Zbuntowane Budaörs

Budaörs pod Budapesztem, zostało mocno dotknięte mimo protestów jego burmistrza Tamasa Wittinghoffa prawem ustanawiającym nowe odcinki dróg płatnych wewnątrz obwodnicy Budapesztu. To spokojne, zamieszkałe niegdyś przez Szwabów miasteczko (jego druga nazwa to Wudersch, choć po wojennych wypędzeniach osoby o niemieckich korzeniach stanowią tu mniejszość) położone jest obok teraz już płatnej autostrady dla której jedyną alternatywą będzie droga biegnąca przez jego środek. W miejscowości znajduje się również kompleks handlowy (Auchan, Ikea, Decathlon itp.) – jeśli nawet klienci sklepów zdecydują się nie rozjeżdżać miejscowości to spadną obroty sklepów a więc i podatki. W końcu to również wielki problem dla mieszkańców dojeżdżających z miejscowości do samego Budapesztu – czyli wszystkich (z opłaty za autostrady nie są zwolnieni nawet publiczni przewoźnicy).

Burmistrz miejscowości postanowił się jednak zbuntować – przesłał pismo do Centrum Koordynacyjnego Rozwoju Transportu z informacją, że gmina przestaje płacić za utrzymanie autostrad M1 i M7 na swoim terenie a także za ich oświetlenie. Według burmistrza autostrady przechodzące przez Budaörs stanowiły integralną część lokalnej sieci transportowej więc miasto – mimo że nie było to w obowiązku – wyłożyło miliardy na poprawę infrastruktury tych dróg, częściowo z własnych, a częściowo ze środków firm działających w miejscowości. Dodał, że inwestycje te zostały przeniesione na własność państwa bezpłatnie. Dodatkowo miasto ponosiło koszty codziennej eksploatacji drogi, na przykład oświetlenia.

Burmistrz uznał wprowadzenie opłat za jednostronną zmianę warunków i wypowiedział umowę na świadczenie usług na oświetlenie drogi z dniem 28 lutego. Trzeba przyznać, że taka lekcja samorządności może się przydać Fideszowi. Ze strony partii już padły deklaracje o gotowości negocjacji w sprawie opłat. Szkoda tylko, że negocjacje nie poprzedziły uchwalenia ustawy, której cała ścieżka legislacyjna zajęła kilka dni. Do zbuntowanego Budaörs dołączyła XV dzielnica (Újpalota), która chce z kolei zakazać poruszania się po wewnętrznych drogach śmieciarkom do tej pory korzystającym z bezpłatnej M0.

Reklamy

Rozbój na drodze

W ludowych bajkach często diabeł starał się wycisnąć wodę z kamienia. Wygląda na to, że gdyby zamiast wody dało się z tego kamienia wycisnąć jakiś ekstra podatek, to węgierski rząd gotów byłby podpisać cyrograf.

Mniej więcej ¾ Budapesztu otacza autostradowa obwodnica, która pozwala wielu mieszkańcom metropolii na codzienne dostanie się do pracy i nie tylko. Oznaczona jest ona jako M0 i do tej pory była bezpłatna dla samochodów osobowych. Bezpłatne były też do tej pory drogi dochodzące do tej obwodnicy, nawet jeżeli były autostradami. Kierowcy (przynajmniej samochodów osobowych) musieli płacić za poruszanie się autostradami dopiero po wyjechaniu poza linię obwodnicy M0.

Ale Ministerstwo Rozwoju Narodowego (nazwa jest w tym wypadku tak samo adekwatna jak nazwa Ministerstwa Prawdy w słynnym 1984 Orwella) ogłosiło, że musi dokonać zmian i na części dróg wylotowych z miasta a także na części obwodnicy M0 zostaną wprowadzone od 1 stycznia 2015 opłaty (update: nowe informacje dotyczące dróg z i do Polski we wpisie z 31 grudnia).

Projekt wywołał ogromne poruszenie i co ciekawe dość szybko wypowiedzieli się przeciwko niemu nie tylko członkowie opozycji ale też członkowie Fideszu. Media cały czas mówią o wypowiedzi burmistrza III dzielnicy Budapesztu, Balazsa Busa, który jest członkiem koalicyjnej do Fidesz KDNP i który stwierdził, że wprowadzenie opłat za przejazd mostem Megyeri jest nie do zaakceptowania (most ten jest co prawda już nie tylko poza jego dzielnicą ale i nawet poza Budapesztem, ale jeżeli ograniczony zostanie ruch na nim to niewątpliwie wielu kierowców będzie próbowało skorzystać z mostu Arpada w III dzielnicy).

Z kolei burmistrz Budaörs Tamas Wittinghoff, który tez sprzeciwia się temu pomysłowi, z pewnością nie tylko obawia się wzmożonego ruchu poprzez tę w zasadzie spokojną mieścinę graniczącą z Budapesztem (choć już teraz w godzinach szczytu przelewa się przez nią rzeka aut). Na terenie gminy, przy samej autostradzie ulokowały się przez lata wielkie centra handlowe i zachodnie firmy. Oczywiste jest, że bezpłatna autostrada przyciągała klientów i ułatwiała dojazd do pracy pracownikom.  Niektórzy wręcz uważają, że pomysł rządu to być może kolejny element walki z zachodnimi przedsiębiorcami a w szczególności sieciami handlowymi.

Rząd zasypywany pytaniami dziennikarzy i protestami obywateli i ich reprezentantów zaczął dość pokrętnie tłumaczyć, że:
– wprowadzi się jakiś system obniżonych opłat dla mieszkańców komitatów (co od razu wzbudziło protesty, że będzie to narażało kierowców na wysokie kary jeśli tylko przez przypadek przekroczą granicę komitatu)
– pomysł podyktowany jest chęcią promowania transportu publicznego (tu warto zauważyć, że np. do Budaörs można rzeczywiście dojechać autobusami BKV ale trzeba wnieść dodatkową opłatę, no i trudno sobie wyobrazić by z całymi zakupami jakie zwykło się wozić samochodem, ludzie tłukli się autobusem czy kolejką podmiejską – po prostu pojadą inną drogą i najprawdopodobniej wraz z autobusami utkną w korku)
– w końcu stwierdzili, że cały pomysł to efekt zobowiązań, jakie mają wobec Unii Europejskiej. Tłumaczenie o tyle ciekawe, że wyjęte spod opłat fragmenty obwodnicy to właśnie te, które były dofinansowane przez Unię Europejską – jak więc widać na pierwszy rzut oka jej wpływ raczej jest odwrotny.

No cóż. W piątek już zwyczajowo w porannej audycji radiowej wystąpi premier Orban, który wszystko ładnie wyjaśni. Do tematu jeszcze prawdopodobnie wkrótce wrócimy.