Kwiatki z Kalocsa

Na zakończenie mini-cyklu o węgierskim stylu ulicznym przedstawiam kalocsai hímzés, czyli wzór z Kalocsa. Wzór ten, jak bodaj żaden inny motyw etno z tej części Europy wszedł przebojem na światowe salony dwa lata temu.

Wszystko zaczęło się od projektu Ministerstwa Administracji, które przekonało firmę Hugo Boss, aby ta w ramach współpracy z McLarenem stworzyła unikatowy kombinezon Formuły1. Lewis Hamilton, zawodnik McLarena zaprezentował go oczywiście na Hungaroring w Budapeszcie, ale ten sam wzór pojawił się na kombinezonie Jensona Buttona w Grand Prix Brazylii, co wydaje się świadczyć o tym, że pomysł chwycił.

Kaloczańskie kwiatki zaczęły zdobić ciuchy największych celebrytów: suknia Nicole Kidman, koszula Emmy Watson czy sukienka Suri Cruise. Później przyszła kolej na produkty popularnych marek, takich jak Converse czy rodzime Tisza. Haft z Kalocsa zaczął pojawiać się na coraz to nowych produktach popularnych, takich jak futerały do iPhona, tipsy a nawet na opakowaniach papieru toaletowego.

Ten brak umiaru spowodował, że wielu ludzi reaguje wręcz alergicznie na te sympatyczne kwiatki. Ja jednak uważam, że jeśli ktoś szuka jakiegoś fajnego prezentu z Węgier, to kupując nawet zwykły T-shirt ozdobiony w ten sposób, będzie pozytywnie się wyróżniał na tle turystycznego chłamu dostępnego od Lizbony po Moskwę. W Budapeszcie znajdziemy sklepy sprzedające całkiem gustowną odzież ozdobioną w ten sposób (np. w WestEndzie), począwszy od bluzek poprzez koszule, a skończywszy na dobrej jakości bieliźnie. Moda ma to do siebie, że szybko przemija, ale ten sympatyczny wzór ma szanse przetrwać jeszcze wiele sezonów. Oczywiście mowa tu o wydaniu nieprzesadzonym.

fot. himzesmania.hu

Csepel Royal

Dziś przedstawiam kolejną kultową markę rodem z Węgier. Rowery Csepel Royal produkowane przez Csepel wraz z całą gamą akcesoriów, pozwalającą na nadanie stylu twojemu rowerowi.

Marka Csepel powstała jeszcze przed wojną w zakładach metalowych Manfreda Weissa na wyspie Csepel. Podobnie jak w Polsce Romet, to wręcz synonim roweru na Węgrzech. Podobnie jak Romet przez lata produkowała rowery dla całej rodziny w tym również składaki, ale też rowery specjalne dla poczty węgierskiej. Na początku lat 90 udziały w spółce nabył znany amerykański producent rowerów Schwinn. Jednak firma ta mająca swoje własne problemy (została w końcu w roku 2001 sprzedana międzynarodowej korporacji gromadzącej marki, za która prawdopodobnie stoi kapitał chiński) z czasem pozbyła się swoich udziałów. W tej chwili spółka jak sama się chwali jest w 100% w rękach kapitału węgierskiego, ale nadal część rowerów oferowanych jest z logiem Schwinn-Csepel. W roku 2010 marka odrodziła się w swej dizajnerskiej formie i z tego co wiem stała się znana w całej Europie.

Podstawowym modelem marki Royal Csepel są rowery typu ostre koło” czyli pozbawione przerzutek, ale i hamulców (hamowanie odbywa się poprzez kręcenie pedałami do tyłu). W ofercie są jednak również tradycyjne kolarzówki”, zarówno z ramą męską jak i damską oraz model frisco, który jest czymś pomiędzy kolarzówką a bmx i składakiem.

Rowery wyróżnia malowanie w szerokiej gamie żywych kolorów i stylizacja vintage – siodełka z brązowej skóry z nitami, owijanie taśmą a la skóra, dyskretnie malowane logo zamiast naklejek. Oczywiście tak stylizowane rowery reklamuje się w odpowiedni sposób – poprzez odwołanie się do miejskiego stylu czy też bike chic. Niektórzy wręcz mówią, że są to rowery dla hipsterów.

Tak jak już wspomniałam firma oferuje również akcesoria, ale nie ogranicza się tylko do konfekcji jak siodełka czy kierownice. Dostępne są całe ramy czy korby, co pozwala na budowę roweru wg. własnych potrzeb i fantazji, z czego jak widać na ścieżkach rowerowych Budapesztu, korzysta wiele osób. Wydawałoby się że taka popularność spowoduje, że rowery tej marki przestaną mieć swój unikatowy, indywidualny charakter, ale jednak ich właściciele nawet tu, na Węgrzech przyciągają zaciekawione spojrzenia.

Budmil

Węgrzy mają też czasem swoje modowe dziwactwa. Dla mnie takim przykładem w ostatniej dekadzie było ich przywiązanie do marki Budmil. Jest to węgierska marka producenta odzieży sportowej. Powstała w 1990 roku, a nazwa jest skrótem od nazw dwóch miast: Budapeszt i Mediolan (Milan).

Pamiętam, że jeszcze 5 lat temu na ulicy spotykało się setki miłośników tej marki. Problem polegał na tym, że projekty firmy były wsteczne o jakieś 15 lat – zdobne w melanż pastelowych barw niczym z końca lat 80, nadawałyby się na rave party, gdyby miały jeszcze jakąś interesującą formę. Także używane materiały nie nadążały za światowymi trendami we wzornictwie. Jednak Węgrzy kupowali to jakby na przekór światu. Początkowo sądziłam, zgodnie z zasadą, że jeśli nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze i są to produkty po prostu tanie. Jakie było moje zdziwienie gdy dowiedziałam się, że ceny są prawie równe wyrobom największych światowych producentów odzieży sportowej. Nie jest to też chyba kwestia nostalgii, bo lata 90 dopiero teraz zaczynają stanowić retro inspirację w modzie. Niektóre wzory nadawałyby się jedynie na pierwszą wyprawkę szkolną, a oferowane są dla starszej młodzieży i dorosłych odbiorców. Idea dyskretnego logo jest tej firmie zupełnie obca. Ewidentnie sprzedają nam tzw. liścia”.

Jak widać na zdjęciu do fanów należał też Viktor Orbán – jego pierwszy plecaczek był z Budmilu.

Torby bagaboo

Żeby przenosić czy przewozić coś stylowo w Budapeszcie trzeba mieć torbę od Bagaboo.

Bagaboo jest małą firmą produkującą torby na potrzeby rowerzystów i to oni spopularyzowali je tak, że obecnie noszą je również piesi. Początkowo celem firmy było tworzenie toreb i innych akcesoriów dla kurierów rowerowych, z których wywodzili się twórcy firmy. Wykorzystując swoje doświadczenie tworzyli wyroby przeznaczone do codziennego użytkowania.

Obecnie oferta firmy została poszerzona o wiele wyrobów niebędących już tak blisko związanych z pierwotną grupą docelową, ale firma zapewnia, że nadal priorytetem jest dla niej taka sama jakość jaką zapewniała kurierom.

Najbardziej interesująca jest możliwość pełnej personalizacji produktu: można mieć ją w dowolnym kolorze, z dowolnym wykończeniem, z własnym logo a nawet z indywidualnie zaprojektowanym układem kieszeni. Na stronie internetowej dostępna jest odpowiednia aplikacja pozwalająca na stworzenie własnego bagaboo.

Torby są także prezentowane w ramach wystawy Miasto rowerów, o której pisałam kilka dni temu tu i tu.

Irie Maffia w BP Shop

Będąc jakiś czas temu w jednym z większych centrów handlowych natknęłam się na sklep o nazwie BP Shop. Nie chodzi oczywiście o wielki koncern naftowy. BP to po prostu BudaPest, odniesienie do skrótów używanych na oznaczenie miast amerykańskich jak np. LA, NY. BP to nie tylko nazwa sklepu, ale cała linia produktów, skierowana głównie do osób lubiących kulturę hip-hopową. Najbardziej rozpoznawalne produkty to czapeczki bejsbolowe czy T-shirty z logo BP. Niektóre projekty mogą wzbudzać kontrowersje, jak np. ostatnio promowane hasło Buda FCKN Pest. Osobiście nie jestem fanką hip-hopu, ale w sklepie znalazłam produkty związane ze znanymi węgierskimi zespołami takimi jak Irie Maffia czy Punnany Massif. Irie Maffia to rzecz warta polecenia. Jest to mieszanka reggae, dancehall, hip-hopu i ragga. Tu do posłuchania mój ulubiony kawałek z bardzo węgierskim klipem. Oprócz wyrobów z własnym logiem sklepy oferują produkty wielkich marek jak Nike, Puma czy Vans, również w outletowych cenach. http://www.bpshop.hu/

Buty Tisza

Od dziś chciałabym rozpocząć serię wpisów dotyczącą węgierskich trendów w modzie ulicznej.

Tisza since 1971 głosi dumny slogan reklamowy. Te buty to od kilku sezonów hit węgierskiego stylu. Ale oczywiście, żadna to nowość – to powrót legendy porównywalnej do polskich sofixów czy relaxów. I to w dodatku powrót bardzo udany. Zresztą mój kolega z Bydgoszczy zapewniał mnie niedawno, że analogia do sofixów jest o tyle trafiona, że w latach 80 te węgierskie buty były wyznacznikiem stylu w jego szkole na równi z sofixami, dzięki prywatnemu importowi – gdyby inżynier Karwowski był w Budapeszcie parę lat później to Mareczek na pewno zażądałby butów Tisza.

Moim zdaniem logo w postaci stylizowanej litery T na bokach butów wspaniale łączy dwie cechy legendarnych butów sportowych z lat 70 pewnej znanej marki: paski na bokach i stylizowany na strzałę nosek. Wzorowali się na nich producenci z bloku komunistycznego do tego stopnia, że u nas popularnie nazywano tak wszystkie buty sportowe nie będące trampkami (czyli pepegami). Logo jest jednak na tyle indywidualne i dobrze dopracowane, że nie stanowi śmiesznej podróbki.

Pod marką znajdziemy fajną kolekcję głównie butów, ale i ciuchów czy toreb w stylu vintage nawiązujących do lat 70 XX wieku. Miłym zaskoczeniem jest duży wybór modeli, co pozwala zaszaleć z doborem kolorów. Koszule nawiązują do projektów w stylu Fred Perry czy Ben Sherman, czyli klimaty modsów, rude boys.

Ceny porównywalne do cen dużych marek światowych jak Nike, Adidas, ale producent zapewnia, że kryje sie za nimi rzadko spotykana obecnie jakość i co najważniejsze i jeszcze rzadsze – wytwarzane są w 100% na Węgrzech, w Cegléd albo Martfű (gdzie buty te powstawały oryginalnie). Przykładowe ceny wg. sklepu internetowego: buty 25 tys. HUF, koszula 15 tys. HUF. Oczywiście warto odwiedzić sklepy firmowe na Węgrzech szukając okazji. http://tiszacipo.hu/

Mordercze flippery kung-fu z kosmosu kontratakują 7

Flippery czyli kwintesencja kultury popularnej XX w. Można w nich odnaleźć praktycznie wszystkie wątki wskazane w powyższym tytule. Doczekały się w Budapeszcie swojego muzeum.

Jest to największe tego typu interaktywne muzeum w Europie. Zaczęło działać zaledwie 2 tygodnie temu, a już gromadzi tłumy fanów. Mieści się w piwnicy przy Radnóti Miklós u.18 w XIII dzielnicy. Znajdziemy tam 130 klasycznych, a także tych bardziej nowoczesnych modeli flipperów. Oprócz nich, podróż w czasie zapewnią nam wczesne gry komputerowe takie jak Space Invader. Wszystkie, nawet najstarsze maszyny działają! Muzeum otwarto 10 kwietnia, autorem pomysłu jest Balázs Pálfi, który przez kilka lat zbierał maszyny do swojej kolekcji. Część z nich została sprowadzona aż ze Stanów Zjednoczonych, pozostałe z 16 innych krajów europejskich.

Od lat 90 w związku z zamykaniem salonów gier, zmniejsza się liczba maszyn. Ok. 70% z nich trafia do osób prywatnych. Na całych Węgrzech działa obecnie ok.1000-1500 flipperów. Pan, który mnie oprowadzał sam ma w domu 7 sztuk.

Kolekcja szybko zyskała rozgłos i jeszcze przed oficjalnym otwarciem zorganizowano tutaj turniej flipperowy z udziałem graczy z 13 krajów. Jak powiedział mi właściciel, na miejsce przybyła również kilkunastoosobowa grupa polskich zawodowców.

Z zewnątrz muzeum prezentuje się dość niepozornie i w dzień łatwo je przeoczyć, nie przypuszczając jakie skarby kryją piwnice właśnie mijanego domu. W nocy drogowskazem będzie jarzący się kolorowym światłem neon. Do świątyni flipperów dotarłam ok. 20.00, kiedy większość maszyn nie była jeszcze zajęta, tak więc właściciel i obsługa mogli poświęcić mi trochę czasu na oprowadzenie po kolekcji. Jednak z każdą minutą piwniczny labirynt zaczął wypełniać się coraz większą liczbą amatorów flipperowego szaleństwa.

Odwiedzający są w każdym wieku. Jak mnie poinformowano najmłodszy gość miał ok. 1 roku i też próbował grać. Dla dzieci są przygotowane stopnie, dzięki którym mogą wygodnie sięgnąć przycisków.

Najstarszy model pochodzi z 1871 roku tak więc jest to praprzodek późniejszych maszyn, choć w tym przypadku trudno mówić o maszynie, skoro mamy przed sobą po prostu deskę najeżoną gwoździami. Eksponowany tutaj pierwszy wyposażony w flippery model to pochodzący z roku 1947 Humpty Dumpty. Właściciel odkupił maszynę za 1000 dolarów od prywatnej osoby ze Stanów Zjednoczonych. W tamtych latach wyprodukowano 6000 takich modeli, z których na całym świecie ocalało tylko kilkadziesiąt.

Ciekawostką są dwie identyczne ustawione obok siebie maszyny poświęcone grupie Kiss. Różnią się jedynie wyglądem dwóch ostatnich liter w logo zespołu. W Niemczech litery w takim kroju są zakazane z wiadomych powodów.

Oczywiście nie zabrakło bilardów odwołujących się do sfilmowanej rock opery Tommy autorstwa zespołu The Who. Dzieło to opowiada historię Tommy’ego, który w dzieciństwie był świadkiem jak jego ojciec zabija kochanka matki. Na skutek wstrząsu psychicznego chłopak stracił wzrok, słuch i mowę, jednak dzięki doskonałemu zmysłowi dotyku został mistrzem flippera. Oprócz modelu wprost odwołującego się do filmu, jest też moim zdaniem ciekawszy, oddający hołd postaci Czarodzieja Pinballa granego przez Eltona Johna (ach te buty…).

Znajdziemy tu gwiazdy rocka jak np. Rolling Stones, Kiss, filmu jak Indiana Jones, Rodzina Addamsów, Rocky czy Star Wars, horrorów, komiksów, a nawet wydawałoby się konkurencyjnych gier komputerowych arcade jak Pack Man. Pełen przegląd pop kultury z lat 70 i 80 tych, choć jest również model ze Shrekiem czyli z XXI wieku.

Obok modeli spartańsko wręcz prostych, wykonanych jeszcze z drewna, znajdziemy modele wielopoziomowe, w których długo można podziwiać jakie atrakcje dla graczy przygotowali ich twórcy. Istne Las Vegas. W kolekcji znalazły się też automaty nie będące typowymi flipperami, np. przykryte pleksiglasową kopułą boisko do koszykówki – bardzo popularne swego czasu w Związku Radzieckim, wyścigi konne, piłkarzyki (przyciska się dłonią kilka przycisków na raz co umożliwia ruch kilku graczy jednocześnie), kręgle itp. Są też automaty – strzelnice, najstarszy z nich to zastępca szeryfa z 1925 roku.

Pieczołowicie odnawiane i konserwowane, działające i lśniące. Oprócz nich, w magazynie piętrzą się jeszcze następne maszyny czekające na swoją kolej. W pewnym momencie oprowadzający mnie pracownik zwrócił moją uwagę na napis na ścianie. Wykonany z drucianych ścieżek wyciągniętych z flipperów, które w każdej chwili mogą zostać ponownie umieszczone w maszynach, ponieważ ich kształt nie został w żaden sposób zmieniony.

Właściciele przygotowali też klimatyczny barek ze stolikami zrobionymi ze starych flipperów. Przy wejściu kolekcja posterów reklamujących flippery – niektóre z nich są lepsze od plakatów filmowych, a przynajmniej bardziej kolorowe.

Czynne od środy do niedzieli, godz. 16.00-0.00. Wstęp na wystawę 500 Ft, uczniowie, emeryci 50% zniżki. Możliwość wypróbowania maszyn kosztuje dodatkowo 200 Ft za każdy rozpoczęty kwadrans. Po 2.5 godz. dalsza gra jest bezpłatna (do zamknięcia muzeum). Aktualne informacje dostępne na stronie muzeum.