Alternatywny Budapeszt

Budapeszt widziany przez pryzmat popkulturowych ikon. Péter Kovács tworzy fotomontaże łączące popularne scenerie budapeszteńskie z fantastycznymi stworami i superbohaterami z amerykańskich komiksów i filmów. Tyrannosaurus Rex wychodzący z Mostu Wolności niczym z zagrody w Parku Jurajskim, wulkan na górze Gellerta czy pomnik Batmana w miejsce pomnika Petőfiego albo The Beatles na przejściu przed dworcem Keleti. Porywająca alternatywa Budapesztu.

Wystawę prac ‘Alternative Budapest’ w dużym formacie można oglądać od 2 do 14 września w kinie Corvin. A tu w pomniejszeniu na instagramie i facebooku.

Feel Flux – magia fizyki

FeelFlux

Węgierski wynalazek Feel Flux odnosi sukcesy za granicą. Wymyślony przez 2 studentów Flux jest zabawką zręcznościową wykorzystującą magnesy, dając efekt antygrawitacji. Ádám Lányi i Tamás Somlyó poznali się studiując na budapeszteńskiej Politechnice. Obu zawsze pasjonowała nauka, zabawa i projektowanie. Doszli do wniosku, że każdy lubi doświadczyć czasem magii w codziennym życiu, ale zamiast stosować iluzjonistyczne sztuczki oni oparli się na fizyce.

Jak to działa? Wymyślona przez Węgrów zabawka składa się z rury miedzianej lub aluminiowej wewnątrz małego cylindra i silnie namagnesowanej kulki. Kiedy próbujemy przerzucić kulkę przez cylinder o większej od niej średnicy, ta przechodzi o wiele wolniej niż można się tego spodziewać. Wytłumaczeniem jest prawo Lenza. Za każdym razem kiedy pole magnetyczne zmienia się wewnątrz materiału przewodzącego, indukuje napięcie nazywane siłą elektromotoryczną. W zależności od oporu materiału,wytwarza prąd, który zachowuje się jak w tradycyjnych magnesach: tworzy dodatkowe pole elektromagnetyczne.

Prawo Lenza mówi, że pole magnetyczne wytworzone przez ten wywołany prąd jest tak skierowane by przeciwstawić się zmianie strumienia źródłowego. Mówiąc prościej: jeśli wytworzymy zmieniające się pole magnetyczne przesuwając magnes, to będzie on wytwarzać siłę mechaniczną próbując spowolnić ruch. Im szybciej poruszamy magnesem, tym większa siła się wytwarza. Nigdy nie byłam Einsteinem z fizyki więc jeśli popełniłam jakiś błąd w opisie to proszę o korektę. Tu link do strony FeelFlux i do filmu prezentującego zabawkę.

Vinylize – z płytą na nosie

Vinylize

Lubicie stare płyty winylowe? Moda na ich słuchanie utrzymuje się od lat, ale czy słyszeliście o węgierskiej firmie, która zajmuje się produkcją okularów ze starych winyli? Dowiedziałam się o jej istnieniu przypadkowo, oglądając parę dni temu program Galileo. Firma tworzy oprawki Vinylize, nazywa się Tipton i ma swoją siedzibę w Budapeszcie. Założyli ją pochodzący ze Seattle bracia Zachary i Zoltan Tipton.

Pomysł na oryginalne oprawki okularów zrodził się w głowie Zacharego w 2002 roku, kiedy to natknął się przypadkiem na porzuconą w garażu kolekcję starych płyt swojego ojca. Doznaje wtedy olśnienia i już 3 lata później zakłada firmę Tipton Eyeworks i zaczyna produkować okulary z odzysku. Pierwsza seria winylowych oprawek z widocznymi żłobieniami oryginalnych płyt powstaje z egzemplarzy wydawanych w krajach komunistycznych i zakupionych na pchlich targach w Budapeszcie. Jako surowiec posłużyły winyle wydane m.in. przez Muzę, Jugoton czy Hungaroton.

Po latach testów udało się wypracować metody i sprzęt, który pozwala na tworzenie w tej manufakturze ekskluzywnego produktu o wysokiej jakości. Na oprawki Vinylize trzeba przeznaczyć nie mniej niż 400 euro i w tej cenie dostajemy wyrób unikatowy, według zapewnień producenta luksusowy a zarazem ekologiczny. Stwierdzenie o luksusowości wyrobu nie jest megalomanią, gdyż produkt ich firmy został już dostrzeżony przez wiele liczących się magazynów modowych i lifestylowych. W Budapeszcie mają swoje studio, które mieści pracownię, ekspozycję i biura. Tu można obejrzeć film o tym jak powstają okulary. Więcej na stronie firmy.

Kwiatki z Kalocsa

Na zakończenie mini-cyklu o węgierskim stylu ulicznym przedstawiam kalocsai hímzés, czyli wzór z Kalocsa. Wzór ten, jak bodaj żaden inny motyw etno z tej części Europy wszedł przebojem na światowe salony dwa lata temu.

Wszystko zaczęło się od projektu Ministerstwa Administracji, które przekonało firmę Hugo Boss, aby ta w ramach współpracy z McLarenem stworzyła unikatowy kombinezon Formuły1. Lewis Hamilton, zawodnik McLarena zaprezentował go oczywiście na Hungaroring w Budapeszcie, ale ten sam wzór pojawił się na kombinezonie Jensona Buttona w Grand Prix Brazylii, co wydaje się świadczyć o tym, że pomysł chwycił.

Kaloczańskie kwiatki zaczęły zdobić ciuchy największych celebrytów: suknia Nicole Kidman, koszula Emmy Watson czy sukienka Suri Cruise. Później przyszła kolej na produkty popularnych marek, takich jak Converse czy rodzime Tisza. Haft z Kalocsa zaczął pojawiać się na coraz to nowych produktach popularnych, takich jak futerały do iPhona, tipsy a nawet na opakowaniach papieru toaletowego.

Ten brak umiaru spowodował, że wielu ludzi reaguje wręcz alergicznie na te sympatyczne kwiatki. Ja jednak uważam, że jeśli ktoś szuka jakiegoś fajnego prezentu z Węgier, to kupując nawet zwykły T-shirt ozdobiony w ten sposób, będzie pozytywnie się wyróżniał na tle turystycznego chłamu dostępnego od Lizbony po Moskwę. W Budapeszcie znajdziemy sklepy sprzedające całkiem gustowną odzież ozdobioną w ten sposób (np. w WestEndzie), począwszy od bluzek poprzez koszule, a skończywszy na dobrej jakości bieliźnie. Moda ma to do siebie, że szybko przemija, ale ten sympatyczny wzór ma szanse przetrwać jeszcze wiele sezonów. Oczywiście mowa tu o wydaniu nieprzesadzonym.

fot. himzesmania.hu

Csepel Royal

Dziś przedstawiam kolejną kultową markę rodem z Węgier. Rowery Csepel Royal produkowane przez Csepel wraz z całą gamą akcesoriów, pozwalającą na nadanie stylu twojemu rowerowi.

Marka Csepel powstała jeszcze przed wojną w zakładach metalowych Manfreda Weissa na wyspie Csepel. Podobnie jak w Polsce Romet, to wręcz synonim roweru na Węgrzech. Podobnie jak Romet przez lata produkowała rowery dla całej rodziny w tym również składaki, ale też rowery specjalne dla poczty węgierskiej. Na początku lat 90 udziały w spółce nabył znany amerykański producent rowerów Schwinn. Jednak firma ta mająca swoje własne problemy (została w końcu w roku 2001 sprzedana międzynarodowej korporacji gromadzącej marki, za która prawdopodobnie stoi kapitał chiński) z czasem pozbyła się swoich udziałów. W tej chwili spółka jak sama się chwali jest w 100% w rękach kapitału węgierskiego, ale nadal część rowerów oferowanych jest z logiem Schwinn-Csepel. W roku 2010 marka odrodziła się w swej dizajnerskiej formie i z tego co wiem stała się znana w całej Europie.

Podstawowym modelem marki Royal Csepel są rowery typu ostre koło” czyli pozbawione przerzutek, ale i hamulców (hamowanie odbywa się poprzez kręcenie pedałami do tyłu). W ofercie są jednak również tradycyjne kolarzówki”, zarówno z ramą męską jak i damską oraz model frisco, który jest czymś pomiędzy kolarzówką a bmx i składakiem.

Rowery wyróżnia malowanie w szerokiej gamie żywych kolorów i stylizacja vintage – siodełka z brązowej skóry z nitami, owijanie taśmą a la skóra, dyskretnie malowane logo zamiast naklejek. Oczywiście tak stylizowane rowery reklamuje się w odpowiedni sposób – poprzez odwołanie się do miejskiego stylu czy też bike chic. Niektórzy wręcz mówią, że są to rowery dla hipsterów.

Tak jak już wspomniałam firma oferuje również akcesoria, ale nie ogranicza się tylko do konfekcji jak siodełka czy kierownice. Dostępne są całe ramy czy korby, co pozwala na budowę roweru wg. własnych potrzeb i fantazji, z czego jak widać na ścieżkach rowerowych Budapesztu, korzysta wiele osób. Wydawałoby się że taka popularność spowoduje, że rowery tej marki przestaną mieć swój unikatowy, indywidualny charakter, ale jednak ich właściciele nawet tu, na Węgrzech przyciągają zaciekawione spojrzenia.

Budmil

Węgrzy mają też czasem swoje modowe dziwactwa. Dla mnie takim przykładem w ostatniej dekadzie było ich przywiązanie do marki Budmil. Jest to węgierska marka producenta odzieży sportowej. Powstała w 1990 roku, a nazwa jest skrótem od nazw dwóch miast: Budapeszt i Mediolan (Milan).

Pamiętam, że jeszcze 5 lat temu na ulicy spotykało się setki miłośników tej marki. Problem polegał na tym, że projekty firmy były wsteczne o jakieś 15 lat – zdobne w melanż pastelowych barw niczym z końca lat 80, nadawałyby się na rave party, gdyby miały jeszcze jakąś interesującą formę. Także używane materiały nie nadążały za światowymi trendami we wzornictwie. Jednak Węgrzy kupowali to jakby na przekór światu. Początkowo sądziłam, zgodnie z zasadą, że jeśli nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze i są to produkty po prostu tanie. Jakie było moje zdziwienie gdy dowiedziałam się, że ceny są prawie równe wyrobom największych światowych producentów odzieży sportowej. Nie jest to też chyba kwestia nostalgii, bo lata 90 dopiero teraz zaczynają stanowić retro inspirację w modzie. Niektóre wzory nadawałyby się jedynie na pierwszą wyprawkę szkolną, a oferowane są dla starszej młodzieży i dorosłych odbiorców. Idea dyskretnego logo jest tej firmie zupełnie obca. Ewidentnie sprzedają nam tzw. liścia”.

Jak widać na zdjęciu do fanów należał też Viktor Orbán – jego pierwszy plecaczek był z Budmilu.

Torby bagaboo

Żeby przenosić czy przewozić coś stylowo w Budapeszcie trzeba mieć torbę od Bagaboo.

Bagaboo jest małą firmą produkującą torby na potrzeby rowerzystów i to oni spopularyzowali je tak, że obecnie noszą je również piesi. Początkowo celem firmy było tworzenie toreb i innych akcesoriów dla kurierów rowerowych, z których wywodzili się twórcy firmy. Wykorzystując swoje doświadczenie tworzyli wyroby przeznaczone do codziennego użytkowania.

Obecnie oferta firmy została poszerzona o wiele wyrobów niebędących już tak blisko związanych z pierwotną grupą docelową, ale firma zapewnia, że nadal priorytetem jest dla niej taka sama jakość jaką zapewniała kurierom.

Najbardziej interesująca jest możliwość pełnej personalizacji produktu: można mieć ją w dowolnym kolorze, z dowolnym wykończeniem, z własnym logo a nawet z indywidualnie zaprojektowanym układem kieszeni. Na stronie internetowej dostępna jest odpowiednia aplikacja pozwalająca na stworzenie własnego bagaboo.

Torby są także prezentowane w ramach wystawy Miasto rowerów, o której pisałam kilka dni temu tu i tu.