Węgierski skok na kasę

Nagle rzucone przez dziennikarza pytanie w stronę premiera Orbana, doprowadziło do gorącej dyskusji, w której ścierają się skrajnie przeciwne poglądy: czy premier Orban to bohater który wyrwał pieniądze publiczne z rąk malwersantów czy też osoba odpowiedzialna za utratę majątku przez wielu Węgrów i osób prawnych, które powierzyły swoje pieniądze funduszowi Quaestor.

Węgrami od mniej więcej miesiąca wstrząsają skandale związane z funduszami brokerskimi, które w końcu okazały się zwyczajnymi piramidami finansowymi. Cała sprawa w dużym stopniu przypomina sprawę polskiego Amber Gold czy SKOKów.

Zaczęło się od upadku funduszu Buda-Cash, który najpierw zadziwił wszystkich skalą zdefraudowanych środków. 100 miliardów forintów, które zniknęło z funduszu, jak to określił wiceprezes MNB (Magyar Nemzeti Bank) Laszló Windisch, zrobiło wrażenie i zaciekawiło media. Od początku śledczy zachowywali się dość tajemniczo: cały zespół policyjny zajął siedzibę firmy w nocy 22 lutego, nie udzielając żadnych konkretnych informacji, które potem bardzo skąpo przeciekały do mediów.

W końcu gruchnęła wiadomość jeszcze bardziej szokująca od powyższej kwoty. W funduszu pieniądze lokowały podmioty zarządzające środkami publicznymi – do mediów wyciekły informacje o miastach i województwach, które straciły pokaźne kwoty.

Rząd przeznaczył kwotę 245 milionów na doraźną pomoc dla 67 lokalnych samorządów poszkodowanych przez brokera, co wobec skali defraudacji jest kroplą w morzu, ale dziesiątki tysięcy klientów indywidualnych (proszę pamiętać, że Węgry mają tylko 10 mln mieszkańców!), tysiące biznesmenów i 80 lokalnych samorządów musiało zadowolić się informacją, że przedstawiciele funduszu obiecali współpracować z rządem w celu rozwiązania problemu. Na to czekała opozycja i przedstawiciele partii PM i LMP ogłosili, że zawnioskują o rozwiązanie parlamentu. Nie przyłączyli się do nich jednak posłowie, którzy byli związani z wcześniejszą władzą (MSZP i DK) bo Buda-Cash istnieje od 1995 roku, choć ostatnio jej szefowie byli w dobrych kontaktach z obecną władzą. Mając ten problem na sumieniu na równi z Fidesz,  MSZP nawoływało do pokrycia przez państwo strat poszkodowanym. Pojawiły się też głosy, że należałoby odwołać szefa MNB, Matolcsyego. Widać, że ten wziął sobie krytykę do serca i zabrał się za kontrolowanie tego typu funduszy.

Warto tu dodać, że Buda-Cash to podmiot dość podobny do polskich SKOK. Choć była to sieć 11 firm brokerskich zatrudniających 200 pracowników, to w jej posiadaniu były również cztery niewielkie banki, które wcześniej funkcjonowały, jako kasy kredytowe w rodzaju SKOK. W przeciwieństwie do innych kas nie zostały jednak one znacjonalizowane przez rząd w 2013-14 roku i przekształciły się w niezależne banki.

Zaostrzone kontrole nadzoru finansowego wywołały efekt domina. Następny w kolejce był Hungaria Értékpapír (Hungaria Securities), a 9 marca pojawiły się doniesienia o upadku Quaestor Group.

Ta sprawa była już znacznie niebezpieczniejsza dla rządu. W sprawie Buda-Cash próbowali oni wmawiać, że dzisiejsze problemy to wyłączna wina przekrętów z czasów rządów postkomunistów – argument mocno naciągany, ale wierny lud nie takie cuda kupi. Quaestor to jednak dziecko czasów Fidesz. Jego prezes-nie prezes, o czym za chwilę, Csaba Tarsoly, był osobą związaną z politykami Fidesz dość blisko i to politykami dość bliskimi premierowi. Uważa się, że odegrał on istotną rolę w tzw. „wschodnim otwarciu” ministra spraw zagranicznych Pétera Szijjártó i ma wiedzę na temat korupcji, która może za tym stać.

Quaestor jeżeli poszukamy polskiej analogii , to twór bliższy Amber Goldowi niż SKOK-om, bo tworzyło go 68 połączonych podmiotów transferujących między sobą pieniądze, będących w istocie piramidą finansową. Pikanterii dodał fakt, że spółka 16 marca wybrała nowego prezesa – niejakiego Belę Orgovana. Ten mieszkaniec małej, prowincjonalnej miejscowości, bez wykształcenia a za to z kartoteką kryminalną, w której znalazło się podejrzenie o morderstwo, chwalił się swoim sąsiadom, że ma w końcu porządną pracę (wcześniej brał udział w pracach społecznych, których organizacją chwali się premier – stało się to przyczyną złośliwych żartów, że w ramach tych prac można zrobić świetną karierę), w której może jeździć służbowym oplem!

Kariera Orgovana nie trwała jednak długo, po kilku dniach prezes Tarsoly powrócił na stanowisko. Jak mówił, skłoniła go do tego presja ze strony prasy, coraz bardziej drążącej sprawę absurdalnej zmiany w kierownictwie firmy, o przeszłości swego następcy rzekomo nic nie wiedział, a do tego ruchu namówił go jakiś tajemniczy doradca ds. reorganizacji. Słup w postaci Orgovana najwidoczniej miał dać szefostwu Quaestora więcej czasu na majstrowanie w dokumentach firmy i uniknięcie odpowiedzialności.

Przedziwny jest ten splot różnych zabiegów, zdarzeń i rozciągnięcie w czasie działań policji, która zazwyczaj w podobnych sprawach reaguje natychmiast, zatrzymując podejrzanych czy przesłuchując świadków w ciągu paru godzin od ujawnienia informacji o podejrzeniu oszustwa. Tu pan prezes grzecznie przeprasza i nadal cieszy się wolnością (aktualizacja: Tarsoly wraz z 2 innymi osobami zostali zatrzymani w końcu w czwartek 26 marca) choć wiadomość o ogłoszeniu upadłości podano 9 marca (do dziś upadłość nie została jednak zarejestrowana przez sąd). Na nadzwyczajnym kryzysowym posiedzeniu kierownictwa Tarsoly miał zapewniać, że pomoc przyjdzie od zaprzyjaźnionego ministra Szijjarto, za pośrednictwem którego do premiera miał dotrzeć adresowany bezpośrednio do niego list z prośbą o pomoc, traktujący o sytuacji firmy.

Jak się okazało w Quaestor i innych zaprzyjaźnionych firmach brokerskich publiczne pieniądze ulokowały ministerstwa i różne instytucje państwowe. Pieniądze te szczęśliwie zostały wycofane  i uratowane po aferze z Buda-Cash. Zastanawiające jest jednak, że Ministerstwo Spraw Zagranicznych dziwnym trafem wycofało pieniądze tuż przed ogłoszeniem upadłości Quaestor, dokładnie tego samego dnia. Było to 3.8 mld forintów powierzone brokerowi przez podlegającą ministerstwu Magyar Nemzeti Kereskedőház (brokera wybrano bo oferował bezpłatną obsługę konta i odsetki dające zysk 19-38 mln forintów).

Na pytanie dziennikarza, Orban otwarcie przyznał, że to on sam wydał ministerstwom polecenie wycofania pieniędzy z funduszy. Oburzenie opinii publicznej wywołał fakt, że rząd ratując ulokowane wcześniej przez siebie pieniądze nie podzielił się swoimi obawami z tysiącami obywateli, którzy również zaufali firmom brokerskim, ale niestety nie mieli świadomości problemów funduszu.

Minister Lazar, tłumaczy, że premier nic nie wiedział o sytuacji Quaestora i fakt, że nakazał wycofanie publicznych pieniędzy z firm brokerskich był raczej wynikiem intuicyjnych działań. To intuicja podpowiedziała premierowi, że ostatnie wydarzenia mogą doprowadzić do efektu domina i kolejnych upadków funduszy. Opozycja domaga się natychmiastowego ustąpienia rządu, a DK i Jobbik zgłaszają właśnie doniesienie o możliwości popełnienia przestępstwa o charakterze insider trading.Wszyscy zadają sobie teraz dwa pytania: o czym wiedział rząd oraz gdzie są pieniądze. A chodzi o zniknięcie 150 mld Ft. W tle mamy jeszcze tajemniczą śmierć Andrasa Szilagyiego odpowiedzialnego za inwestycje ministerstwa (w dzień po upadłości Quaestor). Mnie zastanawia zaś, na co wydawane były kwoty, jakie na umieszczaniu w instytucjach o podwyższonym ryzyku zarabiali rząd i inne organy władzy, także tej samorządowej. Czy były one wydawane w ramach wydatków budżetowych? Ciąg dalszy z pewnością nastąpi.

Reklamy

Jak się robi filmy i inne takie…

fot. z fb Viktora Orbana

Viktor Orban spotka się z nową ambasador USA oficjalnie we wtorek, po niedzielnym święcie narodowym 15 marca. Origo dowiedziało się jednak, że premier spotkał się już z Colleen Bell w ostatni poniedziałek na nieoficjalnej kolacji u Andy’ego Vajny, znanego producenta filmowego z podwójnym paszportem węgierskim i amerykańskim, gdzie gościł również Arnold Schwarzenegger. Ciekawe. Bardzo hollywoodzka atmosfera zapanowała w stosunkach Węgry-USA. Luźna atmosfera, brak krawatów. Wielu spekulowało potem, że w taki sposób robi się dobre interesy, bo okazało się że amerykański Westinghouse może mieć swój udział w dostawie paliwa do budowanej przez Rosjan elektrowni w Paks.

Minister Janos Lazar zapewniał jednak pod koniec tygodnia, że ewentualny udział tej firmy w kontrakcie wynika jedynie z decyzji Brukseli, a nie rządu węgierskiego (wymaga ona dywersyfikacji dostaw paliwa jądrowego, nie pozwalając na ich monopolizowanie, a do budowanego typu elektrowni ponoć oprócz Rosjan paliwo może dostarczyć jedynie amerykańska firma), ale prawdy o tym dowiemy się pewnie najwcześniej za trzydzieści lat, kiedy kontrakt zostanie odtajniony.

Co ciekawe raport o produkcji filmowej na Węgrzech wykazał, że kraj ten w Europie ponosi największe wydatki na produkcję filmową. Jak to ma się do narzekań węgierskich reżyserów takich jak Bela Tarr, o których można poczytać nawet w polskich mediach? A tak, że w 80% procentach dofinansowywane są produkcje zagraniczne, głównie… amerykańskie. Rząd udowadnia, że wydatki te, a także 25% ulga podatkowa jaką przyznał produkcjom filmowym, zwraca się dzięki wzrostowi zatrudnienia, dodatkowym wpływom podatkowym (sic!) oraz wpływom z turystyki uzyskanym dzięki pokazywanym w międzynarodowych produkcjach węgierskim sceneriom.

Oczywiście za całym tym biznesem stoi Andy Vajna, który prosty rachunek ekonomiczny rodem z Hollywood uczynił podstawą realizacji misji powierzonej mu przez rząd Orbana w 2011 roku, kiedy to został mianowany rządowym pełnomocnikiem ds. uzdrowienia węgierskiego przemysłu filmowego. To, że prawie zablokował finansowanie filmów węgierskich, co miało być jego głównym zadaniem, Vajny i polityków węgierskich nie interesuje. Spotkanie z byłym gubernatorem Kalifornii ma być zapowiedzią, jak zapewnia Vajna, nadchodzącego czasu realizacji na Węgrzech prawdziwych superprodukcji. Oczywiście nie chodzi o filmy węgierskich twórców. Wygląda jednak na to, że dla Vajny produkcja filmowa to teraz jedynie hobby, które pozwala mu na zbliżenie się do osób z którymi może tworzyć dużo poważniejsze superprodukcje od tych filmowych.

Paks – wielka tajemnica

Po burzliwym głosowaniu węgierski parlament utajnił jak to określono „biznesowe i techniczne szczegóły” umowy z rosyjskim Rosatomem na rozbudowę elektrowni atomowej w Paks. Umowa została utajniona na 30 lat. Do podjęcia tej decyzji konieczne było 2/3 głosów węgierskich parlamentarzystów i teoretycznie wydawało się, że po niedawnej przegranej Fideszu w Veszprem uda się powstrzymać rządzących przed jak to określa Fidesz „kontraktem stulecia”, a które to określenie w kontekście utajnienia szczegółów kontraktu jest mocno wyszydzane przez opozycję.

Za było 130 głosów, 62 przeciw i 1 wstrzymujący się. Spośród posłów Fidesz-KDNP wyłamał się Janos Bencsik wstrzymując się od głosu. Bencsik, który obecnie jest przewodniczącym podkomisji ds. energetyki, a który w poprzednim rządzie Orbana pełnił funkcję sekretarza ds. energetyki, wielokrotnie pozwalał sobie na krytykę polityki energetycznej obecnego rządu. W głosowaniu nie wziął udziału jeden z deputowanych skrajnie prawicowego Jobbiku, bo jak twierdzi został zastraszony, on i jego rodzina, przez – jak to określił przedstawiciel tej partii – “cygańską mafię”.  

Rząd węgierski próbuje wszystkich przekonywać, że tego typu utajnienie informacji jest standardem w krajach zachodnich, argumentując, że w obecnej chwili na świecie budowanych jest 69 bloków reaktorów nuklearnych i w każdym z tych przypadków towarzyszące im umowy pozostają tajne. Oprócz oczywistych szczegółów technicznych i kwestii bezpieczeństwa istnieje przecież szereg danych, które powinny być objęte tajemnicą handlową, a których ujawnienie godziłoby w interes narodowy.

Całkowite koszty rozbudowy elektrowni w Paks są szacowane na 12 mld Eur, na inwestycję Rosja udzieli Węgrom pożyczki w wysokości 10 mld Eur. Dwa nowe bloki elektrowni mają rozpocząć działanie w 2025/26 roku i będą pokrywać połowę zapotrzebowania Węgier na energię elektryczną, a cztery działające obecnie zostaną całkowicie wyłączone w latach 2032-37.

Opozycja próbuje w tej chwili apelować do prezydenta Adera o niepodpisywanie ustawy, ale wierny towarzysz Orbana z Fideszu raczej się nie zawaha. Większe nadzieje pokładane są w Trybunale Konstytucyjnym. Wg. MSZP decyzją w sprawie Paks frakcja Fideszu zasłużyła sobie na tytuł najbardziej skorumpowanej grupy parlamentarnej wszechczasów. PM mówi o zalegalizowaniu przez rząd gigantycznej kradzieży, LMP uważa, że utajnienie umowy narusza konstytucję oraz uzgodnienia wynikające z unijnego prawa o ochronie środowiska, a Jobbik stwierdził że w słusznym celu też można ukraść ogromne pieniądze.

Obawy opozycji do pewnego stopnia próbuje rozwiać unijna komisarz do spraw konkurencji Margrethe Vestager, twierdząc że Komisja Europejska pomimo utajnienia umowy ma potencjał i narzędzia pozwalające na poznanie szczegółów umowy zawartej pomiędzy rządem węgierskim i Rosatomem, choć nie chce podać szczegółów, kiedy np. miałoby się tego typu śledztwo rozpocząć.

Może się jednak okazać, że z tym potencjałem Unii wobec tego projektu nie jest tak jak pani komisarz myśli: w czasie wizyty kanclerz Merkel Węgrzy włączyli do projektu niemieckiego Siemensa, a teraz pojawiły się informacje, że swój kawałek tortu w inwestycji dostanie amerykański Westinghouse.

Zapowiedzi 26.02.2015

Mapa Węgier z miliona Lego, francuskie filmy, legenda SKA, Kadar i Gomułka, polski ambasador, mit bratanków? Szczególnie polsko-węgierski czwartek zapowiada się ciekawie.

Jeśli nie macie jeszcze pomysłu na weekend – warto wybrać się na targi turystyczne (o których wspominałam tydzień temu tu). Szczególnie ciekawe programy dla dzieci przygotowało Lego – z pomocą odwiedzających powstaje tam mapa Węgier z miliona klocków. Na mapie pojawi się 10 charakterystycznych dla Węgier atrakcji turystycznych.

27 lutego – 8 marca w Budapeszcie: Frankofón Film Napok czyli kino francuskojęzyczne w Uranii. Zobaczymy 31 filmów z 14 krajów, w tym 23 przedpremierowo z takich krajów jak Belgia, Francja, Algieria, Grecja, Rumunia, Kanada czy Szwajcaria.

Filmy będzie można zobaczyć także w innych miastach:

  • Tatabánya, 3-24 marca
  • Miskolc, 5-11 marca
  • Szombathely, 9-15 marca
  • Pécs, 12-18 marca
  • Debreczyn, 12-25 marca
  • Jászberény, 13-15 marca
  • Szeged, 13-18 marca
  • Szolnok, 13-15 marca
  • Eger, 20-21 marca

28 lutego: koncert Bad Manners (UK) w klubie Akvarium o 20.00 (koncert przeniesiony z A38) – jeden z głównych zespołów SKA, prawdziwa legenda gatunku. Z węgierskiej strony wystąpią Lions of Suberbia. Bad Manners do posłuchania tu.

dla znających jęz. angielski:

3 marca: “1989 – The Final Days of the Communist Regime in East-Central Europe” – prezentacja książki i dyskusja będą odbywać się w języku angielskim. Książka 1989 – Jesień Narodów (aut. Adam Burakowski, Aleksander Gubrynowicz, Paweł Ukielski) została wydana w Polsce w 2009, na Węgrzech w 2014 pt. 1989 – A Kommunista Diktatúra Végnapjai Közép- És Kelet-Európában. Stanowi ona wszechstronną analizę porównawczą procesu upadku komunizmu w Europie Środkowo-Wschodniej. Zostały w niej ukazane zarówno ostatnie lata reżimu w NRD, Czechosłowacji, Bułgarii, Rumunii, na Węgrzech i w Polsce, wydarzenia roku 1989, jak i ich wpływ na późniejsze losy omawianych państw i świata.  (godz. 11.00 – MTA BTK TTI, 1014 Budapest, 53 Úri u. II. ptr, p. 224.)

dla mówiących po węgiersku:

5 marca: „Két jó barát” – o godz. 16.15 na ELTE (ELTE BTK Történeti Intézet, Szekfű Gyula Könyvtár – Múzeum körút 6-8) spotkanie z ambasadorem RP Romanem Kowalskim. Będzie mowa o stosunkach polsko-węgierskich w świetle obecnej sytuacji międzynarodowej, współpracy w ramach Grupy Wyszehradzkiej, UE i NATO (dla zainteresowanych zamieszczam link do obszernego wywiadu, którego ambasador udzielił vs.hu po ostatniej wizycie Viktora Orbana w Polsce, a tu jeszcze wywiad dla HírTV).

Tego samego dnia, na godz. 19.00 do polskiej księgarni Gdańsk (XI dzielnica, Bartók Béla út 46) zaprasza historyk Miklós Mitrovits, gdzie już w mniej formalnej atmosferze będzie można podyskutować o polsko-węgierskich kontaktach politycznych i kulturalnych od 1956 roku do dziś. Uczestnicy spróbują odpowiedzieć na pytanie czy znane wszystkim Węgrom i Polakom powiedzenie o bratankach to mit czy rzeczywistość. Lengyel–magyar „két jó barát” – mítosz vagy valóság?.

Węgrzy w kosmosie

Węgry zostały właśnie pełnoprawnym członkiem Europejskiej Agencji Kosmicznej, choć jako pierwsze spośród krajów byłego bloku wschodniego nawiązały kontakt z ESA, bo już w kwietniu 1991 roku. Pomimo to przez 25 lat ograniczali się do współpracy z agencją, gdy tymczasem kraje takie jak Czechy, Polska i Rumunia stały się już jej pełnoprawnymi członkami. Można by odnieść wrażenie, że przeszkodą była roczna składka członkowska, której wysokość to 8 mln Euro.

Po pierwsze, wszyscy którzy znają temat przekonują, że nawet taka minimalna składka zwraca się prawie w całości, a wręcz obowiązuje zasada, że im więcej włożysz tym więcej wyciągniesz – ESA znacznie wcześniej niż NASA czy Rosjanie, oparła swą działalność na założeniach biznesowych, nie bawiąc się w kosztowne wyścigi kosmiczne imperiów. Rakiety Ariane nie miały na celu wozić w kosmos kosmonautów tylko dochodowe satelity lub urządzenia służące nauce. Jest to przy okazji odpowiedź na pytanie zadawane przez węgierskich dziennikarzy, którzy chcieliby wiedzieć czy mogą liczyć na drugiego węgierskiego kosmonautę po Bertalanie Farkasu.

Po drugie, Węgry nigdy nie kryły swych aspiracji do stania się centrum naukowo-technicznym, co najmniej w regionie Europy Środkowej. Głośny był spór między Budapesztem i Wrocławiem o ulokowanie Europejskiego Instytutu Technologicznego w Budapeszcie – który zakończył się tym, że powstało centrum znajdujące się… w kilku miejscach, co przeczy samej idei centrum. Niemniej jednak to Budapesztowi przypadła siedziba rady zarządzającej EIT – przy takich aspiracjach nawet bez wysokiej stopy zwrotu kwota 8 mln EUR wydaje się niewielka. Choć rząd węgierski nie stara się jakoś szkodzić naukom ścisłym i technicznym tak jak to robił z ekonomiczną Corviną, to nie widać też takich nakładów z jego strony jak otrzymuje Ludovika, potencjalna kuźnia kadr politycznych. A przecież dobrze wykształcone kadry techniczne są głównym magnesem dla inwestycji na Węgrzech.

Wracając do kwestii dopięcia procesu przystąpienia do ESA, to ja stawiałabym w tej sytuacji na przyczyny polityczne. Wydaje się, że nawet dla Węgrów współpraca z Rosjanami w branży kosmicznej na dotychczasowych zasadach jest nie do zaakceptowania i skorzystali z możliwości do zademonstrowania swego proeuropejskiego nastawienia. Ot, coś na drugą nóżkę. Rosjanie nie powinni jednak odbierać tego jak jakiś akt wrogości, bo ESA dotychczas nawet kupowała od nich rakiety, a poza tym członkostwo w ESA jest niejako konsekwencją członkostwa w Unii Europejskiej. Z drugiej jednak strony, choć agencja ma w nazwie słowo Europejska to jej członkiem stowarzyszonym jest Kanada, a współpracuje z nią Izrael i Turcja, a takie grono wskazywałoby raczej na NATO niż UE. Nie ma co ukrywać również, że wiele projektów ma charakter militarny bo nikt nie tworzy systemu geolokacyjnego tylko dla radości kierowców, choć ESA i rządy państw europejskich zapewniają, że ich Galileo w przeciwieństwie do GPS i rosyjskiego Glonass kontrolowany będzie przez instytucje cywilne (np. cywilnego ministra obrony :)

Na razie wydaje się jednak, że jak w starym dowcipie Węgrzy zaczynają od złego pytania i na wieść o interesie do zrobienia pytają się zaraz: A ile na tym można stracić?

Nieoczekiwany wynik wyborów w Veszprém

Wybory uzupełniające do parlamentu w tradycyjnie prawicowym Veszprém wygrał w niedzielę niezależny kandydat Zoltán Kész popierany przez lewicę. Kész otrzymując 43% głosów zwyciężył z przewagą 10% nad kandydatem Fideszu Lajosem Némedi. Fidesz–KDNP traci tym samym konstytucyjną większość 2/3 głosów w parlamencie.

Wyborcy mają rację – powiedział Tibor Navracsics, były minister w rządzie Fidesz, a obecnie komisarz w UE, po którym mandat obejmie Kész. Navracsics wygrał w wyborach w tym okręgu wiosną 2014 z przewagą 20% nad kandydatem lewicy. W Fidesz spodziewano się, że tym razem różnica między kandydatami będzie mniejsza, ale liczono jednak na wygraną. Fidesz musi wypracować nową strategię – dodał Navracsics, który ostatnio nie szczędzi gorzkich słów swojej byłej partii. Viktor Orbán komentując wynik wyborów powiedział, że należy uszanować decyzję wyborców i jednocześnie wyciągnąć z tej porażki wnioski: nie można spocząć na laurach.

Posiadanie 2/3 większości parlamentarnej oznaczało możliwość zmiany nie tylko konstytucji ale i ordynacji wyborczej, z czego Fidesz korzystał.

2/3 głosów jest poza tym niezbędne do obsadzania wielu ważnych stanowisk w państwie i choć zostały one już w większości przez Fidesz obsadzone, to bez tego jednego głosu fideszowscy nominaci nie będą przez kilka następnych lat do wyborów szachowani możliwością ich swobodnego odwołania. Może to ich zachęcić do wzniesienia się ponad partyjne interesy, tak aby w przyszłości pozostać wiarygodnymi w środowiskach prawniczych czy akademickich, z których najczęściej się wywodzą.

Pogłębiać się może teraz również wewnętrzna erozja w samym Fideszie, w którym trwa konflikt zainicjowany przez Lajosa Simicskę (Simicska story I, Simicska story II), choć wydawało się, że w ostatnich dniach ten spasował, widząc jak słabe ma karty w ręku. Oligarcha doszedł chyba jednak do wniosku, że warto pozostać w grze, widząc jak drugiej stronie nie idzie karta.

I tak państwowa telewizja wiadomość o przegranych wyborach podała na 17 miejscu, a tymczasem główna gazeta Simicski nie odpuszcza tematu, co nie oznacza jednak, że cieszy się z tego zwycięstwa, nazywając zwycięskiego kandydata koniem Kaliguli. Magyar Nemzet neguje pozytywne cechy zwycięzcy, podkreślając, że wyborcy głosowali w sposób negatywny, przeciwko (w domyśle: nie mogąc głosować na lepszego kandydata jakim przecież mógł być Simicska). Nie głosowano na kandydata lecz przeciw rządowi.

W jednym z redakcyjnych komentarzy znajdujemy ewidentne odwołania do działań rządu i jego otoczenia i jak za komuny wezwanie do samokrytyki, do naprawienia błędów i wypaczeń oraz pozbycia się niekompetentnych doradców. Główny doradca premiera, Árpád Habony, do którego bez wątpienia odnoszą się te zarzuty, od pewnego czasu stał się przedmiotem śledztwa dziennikarskiego, kiedy okazało się, że wskazane przez niego w CV uczelnie nie są w stanie potwierdzić jego wykształcenia. Jeszcze niedawno jeden z polityków Fideszu rozpływał się nad wrodzonym talentem strategicznym Habonya, który pokazał Fideszowi jak prostym zajęciem jest polityka. Dziś natomiast, po przegranych wyborach w Veszprém wróży się koniec ery tego typu PR-owców. Jak widać polityka ich przerosła.

Putin w mieście

Czerwone metro nie zatrzymuje się na stacji Kossuth ter, zamknięte ulice wokół Parlamentu, wczesnym popołudniem zamknięte ulice w okolicach Placu Bohaterów i cmentarza Kerepesi (Fiumei sírkert), od 16.00 okolice pałacu prezydenckiego (Sandor Palota) na Wzgórzu Zamkowym. Od południa do 21.00 należy liczyć się z utrudnieniami na drodze dojazdowej na lotnisko, na samym lotnisku, mostach Elżbiety, Łańcuchowym, Małgorzaty oraz na niektórych odcinkach nabrzeża Dunaju, na obwodnicy M0, na dojazdowych odcinkach M3 i M5, utrudnienia w okolicach Szechenyi ter, na Ulloi ut, Andrassy ut, Bajcsy-Zsilinszky, Vaci ut. Utrudnienia wystąpią dziś w dzielnicach: I., II., V., VI., VII., VIII., IX., XI., XIII., XIV., XV., XX., XXII., XXIII, więcej szczegółów na stronie policji.

Samolot z pancerną limuzyną wylądował już wczoraj, w mieście na trasie przejazdu Putina przyspawano włazy do studzienek kanalizacyjnych w obawie przed atakiem terrorystycznym, a tymczasem w oczekiwaniu na gościa portal hvg proponuje sprawdzić czytelnikom swoją wiedzę o Rosji prostym testem (j. ang).

Program wizyty: Putin ląduje o 14.00, na początek wieńce na Placu Bohaterów, o 15.00 cmentarz Fiumei uti sirkert i wieńce na parceli żołnierzy radzieckich. Tu warto wspomnieć, że w latach 2012-14 miejsce to zostało odnowione dzięki zabiegom i pieniądzom rosyjskiego miliardera przy pomocy rządów Rosji i Węgier – oprócz odnowionych grobów żołnierzy poległych w 1944-45, na miejsce wróciły odnowione obeliski z czerwoną gwiazdą upamiętniające tych którzy zginęli tłumiąc węgierskie powstanie w 56 (napis na pomniku poniżej głosi, że zginęli bohaterską śmiercią w 1956 w walce z kontrrewolucją skierowaną przeciwko WRL i władzy ludowej).

16.45 podpisanie porozumień z Orbanem, 17.00 – wspólna konferencja prasowa (wcześniej o 16.00 przed ambasadą rosyjską ma się odbyć manifestacja poparcia dla Putina. Z kolei wczoraj wieczorem od dworca Keleti do Nyugati przez miasto przemaszerowali jego przeciwnicy). O 18.30 – spotkanie z prezydentem Aderem.

HVG podaje, że jednym z celów Putina może być umowa na odbudowę 3 linii metra oraz wykup przez państwo węgierskie Sbierbanku. Pozostałe punkty to gaz, sankcje ze szczególnym uwzględnieniem uchylenia ich wobec produktów rolnych z Węgier i elektrownia atomowa w Paks. Sprawa udziału Rosjan w odbudowie 3 linii metra jest o tyle dyskusyjna, że BKK samo się chwali na swej stronie, że projekt ten będzie w znacznej części realizowany ze środków Unii Europejskiej. W czasie wizyty omawiane będą również kwestie dotyczące współpracy regionalnej, szkolnictwa wyższego, służby zdrowia. (za index.hu)