Zapowiedzi 19.02.2015

filmowo

Polskie filmy w Örökmozgó. Trwa przegląd klasycznych dzieł polskiego kina (ale można też zobaczyć nominowaną do Oskara Idę). Oto, jakie filmy można jeszcze obejrzeć. Tytuły podaję w ich węgierskim brzmieniu – odgadnijcie jakie to polskie klasyki kryją się pod nimi :)

2015 02.19 18.00 Jerzy Skolimowski: Sorompó
2015 02.19 19.30 Andrzej Wajda:Vasember (czyżby Iron Man?:)
2015 02.20 18.00 Jerzy Skolimowski: Fel a kezekkel!
2015 02.20 20.00 Roman Polanski: Kés a vízben
2015 02.21 18.00 Andrzej Wajda: Tájkép csata után
2015 02.21 20.00 Pawel Pawlikowski: Ida
2015 02.22 18.00 Krzysztof Kieslowski: Véletlen
2015 02.22 20.00 Roman Polanski: Zsákutca
2015 02.23 20.00 Krzystóf Zanussi:Ritka látogató

Kino znajdziecie pod tym adresem: Örökmozgó Filmmúzeum, 1074 Budapest, Erzsébet krt. 39. Bilety można zamawiać telefonicznie: +36 1 342-2167.

25-28 lutego – Jeśli mało wam dobrego kina, to w tych dniach możecie udać się na festiwal kina czeskiego i słowackiego. Część filmów będzie wyświetlana z angielskimi napisami, np.: 2015.02.25 19.00 Andrea Sedláčková – Fairplay (historia młodej sprinterki rozgrywająca się w realiach Czechosłowacji 1983 roku). Informacja o pozostałych festiwalowych filmach na stronie kina Toldi (Toldimozi, 1054 Budapest, Bajcsy-Zsilinszky út 36-38) lub na stronie Czeskiego Centrum Kultury.

muzycznie

20 lutego (piątek) o 19.00 w Akvarium Klub na małej scenie wystąpią węgierskie zespoły grające muzykę inspirowaną irlandzkim folkiem w punkowym rytmie. Zagrają: Maszkura i Tücsökraj, Firkin, Colleen. Dobra okazja do hulaszczej zabawy w celtyckich klimatach w samym centrum Budapesztu (Akvárium Klub, 1051 Budapest, Erzsébet tér 12).

21 lutego (sobota) o 21.00 w Barba Negra – Jeśli rozkręcicie się dobrze na irlandzkiej imprezie możecie kontynuować w sobotę w rytmach ska – najlepsze co w tej muzyce mogą zaoferować Węgry: Pannonia Allstars Ska Orchestra – gwiazda wieczoru, Bohemian Betyars i Budapest Riddim Band z Deadly Hunta (UK) oraz MC Kemonem. Bilety: 1900 Ft (Barba Negra Music Club, 1117 Budapest, Prielle Kornélia u. 4).

O nich już kiedyś wspominałam – 21 lutego w klubie Gólya (1083 Budapest, Bókay János u. 34) o 20.00 zagra Cosa Polska. Brzmi znajomo? I powinno, bo choć zespół gra zdecydowanie latynoskie rytmy i śpiewają po hiszpańsku to jego nazwa jest raczej celowym nawiązaniem do polskiej kozy, uczynionym przez Roberta Dakowicza – świetnego polskiego akordeonisty i poligloty, udzielającego się w wielu innych projektach np. Polski Drom, Eugenia Formáció, The Winged Dragon (tu tekst Dell’arte po węgiersku z teatralia.com.pl).

21 lutego (sobota) o 21.30 w Kuplung zagrają Wattican Punk Ballet – ten węgierski zespół (o ormiańskich korzeniach) to odjechana wycieczka do krainy punkowej psychodeliki. To jak wykręcona wersja White Stripes – też duet damsko-męski, ale to kobieta, Deti Picasso jest tu charyzmatycznym liderem. Niesamowity jest też postmodernistyczny image grupy – coś, co warto zobaczyć (Kuplung, 1061 Budapest, Király Utca 46). Np. tu, tu albo tu.

21 lutego (sobota) o 20.00 w Roham Bár zagrają Óriás, The Qualitons, Hello Hurricane. To oferta dla miłośników indie. Węgrzy, ale po angielsku. Więc jeśli właśnie spodnie zbiegły ci się w praniu i za mocno opinają to oferta dla ciebie. Cena biletów: 1500 Ft (RoHAM Bar, 1074 Budapest, Dohány u. 22).

25 lutego (środa) o 19.00 w Dürer Kert – dla miłośników trashmetalu: Suicidal Angels z Grecji, Dr Living Dead ze Szwecji i Angelus Apatrida z Hiszpani – okazja do poznania metalowej Europy. Bilety w cenie 4000 Ft oraz 3500 Ft w przedsprzedaży (Dürer Kert, 1146 Budapest, Ajtósi Dürer sor 19–21).

kulinarnie

Dla przypomnienia: dzisiaj na Węgrzech mamy Torkos Csütörtök czyli żarłoczny czwartek. Już o tym pisałam więc tylko dla chętnych lista restauracji, w których można dzisiaj tanio zjeść.

19-22 lutego – III Budapeszteński Festiwal Rybny w Vajdahunyadvár. Będzie to oczywiście głównie prezentacja bogactwa węgierskich jezior i rzek oraz lokalnych specjałów przyrządzanych z ryb (z pewnością królować będą różne wersje zupy rybackiej), ale nie zabraknie też egzotycznego sushi, rosyjskiego kawioru, francuskiej zupy rybnej czy angielskiej Fish & Chips. Szczególne atrakcje organizatorzy planują na tzw. żarłoczny czwartek (jedzenie za pół ceny).

21 -22 lutego – Kávébár Bazár 2015 w Corinthia Hotel Budapest – świat kawy przybywa w ten weekend do Budapesztu. Za stosunkowo niewielką opłatą (bilet dzienny 3500 Ft) w godzinach od 10.00 do 19.00 możemy wziąć udział w prezentacji przeszło 130 wystawców przedstawiających nie tylko kawy, ale i związane z nimi dodatki (czekolady, mocne alkohole, wina, itp.) z możliwością degustacji. Swoje umiejętności będą prezentować również bariści, dla których przewidziano także warsztaty i seminaria. Odbędą się tu również narodowe mistrzostwa baristów, barmanów i somelierów (Hotel Corinthia, Budapest – Conference Center, Erzsébet krt. 49, 1074 Budapest).

targi

26 lutego do 1 marca – na terenach wystawowych Hungexpo odbędą się targi turystyczne Utazás i rowerowe Bringaexpo. Wstęp 2500 Ft, przy zakupie online 1900 Ft (mieszkańcy X dzielnicy płacą 1/8 ceny biletu). Za 4800 Ft można kupić bilet rodzinny (2 dorosłych + max. 3 dzieci poniżej 14 l).

Reklamy

Naród rowerzystów

Jaki środek transportu wybierają najczęściej Węgrzy? Samochód – 33%, czyli stosunkowo mało, biorąc pod uwagę, że średnio w Unii jest to 54%. Co ciekawe, według zeszłorocznych danych Eurobarometer Węgry są na trzecim miejscu w Unii pod względem korzystania z rowerów. Ten środek transportu najczęściej na co dzień wybiera aż 22% Węgrów (Holandia – 36%, Dania – 23%).

Z komunikacji miejskiej najczęściej korzysta się na Łotwie – 31%, w Polsce i Rumunii 29%, w Czechach, Estonii, na Węgrzech – 28%, średnia w UE to 19%, najrzadziej komunikacją miejską jeżdżą Włosi 8%, Holendrzy 7%, Cypryjczycy 5%. Motocykl na co dzień najczęściej wybierają Grecy 9% i Włosi 7%, w pozostałych krajach Unii średnio 1-3%, na Węgrzech 2%. Pociąg – najwięcej w Danii 5%, średnio w UE 2% (tyle też na Węgrzech). Pieszo na co dzień najchętniej poruszają się Bułgarzy i Hiszpanie – 25%, średnia unijna 14%, Węgrzy 13%, Holendrzy 4%, Duńczycy 7%.

Jeśli weźmiemy pod uwagę sumę rowery+nogi jako środek transportu najczęściej wybierany na co dzień, to Węgrzy z 35% plasują się na drugiej pozycji w UE, zaraz po Holendrach 40%.

Tyle statystyki. Muszę przyznać, że choć na ścieżkach rowerowych, których w porównaniu z Europą Środkową jest na pewno dużo, widać sporo rowerów, to jednak odnoszę wrażenie że na firmowych parkingach rowery jednak nie królują. Na Węgrzech istnieje bardzo prężnie działające stowarzyszenie rowerzystów Magyar Kerékpárosklub, który corocznie prowadzi akcję propagującą rowerowe dojazdy do pracy i do szkoły czy ostatnio do sklepu (Bringázz a munkába!,  Bringázz a Suliba!, Bringával Boltba). Akcjami tymi przyczyniają się na pewno też do realnego wzrostu zaprezentowanych powyżej wyników. Czy nie jest jednak przypadkiem też tak jak z postanowieniami noworocznymi? Wielu zachęconych tymi akcjami deklaruje codzienne dojeżdżanie rowerem do pracy, nawet rejestruje swój udział w kampanii, a w praktyce tylko część z nich realizuje postanowienie. Tak więc dane mogą być trochę naciągane.

Z drugiej jednak strony pogoda węgierska jest dla rowerzystów łaskawsza od polskiej aury, tak więc cykliści przybywajcie na Węgry!

Szorty czyli krótko 12.11.2014

Uber – system znany z innych krajów jako „koszmar taksówkarzy” już w Budapeszcie. Pozwala on na uczynienie z prawie każdego kierowcy „taksówkarza”. Twórcy systemu oparli go na założeniu, że przeciętny samochód używany jest w ciągu doby tylko przez godzinę, a przez resztę czasu stoi niewykorzystany. Dzięki systemowi posiadacz smartfona wyposażonego w odpowiednią aplikację może skontaktować się z kierowcą zarejestrowanym w systemie i ten przewiezie go niemalże niczym normalna taksówka. Różnica jest taka, że po zakończonym przejeździe klient nie płaci bezpośrednio kierowcy, ale system obciąża jego kartę kredytową, 80% należnej kwoty trafia do kierowcy, a 20% do Uber. System identyfikuje samochody po ich numerze rejestracyjnym i ocenia kierowców (grzeczny czy niegrzeczny). W ramach systemu oceniają się zarówno kierowca jak i klient. W niektórych krajach taksówkarze próbowali doprowadzić do jego zakazu, ale im się to nie udało. Jak będzie na Węgrzech gdzie rząd przeprowadził stosunkowo niedawno reformę rynku taksówkowego? Taksówkarze, którzy ponieśli dość znaczne koszty w związku z tą reformą (ujednolicenie koloru pojazdów, wprowadzenie maksymalnego wieku samochodu itd.) a jednocześnie zostali pozbawieni możliwości konkurowania stawkami za przewóz, bo te zgodnie z reformą zostały wprowadzone dla wszystkich takie same, raczej nie odpuszczą tak łatwo. Należy podejrzewać też, że rząd również nie będzie zachwycony mieszaniem w jego reformie i tak oto po raz kolejny będzie miał okazję stanąć na drodze rozwoju Internetu. Z kolei użytkownicy sieci z pewnością będą zainteresowani nowym systemem, bo wg. wstępnych wyliczeń koszt przejechanego kilometra może być o połowę tańszy niż w zwykłej taksówce.

Czy na Węgrzech ubezpieczenie dla rowerzystów będzie obowiązkowe? Jak na razie formalnie taki postulat się jeszcze nie pojawił, ale nie należy go wykluczać. Okazuje się, że zajmujący się statystką Eurostat wykazał, że wśród 25 badanych europejskich krajów po Holandii (31%) to właśnie Węgry są na drugim miejscu jako kraj gdzie rower stanowi podstawowy środek transportu (19,1%). Węgierski Klub Cyklistów szacuje, że za kilka lat może to być nawet 40%! Takie prognozy od razu zainteresowały rynek ubezpieczeniowy, którego przedstawiciele stwierdzili że konieczne jest poważne zajęcie się wypadkami spowodowanymi przez rowerzystów w aspekcie ubezpieczenia od odpowiedzialności cywilnej. Jak na razie ubezpieczyciele proponują dobrowolne, odrębne ubezpieczenia dla rowerzystów lub jak Genertel w formie dodatkowej opcji do obowiązkowego ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej dla posiadaczy pojazdów mechanicznych. Jeśli kierować się tą logiką to należałoby przede wszystkim pomyśleć o obowiązkowym ubezpieczeniu dla pieszych. Biorąc dowolną statystykę z pewnością okaże się, że pieszych w ruchu uczestniczy więcej, a także powodują więcej wypadków. Mam wrażenie, że właśnie pojawił się kolejny obszar lobbingu, który będzie trzeba uważnie śledzić, by ktoś nie zrobił skoku na kasę.

W powtórzonych wyborach lokalnych w Ózd wygrał David Janiczak z nawet lepszym wynikiem niż w pierwszym podejściu, otrzymując 2/3 głosów (wybory powtórzono na wniosek poprzedniego burmistrza z Fideszu, który zgłosił nieprawidłowości w przebiegu wyborów z 12 października). Jednocześnie w związku z powtórzonymi wyborami policja otrzymała skargę tym razem od Jobbiku, że działacze Fidesz organizowali masowy transport wyborców romskich w celu poparcia ich kandydata. Pojawiły się też zarzuty rozdawania ziemniaków, jabłek czy pieniędzy. O Davidzie Janiczaku było już na blogu tutaj.

Po słynnym filmie Spokojny Amerykanin (tytuł oryginalny: „The Quiet American”) z Michaelem Cainem i Brendanem Fraserem z 2002 roku, w Budapeszcie prawdopodobnie powstaje jego kolejna część: „Dobry przyjaciel” (tytuł oryginalny: „Goodfriend”). Inni jednak podejrzewają, że to będzie druga część słynnego hitu Sofii Coppoli „Lost in Translation”. Jeżeli nie wiecie co ten tytuł oznacza, poproście o tłumacza… Dla tych, którzy nie śledzili sprawy: na filmie uwieczniono spotkanie szefowej NAV (węgierskiego urzędu podatkowego), która w asyście swojego adwokata postanowiła udać się do ambasady amerykańskiej by osobiście zapoznać się z dowodami Amerykanów dotyczącymi korupcji i zakazu wjazdu wysokich urzędników NAV do USA. Problem w tym, że amerykański charge d’affaires Andre Goodfriend nie spodziewał się gości. Na pytanie czy była umówiona, Vida nie potrafiła odpowiedzieć i poprosiła o tłumacza. Otrzymała go, ale niczego się nie dowiedziała, bo Amerykanie nie zwykli tłumaczyć się w takich sprawach. Tu można obejrzeć nagranie z tego historycznego spotkania. (Goodfriend podejrzewany jest przez sprzyjające rządowi środowiska i media, że jest agentem CIA piątego stopnia. Zapytany kiedyś przez dziennikarza o te spekulacje, nie potwierdził, nie zaprzeczył, powiedział że jest urzędnikiem ambasady amerykańskiej ale jednocześnie z uśmiechem zapytał „Dlaczego tylko piątego stopnia?”)

Nowe usługi na Węgrzech

UPC będący jednym z głównych dostawców Internetu na Węgrzech w ostatnim czasie zaczyna poszerzać swoją ofertę. Głośno o jego debiucie na rynku operatorów komórkowych, gdzie zaczyna świadczyć usługi, jako tzw. operator wirtualny, mimo nie najlepszych doświadczeń w tej materii innych firm.

Znacznie ciekawsza wydaje się oferta nazwana Wi-Free, gdzie abonenci UPC zyskają szeroki dostęp do bardzo rozbudowanej sieci hotspotów WiFi na terenie Węgier. Skąd nagle UPC zyskało tak szeroką sieć hotspotów? Okazuje się, że ktoś dość sprytnie wymyślił, że router u abonenta UPC może być nie tylko przeznaczony do dostarczania mu internetu, ale może stanowić też punkt dostępowy dla osób w jego okolicy. Z uwagi na wielką ilość takich routerów, nagle UPC stało się posiadaczem olbrzymiej sieci WiFi. Ilość tego typu routerów szacowana jest na 200 tys. Pomysł ten jest realizowany przez UPC także w innych krajach, m.in. w Polsce. Swoją drogą, ciekawe czy rzeczywiście z usługi będzie można korzystać też w innych krajach gdzie jest UPC, bo do tej pory niezbyt wiele wynikało z ponadnarodowego charakteru wielkich korporacji, jak telekomy czy banki.

Kontrowersje budzi fakt czy publiczne wykorzystanie routera nie narazi abonenta na ataki hakerów. Firma zapewnia, że prywatny kanał domowy będzie całkowicie odseparowany od kanału publicznej sieci WiFi, ale doświadczenie uczy, że wszystko jest tak długo bezpieczne jak długo ktoś nie wykaże, że jednak tak nie jest, czego świetnym przykładem był WPS. Z pewnością na Węgrzech gdzie do tej pory nie było odpowiednika polskiej usługi socjalnej w stylu Aero, ten pomysł wzbudzi zainteresowanie.

Inną ciekawą usługą, która ma wkrótce (wiosna 2015) pojawić się na Węgrzech jest system Velotrack realizowany przez tutejszego operatora telefonii komórkowej Vodafone i jego partnera w tym projekcie, firmę Hargamon sp. z o.o. Oferta skierowana jest do rowerzystów, których liczba na Węgrzech jest tak znaczna, że w roku 2010 oszacowano, że aż 19% podróży realizowano w tym kraju przy użyciu roweru.

Niestety kradzież rowerów to prawdziwa zmora węgierskich cyklistów, która jest więcej niż łyżką dziegciu w tym rowerowym raju. Powyższe firmy postanowiły wdrożyć system analogiczny do tych, jakie stosowane były do tej pory w celu monitorowania samochodów. Tzw. czarna skrzynka urządzenia GPS ma stać się elementem ramy roweru i jej usunięcie ma być niemożliwe (trudno więc powiedzieć czy będzie ten system można stosować w starych rowerach, choć widziałam kiedyś niemieckie rozwiązanie, które wbudowane było do przymocowanej na stałe lampki rowerowej).

System ma pełnić w założeniu trojaką funkcję. Po pierwsze, zabezpieczenie przed kradzieżą. Funkcja żyroskopu będzie pozwalała na poinformowanie użytkownika, że jego rower zmienił położenie a dzięki GPS trasa roweru będzie dalej śledzona. Dane o kradzieżach będą gromadzone w systemie i użytkownik będzie informowany czy miejsce w którym pozostawia rower jest bezpieczne. Po drugie, informacje o położeniu będą pozwalały na tworzenie społeczności i obserwowanie wraz ze znajomymi czy rodziną w czasie rzeczywistym gdzie znajduje się rowerzysta. Po trzecie, użytkownik będzie mógł analizować dane np. w celach treningowych lub w tym samym celu wykorzystywać je w czasie rzeczywistym, przy użyciu odpowiedniej aplikacji na współpracującym smartfonie.

Cena urządzenia i koszt jego użytkowania przez 1 rok będzie zawarta w cenie nowego roweru. Po roku użytkownik będzie decydował czy chce nadal korzystać z usługi, której miesięczny koszt ma być odpowiednikiem ceny jednego hamburgera. Niestety marketingowcy nie doprecyzowali czy chodzi o taki najtańszy, podstawowy hamburger, czy też hiper-mega Whopper ze wszystkimi dodatkami :)

źródło: hwsw.hu, sg.hu

Eger po sezonie – dzień drugi

Na nocleg udaliśmy się do miejscowości Noszvaj położonej w odległości ok. 10 km na północny wschód od Egeru (droga na Bogács). Położona malowniczo w dolinie potoku Kánya wioska słynie z pałacu De La Motte. Pałac zbudowano w 1778 roku w stylu copf, który jest odmianą późnego baroku, a w zasadzie wraz z rokoko stanowi przejście od baroku do klasycyzmu. Kilka sal wydzielono na muzeum, w pozostałych urządzono hotel. Bramy strzegą figury jednorożców z herbu rodziny Almássych.

Nasz hotel Oxigen znajdował się z kolei poza wioską. Został stworzony pod koniec XX wieku jako przebudowa pałacu rodu Galassy z 1900 roku. Nas zainteresował głównie z uwagi na fakt, że reklamuje się jako bardzo przyjazny dzieciom. I okazało się to całkowitą prawdą. Na zewnątrz trudno dostrzec kształt starego budynku, ale jego bryła wyraźnie odcina się od prostego kształtu dobudowanego za nim kompleksu ZEN Spa – drugiej atrakcji, która nas tu ściągnęła. Obszerne pokoje i elegancka jadalnia nawiązują swym wystrojem raczej do pałacowej części, są bardzo dobrze wyposażone i wygodne. W hotelu pełno rodziców z dziećmi więc chłopcy już podczas kolacji nawiązują przyjaźnie. Fajnym pomysłem oprócz wszelkich udogodnień typu krzesełka dla malucha, czy pełnego wyboru dań dla najmłodszych, było stworzenie domku pośrodku jadalni gdzie dzieciaki po najedzeniu się lub w trakcie mogły razem z nowymi przyjaciółmi porysować (także na ścianach domku) czy też po prostu razem się pobawić, dając nam choć chwilę na skosztowanie bardzo dobrej kuchni. Trzeba pamiętać, że jak to często na Węgrzech bywa napoje nie są wliczane w cenę i nie dotyczy to tylko alkoholu – ich ceną zostaniemy obciążeni przy wymeldowywaniu się, tak jak za korzystanie z minibaru, choć nie jest to regułą i warto spytać się kelnera (w tym hotelu np. napoje wieczorem były płatne a już przy śniadaniu nie).

Kolejnym mankamentem była wczesna godzina, o jakiej zamykana była część spa – czynne do 21.00 – brakowało mi możliwości by po położeniu dzieci wreszcie spać, móc je zostawić z mężem i trochę wymoczyć się w ciepłych źródłach i wygrzać w saunach. Termy rekompensują to choć częściowo wczesną godziną otwarcia (już od 6.00 rano), tak więc nasze ranne ptaszki zostały rannymi kaczuszkami – a muszę przyznać, że również część termalna została pięknie dostosowana do potrzeb maluchów: dwa dziecięce baseny o różnej głębokości, z ciepłą wodą i miękkim wykończeniem, pełno kolorowych zabawek w równie kolorowym otoczeniu (skoro całe spa jest w stylu Zen, basen dla dzieci nawiązywał oczywiście do dziecięcej Mangi). A jeśli maluch się znudzi to na orientalnym podeście czeka już na niego stół z innymi atrakcjami. Całość jest bardzo ładnie przeszklona, z widokiem na piękny park, w którym na dzieci czekają kolejne atrakcje: plac zabaw, małpi gaj, szachy ogrodowe z dużymi figurami itp. Hotel ma też możliwość wypożyczenia rowerów na wspólne wycieczki (także z przyczepką dla dzieci), a nawet pozostawienia dzieci pod opieką wykwalifikowanego personelu w miejscowym domu zabaw.

Niestety nie mieliśmy już czasu by spróbować wszystkich atrakcji, bo w planie mieliśmy udać się do miejscowości Poroszló nad jeziorem Cisa, dokąd wyruszyliśmy zaraz po pysznym śniadaniu. Nad tą niewielką miejscowością góruje nowoczesny budynek, którego wielka wieża widoczna jest z daleka. Ktoś nieznający okolicy zapewne pomyśli, że to kolejny kościół Makovecza. To jednak „cywilny” budynek projektu nieżyjącego już architekta Laszlo Kertaiego. Swą bryłą budynek nawiązuje do wodnego ptactwa – ma wyobrażać kormorana siedzącego na wodzie z rozpostartymi skrzydłami (skrzydła budynku) i wyciągniętą ku górze szyją (wieża). Nie jest to nawiązanie przypadkowe, bo budynek należy do Tisza-tavi Ökocentrum – Centrum Ekologicznego Jeziora Cisa.

Wieża budynku jest najwyższym punktem widokowym w pobliżu jeziora i rozpościera się z niej wspaniały widok, a i męczyć się nie trzeba, bo na sam szczyt jeździ winda. Patrząc na północ widać góry Matra i góry Bukowe oraz dolinę pomiędzy nimi, w której położony jest Eger i historyczna droga do Polski. To najlepszy punkt widokowy dla tych, którzy chcieliby zobaczy tę słynną handlową drogę, którą legendarny węgrzyn trafiał do Polski. Nieco bliżej widać tereny rolne sąsiedniego komitatu Borsod-Abaúj-Zemplén rozciągające się wokół Poroszló i samą miejscowość, która należy jeszcze do komitatu Heves. Jednak to widok na południe przyciąga najbardziej i jest najważniejszy. Stąd widać jak na dłoni północną część jeziora Cisa, które nieco przypomina rozlewiska biebrzańskie. To wielka ostoja ptactwa i szczególnie w okresie migracji ważne dla nich miejsce. Taras na wieży pozwala nie tylko na podziwianie samej panoramy jeziora, ale na dokładną obserwację ptaków przez miłośników tego zajęcia. Na szczycie wieży spotkaliśmy pana, który oddawał się temu hobby. Był wyposażony w niesamowicie profesjonalnie wyglądający teleskop na trójnogu i pokazał nam kilka ptaków, które udało mu się wypatrzeć. Później się okazało, że był to miejscowy burmistrz. Taras jest na tyle duży, że można tam ustawić nawet kilka statywów dla sprzętu obserwacyjnego czy fotograficznego. Jednak eko-centrum zapewnia też inne możliwości zbliżenia się do przyrody tego unikalnego zbiornika wodnego.

Jezioro Cisa to zbiornik sztuczny powstały po wybudowaniu w latach 1968 – 1973 tamy-elektrowni na rzece Cisa w miejscowości Kisköre (stąd tez druga nazwa jeziora Kiskörei víztározó). Rzeka Cisa zawsze sprawiała Węgrom wiele problemów, ze swą nieobliczalną naturą i skłonnością do nagłych powodzi. Tama i zbiornik miały choć w części temu zapobiegać. I tak powstało największe sztuczne jezioro Węgier, drugi co do wielkości (po jeziorze Balaton) zbiornik wodny tego kraju. Początkowo pomyślałam, że tylko w państwie totalitarnym ktoś mógł podjąć decyzję o zbudowaniu takiego akwenu na zupełnie płaskim terenie, gdzie są świetne ziemie rolne, ale w końcu dowiedziałam się, że Jezioro Cisa stanowi zespół rozlewisk, kanałów i podmokłych łąk, które są w zasadzie pochodzenia naturalnego; ingerencja człowieka ograniczyła się do usypania zapory i wałów ograniczających jezioro.

Warto zwrócić uwagę na te wały – na ich szczycie biegnie bardzo wygodna asfaltowa droga dostępna na co dzień w zasadzie tylko dla rowerów. Daje to razem przeszło 60 kilometrów świetnej ścieżki rowerowej, po której można spokojnie poruszać się z małymi dziećmi, w otoczeniu wspaniałej przyrody z jednej strony, a z drugiej z sympatycznymi wsiami i miasteczkami, które mogą z takim Balatonem konkurować spokojem, no i oczywiście cenami. Polscy rowerzyści, którzy odkryli uroki jeziora Nezyderskiego (Fertő tó) powinni więc zainteresować się również tym miejscem, sama zaś ścieżka może być wzorem dla projektu prezydenta Komorowskiego, na stworzenie trasy rowerowej na wałach wzdłuż Wisły.

Miejscowość Poroszló nie jest centrum sportów wodnych (te to domena Abádszalók położonego nad południowo-zachodnią częścią jeziora), ale jego specjalnością przed powstaniem eko-centrum było wędkarstwo, które nadal można tu ponoć z powodzeniem uprawiać, czemu jak się dowiedziałam sprzyja nie tylko dobra baza noclegowa dla wędkarzy, ale i ułatwienia w wykupieniu licencji, jakie w ostatnim czasie wprowadził rząd węgierski. Centrum dysponuje ponadto łodziami wyposażonymi w nadajniki GPS, które można wynająć i samodzielnie na nich pływać.

Dlaczego jednak użyłam zwrotu nadal kiedy wspomniałam o wędkarstwie? Nie chodzi bynajmniej o to żeby ekolodzy związani z centrum byli źle nastawieni do wędkarzy. Wręcz przeciwnie. Centrum powstało, jako efekt projektu badawczego po katastrofie z 30 stycznia 2000 roku, kiedy to z kopalni złota w Baia Mare w Rumuni wydostało się do Samoszu około 100 000 m³ wody zanieczyszczonej cyjankiem i metalami ciężkimi. Wyciek spowodował w Samoszu i Cisie katastrofę ekologiczną i był tym dotkliwszy, że Cisa to dla węgierskich miłośników ryb od zawsze główne miejsce do wędkowania, a o wyższości karpia z Cisy nad karpiem dunajskim nie ma co nawet dyskutować (Cisa w przeciwieństwie do Dunaju nie jest mulista). Szczęśliwie jak potwierdza wielu ekologów przyroda wykazała się większą siłą niż ludzie głupotą i Cisa oczyściła się znacznie szybciej niż podejrzewano. Niestety, choć od wielu lat ryby z Cisy są w pełni bezpieczne (a może i bardziej – np. to centrum jest dowodem większego niż gdzie indziej poziomu monitorowania) to rybołówstwo się załamało, bo jeszcze przez kilka lat po katastrofie pokutowało przekonanie o zanieczyszczeniu, mimo powtarzających się ocen ekspertów, że ryby złowione w Cisie można jeść bezpiecznie. Prawdopodobnie z tego okresu pozostały ruiny kilku zajazdów wędkarskich oferujących wcześniej zupę rybną, które nie wytrzymały spadku koniunktury. Na szczęście wiele ich tu jeszcze znajdziemy.

Obecnie Eko-centrum to głównie placówka edukacyjna – nauczycielka spotkanej wycieczki szkolnej z okolic Szolnoku powiedziała mi, że dzieciom tak się spodobało, że namówiły ją na powtórny przyjazd w to samo miejsce. Główną atrakcją centrum dla zwiedzających jest mający około 1 mln litrów pojemności, system słodkowodnych akwariów, ulokowany w piwnicy budynku. To prezentacja życia charakterystycznego dla węgierskich zbiorników wodnych, ale i ich brzegów. Oprócz ponad 50 gatunków ryb krajowych pokazywanych w akwariach, przestrzeń wystawowa na parterze obejmuje 13 gatunków gadów i 14 płazów. Najbardziej spektakularną atrakcją jest szklany tunel, gdzie zwiedzający mogą podziwiać majestatycznie przepływające nad ich głowami olbrzymie jesiotry. Prezentowane egzemplarze oczywiście nie pochodzą z Węgier, ale myli się ten, kto myśli, ze te wspaniałe ryby z Węgrami nie mają nic wspólnego. Węgrzy są bardzo dumni z historii o tym jak to ich król Andrzej, postanowił zaimponować cesarzowi niemieckiemu i z wielkopańskim gestem wysłał mu kilka tysięcy sztuk tej wspanialej ryby. Jesiotra spotykano w wodach Dunaju jeszcze długo potem, ale kres położyli temu jak zwykle… Rumuni (no i jak tu ich Węgrzy mają lubić, szkodników ekologicznych jednych :)). Po tym jak wybudowali tamę w dolnym biegu Dunaju młode osobniki nie miały już możliwości wędrówki ku jego górnemu biegowi. Centrum jest więc jedynym miejscem gdzie można tę rybę zobaczyć żywą na Węgrzech (bo wypchany egzemplarz zobaczycie na zamku w Visegradzie). Naszym chłopcom szczególnie do serca przypadły dwie wydry, Młodszego nie mogliśmy po prostu oderwać od ich wybiegu. Centrum posiada również salę kinową na 50 widzów, gdzie można obejrzeć film (również w wersji anglojęzycznej) z niesamowitej podróży łodzią po jeziorze. Film w technologii 3D prezentuje bogactwo przyrody jeziora przekraczające wręcz barierę realizmu.

Na koniec razem ze wspomnianymi uczniami udaliśmy się w prawie godzinny rejs po jeziorze, a właściwie kanałach między położonymi na nim wysepkami zamieszkałymi głównie przez ptaki. Po wysepkach biegnie też ścieżka edukacyjna, gdzie mali odkrywcy mogą przyjrzeć się wszystkiemu zupełnie z bliska i bez szyb.

Słońce ładnie zaczęło przygrzewać i postanowiliśmy, że po powrocie do Egeru odwiedzimy miejsce, które zachowaliśmy w ciepłych wspomnieniach jeszcze z czasów studenckich. Wspomnienia te zaiste były ciepłe, bo chodzi o termalne źródła w Egerszalók. Kiedy byliśmy tu przed laty nasi znajomi dobrze znający Eger zapowiedzieli nam, że pokażą nam coś niezwykłego. I tak po krótkiej przejażdżce wśród dość dziko wyglądających wzgórz, dojechaliśmy do zwykłego pola otoczonego siatką. Okazało się jednak, że na polu znajdują się betonowe baseny z ciepłą i zdrowo pachnącą (czyli niezbyt ładnie) wodą. Najlepsze było jednak na wzgórzach – niesamowite formacje solne stworzone przez pełne minerałów źródlane wody, z unoszącymi się nad nimi oparami – widok jak z innej planety (choć wielu porównuje go do znajdujących się na ziemi Pamukkale w Turcji czy też Yellowstone w USA). Tak naprawdę najpiękniejsze było jednak to, że za parę groszy mogliśmy się tam bawić dość wesoło przez całą noc, jak tylko studenci potrafią (mam na myśli oczywiście również ludzi o mentalności wiecznych studentów ;)). Świat jednak nie stoi w miejscu i kilka lat temu dowiedziałam się, że te uznane już w 1992 oficjalnie za lecznicze źródła stały się źródłem zainteresowania dla biznesu, który wokół nich zbudował olbrzymi kompleks hotelowy ze spa – Saliris Resort. Wybieraliśmy się więc tam z bardzo mieszanymi uczuciami, bo wielu naszych znajomych już wcześniej narzekało, że miejsce zatraciło swój charakter.

A jednak nie było tak źle – czyżbyśmy się starzeli? Sam obiekt zdecydowanie nie zachwyca. Jego ciężka betonowa bryła przywodzi na myśl nowe stacje metra w Budapeszcie i z początku jakoś nie bardzo mi do tego wszystkiego pasowała. Potem jednak zrozumiałam, że stoi za tym idea architektonicznego pokazania jaskiń czy też grot solnych. Mnie to jednak nie przekonuje, a i wykonanie słabe – na kładce prowadzącej do kompleksu Młodszy prawie dopadł do szczeliny między betonową i stalową barierką, w której bez trudu by się zmieścił, a za którą była kilkumetrowa fosa. Pod kładką dla gości jakiś bácsi ma warsztat – takie rzeczy powinny być na zapleczu, a tu jak w komunie od frontu. Ale dalej było już lepiej. Nowoczesna przebieralnia to na pewno postęp w porównaniu do ławek, jakie były przebieralnią przed laty. Oczywiście zaczęliśmy od basenu dla dzieci – jest, i to właściwie tyle. Po chwili obaj byli już nim bardzo znudzeni, a na zainstalowanej zjeżdżalni Młodszemu dało się nawet solidnie uderzyć w tył głowy. A wystarczyłoby wrzucić kilka plastikowych zabawek, jakich pełno leży na każdym placu zabaw w Budapeszcie. W praktyce rodzice maluchów skazani są wyłącznie na siedzenie przy tym brodziku (twarde betonowe krawędzie!). My postanowiliśmy zwiedzić wszystkie dostępne baseny z chłopcami. I tu muszę jednak sprawiedliwie przyznać, że to co dla nas było problemem, dla osób bez małych dzieci będzie zaletą – architekt stworzył istny labirynt biczy wodnych, pryszniców, oczek wodnych, basenów w samej tylko części zadaszonej. Wszystkiemu patronuje Sebastian Kneipp, wielki propagator hydroterapii i twórca metody nazwanej od jego nazwiska (nie zabraliśmy do środka aparatu, poniższe zdjęcia pochodzą ze strony spa).

W końcu można się również udać do części otwartej i tam po prostu posiedzieć w ciepłej wodzie. Niestety siedzenie w bezruchu to nie jest to, co tygryski lubią najbardziej. Obejrzeliśmy sobie więc jeszcze solne zbocze, które się rozrasta dzięki staraniom budowniczych kompleksu (dodali oni na zboczu specjalne kamienne kręgi), choć na zdjęciach robionych zapewne pod odpowiednim kątem wygląda na bardziej już uformowane. Na koniec postanowiliśmy jeszcze wybrać się do kompleksu saun – kojarzącego się wyglądem nieco z jakimś tureckim przybytkiem tego typu. Na marginesie: czy wy również chodzicie do sauny w strojach kąpielowych? Sauny, które tu na Węgrzech nazywane są fińskimi albo tureckimi czy też parowymi, powinny raczej zostać przemianowane na ruskie banie, bo faceci w poliestrowych kąpielówkach w saunie to raczej „russkij standard” niż fiński. Co do Rosjan zresztą, to ten język był bardzo powszechny w tym miejscu, choć ogólnie towarzystwo było bardzo wielonarodowe i Polaków również nie brakowało. Podsumowując: Egerszalók nadaje się świetnie na wypoczynek i relaks dla osób bez małych dzieci.

Warto wspomnieć, że w okolicach Egerszalók w wyniku poszukiwania ropy naftowej znaleziono dużo więcej źródeł termalnych, gdzie powstały i nadal powstają nowe kompleksy wypoczynkowe. My na takie natknęliśmy się mijając pobliską miejscowość Demjén. Dzisiaj poszukiwania skierowane są już głównie na wody termalne, choć udało nam się również zobaczyć działający szyb naftowy.

Zapowiedzi 22.10.2014

23-26 paźdz.: Öreg-Tavi Nagy Halászat – rodzinny festiwal nad jeziorem w Tata, gastronomia, potrawy z ryb, wino. W godzinach porannych niepowtarzalny widok – można zobaczyć połów z użyciem 400 m sieci. W ogrodach zamku Eszterházych skosztujemy wina od lokalnych producentów. Z innych atrakcji: targi rzemiosła, park rozrywki dla dzieci, koncerty m.in. Balkan Fanatic, występy zespołów folklorystycznych (zdjęcia: fb oregtavinagyhalaszat)

23 paźdz.: Anathema, Mother’s Cake na A38, godz. 20.00

24-26 paźdz.: ponad tysiąc gatunków egzotycznych ptaków na Międzynarodowej Wystawie Ptaków w Muzeum Rolnictwa (zamek Vajdahunyad w Varosliget).

24 paźdz.: wieczór z operetką – gala w Budapesti Operettszínház, usłyszymy największe węgierskie przeboje operetkowe m.in. takich kompozytorów jak Imre Kálmán (Księżniczka Czardasza) czy Ferenc Lehár (Wesoła Wdówka)

24 paźdz.: koncert Supernem w Barba Negra Mucic Club, godz. 20.00

do 24 paźdz.: interaktywna wystawa Namiot Stuleci – na placu 56 roku (56-osok tere) stanął ogromny namiot, Budapeszt jest kolejnym przystankiem na trasie objeżdżającej cały kraj wystawy Muzeum Narodowego, podróż w czasie i przestrzeni przez wieki węgierskiej historii z wykorzystaniem najnowocześniejszych osiągnięć techniki (czynne do godz. 22.00)

25 paźdz.: spacer z przewodnikiem po cmentarzu Fiumei Sírkert, który jest miejscem spoczynku wielu znanych i ważnych dla historii i kultury Węgier postaci, a jednocześnie jednym z najpiękniejszych parków Budapesztu, porównywalnym z francuskim Père-Lachaise. Bohaterowie węgierskiego powstania, tajemnice pisarzy i artystów – wyjątkowa lekcja historii.

25 i 31 paźdz.: wycieczka rowerowa Siófok-Balatonvilágos, czas trwania ok. 3 godz., spotkanie kwadrans przed 10.00 przy siedzibie Tourinform, Fő tér 11 (trasa: Siófok – Aranypart – Balatonszabadi-fürdő – Sóstó – Balatonvilágos Megpihenő helyek: Galerius Fürdő * Sóstói-strand * Kápolna * Mészöly forrás * Ivókút * Korona * Szerelmesek Hídja)

25-26 paźdz.: Retrotoys LEGO® Grand Prix – wyścigi pojazdów lego, symulatory Formuły 1 i Rally – programy dla całej rodziny w KÖKI Terminál (XIX dzielnica, Vak Bottyán u. 75)

do 4 stycznia: Anarchia. Utopia. Rewolucja. – wystawa w Ludwig Múzeum – artyści z Europy Środkowo-Wschodniej, pozycja nieposłuszeństwa obywatelskiego manifestującego się w sztuce współczesnej i jego wpływ na zmiany polityczne i społeczne. Kontekstem jest 25 rocznica runięcia żelaznej kurtyny i zmiany systemu w naszej części Europy.

w każdą niedzielę 8.30-13.00: Budapesti virágpiac – możliwość nabycia produktów spożywczych bezpośrednio od producentów (Szent László út 21-23 w XIII dzielnicy).

Plus kilka propozycji z poprzednich zapowiedzi 16 paźdz.

Uwaga! Na Węgrzech mamy długi weekend więc urzędy i niektóre sklepy będą nieczynne również w piątek 24 paźdz.

KRESZ dla najmłodszych

Ciekawa i pożyteczna rzecz dla dzieci. W Városliget zostało wyremontowane miasteczko ruchu drogowego nazywane tutaj KRESZ-parkiem. KRESZ to węgierski kodeks ruchu drogowego. Miasteczko jest kolejnym dziełem Budapeszteńskiego Centrum Komunikacyjnego BKK wspieranego przez Skodę, znaną również w Polsce z ciekawych inicjatyw służących bezpieczeństwu na drodze.

Zamontowano w nim prawdziwą sygnalizację świetlną i nowe znaki drogowe, tak aby dzieci mogły uczyć się zasad ruchu drogowego i poruszania się na drogach w warunkach jak najbardziej zbliżonych do rzeczywistości. Odnowiono nawierzchnię ścieżek, po których mali rowerzyści mogą jeździć jak po prawdziwych drogach. Świetne miejsce, w którym możecie zacząć z dziećmi naukę jazdy na rowerze, ucząc jednocześnie prawidłowego zachowania na drodze, na co szczególnie w mieście nigdy nie jest za wcześnie.

Tego typu obiekty powstawały również w Polsce w latach 70 i 80, aby umożliwić dzieciom naukę i zdanie egzaminu na kartę rowerową. Niestety w nowej rzeczywistości los nie zawsze im sprzyjał. Kiedyś, w czasie spaceru po rodzinnym mieście mój mąż chciał mi pokazać miejsce, gdzie sam uczył się jeździć rowerem i poznawał zasady jazdy po rondzie, ale okazało się, że obiekt zamiast zostać wyremontowany (z pewnością na coś takiego znalazłyby się jakieś unijne fundusze) został zamieniony na osiedlowy parking. Jak widać ktoś zareagował na zwiększenie liczby samochodów – pytanie tylko czy właściwie?

zdjęcia: fb BKK