Nowe usługi na Węgrzech

UPC będący jednym z głównych dostawców Internetu na Węgrzech w ostatnim czasie zaczyna poszerzać swoją ofertę. Głośno o jego debiucie na rynku operatorów komórkowych, gdzie zaczyna świadczyć usługi, jako tzw. operator wirtualny, mimo nie najlepszych doświadczeń w tej materii innych firm.

Znacznie ciekawsza wydaje się oferta nazwana Wi-Free, gdzie abonenci UPC zyskają szeroki dostęp do bardzo rozbudowanej sieci hotspotów WiFi na terenie Węgier. Skąd nagle UPC zyskało tak szeroką sieć hotspotów? Okazuje się, że ktoś dość sprytnie wymyślił, że router u abonenta UPC może być nie tylko przeznaczony do dostarczania mu internetu, ale może stanowić też punkt dostępowy dla osób w jego okolicy. Z uwagi na wielką ilość takich routerów, nagle UPC stało się posiadaczem olbrzymiej sieci WiFi. Ilość tego typu routerów szacowana jest na 200 tys. Pomysł ten jest realizowany przez UPC także w innych krajach, m.in. w Polsce. Swoją drogą, ciekawe czy rzeczywiście z usługi będzie można korzystać też w innych krajach gdzie jest UPC, bo do tej pory niezbyt wiele wynikało z ponadnarodowego charakteru wielkich korporacji, jak telekomy czy banki.

Kontrowersje budzi fakt czy publiczne wykorzystanie routera nie narazi abonenta na ataki hakerów. Firma zapewnia, że prywatny kanał domowy będzie całkowicie odseparowany od kanału publicznej sieci WiFi, ale doświadczenie uczy, że wszystko jest tak długo bezpieczne jak długo ktoś nie wykaże, że jednak tak nie jest, czego świetnym przykładem był WPS. Z pewnością na Węgrzech gdzie do tej pory nie było odpowiednika polskiej usługi socjalnej w stylu Aero, ten pomysł wzbudzi zainteresowanie.

Inną ciekawą usługą, która ma wkrótce (wiosna 2015) pojawić się na Węgrzech jest system Velotrack realizowany przez tutejszego operatora telefonii komórkowej Vodafone i jego partnera w tym projekcie, firmę Hargamon sp. z o.o. Oferta skierowana jest do rowerzystów, których liczba na Węgrzech jest tak znaczna, że w roku 2010 oszacowano, że aż 19% podróży realizowano w tym kraju przy użyciu roweru.

Niestety kradzież rowerów to prawdziwa zmora węgierskich cyklistów, która jest więcej niż łyżką dziegciu w tym rowerowym raju. Powyższe firmy postanowiły wdrożyć system analogiczny do tych, jakie stosowane były do tej pory w celu monitorowania samochodów. Tzw. czarna skrzynka urządzenia GPS ma stać się elementem ramy roweru i jej usunięcie ma być niemożliwe (trudno więc powiedzieć czy będzie ten system można stosować w starych rowerach, choć widziałam kiedyś niemieckie rozwiązanie, które wbudowane było do przymocowanej na stałe lampki rowerowej).

System ma pełnić w założeniu trojaką funkcję. Po pierwsze, zabezpieczenie przed kradzieżą. Funkcja żyroskopu będzie pozwalała na poinformowanie użytkownika, że jego rower zmienił położenie a dzięki GPS trasa roweru będzie dalej śledzona. Dane o kradzieżach będą gromadzone w systemie i użytkownik będzie informowany czy miejsce w którym pozostawia rower jest bezpieczne. Po drugie, informacje o położeniu będą pozwalały na tworzenie społeczności i obserwowanie wraz ze znajomymi czy rodziną w czasie rzeczywistym gdzie znajduje się rowerzysta. Po trzecie, użytkownik będzie mógł analizować dane np. w celach treningowych lub w tym samym celu wykorzystywać je w czasie rzeczywistym, przy użyciu odpowiedniej aplikacji na współpracującym smartfonie.

Cena urządzenia i koszt jego użytkowania przez 1 rok będzie zawarta w cenie nowego roweru. Po roku użytkownik będzie decydował czy chce nadal korzystać z usługi, której miesięczny koszt ma być odpowiednikiem ceny jednego hamburgera. Niestety marketingowcy nie doprecyzowali czy chodzi o taki najtańszy, podstawowy hamburger, czy też hiper-mega Whopper ze wszystkimi dodatkami :)

źródło: hwsw.hu, sg.hu

Eger po sezonie – dzień drugi

Na nocleg udaliśmy się do miejscowości Noszvaj położonej w odległości ok. 10 km na północny wschód od Egeru (droga na Bogács). Położona malowniczo w dolinie potoku Kánya wioska słynie z pałacu De La Motte. Pałac zbudowano w 1778 roku w stylu copf, który jest odmianą późnego baroku, a w zasadzie wraz z rokoko stanowi przejście od baroku do klasycyzmu. Kilka sal wydzielono na muzeum, w pozostałych urządzono hotel. Bramy strzegą figury jednorożców z herbu rodziny Almássych.

Nasz hotel Oxigen znajdował się z kolei poza wioską. Został stworzony pod koniec XX wieku jako przebudowa pałacu rodu Galassy z 1900 roku. Nas zainteresował głównie z uwagi na fakt, że reklamuje się jako bardzo przyjazny dzieciom. I okazało się to całkowitą prawdą. Na zewnątrz trudno dostrzec kształt starego budynku, ale jego bryła wyraźnie odcina się od prostego kształtu dobudowanego za nim kompleksu ZEN Spa – drugiej atrakcji, która nas tu ściągnęła. Obszerne pokoje i elegancka jadalnia nawiązują swym wystrojem raczej do pałacowej części, są bardzo dobrze wyposażone i wygodne. W hotelu pełno rodziców z dziećmi więc chłopcy już podczas kolacji nawiązują przyjaźnie. Fajnym pomysłem oprócz wszelkich udogodnień typu krzesełka dla malucha, czy pełnego wyboru dań dla najmłodszych, było stworzenie domku pośrodku jadalni gdzie dzieciaki po najedzeniu się lub w trakcie mogły razem z nowymi przyjaciółmi porysować (także na ścianach domku) czy też po prostu razem się pobawić, dając nam choć chwilę na skosztowanie bardzo dobrej kuchni. Trzeba pamiętać, że jak to często na Węgrzech bywa napoje nie są wliczane w cenę i nie dotyczy to tylko alkoholu – ich ceną zostaniemy obciążeni przy wymeldowywaniu się, tak jak za korzystanie z minibaru, choć nie jest to regułą i warto spytać się kelnera (w tym hotelu np. napoje wieczorem były płatne a już przy śniadaniu nie).

Kolejnym mankamentem była wczesna godzina, o jakiej zamykana była część spa – czynne do 21.00 – brakowało mi możliwości by po położeniu dzieci wreszcie spać, móc je zostawić z mężem i trochę wymoczyć się w ciepłych źródłach i wygrzać w saunach. Termy rekompensują to choć częściowo wczesną godziną otwarcia (już od 6.00 rano), tak więc nasze ranne ptaszki zostały rannymi kaczuszkami – a muszę przyznać, że również część termalna została pięknie dostosowana do potrzeb maluchów: dwa dziecięce baseny o różnej głębokości, z ciepłą wodą i miękkim wykończeniem, pełno kolorowych zabawek w równie kolorowym otoczeniu (skoro całe spa jest w stylu Zen, basen dla dzieci nawiązywał oczywiście do dziecięcej Mangi). A jeśli maluch się znudzi to na orientalnym podeście czeka już na niego stół z innymi atrakcjami. Całość jest bardzo ładnie przeszklona, z widokiem na piękny park, w którym na dzieci czekają kolejne atrakcje: plac zabaw, małpi gaj, szachy ogrodowe z dużymi figurami itp. Hotel ma też możliwość wypożyczenia rowerów na wspólne wycieczki (także z przyczepką dla dzieci), a nawet pozostawienia dzieci pod opieką wykwalifikowanego personelu w miejscowym domu zabaw.

Niestety nie mieliśmy już czasu by spróbować wszystkich atrakcji, bo w planie mieliśmy udać się do miejscowości Poroszló nad jeziorem Cisa, dokąd wyruszyliśmy zaraz po pysznym śniadaniu. Nad tą niewielką miejscowością góruje nowoczesny budynek, którego wielka wieża widoczna jest z daleka. Ktoś nieznający okolicy zapewne pomyśli, że to kolejny kościół Makovecza. To jednak „cywilny” budynek projektu nieżyjącego już architekta Laszlo Kertaiego. Swą bryłą budynek nawiązuje do wodnego ptactwa – ma wyobrażać kormorana siedzącego na wodzie z rozpostartymi skrzydłami (skrzydła budynku) i wyciągniętą ku górze szyją (wieża). Nie jest to nawiązanie przypadkowe, bo budynek należy do Tisza-tavi Ökocentrum – Centrum Ekologicznego Jeziora Cisa.

Wieża budynku jest najwyższym punktem widokowym w pobliżu jeziora i rozpościera się z niej wspaniały widok, a i męczyć się nie trzeba, bo na sam szczyt jeździ winda. Patrząc na północ widać góry Matra i góry Bukowe oraz dolinę pomiędzy nimi, w której położony jest Eger i historyczna droga do Polski. To najlepszy punkt widokowy dla tych, którzy chcieliby zobaczy tę słynną handlową drogę, którą legendarny węgrzyn trafiał do Polski. Nieco bliżej widać tereny rolne sąsiedniego komitatu Borsod-Abaúj-Zemplén rozciągające się wokół Poroszló i samą miejscowość, która należy jeszcze do komitatu Heves. Jednak to widok na południe przyciąga najbardziej i jest najważniejszy. Stąd widać jak na dłoni północną część jeziora Cisa, które nieco przypomina rozlewiska biebrzańskie. To wielka ostoja ptactwa i szczególnie w okresie migracji ważne dla nich miejsce. Taras na wieży pozwala nie tylko na podziwianie samej panoramy jeziora, ale na dokładną obserwację ptaków przez miłośników tego zajęcia. Na szczycie wieży spotkaliśmy pana, który oddawał się temu hobby. Był wyposażony w niesamowicie profesjonalnie wyglądający teleskop na trójnogu i pokazał nam kilka ptaków, które udało mu się wypatrzeć. Później się okazało, że był to miejscowy burmistrz. Taras jest na tyle duży, że można tam ustawić nawet kilka statywów dla sprzętu obserwacyjnego czy fotograficznego. Jednak eko-centrum zapewnia też inne możliwości zbliżenia się do przyrody tego unikalnego zbiornika wodnego.

Jezioro Cisa to zbiornik sztuczny powstały po wybudowaniu w latach 1968 – 1973 tamy-elektrowni na rzece Cisa w miejscowości Kisköre (stąd tez druga nazwa jeziora Kiskörei víztározó). Rzeka Cisa zawsze sprawiała Węgrom wiele problemów, ze swą nieobliczalną naturą i skłonnością do nagłych powodzi. Tama i zbiornik miały choć w części temu zapobiegać. I tak powstało największe sztuczne jezioro Węgier, drugi co do wielkości (po jeziorze Balaton) zbiornik wodny tego kraju. Początkowo pomyślałam, że tylko w państwie totalitarnym ktoś mógł podjąć decyzję o zbudowaniu takiego akwenu na zupełnie płaskim terenie, gdzie są świetne ziemie rolne, ale w końcu dowiedziałam się, że Jezioro Cisa stanowi zespół rozlewisk, kanałów i podmokłych łąk, które są w zasadzie pochodzenia naturalnego; ingerencja człowieka ograniczyła się do usypania zapory i wałów ograniczających jezioro.

Warto zwrócić uwagę na te wały – na ich szczycie biegnie bardzo wygodna asfaltowa droga dostępna na co dzień w zasadzie tylko dla rowerów. Daje to razem przeszło 60 kilometrów świetnej ścieżki rowerowej, po której można spokojnie poruszać się z małymi dziećmi, w otoczeniu wspaniałej przyrody z jednej strony, a z drugiej z sympatycznymi wsiami i miasteczkami, które mogą z takim Balatonem konkurować spokojem, no i oczywiście cenami. Polscy rowerzyści, którzy odkryli uroki jeziora Nezyderskiego (Fertő tó) powinni więc zainteresować się również tym miejscem, sama zaś ścieżka może być wzorem dla projektu prezydenta Komorowskiego, na stworzenie trasy rowerowej na wałach wzdłuż Wisły.

Miejscowość Poroszló nie jest centrum sportów wodnych (te to domena Abádszalók położonego nad południowo-zachodnią częścią jeziora), ale jego specjalnością przed powstaniem eko-centrum było wędkarstwo, które nadal można tu ponoć z powodzeniem uprawiać, czemu jak się dowiedziałam sprzyja nie tylko dobra baza noclegowa dla wędkarzy, ale i ułatwienia w wykupieniu licencji, jakie w ostatnim czasie wprowadził rząd węgierski. Centrum dysponuje ponadto łodziami wyposażonymi w nadajniki GPS, które można wynająć i samodzielnie na nich pływać.

Dlaczego jednak użyłam zwrotu nadal kiedy wspomniałam o wędkarstwie? Nie chodzi bynajmniej o to żeby ekolodzy związani z centrum byli źle nastawieni do wędkarzy. Wręcz przeciwnie. Centrum powstało, jako efekt projektu badawczego po katastrofie z 30 stycznia 2000 roku, kiedy to z kopalni złota w Baia Mare w Rumuni wydostało się do Samoszu około 100 000 m³ wody zanieczyszczonej cyjankiem i metalami ciężkimi. Wyciek spowodował w Samoszu i Cisie katastrofę ekologiczną i był tym dotkliwszy, że Cisa to dla węgierskich miłośników ryb od zawsze główne miejsce do wędkowania, a o wyższości karpia z Cisy nad karpiem dunajskim nie ma co nawet dyskutować (Cisa w przeciwieństwie do Dunaju nie jest mulista). Szczęśliwie jak potwierdza wielu ekologów przyroda wykazała się większą siłą niż ludzie głupotą i Cisa oczyściła się znacznie szybciej niż podejrzewano. Niestety, choć od wielu lat ryby z Cisy są w pełni bezpieczne (a może i bardziej – np. to centrum jest dowodem większego niż gdzie indziej poziomu monitorowania) to rybołówstwo się załamało, bo jeszcze przez kilka lat po katastrofie pokutowało przekonanie o zanieczyszczeniu, mimo powtarzających się ocen ekspertów, że ryby złowione w Cisie można jeść bezpiecznie. Prawdopodobnie z tego okresu pozostały ruiny kilku zajazdów wędkarskich oferujących wcześniej zupę rybną, które nie wytrzymały spadku koniunktury. Na szczęście wiele ich tu jeszcze znajdziemy.

Obecnie Eko-centrum to głównie placówka edukacyjna – nauczycielka spotkanej wycieczki szkolnej z okolic Szolnoku powiedziała mi, że dzieciom tak się spodobało, że namówiły ją na powtórny przyjazd w to samo miejsce. Główną atrakcją centrum dla zwiedzających jest mający około 1 mln litrów pojemności, system słodkowodnych akwariów, ulokowany w piwnicy budynku. To prezentacja życia charakterystycznego dla węgierskich zbiorników wodnych, ale i ich brzegów. Oprócz ponad 50 gatunków ryb krajowych pokazywanych w akwariach, przestrzeń wystawowa na parterze obejmuje 13 gatunków gadów i 14 płazów. Najbardziej spektakularną atrakcją jest szklany tunel, gdzie zwiedzający mogą podziwiać majestatycznie przepływające nad ich głowami olbrzymie jesiotry. Prezentowane egzemplarze oczywiście nie pochodzą z Węgier, ale myli się ten, kto myśli, ze te wspaniałe ryby z Węgrami nie mają nic wspólnego. Węgrzy są bardzo dumni z historii o tym jak to ich król Andrzej, postanowił zaimponować cesarzowi niemieckiemu i z wielkopańskim gestem wysłał mu kilka tysięcy sztuk tej wspanialej ryby. Jesiotra spotykano w wodach Dunaju jeszcze długo potem, ale kres położyli temu jak zwykle… Rumuni (no i jak tu ich Węgrzy mają lubić, szkodników ekologicznych jednych :)). Po tym jak wybudowali tamę w dolnym biegu Dunaju młode osobniki nie miały już możliwości wędrówki ku jego górnemu biegowi. Centrum jest więc jedynym miejscem gdzie można tę rybę zobaczyć żywą na Węgrzech (bo wypchany egzemplarz zobaczycie na zamku w Visegradzie). Naszym chłopcom szczególnie do serca przypadły dwie wydry, Młodszego nie mogliśmy po prostu oderwać od ich wybiegu. Centrum posiada również salę kinową na 50 widzów, gdzie można obejrzeć film (również w wersji anglojęzycznej) z niesamowitej podróży łodzią po jeziorze. Film w technologii 3D prezentuje bogactwo przyrody jeziora przekraczające wręcz barierę realizmu.

Na koniec razem ze wspomnianymi uczniami udaliśmy się w prawie godzinny rejs po jeziorze, a właściwie kanałach między położonymi na nim wysepkami zamieszkałymi głównie przez ptaki. Po wysepkach biegnie też ścieżka edukacyjna, gdzie mali odkrywcy mogą przyjrzeć się wszystkiemu zupełnie z bliska i bez szyb.

Słońce ładnie zaczęło przygrzewać i postanowiliśmy, że po powrocie do Egeru odwiedzimy miejsce, które zachowaliśmy w ciepłych wspomnieniach jeszcze z czasów studenckich. Wspomnienia te zaiste były ciepłe, bo chodzi o termalne źródła w Egerszalók. Kiedy byliśmy tu przed laty nasi znajomi dobrze znający Eger zapowiedzieli nam, że pokażą nam coś niezwykłego. I tak po krótkiej przejażdżce wśród dość dziko wyglądających wzgórz, dojechaliśmy do zwykłego pola otoczonego siatką. Okazało się jednak, że na polu znajdują się betonowe baseny z ciepłą i zdrowo pachnącą (czyli niezbyt ładnie) wodą. Najlepsze było jednak na wzgórzach – niesamowite formacje solne stworzone przez pełne minerałów źródlane wody, z unoszącymi się nad nimi oparami – widok jak z innej planety (choć wielu porównuje go do znajdujących się na ziemi Pamukkale w Turcji czy też Yellowstone w USA). Tak naprawdę najpiękniejsze było jednak to, że za parę groszy mogliśmy się tam bawić dość wesoło przez całą noc, jak tylko studenci potrafią (mam na myśli oczywiście również ludzi o mentalności wiecznych studentów ;)). Świat jednak nie stoi w miejscu i kilka lat temu dowiedziałam się, że te uznane już w 1992 oficjalnie za lecznicze źródła stały się źródłem zainteresowania dla biznesu, który wokół nich zbudował olbrzymi kompleks hotelowy ze spa – Saliris Resort. Wybieraliśmy się więc tam z bardzo mieszanymi uczuciami, bo wielu naszych znajomych już wcześniej narzekało, że miejsce zatraciło swój charakter.

A jednak nie było tak źle – czyżbyśmy się starzeli? Sam obiekt zdecydowanie nie zachwyca. Jego ciężka betonowa bryła przywodzi na myśl nowe stacje metra w Budapeszcie i z początku jakoś nie bardzo mi do tego wszystkiego pasowała. Potem jednak zrozumiałam, że stoi za tym idea architektonicznego pokazania jaskiń czy też grot solnych. Mnie to jednak nie przekonuje, a i wykonanie słabe – na kładce prowadzącej do kompleksu Młodszy prawie dopadł do szczeliny między betonową i stalową barierką, w której bez trudu by się zmieścił, a za którą była kilkumetrowa fosa. Pod kładką dla gości jakiś bácsi ma warsztat – takie rzeczy powinny być na zapleczu, a tu jak w komunie od frontu. Ale dalej było już lepiej. Nowoczesna przebieralnia to na pewno postęp w porównaniu do ławek, jakie były przebieralnią przed laty. Oczywiście zaczęliśmy od basenu dla dzieci – jest, i to właściwie tyle. Po chwili obaj byli już nim bardzo znudzeni, a na zainstalowanej zjeżdżalni Młodszemu dało się nawet solidnie uderzyć w tył głowy. A wystarczyłoby wrzucić kilka plastikowych zabawek, jakich pełno leży na każdym placu zabaw w Budapeszcie. W praktyce rodzice maluchów skazani są wyłącznie na siedzenie przy tym brodziku (twarde betonowe krawędzie!). My postanowiliśmy zwiedzić wszystkie dostępne baseny z chłopcami. I tu muszę jednak sprawiedliwie przyznać, że to co dla nas było problemem, dla osób bez małych dzieci będzie zaletą – architekt stworzył istny labirynt biczy wodnych, pryszniców, oczek wodnych, basenów w samej tylko części zadaszonej. Wszystkiemu patronuje Sebastian Kneipp, wielki propagator hydroterapii i twórca metody nazwanej od jego nazwiska (nie zabraliśmy do środka aparatu, poniższe zdjęcia pochodzą ze strony spa).

W końcu można się również udać do części otwartej i tam po prostu posiedzieć w ciepłej wodzie. Niestety siedzenie w bezruchu to nie jest to, co tygryski lubią najbardziej. Obejrzeliśmy sobie więc jeszcze solne zbocze, które się rozrasta dzięki staraniom budowniczych kompleksu (dodali oni na zboczu specjalne kamienne kręgi), choć na zdjęciach robionych zapewne pod odpowiednim kątem wygląda na bardziej już uformowane. Na koniec postanowiliśmy jeszcze wybrać się do kompleksu saun – kojarzącego się wyglądem nieco z jakimś tureckim przybytkiem tego typu. Na marginesie: czy wy również chodzicie do sauny w strojach kąpielowych? Sauny, które tu na Węgrzech nazywane są fińskimi albo tureckimi czy też parowymi, powinny raczej zostać przemianowane na ruskie banie, bo faceci w poliestrowych kąpielówkach w saunie to raczej „russkij standard” niż fiński. Co do Rosjan zresztą, to ten język był bardzo powszechny w tym miejscu, choć ogólnie towarzystwo było bardzo wielonarodowe i Polaków również nie brakowało. Podsumowując: Egerszalók nadaje się świetnie na wypoczynek i relaks dla osób bez małych dzieci.

Warto wspomnieć, że w okolicach Egerszalók w wyniku poszukiwania ropy naftowej znaleziono dużo więcej źródeł termalnych, gdzie powstały i nadal powstają nowe kompleksy wypoczynkowe. My na takie natknęliśmy się mijając pobliską miejscowość Demjén. Dzisiaj poszukiwania skierowane są już głównie na wody termalne, choć udało nam się również zobaczyć działający szyb naftowy.

Zapowiedzi 22.10.2014

23-26 paźdz.: Öreg-Tavi Nagy Halászat – rodzinny festiwal nad jeziorem w Tata, gastronomia, potrawy z ryb, wino. W godzinach porannych niepowtarzalny widok – można zobaczyć połów z użyciem 400 m sieci. W ogrodach zamku Eszterházych skosztujemy wina od lokalnych producentów. Z innych atrakcji: targi rzemiosła, park rozrywki dla dzieci, koncerty m.in. Balkan Fanatic, występy zespołów folklorystycznych (zdjęcia: fb oregtavinagyhalaszat)

23 paźdz.: Anathema, Mother’s Cake na A38, godz. 20.00

24-26 paźdz.: ponad tysiąc gatunków egzotycznych ptaków na Międzynarodowej Wystawie Ptaków w Muzeum Rolnictwa (zamek Vajdahunyad w Varosliget).

24 paźdz.: wieczór z operetką – gala w Budapesti Operettszínház, usłyszymy największe węgierskie przeboje operetkowe m.in. takich kompozytorów jak Imre Kálmán (Księżniczka Czardasza) czy Ferenc Lehár (Wesoła Wdówka)

24 paźdz.: koncert Supernem w Barba Negra Mucic Club, godz. 20.00

do 24 paźdz.: interaktywna wystawa Namiot Stuleci – na placu 56 roku (56-osok tere) stanął ogromny namiot, Budapeszt jest kolejnym przystankiem na trasie objeżdżającej cały kraj wystawy Muzeum Narodowego, podróż w czasie i przestrzeni przez wieki węgierskiej historii z wykorzystaniem najnowocześniejszych osiągnięć techniki (czynne do godz. 22.00)

25 paźdz.: spacer z przewodnikiem po cmentarzu Fiumei Sírkert, który jest miejscem spoczynku wielu znanych i ważnych dla historii i kultury Węgier postaci, a jednocześnie jednym z najpiękniejszych parków Budapesztu, porównywalnym z francuskim Père-Lachaise. Bohaterowie węgierskiego powstania, tajemnice pisarzy i artystów – wyjątkowa lekcja historii.

25 i 31 paźdz.: wycieczka rowerowa Siófok-Balatonvilágos, czas trwania ok. 3 godz., spotkanie kwadrans przed 10.00 przy siedzibie Tourinform, Fő tér 11 (trasa: Siófok – Aranypart – Balatonszabadi-fürdő – Sóstó – Balatonvilágos Megpihenő helyek: Galerius Fürdő * Sóstói-strand * Kápolna * Mészöly forrás * Ivókút * Korona * Szerelmesek Hídja)

25-26 paźdz.: Retrotoys LEGO® Grand Prix – wyścigi pojazdów lego, symulatory Formuły 1 i Rally – programy dla całej rodziny w KÖKI Terminál (XIX dzielnica, Vak Bottyán u. 75)

do 4 stycznia: Anarchia. Utopia. Rewolucja. – wystawa w Ludwig Múzeum – artyści z Europy Środkowo-Wschodniej, pozycja nieposłuszeństwa obywatelskiego manifestującego się w sztuce współczesnej i jego wpływ na zmiany polityczne i społeczne. Kontekstem jest 25 rocznica runięcia żelaznej kurtyny i zmiany systemu w naszej części Europy.

w każdą niedzielę 8.30-13.00: Budapesti virágpiac – możliwość nabycia produktów spożywczych bezpośrednio od producentów (Szent László út 21-23 w XIII dzielnicy).

Plus kilka propozycji z poprzednich zapowiedzi 16 paźdz.

Uwaga! Na Węgrzech mamy długi weekend więc urzędy i niektóre sklepy będą nieczynne również w piątek 24 paźdz.

KRESZ dla najmłodszych

Ciekawa i pożyteczna rzecz dla dzieci. W Városliget zostało wyremontowane miasteczko ruchu drogowego nazywane tutaj KRESZ-parkiem. KRESZ to węgierski kodeks ruchu drogowego. Miasteczko jest kolejnym dziełem Budapeszteńskiego Centrum Komunikacyjnego BKK wspieranego przez Skodę, znaną również w Polsce z ciekawych inicjatyw służących bezpieczeństwu na drodze.

Zamontowano w nim prawdziwą sygnalizację świetlną i nowe znaki drogowe, tak aby dzieci mogły uczyć się zasad ruchu drogowego i poruszania się na drogach w warunkach jak najbardziej zbliżonych do rzeczywistości. Odnowiono nawierzchnię ścieżek, po których mali rowerzyści mogą jeździć jak po prawdziwych drogach. Świetne miejsce, w którym możecie zacząć z dziećmi naukę jazdy na rowerze, ucząc jednocześnie prawidłowego zachowania na drodze, na co szczególnie w mieście nigdy nie jest za wcześnie.

Tego typu obiekty powstawały również w Polsce w latach 70 i 80, aby umożliwić dzieciom naukę i zdanie egzaminu na kartę rowerową. Niestety w nowej rzeczywistości los nie zawsze im sprzyjał. Kiedyś, w czasie spaceru po rodzinnym mieście mój mąż chciał mi pokazać miejsce, gdzie sam uczył się jeździć rowerem i poznawał zasady jazdy po rondzie, ale okazało się, że obiekt zamiast zostać wyremontowany (z pewnością na coś takiego znalazłyby się jakieś unijne fundusze) został zamieniony na osiedlowy parking. Jak widać ktoś zareagował na zwiększenie liczby samochodów – pytanie tylko czy właściwie?

zdjęcia: fb BKK

Rowerem po Nagykörút

Wieczorem w poniedziałek zebrał się tłum kilkuset cyklistów aby pojeździć sobie po Nagykörút. Choć przejazd miał charakter typowej Masy Krytycznej to nie został tak nazwany, ponieważ ta była organizowana w Budapeszcie do zeszłego roku, ale można powiedzieć, że „obrosła tłuszczem” i niczego w sprawach rowerzystów już nie wnosiła stając się niemalże imprezą współorganizowaną przez władze miasta i tracąc swój kontestujący charakter. Jednak problemy pozostały i rowerzyści postanowili sięgnąć do sprawdzonych metod, aby wskazać na problem komunikacyjny, jakim jest poruszanie się rowerem po dużej obwodnicy (nazywanej też Wielkim Bulwarem). Nazwa ta nie oddaje współczesnej rzeczywistości, bo tak naprawdę to jest to wewnętrzna i najmniejsza obwodnica miasta, a tak zwany mały körút pomiędzy placem Deaka i Mostem Wolności trudno nazwać obwodnicą. Problemem tej ulicy jest fakt, że z dwóch pasów ruchu faktycznie można używać 1 i ¼. Na tej drodze samochody ledwie przeciskają się miedzy sobą i rowerzyści, którzy zdecydują się z niej korzystać naprawdę wiele ryzykują. Jednocześnie władze miasta nie zdecydowały się na wydzielenie ścieżki rowerowej na szerokim chodniku tak jak np. zrobiono to przy ulicy Bajcsy- Zsilinszky.

Szkoda tylko, że w ramach tej akcji próbują się pokazać politycy (media spostrzegły kandydatów lewicowej MSZP, choć jak deklarowali, byli oni tam całkowicie prywatnie), bo takie działania są przecież dla wszystkich i identyfikowanie ich potem z preferencjami politycznymi przypomina odmrażanie sobie uszu na złość babci. Jednocześnie nie mogę uwierzyć, że ktoś kto nie sympatyzuje z lewicą chce żyć w cieniu elektrowni atomowej, otoczony sąsiadami w trabantach a wieczorem chodzi do parku łamać młode drzewka i wydeptywać trawę.

Największy deptak miasta cz.II

Z kolei cala Andrássy została opanowana przez imprezy, pokazy związane z zamknięciem Europejskiego Tygodnia Mobilności. Zasadniczo to bezpośrednim pretekstem był Dzień Bez Samochodu. Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że mobilność potrzebuje samochodów, a więc te dwie sprawy się wykluczają, ale wiele z przedstawiających się organizacji starało się udowodnić, że istnieją alternatywy dla samochodów, które dają miastu czyste powietrze i więcej przestrzeni. Na mnie osobiście zrobiła wrażenie prezentacja zdjęć ulicy w Amsterdamie z lat 50 XX wieku i tych współczesnych. Oczywiście ta z lat 50 była bardziej zatłoczona niż dzisiejsze ulice Budapesztu w szczycie, ale dziś nie ma po tym już śladu. Na tej bazie urbaniści zaprezentowali fotomontaże, w których po Ferenciek tere poruszają się tramwaje i rowery – piękna utopia, bo przecież dopiero co zakończono jej remont w zupełnie innym stylu.

Z kolei BKV zaprezentowało swoje nowe autobusy (polskim akcentem był Solaris Urbino 10), a FKF nowe śmieciarki napędzane gazem, przeznaczone do selektywnej zbiórki papieru. Tu, co prawda nastąpiła dość zabawna sytuacja, bo gdy spytałam się czy w Budapeszcie śmieci są składowane na wysypiskach czy też istnieje spalarnia, to pan śmieciarz stwierdził, że w spalarni to spala się tylko śmieci komunalne a te z jego śmieciarki (czyli pochodzący z selekcji papier) lądują na wysypisku. Mam nadzieję jednak, że to tylko kwestia nieporozumienia i chodziło mu o zakład przetwarzający papier :)

Wszystkie te organizacje czy też spółki użyteczności publicznej starały się głównie dotrzeć do najmłodszych (i bardzo dobrze, bo dzieci zarażają potem dobrymi zwyczajami rodziców), ale pomyślano też o osobach starszych: i tak mogli od osób w swoim wieku dowiedzieć się więcej o segregacji śmieci czy o konieczności i sposobach konserwacji urządzeń grzewczych. Pomysł, aby o takich rzeczach opowiadały wolontariuszki 70+ wydał mi się bardzo ciekawy, bo zazwyczaj wolontariuszami na takich imprezach jest młodzież w wieku szkolnym i to może stanowić poważną barierę komunikacyjną.

Na imprezie mocno promował się system rowerów miejskich MOL Bubi i ponoć odnotował rekord wypożyczeń. Czy tak było naprawdę? Nie wiem, ale mogę potwierdzić, że w ostatni weekend te zielone rowery były w mieście widoczne jak nigdy dotąd.

Bardzo interesująco wypadł połączony festiwal Street Food z Főzdefeszt. Pyszne piwo z małych browarów i pyszne jedzenie z samochodów. Jednym minusem były ogromne kolejki, w jakich miłośnicy street foodu musieli się ustawiać, co jednak świadczy o jakości oferowanego jedzenia – po prostu nie można się było oprzeć tym zapachom i widokom. Królowały hamburgery w najróżniejszych wydaniach (wspaniałe chrupiące wieże, pełne kolorowej treści, nie mające nic wspólnego z sieciówkami), ale nie zabrakło i propozycji egzotycznych oraz swojsko węgierskich w kotłach wielkich niczym z piekła rodem. Oko również przyciągały same samochody, z których serwowano jedzenie – był i retro VW Bulli, ale i nowoczesne ciężarówki. Pozostaje mieć nadzieję, że wszystkie te pyszności będzie coraz częściej można spotkać na ulicach BP, a ja będę miała czas by ruszyć ich tropem i co nieco o nich Wam opowiedzieć.

Równie wspaniała była oferta rzemieślniczych browarów, prezentująca piwa świeże, pełne chmielowego aromatu i uczciwie uwarzone, co szczególnie odcina się na tle węgierskiej codzienności. Osobiście mogę polecić piwo browaru Kapucinus. Oprócz dobrego smaku, kusi niebanalna szata graficzna etykiet i można je kupić również z beczki, jeśli poszukamy wśród dobrych miejscówek – to przykład dobrego produktu, który wychodzi już poza ramy „domowej” produkcji. Pomiędzy browarami znalazło się też paru producentów cydru oraz producenci piwa z zagranicy (Anglii, Belgii czy oczywiście Czech).

Zapowiedzi 18.09.2014

19-21 września: festiwal papryki w Kalocsa, będzie gotowanie paprykowych potraw, również ze znanymi kucharzami np. Róbertem Bede z TV Paprika, świętowanie winobrania, będzie ulica wina i palinki, folklor, kaloczańskie wzory, rycerze Zakonu Papryki :) i wiele innych atrakcji.

19-21 września: winobranie i święto białego wina w Gyöngyös (rejon winiarski Mátra).

19-21 września: Édes Napok czyli Słodkie Dni na Zamku– największy festiwal czekolady i słodyczy, krajowe i zagraniczne marki, najlepsze słodycze z całego świata w towarzystwie szlachetnych trunków i różnych innych specjałów.

19-21 września: Nemzeti Vágta – gonitwa narodowa wokół Placu Bohaterów, tradycje jeździeckie huzarów, pokazy, skoki, jest to rywalizacja między węgierskimi miejscowościami. Dodatkowo odbędzie się wyścig międzynarodowy (w tym roku ścigać się będą zawodnicy z 12 krajów, nie ma niestety wśród nich Polski, a są m.in. Katar, Emiraty czy Chiny). A na ul. Andrássy zobaczymy jak wyglądał warsztat kowalski wieki temu, będzie można przyjrzeć się jak powstaje tradycyjne rękodzieło, spróbować dań węgierskiej kuchni. Tu szczegóły.

19-21 września: potrawy z ryb i dziczyzny – Vajdahunyadvár

19 września: Ogród Nauk i Talentów przed Muzeum Narodowym – głównym celem jest popularyzacja nauki, innowacji, sportu, kultury i sztuki. Na miejscu obejrzymy doświadczenia chemiczne i fizyczne, będą spotkania z pracownikami laboratoriów, młodymi talentami z różnych dziedzin nauki. Tu program.

19 września: koncert Infected Mushroom w Budapest Park

20 września: Dzień Ziemniaka – Gyenesdiási Burgonya nap

20-28 września: Ars Sacra Fesztivál – tydzień sztuki sakralnej, m.in. 20 września Nyitott Templomok Napja  – w ramach dnia otwartych kosciołów koncerty, wystawy, spacery tematyczne.

20 września: Noc Teatrów – to nie tylko przedstawienia, spotkania z aktorami ale niepowtarzalna okazja zajrzenia za kulisy i poznania życia teatru od drugiej strony sceny. Przy udziale 27 teatrów, tu program.

Muzeum Narodowe – Kilka dni temu ponownie udostępniono stałą wystawę w Nemzeti Muzeum przedstawiającą epokę honfoglalás (zajęcie ojczyzny), można na niej obejrzeć skarby z IX i X wieku.

20-21 września: Dni Dziedzictwa Kulturowego, więcej o wydarzeniu pisałam tutaj.

20-21 września: trwa tydzień mobilności – na ul. Andrássy, która zostanie wyłączona z ruchu samochodowego, przez cały weekend prezentowane będą projekty związane z ochroną środowiska, popularyzacją publicznych środków transportu. Warto wybrać się tam w ten weekend na spacer. Miałam okazję być kilka razy, polecam! Można uzyskać informacje np. na temat pojazdów elektrycznych, segregacji śmieci, itd. W Budapeszcie impreza organizowana jest od 2002 roku. Dodatkowo na odwiedzających czeka Street Food Show i Főzdefeszt – zobaczymy jakie jedzenie serwują Węgrzy z ulicznych budek i spróbujemy piw z małych browarów.

20 września: Energia futam na Széchenyi tér – wyścigi różnych prototypowych pojazdów z napędem alternatywnym, np. na baterie słoneczne. 50 zespołów, 60 pojazdów.

21 września: po raz pierwszy w Budapeszcie odbędzie się Ciclovia – rowerowy piknik na odcinku między Mostem Łańcuchowym a Mostem Małgorzaty (godz. 10.00-14.00), nabrzeże Pesztu.

22 września: dzień bez samochodu. Propozycję dla kierowców mają koleje węgierskie – przez cały dzień bezpłatne przejazdy dla właścicieli aut, a dla rowerzystów – bezpłatny przewóz rowerów. W Budapeszcie, w ramach akcji Wielki Bulwar też dla Rowerów (Legyen bringázható a Nagykörút) – cykliści spotykają się o 17.30 na placu Jászai Mari tér przy Moście Małgorzaty by wspólnym przejazdem zamanifestować potrzebę stworzenia na bulwarze rozwiązań przyjaznych rowerom.

I jeszcze jedna zupełnie niestandardowa propozycja na weekend – rykowisko, czyli wyprawa na łono natury by posłuchać jak cały las rozbrzmiewa od miłosnych głosów jeleni: 20 września w Pilisi Parkerdő – szczegóły, rejestracja najpóźniej w piątek do 15.00 tu. 20, 21 września w Bőszénfa, zgłoszenia tutaj. W każdy piątek do końca października nocne wyprawy w Budakeszi Vadaspark, zgłoszenia tu.

Szorty czyli krótko 16.09.2014

Kap, kap, kap – można usłyszeć na stacji Kálvin tér nowej, czwartej linii metra. Już kilka razy w czasie obfitych opadów woda zaczęła się przesączać i kapać na głowy oczekujących na peronie pasażerów. W prasie pojawiły się zdjęcia tychże uzbrojonych w rozłożone parasole. W ciągu dwóch pierwszych tygodni września w całym kraju spadło 5 razy tyle deszczu co średnio o tej porze roku. Najcięższa sytuacja panuje na zachodzie Węgier w Kraju Zadunajskim (Dunántúl), gdzie kilka miejscowości zostało całkowicie odciętych od świata, zamknięto ponad 20 dróg krajowych. W komitacie Zala ewakuowano ludzi z kilku zagrożonych miejscowości. Ulewy wyrządziły duże straty w rolnictwie, m.in. w uprawie winorośli co spowoduje podrożenie win z niższej kategorii cenowej. Winiarze mówią o szkodach szacowanych na miliardy forintów. Oprócz rejonu zadunajskiego ucierpiało wiele winnic w rejonie Sopronu i Villány, w lepszej sytuacji są te z Mátry, Egeru i Tokaju. Opóźniają się też prace przygotowujące glebę pod uprawę, w wielu miejscach wciąż stoi woda uniemożliwiając wjazd sprzętu rolniczego.

Tibor Navracsics został zaproponowany jako kandydat na komisarza odpowiedzialnego w Komisji Europejskiej za oświatę, kulturę, kwestie związane z młodzieżą, obywatelstwem oraz za sport. Navracsics, z wykształcenia prawnik i politolog jest wiceprzewodniczącym Fideszu, w latach 2010-14 pełnił w rządzie funkcję wicepremiera, był ministrem administracji i sprawiedliwości, obecnie jest ministrem spraw zagranicznych. Fidesz przyjął propozycję dla Navracsicsa z zadowoleniem podkreślając, że jego zadanie poprzez określenie bytu młodych ludzi w Europie będzie oznaczało określenie przyszłości Europy (czyżby drugi Giertych, tylko na większą skalę? Czy można spodziewać się projektu mundurków dla uczniów w całej Europie? :) Partyjni koledzy podkreślają 20 letnie doświadczenie Navracsicsa jako wykładowcy uniwersyteckiego, co dodatkowo predestynuje go do tej funkcji. Wśród opozycji głosy komentarzy są podzielone. LMP chwali decyzję i podkreśla jej wagę, ale już MSZP odczuwa rodzaj schadenfreude upatrując w tym wyborze policzka wymierzonego Orbánowi przez Junckera. Orbán był zdeklarowanym przeciwnikiem w wyborze Junckera i próbował tworzyć koalicje z Davidem Cameronem. Kiedy Angela Merkel przeprowadziła wybór swego kandydata wskazała od razu konieczność powetowania „straty” Cameronowi, nie wspominając jednak słowem o Orbánie. Tym samym węgierski premier stał się największym przegranym tego sporu, upokorzonym przez wielkich Europy. update 6 paźdz.: W dzisiejszym głosowaniu kandydatura Navracsicsa na tę funkcję została odrzucona i jako komisarz ma on otrzymać inną tekę.

Jak podaje portal Index, w ostatnich latach wielu oszustów rosyjskich i ukraińskich wykorzystało możliwość nabywania obywatelstwa węgierskiego przez mieszkańców Zakarpacia w celu uzyskania swobody przemieszczania się na terenie UE. Pośrednictwo w procederze oparte jest na działaniach mafijnych i kryją się za nim ogromne pieniądze. Wg. portalu mogło mieć miejsce nawet kilkadziesiąt tysięcy przypadków fałszerstw. W ramach przyśpieszonej procedury (obowiązującej dla osób o węgierskich korzeniach) obywatelstwo mogły uzyskać osoby nie znające nawet węgierskiego, które przedstawiały fałszywe dokumenty potwierdzające znajomość języka, a które w czasie składania przysięgi zastępowali podstawieni dublerzy – nikt nie sprawdzał ich wyglądu. Mówi się, że w procederze na Węgrzech brały udział lokalne władze samorządowe, które ułatwiały wszystko biorąc w zamian łapówki. Na te doniesienia rząd zareagował podjęciem kroków prawnych wobec… Indexu i wzywając portal do przedstawienia dowodów na opisane w artykule rewelacje.

Z początkiem września wystartował długo oczekiwany system rowerów miejskich Bubi. Pierwotnie miał być uruchomiony w kwietniu, ale kolejne miesiące przynosiły nowe problemy, głównie z oprogramowaniem. Do dyspozycji użytkowników jest 1100 rowerów i 76 stacji oddalonych od siebie o ok. 300-500 metrów. Rowerzyści, którzy testowali Bubi w okresie poprzedzającym oficjalny start narzekali na to, że rowery dość ciężko chodzą. Możliwe, że w najbliższym czasie koła zostaną zastąpione lżejszymi, co wg. wykonawcy ma zwiększyć komfort jazdy. Hmm, wygląda to raczej na problem konstrukcji napędu, a nie samych kół. Miałam okazję wypróbować w czasie jednej z akcji promocyjnych – faktycznie ciężko się na tym jeździ.

Zakończył się generalny remont kościoła kalwińskiego w Debreczynie (református nagytemplom). Na remont przeznaczono ok. 1 mld forintów ze środków krajowych i unijnych. Dla zwiedzających udostępniono wieżę wschodnią, w której zamontowano windę. Na górze powstał taras widokowy łączący obie wieże, skąd rozciąga się piękny widok na główny plac miasta.

Powstało największe malowidło festiwalu Kolorowe Miasto. Mural zajmuje powierzchnię 579  i nosi tytuł Buda czy Peszt? Autorami obrazu są Void, Petyka, Transone i Fork. Część przedstawiająca Peszt ma bardziej graficiarski charakter, Buda w kolorystyce i formie jest spokojniejsza. Dzieło powstawało przez 40 dni, do pomalowania ściany użyto 1000 litrów farby. Efekt możecie zobaczyć na ul. Kazinczy 37-41.

Nie próżnuje też Neopaint. W międzyczasie zmienili w bajkowy świat szarą ścianę przy boisku szkoły podstawowej Baross Gábor Általános Iskola w dzielnicy Erzsébetváros.

Bransoletka kierunkowskaz

Węgierskich wynalazków ciąg dalszy. Tym razem zaprezentujemy coś wymyślonego przez rowerzystę dla rowerzystów. Bransoletka Useeme jest praktycznym i zwiększającym bezpieczeństwo gadżetem dla rowerzystów, przydatnym na skrzyżowaniach, podczas skręcania czy przy zmianie pasa szczególnie w godzinach wieczornych. Wyposażona jest w czujnik ruchu, który reaguje gdy rowerzysta sygnalizuje ręką zamiar skręcania. Zapalają się wtedy diody, bransoletka zaczyna migotać, sprawiając że rowerzysta jest w czasie manewru bardziej widoczny. Proste, prawda?

Na pomysł opaski wpadł László Nyirádi w czasie gdy uczył jedną ze swoich córek jazdy na rowerze po mieście. Lekcje czasem przeciągały się do późna i Laszló stwierdził, że po zapadnięciu zmroku sygnały dawane ręką przez dziewczynkę nie są dostatecznie widoczne. Aż dziwne, że nikt wcześniej na to nie wpadł. A może wpadł, tylko że wynalazku nie udało się spopularyzować? Biorąc pod uwagę liczbę wypadków z udziałem rowerzystów warto by użytkowników dwóch kółek zainteresować takim rozwiązaniem. W węgierskiej prasie widziałam ostatnio sporo artykułów na ten temat.

Czujnik ruchu jest połączony z mikrokontrolerem, który na bieżąco przetwarza otrzymywane sygnały i rozpoznaje je na podstawie danego wzoru włączając diody przy wyciągnięciu ręki i wyłączając je gdy ręka ląduje z powrotem na kierownicy. Jak deklaruje producent zasilanie standardowymi bateriami CR2032, z możliwością wymiany. Opaska nie posiada zapięcia, łatwo się ją zakłada niezależnie od rodzaju ubrania bo jest elastyczna i automatycznie zaciska się wokół nadgarstka, dostępna jest w 3 rozmiarach. Niestety nie ma jej jeszcze w sprzedaży hurtowej czy detalicznej, produkcja jest finansowana z bieżących zamówień, koszt pary ok. 120 zł. Tu można sobie dokładnie obejrzeć jak to działa (prezentacja ze startup’u), a tu jeszcze filmik z Budapesztu.

Szorty czyli krótko 18.07.2014

Nowy pomysł Orbána: plany połączenia wyższych uczelni w jeden uniwersytet. Rząd uważa, że dzięki temu węgierskie szkolnictwo wyższe miałoby wyższe notowania w międzynarodowych rankingach uczelni. W tym tygodniu zostały opublikowane wyniki, wg. których najlepszy uniwersytet węgierski ELTE zajął i tak lepsze miejsce od Polski (ELTE na 371 pozycji rankingu. W Europie Środkowej najlepiej wypadli Czesi z Uniwersytetu Karola. Co ciekawe wysoko w rankingu są Portugalczycy. Najlepsza polska uczelnia UW- na 419 miejscu – beznadziejna ilość patentów i słaba liczba publikacji oraz brak wpływowych absolwentów i kadry). Mając na uwadze kryteria oceny, które nie są proporcjonalne do wielkości uczelni czy liczby studentów, taki zabieg rzeczywiście może przynieść skutki.

Nokia zamyka fabrykę w Komárom i przenosi produkcję do Azji. Tym samym znika 2000 miejsc pracy.

Na festiwalu filmowym w Karlovych Varach nagrodzono węgierski film Szabadesés (Swobodne spadanie) w reżyserii Györgya Pálfi. Film wygrał w kategorii za najlepszą reżyserię, a także otrzymał nagrodę specjalną jury. Dodatkowo Szabadesés zdobył nagrodę Europa Cinemas za najlepszy film europejski. Film przedstawia siedem historii mieszkańców kolejnych pięter bloku, które należy rozumieć jako etapy ludzkiego życia od narodzenia do śmierci.

Część trylogii Munkácsy’ego Chrystus przed Piłatem wraca jednak do Kanady. Rząd jak dotąd nie wykupił obrazu, choć sprawa nie jest do końca zamknięta. W debreczyńskim muzeum Déri wciąż można oglądać pozostałe dwie części trylogii.

Pomnik holokaustu o dość intrygującej treści postawiono w Szegedzie. Na kamiennej łodzi widzimy dwie postacie: księdza i rabina. Ksiądz symbolizujący kościół katolicki wznosi oczy ku niebu, rabin przedstawiający społeczność żydowską w tym samym czasie wpada w odmęty. Trzeba pamiętać, że w przeciwieństwie do Budapesztu, Żydzi z Szegedu zostali wymordowani prawie w całości. Pomnik stanął w Parku Solidarności obok katedry. Tu zdjęcie pomnika.

Windy na Zamku. Do końca roku na Budańskim Zamku mają zostać zamontowane trzy windy. Windy pojawią się przy schodach szkolnych – Iskola lépcső (będą przewozić turystów od ul. Ibolya do Hess András tér), przy baszcie Murad paszy (z ul. Lovas do Anjou sétány) i przy schodach granitowych – Gránit lépcső (z ul. Lovas do Tóth Árpád sétány, do ul. Szentháromság).

W parku Városmajor oddano do użytku nową bieżnię. Z praktycznych rozwiązań: na bieżni zaznaczone jest każde 100 m, miejsce jest zacienione tak więc biega się przyjemnie nawet w upały, bo przy okazji prac nie wycięto żadnego drzewa. W ramach trwających od kilku miesięcy prac, dla mieszkańców przygotowano również część z przyrządami do ćwiczeń fitness, do biegu parkourowego, jest ścianka do squasha. Jesienią ma pojawić się również przechowalnia z szafkami. Park znajduje się po stronie Budy w pobliżu stacji czerwonego metra Széll Kálmán tér (dawny plac Moskwy). Nowa bieżnia może wreszcie odciąży tę na Wyspie Małgorzaty, na której korki stały się już powszechnym zjawiskiem.

Od soboty ulega modyfikacji kodeks drogowy KRESZ, który od teraz dopuszcza poruszanie się rowerem również na głównych drogach po spożyciu alkoholu, o ile rowerzysta jest w stanie bezpiecznie prowadzić. Do tej pory przy przekroczeniu stężenia 0.50 g/litr alkoholu we krwi lub 0.25 mg alkoholu w wydychanym powietrzu można było zostać ukaranym grzywną 30 tys. Ft na drogach głównych lub 10 tys. Ft na drogach bocznych. Jednocześnie warto przypomnieć, że w przeciwieństwie do Polski jest tendencja do rozgraniczenia między kierowcami pojazdów mechanicznych a rowerzystami. Podczas gdy obostrzenia w stosunku do rowerzystów jak widzimy ulegają złagodzeniu, to kierowców od lat obowiązuje już norma 0 alkoholu.

Rozpoczyna się trwająca 2 tygodnie próba rowerów miejskich BUBI. Do testowania zgłosiło się 1000 ochotników. Jednak mimo słonecznej pogody w mieście widziałam tylko dwie osoby na BUBI.

8 złotych i 5 srebrnych medali zdobyli Węgrzy na zakończonych w niemieckim Brandenburgu (Branibór) mistrzostwach Europy w kajakarstwie. Mistrzynią została m.in. Danuta Kozák, której mama jest Polką.

Na trwających w Budapeszcie Mistrzostwach Europy w piłce wodnej Węgrzy wygrali z Hiszpanami 12:9, z Francją 12:7. Najbardziej oczekiwany mecz z Serbią również zakończył się zwycięstwem Węgrów 8:6.