Nowe oblicze tradycyjnej hali targowej

Jedną z mniejszych sióstr znanej wszystkim Centralnej Hali Targowej (pisałam o niej wcześniej tu) jest ta z V dzielnicy, mieszcząca się przy ulicy Księżycowej – Hold u.13, przemianowana niedawno na Belvárosi Piac czyli Targ Śródmiejski. Budynek powstał w roku 1897 według projektu Győző Cziglera (architekta słynnych Łaźni Széchenyiego), w 2014 roku został odremontowany. Nie pomogło to jednak przyciągnąć kupujących i nie zatrzymało powolnego umierania targowiska. Z miesiąca na miesiąc ubywało straganów i wreszcie stało się jasne, że potrzebny jest jakiś inny pomysł na to miejsce.

W tej części piątej dzielnicy swoje siedziby mają obiekty rządowe i parlament, banki czy instytucje międzynarodowe, różne biura, brakuje natomiast stałych mieszkańców, którzy robiliby tu regularnie zakupy. Dolny poziom hali jest łącznikiem pomiędzy ulicami Hold i Vadász – znajduje się tu parę stoisk z warzywami, wędlinami – obecnie można policzyć je na palcach jednej ręki. Będąc tam ostatnio ucięłam sobie pogawędkę z panami ze stoiska Magyar Termékház, sieci zrzeszającej węgierskich producentów żywności, którzy akurat prezentowali swoje produkty. Mieli m.in. smakowe piwa z małego browaru Üllői spod Budapesztu (przy okazji dowiedziałam się, że żona producenta jest Polką). Wszystko to ładnie, ale raczej nie uratowałoby targowiska, choć pozwala mu w pewnym stopniu zachować jego tradycyjny wymiar.

Jeżeli jednak miejscu temu uda się odnieść sukces, to raczej będzie to zasługa oferty gastronomicznej. Na piętrze znalazły swoje miejsce, jak to na węgierskich halach targowych, bary z szybkim jedzeniem. Jedzenie na tym targu jest jednak inne od tego co zazwyczaj oferują hale targowe, choć i tradycyjne stoisko ze smażonymi hurkami (kiszkami), sznyclami i piklami tu znajdziecie. Ta hala to niejako stałe miejsce dla tych, którzy lubią tak ostatnio modny street food – owoce morza, zupa pho i przedni włoski makaron. Nie dziwi więc, że stała się ona popularnym miejscem na zjedzenie lunchu, co nie stanowi na Węgrzech jakiejś nowomodnej ekstrawagancji tylko wynika z konieczności zagospodarowania godzinnej przerwy w pracy. Jak już wspomniałam, okolica pełna jest wszelkich biur i urzędów, tak więc bywa tu i klientela z wyższej półki, ale ceny nieco jedynie wyższe niż gdzie indziej.

Wszystko zaczęło się od pomysłu szefa kuchni Lajosa Biró, znanego wcześniej z kilku dobrych lokali w VIII dzielnicy, np. słynnego Bock Bisztró (nazwa lokalu pochodzi od nazwiska jednego z założycieli Józsefa Bocka, uznanego producenta win z rejonu Villány). Lajos Biró, którego osoba to marka kojarzona z wysoką jakością, miał swoją wizję zagospodarowania hali na Hold utca. Otóż postanowił on odwrócić tradycyjne funkcje hali targowej, stawiając na pierwszym miejscu ofertę gastronomiczną, nie rezygnując jednocześnie z funkcji handlowej, która stanowi jednak dodatek. Biró otworzył na górze swoją restaurację A Séf utcája (ulica szefa kuchni), a następnie ściągnął kilku znajomych z branży, przekonując ich, by też otworzyli tu biznesy. I stał się cud. W porze lunchu, już od południa hala zaczyna zapełniać się klientami, których przyciąga dobra kuchnia serwowana w stylowym otoczeniu (czego może nie widać na załączonych zdjęciach, bo robiłam je o poranku – swoją drogą o tej porze można tam w spokoju zjeść śniadanie czy wypić poranną kawę).

Godna polecenia jest restauracja samego Biró, A Séf utcája, serwująca m.in. tradycyjne węgierskie pieczone mięsa. A z drugiej strony dla kontrastu mamy kuchnię tajską i wietnamską ala street food. Idąc dalej napotkamy królów węgierskich dań z kiełbasy – Kolbice oraz inne bistra, np. z makaronem, chińszczyzną czy tradycyjnymi węgierskimi przekąskami.

Na to miejsce postawił też właściciel Czerwonego Homara (Vörös Homár), otwierając najpierw na dole stoisko ze świeżymi rybami i owocami morza, o które w Budapeszcie czasem naprawdę trudno – tu wybór jak na Budapeszt jest całkiem dobry. Zachęcony sukcesem, po jakimś czasie otworzył na górze bar Czerwony Homar. Na brak gości nie narzeka.

W sąsiedztwie, przyklejone do hali ulokowało się Kispiac Bisztró z kuchnią węgierską – serwują różne pieczone mięsa, świeże sałatki, surówki, mają duży wybór węgierskich win i kawy, choć ceny do najniższych nie należą, no cóż prawdziwy szampan musi kosztować.

I tak chyba jest lepiej niż na przykład w podobnej hali targowej, którą jakiś czas temu odremontowano przy placu Batthyánya. Połowę zabytkowego obiektu zajął tam bank do spółki z supermarketem i cały czar gdzieś prysnął. Każdy kto wchodzi tam do środka skuszony jej klasycznym frontem, przeżywa rozczarowanie.

Przy Hold utca warto jeszcze sprawdzić nowy pomysł testowany właśnie przez zarządzających halą – After Work Friday, który zorganizowano po raz pierwszy w ten piątek między 18.00 a 22.00 (następny już za tydzień, 17 kwietnia). Jeśli idea się przyjmie, będzie to fajna miejscówka, żeby wyskoczyć po całym tygodniu pracy na lampkę wina z przekąską, przy dobrej muzyce – coś w stylu hiszpańskich tapas. Muszę przyznać, że właśnie w Madrycie widziałam taką halę targową, która w godzinach wieczornych pękała w szwach, stając się jednym z najpopularniejszych miejsc spotkań mieszkańców miasta i być może inspiracją dla opisanych wyżej budapeszteńskich restauratorów. Hala na Księżycowej to taki ukryty smaczek Budapesztu, który mam nadzieję będzie się rozwijał w dobrym kierunku. Życzę im sukcesu na miarę tego hiszpańskiego.

Belvárosi Piac, 1054 Budapest, Hold u.13 pon 6.30-17.00, wt-pt 6.30-18.00, sob 6.30-14.00, ndz – zamknięte

Reklamy

Sezon na truskawki

Sezon truskawkowy w pełni a zatem wybrałam się do pobliskiej hali targowej na placu Lehel, żeby kupić trochę owoców a przy okazji sprawdzić ceny (2014). Rozpiętość cen nawet w obrębie jednego targowiska jest duża. Truskawki (földieper, eper) oferowane były od 498 Ft/kg do 800 Ft/kg czyli od ok. 6.80 zł do 10 zł. Te najtańsze nadają się raczej na dżemy (400 Ft/kg). Tutaj dla porównania ceny z innych targowisk. Podaję też link do strony Budapesti Nagybani Piac giełda owocowo-warzywna, na której zaopatrują się detaliści. Jest to największy na Węgrzech rynek owoców i warzyw, położony w XXIII dzielnicy Budapesztu, ul. Nagykőrösi 353. Tam kilogram truskawek kosztował w zeszłym tygodniu 600-700 Ft (hazai, I oszt. – krajowe, I kl) i 750-830 Ft (hazai extra – krajowe extra), czyli teraz na pewno jest taniej. Sezon powinien potrwać jeszcze ok. 2 tygodni. W galerii widoczne są ceny innych owoców i warzyw z Lehel piac. Kupiłam jeszcze melona (sárgadinye) za 398 Ft/kg (ok. 5.4 zł), to dopiero początek sezonu melonowego więc za 2-3 tygodnie ceny powinny być niższe.

Wielkanoc na Węgrzech

Pierwszą oznaką zbliżającej się Wielkanocy (Húsvét) są stosy szynek, piętrzących się na stoiskach w sklepach i halach targowych. Słowo Húsvét (hús-mięso) nawiązuje do zakończenia Postu i możliwości spożywania potraw mięsnych. Na Węgrzech oprócz szynki tradycyjnie na Wielkanoc spożywa się jagnięcinę. Na stole powinna znaleźć się zupa z głowy jagnięcia (ale nikt z moich znajomych i sąsiadów nie przyznaje się do jej przyrządzania). Najczęściej są to pörkölt (gulasz) i paprykarz z baraniny, pieczony comber jagnięcy lub udziec barani. Załączam film pokazujący miejsca w Budapeszcie, gdzie można kupić dobrą szynkę (nie tylko węgierską), prezentowane miejsca znajdziecie na mapce pod video.

Szynce obowiązkowo musi towarzyszyć chrzan. Węgrzy uznają wyższość tego domowego nad sklepowym i zdecydowana większość przygotowuje go w domu z dodatkiem octu i cukru.

W większości rodzin obecna jest tradycja malowania pisanek, polewania wodą, jednak święconka nie jest tak powszechna jak w Polsce, tylko w ok. 1/3 rodzin, głównie na wsi. Święci się szynkę, jajka i kołacze. W procesjach wielkanocnych bierze udział ok. 10% Węgrów. Polewanie raczej perfumami i wodą kolońską, polewające dzieci często dostają „wypłatę” pieniężną. Oprócz tego na Wielkanoc zajączek przynosi słodycze i zabawki. Kto zdąży może się jeszcze wybrać na śmigus-dyngus do Hollókő, gdzie polewanie będzie z pewnością bardziej obfite. Wioska-skansen, wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO, zachowała swój oryginalny charakter i słynie z prezentowania węgierskich zwyczajów ludowych (moją relację z Hollókő znajdziecie tu).

Na świąteczne zakupy wybrałam się do Centralnej Hali Targowej (Nagy Vásárcsarnok). Miejsce to, będące mekką turystów odwiedzających Budapeszt i żelaznym punktem każdej wycieczki, wbrew pozorom nie jest wcale drogie jeżeli chcemy zrobić zwykłe spożywcze zakupy, takie jak mięso, warzywa, ryby. Za to przemysł pamiątkarski czy mała gastronomia to już inna sprawa. Łatwo się jednak w tym odnaleźć, bo to co drogie znajduje się na drugim poziomie hali albo blisko wejścia.

Oprócz dobrego wyboru warzyw i kultowego stoiska z polskimi wędlinami, tradycją jest organizowanie dni poświęconych różnym narodom, w ramach których prezentowane są informacje turystyczne i wyroby rzemiosła ludowego z poszczególnych krajów w mniejszym lub większym wyborze. W okresie świątecznym prezentują się sami Węgrzy, tak więc mieliśmy okazję zobaczyć piękne węgierskie pisanki, tradycyjne ceramiczne naczynia i formy do pieczenia, wyroby bednarskie, itp. Jedyny problem związany z wizytą w tym miejscu to wieczny brak miejsc parkingowych, choć ostatnio sytuacja się poprawia w związku z wieloma inwestycjami prowadzonymi w tej okolicy, takimi jak rewitalizacja otoczenia hali, podziemny garaż pod sąsiadującym z halą Wielorybem (Bálna).

Słowniczek pojęć wielkanocnych
Húsvét – Wielkanoc
Feltámadás – Zmartwychwstanie
Nagy Böjt – Wielki Post
tojás – jajko
hímes tojás – pisanka
sonka – szynka
nyúl, nyuszika – zajączek
locsolás – polewanie wodą
kuglóf – wielkanocna baba

I jeszcze trochę historii (korzystałam z egyker.blog.hu).

Góra Gellerta była niegdyś ważnym miejscem związanym z Wielkanocą. Skręcając z ulicy Hegyalja, na Górę Gellerta prowadzi nas Sánc utca, której dawna nazwa brzmiała Stáció utca. Tysiące ludzi odwiedzało tamtejsze stacje kalwarii, które zostały niestety zniszczone po wojnie. Ostatnią stację zburzono w 1951. Przez lata było to ulubione miejsce spotkań w poniedziałek wielkanocny (húsvéthétfői búcsú). Na dzieci i dorosłych czekały takie atrakcje jak piernikowe serca, liczne budki z loteriami, kuchnia polowa, stoiska z winem. Na szczycie góry stała kaplica kalwarii, którą ostatecznie wyburzono w 1965 roku, przygotowując teren pod Park Jubileuszowy. Park powstał z okazji 20 rocznicy „oswobodzenia” kraju w kwietniu 1945 roku.

Zdjęcia z niesamowitej strony http://www.fortepan.hu/ Można przenieść się w przeszłość na wiele godzin. Polecam!

gellérthegyi stáció-1.jpgstacja kalwarii

gellérthegyi stáció-5.jpgprocesja na ul. Orom

gellérthegyi stáció-2.jpgkaplica

gellérthegyi stáció-3.jpg wyburzanie