Mistrzostwa Europy też w Budapeszcie

Na Węgrzech rozegrane zostaną 3 mecze grupowe i jeden 1/8 finałów Mistrzostw Europy w piłce nożnej w 2020 roku – w piątek swoją decyzję ogłosiła UEFA (mecze odbędą się w 13 różnych miastach Europy, półfinały i finał przyznano Londynowi). Na Węgrzech mecze zostaną rozegrane na powstającym w Budapeszcie Stadionie Narodowym im. Ferenca Puskasa.

Węgrzy są zadowoleni, gdyż dostali dokładnie to o co wnioskowali, choć można podejrzewać, że po cichu mieli większe ambicje, ale formalnie tego nie okazywali. W moim poście sprzed kilku tygodni opisywałam już ostrożną węgierską taktykę dotyczącą możliwości zorganizowania w Budapeszcie letnich igrzysk olimpijskich. Już wtedy wspominano, że ewentualna organizacja meczów Mistrzostw Europy, ich przyznanie Budapesztowi będzie kolejnym krokiem do rozważania takiego wniosku. Jak widać ta taktyka małych kroków może być całkiem efektywna.

Nowy stadion Puskása

W czwartek zaprezentowano wizualizację nowego Stadionu Narodowego im. Ferenca Puskása w Budapeszcie. Osobliwością stadionu jest to, że zostanie on zbudowany na bazie starego niszczejącego obiektu, który powstał w latach powojennych, noszącego niegdyś nazwę Stadionu Ludowego – Népstadion, zmienioną na im. Puskása w 2002 roku. Przestrzeń pod trybunami wypełnią biura, hotel na 180 miejsc, centrum konferencyjne, muzeum sportu oraz laboratorium diagnostyczne, będące zapleczem dla medycyny sportowej. Na koronie stadionu powstanie dostępna dla wszystkich panoramiczna bieżnia. Stadion na 68 tys. miejsc siedzących w czasie koncertów pomieści 80 tys. widzów. Będzie mógł być wykorzystywany jako centrum treningowe, do zawodów w 20 różnych dziedzinach sportu, do organizacji dużych imprez masowych, koncertów.

Węgrzy mają nadzieję na zorganizowanie tu finałów Ligii Mistrzów oraz niektórych meczów Mistrzostw Europy w piłce nożnej w 2020 roku (odbędą się w 13 różnych miastach Europy – gospodarze zostaną wybrani we wrześniu 2014 roku). Szacunkowe koszty rozpoczynającej się w przyszłym roku budowy stadionu to ok. 300 mln EUR (100 miliardów Ft). Obiekt ma być gotowy w 2018 roku.

Parę ciekawostek dotyczących starego stadionu. Przy jego budowie mniej lub bardziej ochotniczo pracowały całe rzesze Węgrów, w tym sam Puskás i członkowie słynnej drużyny. Na otwarcie w 1953 roku przybył Amerykanin Avery Brundage, przewodniczący Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego. Honorowego gościa umieszczono jednak na… trybunie prasowej, ponieważ Rákosi nie był w stanie dzielić loży VIPowskiej z obywatelem imperialistycznego państwa. Obiekt odegrał rolę stadionu olimpijskiego w filmie Spielberga Monachium. Nazywany był stadionem Złotej Jedenastki (węg. Aranycsapat), to tutaj w 1954 roku Węgrzy pokonali Anglików 7:1.

Chociaż Węgrzy uważają, że stan obiektu jest bardzo zły, to jednak daleko mu do tego jak wyglądał stadion X-lecia w Warszawie. Obiekt był sukcesywnie modernizowany i praktycznie do dzisiaj rozgrywane były na nim duże zawody, w tym mecze reprezentacji piłkarskiej Węgier. Jednak od początku nie spełniał ambicji projektantów, którzy zaplanowali go na 100 tys. widzów, ale jak to bywało z wielkimi dziełami komunizmu pozostało to w sferze planów. W efekcie charakterystyczne pylony podtrzymywały trybunę tylko z jednej strony, sprawiając prowizoryczne wrażenie. W ostatnich latach próbowano dostosować stadion do różnych międzynarodowych norm, pogłębiając tylko wrażenie architektonicznego chaosu. W końcu faktem stała się konieczność budowy nowego obiektu, tym bardziej, że na Węgrach olbrzymie wrażenie zrobił Stadion Narodowy wybudowany w Warszawie i wiele artykułów na ten temat ilustrowano polskim przykładem.

Początkowe koncepcje mówiły o budowie całkiem nowego obiektu, a nawet o ulokowaniu go w zupełnie innym miejscu. Zwyciężyła jednak koncepcja stadionu w stadionie wykorzystująca architektoniczne detale w postaci istniejących podpór, będąca swoistym dokończeniem pierwotnego planu budowy, co może dziwić z uwagi na komunistyczną przeszłość stadionu. Węgrzy łączą go jednak raczej z historią Złotej Jedenastki i wielkimi sukcesami w piłce nożnej. Moim zdaniem nieprzypadkowym jest zbiegnięcie się tej decyzji z dwoma innymi wydarzeniami. Pierwsze z nich to rozpoczęcie prac modernizacyjnych na pobliskim velodromie, który ma zostać zamieniony w nowoczesny obiekt, oprócz dotychczasowych funkcji dający dużo różnych możliwości nieoczywistych dla tego typu obiektów. Drugie to deklaracja Zsolta Borkai, szefa Węgierskiego Komitetu Olimpijskiego, który w rozmowie z Napi Gazdaság uznał za realną kandydaturę Budapesztu do organizacji Igrzysk Olimpijskich w roku 2028. Z drugiej jednak strony jego deklaracje są ostrożne i choć za dość oczywiste uznał wybudowanie kompleksu obiektów sportowych (oprócz wymienionych wcześniej planowana jest modernizacja znajdującej się w sąsiedztwie stadionu Hali Sportowej Körcsarnok, przebudowa pobliskiej hali im. Aladára Gerevicha, projekt budowy nowego kompleksu pływackiego przy kąpielisku Dagály), to widać że nie ma już tej pewności czy uda się dostosować do tych potrzeb infrastrukturę, np. budowa dróg, lotnisk itp.

Trzeba przyznać, że w przeciwieństwie do różnych polskich organizatorów olimpiad, Borkai dość ostrożnie podsyca nadzieje (chęć organizacji olimpiady na Węgrzech deklarowano już od czasów przedwojennych), tak by nie narazić później rządu na śmieszność lub jeśli nadejdzie kryzys finansowy na zarzut topienia publicznych pieniędzy w nierealnych przedsięwzięciach olimpijskich. Dużo prościej będzie się wytłumaczyć z budowy pojedynczych obiektów o uniwersalnym zastosowaniu niż z rozdmuchanego projektu olimpijskiego. Jeśli przed momentem złożenia aplikacji w roku 2019 powstaną nowoczesne, skoncentrowane w sercu miasta obiekty w sąsiedztwie jednego z głównych węzłów komunikacyjnych, jakim jest dworzec Keleti i krzyżujące się na nim 2 linie metra, to niewątpliwie będzie to silny atut w ubieganiu się o organizację Olimpiady. Muszę przyznać, że takie podejście o wiele bardziej do mnie przemawia niż to co zaprezentowały Kraków i Zakopane. W takim ujęciu wcześniejsza organizacja na nowym Stadionie Narodowym finałów Mistrzostw Europy byłaby swoistym sprawdzianem możliwości Węgrów.

 Galeria zdjęć nowego stadionu Puskása ze strony mnsk.hu

Tak ze starego stadionu powstanie nowy:

 

A tu stadion i jego okolice z socrealistycznymi dekoracjami. Zdjęcia zrobiłam kilka lat temu.

Sportowa egzotyka cz.II

Wydarzenie drugie to coroczne Grand Prix Węgier Formuły 1.

Węgrzy są dumni z faktu, że jako jedyny kraj postkomunistyczny są organizatorami tego typu wyścigów i często stworzenie słynnego Hugaroring pod Budapesztem jest argumentem miłośników Jánosa Kádára, bo tor ten powstał w latach 80. Niestety, te napakowane pieniędzmi wyścigi, w których w ostatnich latach pojawiło się kilku nowych organizatorów z nowoczesnymi torami wyścigowymi, zdają się coraz mniej pasować do Węgier. Już od kilku lat pojawiały się głosy o odebraniu Węgrom ich Grand Prix, ale pomysł ten był zbijany argumentem, że to tor domowy krajów Europy Środkowej. Prawdziwym jednak powodem była bliskość Niemiec i Austrii, z których to krajów pochodzi gros kibiców i dla których wyścigi organizowane w Budapeszcie były z pewnością atrakcyjniejsze od tych organizowanych np. w Katarze. W czerwcu rozegrano po raz pierwszy Grand Prix Austrii (a w zasadzie przywrócono po latach) i media doniosły, że organizacja imprezy w takiej bliskości spowodowała zmniejszenie zainteresowania wyścigiem na Węgrzech.

Jak do tej pory tradycja wyścigów powoduje, że Węgrzy dużo lepiej orientują się w Formule 1 od Polaków. Jest śledzona przez wielu kibiców i pamiętam pewną nutę zazdrości, która pojawiała się w rozmowach gdy na torach Formuły zagościł Robert Kubica. Nieco wcześniej swych sił na torze próbował Zsolt Baumgartner syn największego dealera Renault na Węgrzech Antala Baumgartnera. Niestety talentu (a jak mówią złośliwi wpływów ojca) starczyło na dwa sezony a potem został kierowcą testowym w USA, zaś jego właśnie miejsce w zespole Renault zajął Robert Kubica.

Wyścigi to niezwykle ważny element dla turystyki węgierskiej i to bardzo szeroko rozumianej. To typowo męski sport, w którym jednak kibice dysponują znacznie grubszymi portfelami niż w piłce nożnej. Najtańszy bilet na trawnik wokół toru to wydatek co najmniej 100 EUR i wcale nie jest łatwo go dostać. Lepsze trybuny to już nawet 500 EUR a oczywiście są też miejsca premium. Dlatego też przed Hungaroringiem następuje mobilizacja nocnego Budapesztu. To okres złotych żniw dla knajp, nocnych lokali i nie ma co ukrywać prostytutek. Często w środku lata widząc zachowania wymykające się ogólnie przyjętym zasadom współżycia społecznego (np. wyścig limuzyn z kibicami powiewającymi flagami po Andrássy, czy seks uprawiany na chodniku przy Hiltonie) po chwili zastanowienia są kwitowane wybaczającym wszystko: no tak, to weekend Hungaroringu. Węgrzy dobrze wiedzą, że biznes się kręci. Oni sami też starają się jakoś brać w tym udział, jeśli kogoś stać na bilet na same wyścigi (choć jest to również bardzo mile widziana forma gratyfikacji dla pracowników czy partnerów biznesowych) albo przynajmniej starają się wejść na którąś z imprez towarzyszących. Formuła to nie tylko dwa dni o których słyszymy w polskich mediach (sobota – kwalifikacje, niedziela- wyścig). Są też wyścigi innych mniej popularnych klas samochodów, prezentacje motoryzacyjnych nowości, no i oczywiście teamy wyścigowe z ich słynnymi hostessami (a do tej pracy chętnych jest zawsze sporo).

Sportowa egzotyka cz.I

Ten weekend w Budapeszcie ma większe znaczenie dla kibiców niż ten sprzed dwóch tygodni. Piłka nożna niby jest ważna, ale sukcesy w niej Węgrzy odnosili dawniej niż my i nie jest przesadą, że mało kto je pamięta, bo ludzie którzy mogliby to pamiętać są dziś w bardzo podeszłym wieku. Ten weekend jednak to finały Mistrzostw Europy w piłce wodnej, węgierskim sporcie narodowym. Dodatkowo to weekend Grand Prix Węgier w Formule 1.

Piłka wodna w kraju tak wypełnionym basenami nikogo nie dziwi, ale mnie jako przybysza owszem. Pamiętam wspaniały klip reklamowy gdzie przy patetycznej muzyce w zwolnionym tempie grupy rosłych kibiców, z umalowanymi twarzami, we flyersach, zawzięcie skandują, machają flagami i wykrzykują. Oglądasz to i jesteś pewien, że oto kibice na stadionie zagrzewają węgierską jedenastkę, lecz po chwili kamera robi odjazd i okazuje się że wszyscy ci kibice siedzą na stadionie wokół basenu, w którym faceci w czapeczkach jak dla niemowlaka pływają za piłką. Oczywiście tak jak i w piłce nożnej ten sport ma swoją legendę zespołu olimpijskiego, który wziął udział w olimpiadzie w Melbourne w 1956 w czasie tragicznych wydarzeń na Węgrzech. Zawodnicy w finale pokonali drużynę sowiecką, a opowieści o nieczystej grze Rosjan są do dziś wdzięcznym tematem do rozmów. Historia była na tyle dobra, że została sfilmowana przy dość oczywistym udziale Sándora Csányi, który pojawia się w węgierskich hiciorach filmowych częściej niż Linda u kresu swej popularności w polskich (film z 2006 roku Wolność i miłość – węg. Szabadság, szerelem).

W przeciwieństwie jednak do drużyny piłkarskiej koniec lat 50 nie był końcem tryumfów Węgrów w tej dyscyplinie i regularnie zdobywali oni medale na olimpiadach i wszelkich mistrzostwach, a wielość wpisów dotyczących medali olimpijskich stała się zapewne głównym powodem przebudowy parku olimpijskiego, gdzie na kamiennych tablicach są one dokonywane. Brak medali traktowany jest na Węgrzech tak jak klęskę w futbolu przyjęli kibice Brazylii. Czwartkowa przegrana drużyny kobiecej w meczu o finał miała charakter takiej klęski i media obiegły zdjęcia jednej z zawodniczek siedzącej ze skrajnie smutną miną na brzegu basenu. Hiszpańska klątwa.

Mistrzostwa Europy w waterpolo rozgrywane są co dwa lata na przemian z mistrzostwami świata. I choć Węgrzy występują jako mistrzowie świata z 2013 (mistrzostwo zdobyli w Barcelonie więc nie rozumiem tej klątwy hiszpańskiej), a także zdobywcy największej ilości tytułów mistrza starego kontynentu (zdobyli ich 12, a na podium stawali 22 razy), to niestety nie bronią teraz tego tytułu, który należy do Serbów. Drużyny z byłej Jugosławii zdominowały Mistrzostwa Europy w XXI wieku i Węgrzy na pewno będą chcieli przerwać tę złą passę. Jak to powiedział mój znajomy na dzień po finale FIFA, a w przeddzień rozpoczynających się mistrzostw w waterpolo: no, wreszcie coś ciekawego będzie do pooglądania po tych nudach.

Mistrzostwa odbywają się na obiektach pływackich na Wyspie Małgorzaty. Mogłabym powiedzieć na odremontowanych, ale w przeciwieństwie do innych obiektów sportowych, te są modernizowane od lat w sposób ciągły więc byłby to truizm. Pierwsze Mistrzostwa Europy rozegrano w 1926 roku na Węgrzech. Tegoroczne są dodatkowo wyjątkowe bo jednocześnie i w tym samym miejscu, odbywają się mistrzostwa kobiet i mężczyzn. Niestety – węgierskie zawodniczki nie odnosiły w ostatnich latach większych sukcesów od swoich kolegów i jak już wiemy w tym roku ich nie odniosą (w całej historii Mistrzostw Europy złoto zdobyły 2 razy, choć na podium stawały 11 krotnie). Panów będziemy oglądać w niedzielnym finale w meczu z Serbią o godz. 20.30.

Update 1: Węgierki wygrały z Włoszkami i wywalczyły brązowy medal.
Update 2: A jednak serbska klątwa :( Serbowie pokonali Węgrów w meczu o złoto 12:7. W Budapeszcie bardzo cicha i spokojna noc.

Szorty czyli krótko 18.07.2014

Nowy pomysł Orbána: plany połączenia wyższych uczelni w jeden uniwersytet. Rząd uważa, że dzięki temu węgierskie szkolnictwo wyższe miałoby wyższe notowania w międzynarodowych rankingach uczelni. W tym tygodniu zostały opublikowane wyniki, wg. których najlepszy uniwersytet węgierski ELTE zajął i tak lepsze miejsce od Polski (ELTE na 371 pozycji rankingu. W Europie Środkowej najlepiej wypadli Czesi z Uniwersytetu Karola. Co ciekawe wysoko w rankingu są Portugalczycy. Najlepsza polska uczelnia UW- na 419 miejscu – beznadziejna ilość patentów i słaba liczba publikacji oraz brak wpływowych absolwentów i kadry). Mając na uwadze kryteria oceny, które nie są proporcjonalne do wielkości uczelni czy liczby studentów, taki zabieg rzeczywiście może przynieść skutki.

Nokia zamyka fabrykę w Komárom i przenosi produkcję do Azji. Tym samym znika 2000 miejsc pracy.

Na festiwalu filmowym w Karlovych Varach nagrodzono węgierski film Szabadesés (Swobodne spadanie) w reżyserii Györgya Pálfi. Film wygrał w kategorii za najlepszą reżyserię, a także otrzymał nagrodę specjalną jury. Dodatkowo Szabadesés zdobył nagrodę Europa Cinemas za najlepszy film europejski. Film przedstawia siedem historii mieszkańców kolejnych pięter bloku, które należy rozumieć jako etapy ludzkiego życia od narodzenia do śmierci.

Część trylogii Munkácsy’ego Chrystus przed Piłatem wraca jednak do Kanady. Rząd jak dotąd nie wykupił obrazu, choć sprawa nie jest do końca zamknięta. W debreczyńskim muzeum Déri wciąż można oglądać pozostałe dwie części trylogii.

Pomnik holokaustu o dość intrygującej treści postawiono w Szegedzie. Na kamiennej łodzi widzimy dwie postacie: księdza i rabina. Ksiądz symbolizujący kościół katolicki wznosi oczy ku niebu, rabin przedstawiający społeczność żydowską w tym samym czasie wpada w odmęty. Trzeba pamiętać, że w przeciwieństwie do Budapesztu, Żydzi z Szegedu zostali wymordowani prawie w całości. Pomnik stanął w Parku Solidarności obok katedry. Tu zdjęcie pomnika.

Windy na Zamku. Do końca roku na Budańskim Zamku mają zostać zamontowane trzy windy. Windy pojawią się przy schodach szkolnych – Iskola lépcső (będą przewozić turystów od ul. Ibolya do Hess András tér), przy baszcie Murad paszy (z ul. Lovas do Anjou sétány) i przy schodach granitowych – Gránit lépcső (z ul. Lovas do Tóth Árpád sétány, do ul. Szentháromság).

W parku Városmajor oddano do użytku nową bieżnię. Z praktycznych rozwiązań: na bieżni zaznaczone jest każde 100 m, miejsce jest zacienione tak więc biega się przyjemnie nawet w upały, bo przy okazji prac nie wycięto żadnego drzewa. W ramach trwających od kilku miesięcy prac, dla mieszkańców przygotowano również część z przyrządami do ćwiczeń fitness, do biegu parkourowego, jest ścianka do squasha. Jesienią ma pojawić się również przechowalnia z szafkami. Park znajduje się po stronie Budy w pobliżu stacji czerwonego metra Széll Kálmán tér (dawny plac Moskwy). Nowa bieżnia może wreszcie odciąży tę na Wyspie Małgorzaty, na której korki stały się już powszechnym zjawiskiem.

Od soboty ulega modyfikacji kodeks drogowy KRESZ, który od teraz dopuszcza poruszanie się rowerem również na głównych drogach po spożyciu alkoholu, o ile rowerzysta jest w stanie bezpiecznie prowadzić. Do tej pory przy przekroczeniu stężenia 0.50 g/litr alkoholu we krwi lub 0.25 mg alkoholu w wydychanym powietrzu można było zostać ukaranym grzywną 30 tys. Ft na drogach głównych lub 10 tys. Ft na drogach bocznych. Jednocześnie warto przypomnieć, że w przeciwieństwie do Polski jest tendencja do rozgraniczenia między kierowcami pojazdów mechanicznych a rowerzystami. Podczas gdy obostrzenia w stosunku do rowerzystów jak widzimy ulegają złagodzeniu, to kierowców od lat obowiązuje już norma 0 alkoholu.

Rozpoczyna się trwająca 2 tygodnie próba rowerów miejskich BUBI. Do testowania zgłosiło się 1000 ochotników. Jednak mimo słonecznej pogody w mieście widziałam tylko dwie osoby na BUBI.

8 złotych i 5 srebrnych medali zdobyli Węgrzy na zakończonych w niemieckim Brandenburgu (Branibór) mistrzostwach Europy w kajakarstwie. Mistrzynią została m.in. Danuta Kozák, której mama jest Polką.

Na trwających w Budapeszcie Mistrzostwach Europy w piłce wodnej Węgrzy wygrali z Hiszpanami 12:9, z Francją 12:7. Najbardziej oczekiwany mecz z Serbią również zakończył się zwycięstwem Węgrów 8:6.

Młode węgierskie VIPy

W czasie wczorajszych negocjacji w Brukseli, gdzie w Parlamencie Europejskim spotkali się wszyscy szefowie państw EU zaprezentowany został nowy plecak Orbána. Nowy plecak oczywiście jest z mistrzostw świata w Brazylii, w kolorystyce żółto zielonej z przewagą zieleni. Pierwszy plecak z mistrzostw Europy stał się tak słynny, że trafił do Muzeum Narodowego (pisałam o tym tutaj), brak jest jednak informacji co stało się z zaprezentowanym na wiosnę plecakiem, który również był w kolorach brazylijskiego mundialu, choć miał zdecydowanie bardziej młodzieżowy charakter od obecnego – zdobiła go maskotka mundialu – pancernik.

Media pokpiwają, że premier dostał plecak od syna w zamian za VIPowskie miejsce na trybunie stadionu Maracana, gdzie odbył się finał mistrzostw świata. Skandal z obecnością syna premiera na tej trybunie związany jest głównie z faktem, że Orbán deklarował swój wyjazd na finały jako prywatny. Media zbulwersował jednak nie fakt, że sam premier pojawił się na trybunie VIPowskiej (nie płacąc za to ani grosza) bo przecież obecność węgierskiego premiera pomiędzy wielkimi tego świata (premier siedział bezpośrednio przed Angelą Merkel i Władimirem Putinem) dodaje splendoru, ale że razem z nim był tam jego syn. Jak widać na zdjęciach głowy innych państw raczej przybyły same.

Syn premiera chcąc ratować sytuację napisał list do portalu 444, który całą sprawę nagłośnił jako pierwszy, żądając zaprzestania publikacji na jego temat jako osoby prywatnej. Oczywiście takie stwierdzenie tylko dolało oliwy do ognia i media zaczęły szydzić, że osób prywatnych nie wpuszcza się na taką trybunę oraz że syn premiera raczej nie powinien się spodziewać, że ktoś uzna jego prywatność. W dyskusji jako przykład zaczęto podawać sytuacje dzieci głów państw sąsiednich i oczywiście na pierwszym miejscu znalazły się dzieci premiera Tuska. Komentatorzy wskazali, że polskie młode VIPy nie mają problemu w kontakcie z mediami, choć poruszane tematy nie zawsze są dla nich łatwe, jak to było w przypadku syna premiera Tuska. Sprawę dodatkowo komplikuje fakt, że prawo do ochrony prywatności, na które powołuje się syn premiera, zostało wprowadzone jedną z najbardziej kontrowersyjnych ustaw jakiś czas temu przez jego ojca i można odnieść wrażenie, że sprawdzają się przepowiednie opozycji z prowadzonej wtedy dyskusji. Cała sprawa zaowocowała serią internetowych memów z synem premiera Orbána w roli głównej.

Gáspár Orbán ma też pretensje do prasy, że wciąż przedstawia go jako syna premiera, on wolałby jednak gdyby oceniano go za jego własne osiągnięcia (wiedzieliście, że młody Orbán jest piłkarzem? Gra w klubie Puskás Akadémia FC, czyli ze stadionu ma w sumie bardzo blisko do domu :)). Zaproszenie na mistrzostwa Orbán dostał od FIFA, przysłano mu 2 bezpłatne bilety. Na biletach z imprez masowych tego typu jest uwaga, że uczestnicy wyrażają zgodę na upublicznienie zdjęć i nagrań z imprezy. W końcu nie był to niedzielny rodzinny obiad. Należało liczyć się z tym, że w prasie ukaże się mnóstwo zdjęć siedzącej w ich sąsiedztwie Merkel, tak więc młody Gáspár mógł pomyśleć o tym wcześniej i poprosić o nie VIPowskie miejsca.

O ile na wcześniejszych meczach Gáspár wybierał zwykłą trybunę i raczej unikał mediów, a ostatnio nie pojawiał się nawet na publikowanych w prasie rodzinnych zdjęciach premiera, to listem do prasy wywołał tylko odwrotny skutek i burzę artykułów na swój temat. Jego siostra Ráhel z kolei nie ma problemu z tym, że media zajmują się jej osobą. Bardzo często pojawia się na różnych imprezach w towarzystwie gwiazd i ludzi znanych z TV.

Zainteresowaniem mediów młodym Orbánem oburzył się też Tamás Deutsch, poseł Fideszu do PE, będący medialnym Kłopotkiem Węgier (ale słabość do sekretarek raczej zbliża go do Pawlaka). Deutsch na swoim profilu na fb zwrócił się bezpośrednio do autora artykułu z portalu 444, nazywając go cyber-pedofilem, skoro taką przyjemność odnajduje w zajmowaniu się dziećmi polityków i twierdząc że ani Gáspár ani kibicująca Kostaryce dziewczyna o wielkich piersiach nie staną się osobami publicznymi od tego, że wielu ludzi widziało ich w TV.

Update 17.07: Gáspár Orbán właśnie zrezygnował z kariery w zawodowym futbolu i nie jest już zawodnikiem Puskás Akadémia FC. Akademia Puskasa nie komentuje decyzji młodego Orbána. Można się tylko domyślać, że miały na nią wpływ wydarzenia ostatnich dni.

Teqball czyli jak połączyć futbol z ping-pongiem

Kolejny węgierski wynalazek z kickstartera. Połączenie ping-ponga z futbolem. Piłki nożnej raczej nie zrewolucjonizuje, ale jako ciekawa odmiana jednego jak i drugiego ma szansę stać się nową alternatywą dla tych tradycyjnych sportów. Jego twórcy próbują właśnie zebrać pieniądze na kickstarterze na rozwijanie projektu.

W Teqball grać może 2 lub 4 zawodników, potrzebny jest stół podobny do tego jak w tenisie stołowym i piłka – zwyczajna futbolówka. Na pomysł gry wpadli dwaj Węgrzy Gábor Borsányi i Viktor Huszár, według których futbol stał się w ostatnich latach tak agresywny, że przydałaby się jego nowa wersja powodująca mniej kontuzji. Dlatego po długich badaniach naukowych i wyliczeniach wymyślili projekt stołu, na którym można grać piłką futbolową.

Dopełnieniem gry jest softwer, pozwalający w realnym czasie śledzić czy zawodnicy grają zgodnie z ustalonymi zasadami. System przygotowuje statystyki dotyczące gry każdego z graczy i zapisuje punkty. Ponoć zainteresowanie wyrażają znani gracze i trenerzy tradycyjnej piłki nożnej.

Czy Teqball przyjmie się jako forma profesjonalnego treningu lub po prostu dobrej zabawy? Mnie się podoba. Oceńcie sami. Tu film prezentujący reguły gry. Teqball będzie można wypróbować osobiście na zbliżającym się festiwalu Volt w Sopronie (2-6 lipca 2014).