rodziców małych dzieci. Indagowany o to przez dziennik Magyar Nemzet stwierdził, że nie widzi w tym nic dziwnego, bo przecież praca w ministerstwie to nie obowiązek a zaszczytna służba. Jednym słowem, jak się komu nie podoba to fora ze dwora.

Miejsca starszych pracowników zwolnione w ten sposób zajmują młodzi, co daje pracodawcy zysk, bo zgodnie z system wynagradzania w służbie cywilnej na Węgrzech mają oni znacznie niższą kategorię zaszeregowania.

Minister tłumaczy cynicznie, że taka organizacja pracy to wynik działania… prasy i opozycji, która zarzucała rządowi, że marnotrawi publiczne pieniądze. Jak widać po dokonaniach resortu tego ministra, przepracowanie i brak doświadczenia pracowników jest jakimś wytłumaczeniem dla tego, czego świadkami jest cały świat od jakiegoś czasu. Jakość przeszła w ilość.

Ogromna inwestycja na Zamku

200 mld Ft, prace trwające 10, a może nawet 20 lat – to liczby dotyczące największego projektu architektonicznego tego rządu. Kilka dni temu odbyło się pierwsze posiedzenie komisji ds. Narodowego Planu Hauszmanna, któremu przewodniczył premier Orban. Komisja jest odpowiedzialna za długoterminowy projekt, w ramach którego w najbliższych latach na Zamku na szeroką skalę prowadzone będą prace archeologiczne, odrestaurowane i odbudowane zostaną te fragmenty kompleksu zamkowego, które uległy w przeszłości częściowemu bądź całkowitemu zniszczeniu, wśród zabytkowych obiektów ma zostać wzniesiony również jeden budynek współczesny. Prace restauracyjne i archeologiczne prowadzone są na Wzgórzu Zamkowym w zasadzie już od dłuższego czasu, rozpoczęte projekty będą zatem dalej rozwijane i poszerzone o nowe inwestycje.

Pozwolę sobie zacytować w tym miejscu fragment wspaniałej książki znanego dziennikarza Tadeusza Olszańskiego „Budapeszteńskie ABC” wydanej po raz pierwszy w 1968r.:

„Zamek jeszcze płonął, dymiły zgliszcza, w mieście trwała strzelanina, kiedy na Budę popędziła grupa ludzi, aby ratować co ocalało i zabezpieczyć ruiny. Był wśród nich profesor dr Laszlo Gero, światowej sławy archeolog, który dziś jest kierownikiem prac wykopaliskowych prowadzonych na Budzie oraz twórcą koncepcji odbudowy zamku. Jeden z czołowych węgierskich dziennikarzy Peter Ruffy z Magyar Nemzet w swoim reportażu o profesorze Gero napisał, że był on wówczas jedynym człowiekiem na Węgrzech, który w zniszczeniu zamku widział pozytywne strony. Ruina secesji i baroku stworzyła bowiem szansę na wydobycie pogrzebanych dawno prawdziwych, romańskich i gotyckich skarbów Budy. Dzięki profesorowi Gero miałem możność poznać cały skomplikowany plan wydobycia tych skarbów na światło dzienne, zobaczyć je na własne oczy, poznać dyskusje, jakie toczyły się w sprawie koncepcji odbudowy zamku i wreszcie dokładnie zwiedzić zamek.”

Jak więc widać kontrowersje dotyczące sposobu odbudowy zamku towarzyszyły temu miejscu od bardzo dawna i o mały włos zamiast pięknego symbolu Budapesztu, mielibyśmy park ruin na wzgórzach. Obecne kontrowersje nie dotyczą jednak jedynie sposobu odbudowy ale i jego dalszego użytkowego celu. Główna zasada programu brzmi: odtworzymy to co się da, dysponując dostępnymi zdjęciami, wyposażeniem, zachowanymi planami. Są jednak takie fragmenty kompleksu, których z powodu niewystarczającej dokumentacji nie jesteśmy w stanie wiernie odtworzyć.

Na razie wiadomo, że w 2016 roku na Wzgórze Zamkowe ma zostać przeniesiona kancelaria premiera (wspominałam o tym tutaj), nowa siedziba premiera powstanie w budynku dawnego klasztoru karmelitów (obecnie mieści się tam Teatr Tańca).

Już w przyszłym roku rusza chyba najbardziej ekscytujący etap prac – rozpoczną się prace wykopaliskowe na dziedzińcu więzienia Tancsicsa, gdzie znajdują się fragmenty pierwszego wczesnego pałacu Beli IV oraz pozostałości mennicy królewskiej. Obiekt od 1948 roku do lata tego roku był własnością… USA, co uniemożliwiało kontynuowanie prac archeologicznych.

Plan zakłada również rekonstrukcję dwóch emblematycznych sal zamku: sali tronowej oraz sali św. Stefana. Po stronie zachodniej, nad powstającym garażem podziemnym na 300 miejsc, rząd rozważa odtworzenie w oryginalnej formie budynku dawnej ujeżdżalni projektu Hauszmanna, z przeznaczeniem na cele turystyczne.

Na konferencji wspomniano również o bardziej odległych planach przeprowadzki Krajowej Biblioteki Széchényiego mieszczącej się w zachodnim skrzydle Zamku. Wielkość zbiorów przekracza już możliwości obecnego budynku i prawdopodobnie biblioteka zostanie przeniesiona do centrum miasta w bardziej dogodną komunikacyjnie lokalizację, w pobliże jednej ze stacji metra.

Skąd środki na prace o tak wielkim rozmachu? Na konferencji prasowej komisarz ds. kultury, László L. Simon powiedział, że Zamek musi zostać odrestaurowany, ponieważ ma on istotne znaczenie symboliczne dla narodu węgierskiego. W przyszłorocznym budżecie wygospodarowano na ten cel 1.5 mld Ft. Projekt zamkowy zbiega się w czasie z inną potężną inwestycją rządu, budową kompleksu muzealnego na terenie Lasku Miejskiego (patrz Szorty z 9 sierpnia). W przyszłym roku przeznaczono z budżetu tylko 8 mln Ft na ten cel. Zapytany o tak skromne środki Simon odpowiedział, że jeśli potrzeba będzie więcej to pieniądze się znajdą i że projekt budowy dzielnicy muzeów nie zostaje wstrzymany. Pierwszy powstanie budynek, który pomieści zbiory Muzeum Etnograficznego, do którego obecnej siedziby na Placu Kossutha przenosi się Sąd Najwyższy (Kúria).

Obok programu dotyczącego Wzgórza Zamkowego, rząd uruchamia ze środków unijnych program ratowania niszczejących pałaców na prowincji Węgier, tzw. Nemzeti Kastelyprogram. Ma on m.in. pomóc w zmianie statusu niektórych obiektów, tak by zostały uznane za zabytkowe, w niektórych przypadkach niezbędne będzie upaństwowienie. Rząd przewiduje również różnego rodzaju ułatwienia dla właścicieli i zarządzających tymi obiektami, np. ulgi podatkowe, co ma pomóc w wypełnieniu zobowiązań związanych z ich remontem. W ramach programu odnawiane będą też nieruchomości, których właścicielem jest państwo, a których remonty w ostatnich 25 latach były odsuwane w czasie bądź przeznaczano na nie niewystarczające środki. Mowa tu o inwestycjach z przeznaczeniem na cele turystyczne, gdyż jak powiedział Laszló L. Simon, po zakończonych pracach zabytki te będą musiały zarobić na swoje utrzymanie i przyciągnąć jak największą liczbę odwiedzających. W pierwszej kolejności odnowionych zostanie 15 pałaców, a w dalszych planach znalazło się miejsce dla kolejnych 20 obiektów.

Demonstracje

W poniedziałek 17 listopada 2014 w kraju i za granicą miały miejsce liczne antyrządowe demonstracje. W czasie „Dnia oburzenia” jak go nazwano, protestowano przeciwko korupcji i obecnej polityce rządu. W Budapeszcie demonstrowano na Placu Kossutha przed Parlamentem. Podobne protesty odbyły się w tym samym czasie w kilku innych miastach węgierskich i za granicą – w Londynie, Berlinie i Brukseli (szczegółowe relacje z ostatnich demonstracji można przeczytać u Jeża Węgierskiego).

Wg. ostatnich doniesień prasowych ruch społeczny przeciwko korupcji znajduje poparcie także w szeregach Jobbiku, który domaga się gruntownego śledztwa w sprawach z ostatnich 25 lat. Jobbik uważa, że zarówno partie socjalistyczne jak i Fidesz czerpały profity z pieniędzy przeznaczonych na cele publiczne, np. z funduszy przeznaczonych na rozwój infrastruktury drogowej.

Spadek poparcia

Spada poparcie dla Fideszu. Ostatnie afery i demonstracje spowodowały w listopadzie spadek poparcia dla obozu rządzącego o 5% w stosunku do poprzedniego miesiąca, z 35 na 30% ogólnej liczby wyborców. Co ciekawe w tym samym czasie partie opozycyjne nie odnotowały jakiegoś znacznego wzrostu poparcia. Po 1% przybyło Jobbikowi (13%) i LMP (4%). Rośnie za to pasywna grupa osób określanych mianem „niezdecydowanych”, z 31 na 35%. Opozycyjne partie lewicowe straciły po 1%, MSZP ma teraz 11%, DK 2%, również 2% Együtt-PM (mierzone jeszcze w tej formie, ta koalicja kilka dni temu rozpadła się).

Wśród wyborców zdecydowanych Fidesz może w tej chwili wciąż liczyć na 48% poparcia. Na Jobbik głosowałoby 21% aktywnych wyborców, na MSZP 15%, LMP 6%, Együtt-PM i DK po 2%.

Jak podaje Ipsos, zawiedzeni działaniami rządu są głównie ludzie młodzi i w średnim wieku, z klasy średniej, mieszkańcy miejscowości liczących powyżej 10 tys., czyli pochodzący z kręgów społecznych w których Fidesz tradycyjnie uzyskiwał największe poparcie w trzech ostatnich wyborach parlamentarnych.

Supermarketom śmierć

Według jednego z nowych projektów ustawy, która miałby wejść w życie od 2018 roku, duże markety o obrotach przekraczających rocznie 50 mld forintów, a jednocześnie wykazujących straty przez 2 następujące po sobie lata działalności – nie będą mogły mieć w ofercie produktów szybkozbywalnych (np. artykułów spożywczych). Zmiana podyktowana jest tym, że duże zagraniczne sieci handlowe często pozwalają sobie na utrzymywanie sklepów oferujących bardzo niskie ceny i przynoszących całymi latami straty. Takie praktyki wykluczają z konkurencji małe i średnie węgierskie przedsiębiorstwa, prowadząc do ich upadku.

Jednocześnie parlamentarna komisja ds. gospodarki poparła projekt KDNP wg. którego w niedziele i święta otwarte mogą być tylko małe rodzinne sklepy o powierzchni poniżej 400 m2, gdzie właściciel jest jednocześnie sprzedawcą (projekt KDNP zakłada również wyparcie dużych sklepów z okolic zabytkowych centrów miast). Wg. Krajowego Stowarzyszenia Handlu ta zmiana przyniesie z sobą falę zwolnień, które mogą dotknąć nawet kilkadziesiąt tysięcy pracowników. Potwierdził to już np. Spar, który po 25 działalności na Węgrzech co prawda nie zamierza wycofać się z rynku, ale w związku z niekorzystnymi dla dużych sieci zmianami planuje wstrzymanie inwestycji i liczne zwolnienia.

Nowe prawo handlowe ma uderzyć m.in. w bardzo popularne na Węgrzech Tesco, Auchan, Aldi, Lidl czy Metro (spośród zagranicznych sieci tylko Penny Market odnotowuje zyski). W ciągu 3 lat może dojść do całkowitego zniknięcia tych sklepów z rynku węgierskiego. Projekt KDNP odnoszący się do zakazu handlu w niedzielę cieszy się natomiast poparciem trzech węgierskich sieci CBA, COOP i Real. Do bojkotu tych wyraźnie faworyzowanych przez rząd sieci nawołuje nowa grupa na fb Kupujesz u Orbana? (Bojkott CBA & Coop & Reál). Na pytanie co z węgierskimi dostawcami CBA, administrator grupy odpowiada, że producenci nie powinni opierać się tylko na jednym odbiorcy i że konsumenci i tak będą kupować węgierskie towary, tylko w innych sklepach.

O ile można zgodzić się z pomysłami prowadzącymi do ukrócenia praktyk dumpingowych, stosowanych przez duże sklepy, to już ewidentne faworyzowanie wybranych sieci handlowych z powoływaniem się na ich węgierski rodowód przy dzisiejszej specyfice handlu jest nieuzasadnione. Zanim ktoś zacznie chwalić tę politykę Orbana, warto zwrócić uwagę, że oferta CBA i Coop opiera się w dużym stopniu na wyrobach słowackich czy czeskich – trudno więc mówić, że te sieci handlowe mają na celu wyłącznie dbanie o dobro węgierskiego producenta. W Tesco, Auchan czy Lidlu też jest wiele towarów węgierskich, ale co ważne i dla nas – sieci te sprzedają dużo produktów z Polski. Taka polityka będzie więc niekorzystna dla naszych rolników oraz producentów artykułów spożywczych, dotkniętych już i tak embargiem rosyjskim.

CBA i Coop to jakość porównywalna do PSS Społem, częściowo zmodernizowana ale nadal tchnie duchem komuny. Z kolei te małe, rodzinne firmy nie mają nic przeciw temu by oferować uzależnionym alkoholikom malutkie buteleczki z alkoholem, które ci drżącymi rękami wypijają zaraz po wyjściu ze sklepu. Taki klient to rzeczywiście jak rodzina, no i w niedzielę trzeba go obsłużyć.