Nowe oblicze tradycyjnej hali targowej

Jedną z mniejszych sióstr znanej wszystkim Centralnej Hali Targowej (pisałam o niej wcześniej tu) jest ta z V dzielnicy, mieszcząca się przy ulicy Księżycowej – Hold u.13, przemianowana niedawno na Belvárosi Piac czyli Targ Śródmiejski. Budynek powstał w roku 1897 według projektu Győző Cziglera (architekta słynnych Łaźni Széchenyiego), w 2014 roku został odremontowany. Nie pomogło to jednak przyciągnąć kupujących i nie zatrzymało powolnego umierania targowiska. Z miesiąca na miesiąc ubywało straganów i wreszcie stało się jasne, że potrzebny jest jakiś inny pomysł na to miejsce.

W tej części piątej dzielnicy swoje siedziby mają obiekty rządowe i parlament, banki czy instytucje międzynarodowe, różne biura, brakuje natomiast stałych mieszkańców, którzy robiliby tu regularnie zakupy. Dolny poziom hali jest łącznikiem pomiędzy ulicami Hold i Vadász – znajduje się tu parę stoisk z warzywami, wędlinami – obecnie można policzyć je na palcach jednej ręki. Będąc tam ostatnio ucięłam sobie pogawędkę z panami ze stoiska Magyar Termékház, sieci zrzeszającej węgierskich producentów żywności, którzy akurat prezentowali swoje produkty. Mieli m.in. smakowe piwa z małego browaru Üllői spod Budapesztu (przy okazji dowiedziałam się, że żona producenta jest Polką). Wszystko to ładnie, ale raczej nie uratowałoby targowiska, choć pozwala mu w pewnym stopniu zachować jego tradycyjny wymiar.

Jeżeli jednak miejscu temu uda się odnieść sukces, to raczej będzie to zasługa oferty gastronomicznej. Na piętrze znalazły swoje miejsce, jak to na węgierskich halach targowych, bary z szybkim jedzeniem. Jedzenie na tym targu jest jednak inne od tego co zazwyczaj oferują hale targowe, choć i tradycyjne stoisko ze smażonymi hurkami (kiszkami), sznyclami i piklami tu znajdziecie. Ta hala to niejako stałe miejsce dla tych, którzy lubią tak ostatnio modny street food – owoce morza, zupa pho i przedni włoski makaron. Nie dziwi więc, że stała się ona popularnym miejscem na zjedzenie lunchu, co nie stanowi na Węgrzech jakiejś nowomodnej ekstrawagancji tylko wynika z konieczności zagospodarowania godzinnej przerwy w pracy. Jak już wspomniałam, okolica pełna jest wszelkich biur i urzędów, tak więc bywa tu i klientela z wyższej półki, ale ceny nieco jedynie wyższe niż gdzie indziej.

Wszystko zaczęło się od pomysłu szefa kuchni Lajosa Biró, znanego wcześniej z kilku dobrych lokali w VIII dzielnicy, np. słynnego Bock Bisztró (nazwa lokalu pochodzi od nazwiska jednego z założycieli Józsefa Bocka, uznanego producenta win z rejonu Villány). Lajos Biró, którego osoba to marka kojarzona z wysoką jakością, miał swoją wizję zagospodarowania hali na Hold utca. Otóż postanowił on odwrócić tradycyjne funkcje hali targowej, stawiając na pierwszym miejscu ofertę gastronomiczną, nie rezygnując jednocześnie z funkcji handlowej, która stanowi jednak dodatek. Biró otworzył na górze swoją restaurację A Séf utcája (ulica szefa kuchni), a następnie ściągnął kilku znajomych z branży, przekonując ich, by też otworzyli tu biznesy. I stał się cud. W porze lunchu, już od południa hala zaczyna zapełniać się klientami, których przyciąga dobra kuchnia serwowana w stylowym otoczeniu (czego może nie widać na załączonych zdjęciach, bo robiłam je o poranku – swoją drogą o tej porze można tam w spokoju zjeść śniadanie czy wypić poranną kawę).

Godna polecenia jest restauracja samego Biró, A Séf utcája, serwująca m.in. tradycyjne węgierskie pieczone mięsa. A z drugiej strony dla kontrastu mamy kuchnię tajską i wietnamską ala street food. Idąc dalej napotkamy królów węgierskich dań z kiełbasy – Kolbice oraz inne bistra, np. z makaronem, chińszczyzną czy tradycyjnymi węgierskimi przekąskami.

Na to miejsce postawił też właściciel Czerwonego Homara (Vörös Homár), otwierając najpierw na dole stoisko ze świeżymi rybami i owocami morza, o które w Budapeszcie czasem naprawdę trudno – tu wybór jak na Budapeszt jest całkiem dobry. Zachęcony sukcesem, po jakimś czasie otworzył na górze bar Czerwony Homar. Na brak gości nie narzeka.

W sąsiedztwie, przyklejone do hali ulokowało się Kispiac Bisztró z kuchnią węgierską – serwują różne pieczone mięsa, świeże sałatki, surówki, mają duży wybór węgierskich win i kawy, choć ceny do najniższych nie należą, no cóż prawdziwy szampan musi kosztować.

I tak chyba jest lepiej niż na przykład w podobnej hali targowej, którą jakiś czas temu odremontowano przy placu Batthyánya. Połowę zabytkowego obiektu zajął tam bank do spółki z supermarketem i cały czar gdzieś prysnął. Każdy kto wchodzi tam do środka skuszony jej klasycznym frontem, przeżywa rozczarowanie.

Przy Hold utca warto jeszcze sprawdzić nowy pomysł testowany właśnie przez zarządzających halą – After Work Friday, który zorganizowano po raz pierwszy w ten piątek między 18.00 a 22.00 (następny już za tydzień, 17 kwietnia). Jeśli idea się przyjmie, będzie to fajna miejscówka, żeby wyskoczyć po całym tygodniu pracy na lampkę wina z przekąską, przy dobrej muzyce – coś w stylu hiszpańskich tapas. Muszę przyznać, że właśnie w Madrycie widziałam taką halę targową, która w godzinach wieczornych pękała w szwach, stając się jednym z najpopularniejszych miejsc spotkań mieszkańców miasta i być może inspiracją dla opisanych wyżej budapeszteńskich restauratorów. Hala na Księżycowej to taki ukryty smaczek Budapesztu, który mam nadzieję będzie się rozwijał w dobrym kierunku. Życzę im sukcesu na miarę tego hiszpańskiego.

Belvárosi Piac, 1054 Budapest, Hold u.13 pon 6.30-17.00, wt-pt 6.30-18.00, sob 6.30-14.00, ndz – zamknięte

Reklamy

Plac 2015

Plac Kálmána Szélla (Széll Kálmán tér), kiedyś noszący nazwę Plac Moskwy to jeden z najważniejszych węzłów komunikacyjnych stolicy. Dziś jednak w związku z trwającym remontem przedstawia iście księżycowy krajobraz. Nigdy nie zachwycał wyglądem, ale od kiedy rozpoczęto prace remontowe, dziesiątki mieszkańców miasta pojawiają się tam z aparatami chcąc uwiecznić po raz ostatni jego dawny wygląd.

Kiedy myślę Moszkva tér, z jednej strony widzę brud i wynikającą z zaniedbania brzydotę, prowizorkę raczkującego biznesu, ale i ciekawą modernistyczną bryłę stacji metra, ukrytą pod reklamowymi dyktami. Przychodzi mi na myśl fontanna z uroczą figurką syrenki, oblepiona bezdomnymi, punkami i gołębiami. Jednym słowem ambiwalentne uczucia. W końcu do głowy przychodzi jeden z najważniejszych obrazów filmowych Budapesztu pod niepozostawiającym niedomówień tytułem Plac Moskwy (Moszkva tér).

Film z 2001 roku opowiada historię klasy maturalnej i licealnej miłości ze znamiennego okresu przełomu lat 80 i 90. Ten film to dla pokolenia Węgrów, którzy dzisiaj mają po 40-50 lat swego rodzaju podróż sentymentalna do czasów bezpośrednio sprzed zmiany systemu. To również węgierska wersja Nieznośnej lekkości bytu, która dla mnie do dzisiaj jest świetnym kluczem pozwalającym zrozumieć czasem odmienny od naszego, polskiego stosunek Węgrów do emigracji.

Reżyser Ferenc Török mimo wielu spekulacji nigdy nie nakręcił kontynuacji filmu, za to po latach chcąc nakreślić z innymi węgierskimi reżyserami obraz Węgier z 2011 roku, w rok po ponownym objęciu władzy przez Fidesz, wraca do tego miejsca konstatując, że od czasu jego słynnego filmu nic się tutaj poza nazwą na lepsze nie zmieniło. Może tę uszczypliwą krytykę wzięli sobie w końcu do serca rządzący decydując się na gruntowną przebudowę placu.

W ślad za komputerowymi wizualizacjami totalnie przebudowanego miejsca, z nową stacją metra, przeszklonymi powierzchniami kojarzącymi się z 4 linią metra, instalacjami wodnymi, które mają zamienić ten rozgrzany bliskowschodni bazar w zieloną oazę, niezwłocznie ruszyły maszyny budowlane, uświadamiając mieszkańcom Budapesztu jak wiele pozytywnych uczuć mają dla tego miejsca pomimo całej jego brzydoty. Kiedy demontowano słynny zegar – tradycyjne od wielu lat miejsce spotkań, ludzie najpierw wywalczyli, żeby zegar znalazł swoje miejsce w muzeum, a później przyszli asystować w jego demontażu, jakby chcieli się upewnić czy na pewno nic mu się nie stanie. Obecność ludzi z aparatami, niejako towarzyszących znikaniu placu jest tak powszechna, że  w żaden sposób nie robi już wrażenia na pracujących tam robotnikach. Mam nadzieję, że nowy plac stanie się bliski mieszkańcom i nie będzie to miejsce bez duszy.

Jak wyglądał kiedyś plac Moskwy możecie zobaczyć tutaj np. w 0:08 lub w 1:22:22 minucie filmu. A poniżej plac Kálmána Szélla w marcu 2015.

Niesamowite biuro Google w Budapeszcie

Google znane jest na świecie z wyznaczania nowych trendów odnośnie pracy biurowej, zarówno w zakresie projektowania wnętrz, jak i samego sposobu pracy (słynny autobus pracowniczy klasy lux, czy darmowa stołówka w głównej siedzibie pełna świetnych dań). Tym razem coś z Budapesztu.

Firma otwiera swe nowe biuro w Óbuda Gate w II dzielnicy. Niedaleko od tego kompleksu biurowego znajdują się łaźnie Lukács Gyógyfürdő i baseny Császár-Komjádi Sportuszoda, a z okna rozciąga się widok na Wyspę Małgorzaty pełną wodnych obiektów sportowych i innych atrakcji. W tym miejscu jak w żadnym innym można się przekonać, że Budapeszt to nie tylko stolica kraju, ale i SPA pełne kąpielisk, a także centrum sportów pływackich. Temat przewodni aranżacji wnętrz nasunął się więc tu niejako sam. Koncepcja biura przedstawiona przez projektantów Graphasel Design Studio nawiązuje nie tylko do słynnych budapeszteńskich łaźni jak Szechenyi i Gellert, ale również do wybitnych osiągnięć węgierskich w sportach wodnych, tak aby stworzyć analogię do konkurencji w świecie biznesu.

Graphasel Design to wspaniali kontynuatorzy idei popartu, bardzo aktywni na węgierskim rynku i żyjąc w Budapeszcie można wręcz odnieść wrażenie, że wielokrotnie poruszamy się w świecie wykreowanym przez nich.

Poniżej kilka zdjęć z niewątpliwie ciekawych wnętrz. Odnoszę jednak wrażenie, że choć wnętrza te są niezmiernie ciekawe i spędzenie w nich jakiegoś krótkiego czasu to prawdziwa przyjemność, to codzienna w nich praca przypominać będzie zmagania z ADHD. Zresztą, pokój nastolatka stanowił dla projektantów zapewne równą inspirację jak te, na które się oficjalnie powołali. Oceńcie sami.

 (fot.behance.net)

Architektoniczna niespodzianka

Bardzo ciekawa informacja z zakresu architektury. Od dłuższego już czasu pojawiają się różne informacje dotyczące mających powstać w Parku Miejskim Városliget obiektów muzealnych. Początkowo traktowane z dużym dystansem, okazały się być jak najbardziej realne i jakiś czas temu pojawiły się już informacje o nowoczesnych budynkach muzeów, które mają zapełnić ten park. Teraz dowiadujemy się o kolejnym budynku muzeum, ale jakże odmiennym od tych futurystycznych wizji.

Muzeum Transportu to obiekt już istniejący na terenie parku. Powstał on co prawda w 1896 roku, ale w czasie wojny został mocno uszkodzony, tak że w chwili obecnej do resztki starego muzeum (pierwotnie zbudowanego w stylu eklektyczno-romantycznym wg. projektu Ferenca Pfaffa) pozbawionego części z monumentalną kopułą dołączono modernistyczną bryłę z metalu i szkła z której „wyjeżdżają” różne pojazdy, symbole techniki poprzedniego ustroju.

Nowy obiekt dla tego muzeum nie byłby niczym dziwnym, ponieważ przy tego typu ekspozycji dotychczasowa powierzchnia wydaje się niczym (pamiętajmy, że tu pokazuje się samoloty, lokomotywy i tego typu sprzęt – do tej pory muzeum było skazane w większości na prezentację modeli).

Zwyciężyła jednak niezwykła dość koncepcja odbudowy obiektu w jego pierwotnej formie. Dodatkową powierzchnię postanowiono znaleźć pod ziemią (3000 m2).

Krytycy mówią o zbyt małej powierzchni nowego muzeum oraz o tym, że nikt nie ma pomysłu na to gdzie ma się ono podziać w trakcie przewidywanego na trzy lata remontu. Inna sprawa, że do tej pory muzeum nie grzeszyło atrakcyjnością i innowacyjnością, co mogło razić szczególnie wobec prezentowanej treści.

Miłośnikom polskiej techniki polecam zwiedzenie tego muzeum póki jest otwarte, bo dotychczasowa prezentacja skupiona była na czasach gdy ciężarówki Csepel miały kabiny Starów i Jelczy, a motocykl Pannonia był dobrze znany fanom motoryzacji nad Wisłą. W dotychczasowej formie muzeum będzie otwarte do 15 kwietnia 2015.

Choć projekt architektoniczny wskazuje wręcz na regres i nie wróży dobrze nowoczesności ekspozycji, to ja jednak cieszę się, że oto na Węgrzech zaczyna dostrzegać się np. piękno secesji. Czy ten nowy trend pozwoli na uratowanie przepięknych secesyjnych kamienic, jakich w Budapeszcie jest pełno? Gdy ostatnio zwiedzałam Pragę, z wielką zazdrością patrzyłam na to jak tam udało się odrestaurować secesyjne budynki, podczas gdy w Budapeszcie albo nikt się nimi nie interesuje albo remonty prowadzone są tak, że gdy z jednej strony remont jest kończony to w zasadzie od drugiej można już go rozpoczynać od nowa (np. dworzec Keleti).

Nie mogłam również zrozumieć łatwości z jaką różnym szemranym biznesmenom udawało się wyburzać piękne stare budynki by w ich miejsce stawiać mieszkalne klocki i obojętności nawet wśród dobrze wykształconej części społeczeństwa. Ważne jest także, aby zacząć bronić secesji zanim pożre ją ocieplanie budynków (na całe szczęście do tej pory Węgrzy byli daleko w tyle z wdrażaniem europejskich norm energetycznych). Ten powrót do zdobnej architektury z przełomu XIX i XX wieku widoczny też w przepięknie odrestaurowanym Eiffel Palace pozwala mieć nadzieję.

Tak np. odremontowano fasadę dawnej łaźni Hungária fürdő (obecnie mieści się tu hotel).

Hungaria Furdo fot.wiki

A oto kilka zdjęć, jakie udało mi się zrobić przepięknemu budynkowi Hungária fürdő w roku 2006, w momencie jego agonii. Mogłoby się wydawać, że nic takiego się nie stało bo dziś możemy podziwiać jego odrestaurowany front. Niestety na skutek działań zagranicznych właścicieli, którzy nie bronili go przed dewastacją przez bezdomnych i pseudo-artystów zniszczone zostały unikatowe wnętrza wykonane z ceramiki Zsolnaya. Fakt że uratowano jego fronton to i tak zasługa wielu entuzjastów Budapesztu z czasów secesji, nie tylko węgierskich.

Szorty czyli krótko 30.11.2014

Krytyka węgierskiej policji za materiał prewencyjny skierowany do uczniów szkół, pokazujący jak można zapobiegać gwałtom. Film przygotowany przez policję z komitatu Baranya sugeruje, że to ofiara swoim zachowaniem czy wyzywającym strojem ponosi częściowo winę za to co ją spotkało. W niedzielę przez Budapeszt przeszedł SlutWalk (z ang. Marsz Szmat). Uczestnicy, wśród nich organizacje kobiece i obrońcy praw człowieka, protestowali przeciwko takiej interpretacji przypadków gwałtów i przerzucaniu winy ze sprawcy na ofiarę. Film Selfie dostępny jest tutaj.

Po 21 latach budowy otwarto kolczastą halę sportową Tüskecsarnok na terenie kampusu Politechniki. Budowę rozpoczęto na początku lat 90, później na blisko 15 lat prace utknęły w martwym punkcie. Wznowiono je w 2012 roku. Nazwa hali pochodzi od znajdujących się na dachu 84 szklanych kolców w kształcie piramidy, każdy o wysokości 6 metrów, to przez nie do środka wpada naturalne światło. Po tylu latach projekt architektoniczny nieco się zestarzał – taki dach wydaje się nie tylko niemodny ale i niepraktyczny. Hala pomieści 4000 widzów i jest piątym największym krytym obiektem w kraju (po Papp László Budapest Sportaréna oraz Debreczynie, Győr i Veszprém). Od stycznia w budynku uruchomiona zostanie część fitness/wellness, a wkrótce w sąsiedztwie hali wybudowane zostaną dwa baseny 50 i 25m. Oceńcie sami wygląd nowej-starej hali.

Najdroższe biura w Budapeszcie. Jak się okazuje najbardziej prestiżowe lokalizacje to wcale nie te położone nad Dunajem czy w V dzielnicy. Najgłębiej do kieszeni trzeba sięgnąć by wynająć biuro w MOM Park Towers – miesięcznie 15-16.5 eur/ + VAT + 5 eur koszty eksploatacji. Kolejna lokalizacja to Science Park przy moście Petőfi za 14-16 eur/miesiąc + 3.5 eur koszty eksploatacji. Na trzecim miejscu wśród najdroższych biur znalazło się Istenhegyi 18. Irodaház z 13 eur/+ 3 eur koszty. W śródmieściu Pesztu najwięcej płaci się za powierzchnię w budynku przy Eiffel tér obok dworca Nyugati: 20-22 eur + 4 eur koszty oraz za Bank Center: 16-22 eur + 4.5 eur koszty.

Czy Węgrom grozi druga filoksera? Pochodząca z dalekiego wschodu mucha pojawiła się w okolicach Sopronu. Dała się ona już we znaki winiarzom z Austrii. Owad składa w winogronach jaja i niestety czyni to tuż przed zbiorem, kiedy nie można już zastosować środków ochronnych. Larwy uszkadzają skórkę owoców a te zaczynają gnić. Rolnicy liczą na ostrą zimę, która mogłaby zatrzymać pochód niszczycielskiego owada.

Ostatnio coraz częściej wydawane są klasyki węgierskiego kina w wersjach zremasterowanych (i z angielskimi napisami). Np. dramat Emberek a havason, który w formie ballady opowiada o życiu rodziny drwala w górach Siedmiogrodu. W 1942 roku film zdobył nagrodę na festiwalu w Wenecji, a w 2000 roku krytycy filmowi wybrali go jednym z 12 najlepszych węgierskich filmów stulecia (na youtube dostępny tutaj). Oto kolejna propozycja: Ez történt Budapesten (This happened in Budapest) – z 1944 roku, film przedstawia codzienne życie mieszkańców miasta w czasie wojny.

VII dzielnica została razem z takimi dzielnicami jak Kreuzberg, Shoreditch, Malasaña uznana za najbardziej hipsterskie miejsce świata przez Business Insider. Zawdzięcza to głównie romkocsmom czyli knajpom urządzonym na dziedzińcach starych, przeznaczonych do rozbiórki kamienic (rom-ruina, kocsma-knajpa).

Takie rzeczy produkuje się w Kecskemet. Mercedes CLA Shooting Brake. Niby ważna jest ilość ale i styl nie zawadzi, a ten jest dobry.

One dollar hotel

Kiedy Europa świętuje 25 rocznicę upadku muru i żelaznej kurtyny, to wiele osób pamięta jednocześnie o tym że 25 lat temu zniknął aliancki system okupacyjny, którego istnienie uzasadniane było zimną wojną i który już w tamtym okresie wydawał się przecież reliktem. Pamiętam, że w latach 80 japońskie studentki traktowały Checkpoint Charlie w Berlinie jako swoistą atrakcję turystyczną i nie odstraszały ich groźne miny amerykańskiej Military Police.

Trudno więc uwierzyć, że w Budapeszcie, na dziedzińcu jednego ze znajdujących się na Wzgórzu Zamkowym zabytkowych obiektów jeszcze do niedawna w koszykówkę grywali żołnierze amerykańskiej piechoty morskiej i bynajmniej nie było to miejsce należące do państwa węgierskiego. Chodzi o budynek nazywany więzieniem Tancsicsa, który stał się własnością USA po zakończeniu II wojny światowej. W czerwcu bieżącego roku, po 68 latach główny budynek wraz z dwoma innymi przyległymi do niego został w końcu odzyskany przez państwo węgierskie na zasadzie wymiany nieruchomości (pertraktacje trwały 8 lat od podpisania w 2006 roku moratorium w tej sprawie). W październiku na dwa dni obiekt udostępniono zwiedzającym.

To tutaj, przy ul. Táncsics Mihály utca 9-13 pod koniec panowania dynastii Arpadowiczów stał budynek Magna Curia Regis (zwany też Kammerhof), który był pierwszą budańską rezydencją Beli IV do momentu wzniesienia budańskiego zamku (wcześniej siedziba królewska znajdowała się w Esztergom, pol. Ostrzyhom). Pozostałości rezydencji królewskiej widoczne są na głębokości 6-8 m poniżej parteru więzienia Tancsicsa. Od strony Wodnego Miasta (Vizivaros) usytuowane były należące do kompleksu stajnie, warsztaty, itp., a wg. niektórych naukowców we wschodnio-północnej części zbocza mogła zostać ulokowana królewska mennica założona prawdopodobnie za czasów Andrzeja III. W skład zespołu pałacowego wchodziła wieża mieszkalna, w której mieściła się mennica, a także wybudowana w 1349 roku królewska kaplica św. Marcina. W 1382 roku Ludwik Węgierski podarował całą grupę budynków wraz z służebnymi przyległościami paulinom z Budaszentlőrinc (ciekawostka: paulini to jedyny zakon założony na Węgrzech, to stąd wzięli się paulini w Częstochowie) i którzy w tym samym roku umieścili tu przemycone z Wenecji szczątki św. Pawła Pustelnika.

Od zakonników całość przejął w 1416 r. hrabia Hermann Celejski (z arystokratycznej rodziny banów Sławonii, węg. Cillei-család), a po jego śmierci biskup z Vac. Majątek wrócił do korony węgierskiej w roku 1458, ale po dwóch latach król Maciej przekazał go palatynowi Michałowi Országowi z Gút (węg. gúti Ország Mihály), do którego rodziny należał do 1541 roku. Siedziba o charakterze pałacowym zostaje na pocz. XVI w umocniona potężnymi wieżami, z których jedna o średnicy 22 m nosiła nazwę baszty siedmogrodzkiej i była pierwszą w kraju zbudowaną na wzór włoski. Dzięki swojej masywności mogła przetrwać do XXI wieku, choć jej górna część znajduje się dziś na wysokości górnej części dziedzińca wewnętrznego. Powstały z Kammerhof pałac biskupi uległ całkowitemu zniszczeniu w czasie wojny piętnastoletniej (1591-1606). Po odbiciu Budy z rąk Turków w 1686 roku, w latach 1722-1728 na ruinach dawnego pałacu cesarz buduje prochownię o grubych murach, której nadal strzeże ocalała baszta siedmiogrodzka. W obawie przed eksplozją, po okresie wojen napoleońskich wyburzono dwa górne piętra, a prochownię przeniesiono na przedmieścia.

Widoczny z ul. Tancsics żółty budynek (József-kaszárnya) w stylu wczesnego klasycyzmu wzniesiono w latach 1810-1833 jako koszary wojskowe, choć spełniał on głównie funkcję więzienia. To tu przetrzymywano niepokornych wobec Habsburgów węgierskich i rumuńskich pisarzy, prawników i polityków protestujących przeciwko naruszaniu zasady wolności słowa. Nie było to jednak jakieś zatęchłe więzienie, bez dostępu światła. Cele przypominały raczej pokoje z wygodnymi łóżkami, kanapami, półkami na książki, olejnymi lampami, na ścianach wisiały obrazy. Kossuth ze swojej celi na parterze mógł przez jakiś czas swobodnie komunikowac się z przechodniami, jednak gdy Austriacy to odkryli, przenieśli go do innego pomieszczenia od strony dziedzińca. W 1848 roku w czasie Wiosny Ludów powstańcom z łatwością udało się uwolnić z więzienia przebywającego tu Mihalya Tancsicsa. Okna nie były bowiem okratowane, Austriacy zabili je tylko deskami. Kossutha i Tancsicsa upamiętniają tablice na frontonie budynku. Wiadomo, że 30 stycznia 1849 roku na dziedzińcu dokonano egzekucji czterech osób: był wśród nich jeden Polak, jeden Austriak i dwóch Węgrów. W drugiej poł. XIX w. kompleks był siedzibą komendantury placu, a na pocz. XX w. mieścił się tu urząd skarbowy i akcyzowy węgierskiego ministerstwa finansów.

W roku 1946 (oficjalnie w 1948) budynek pozyskali Amerykanie, choć kwestia zmiany własności do dziś pozostaje sprawą dyskusyjną. Według pierwszej wersji właściwy departament USA wyliczył wartość szkód dokonanych przez węgierską obronę przeciwlotniczą w amerykańskich siłach powietrznych (z uwzględnieniem wcześniejszych kosztów poniesionych na ich utrzymanie), otrzymaną kwotę przeliczono na forinty i w praktyce jako reparacje wojenne Amerykanie dostali nieruchomość. Druga wersja mówi o tym, że USA położoną malowniczo działkę po prostu zakupiły. Nikt nie był jednak w stanie przedstawić dokumentów, które by ten fakt potwierdziły.

W latach 50 w budynku dawnego więzienia stacjonowało ok. 45-50 żołnierzy piechoty morskiej, którzy zapewniali ochronę znajdującej się na Placu Wolności ambasadzie USA. Później ich liczbę zmniejszono, a od lat 80 obiekt służył głównie celom rekreacyjnym i jako hotel w którym umieszczano weteranów przybywających z Iraku, Afganistanu czy Kuwejtu. W otoczeniu średniowiecznej architektury, żołnierze mogli ćwiczyć na siłowni, urządzono dla nich wirtualną strzelnicę, ogródek do grillowania i boisko do koszykówki. W 1985 roku powstała osobliwa sytuacja, kiedy to Węgrzy odzyskali magazyn prochowni, jednak w związku z tym, że można było dostać się do niej jedynie przez teren należący do USA, państwo węgierskie wynajęło nieruchomość Amerykanom za symboliczną opłatę 1$ rocznie. O więzieniu Tancsicsa krążyły też przez jakiś czas plotki jakoby pomieszczenie o ciemnych ścianach (strzelnica) miało być miejscem przetrzymywania terrorystów.

Wizyta Busha w 2006 roku przyniosła porozumienie, na mocy którego w zamian za zwrot nieruchomości, Węgrzy zobowiązali się ponieść koszty remontu i przekazania Amerykanom dwóch budynków sąsiadujących z ambasadą USA (w kwocie 2.5 mld Ft).

20 czerwca 2014 roku więzienie zamkowe trafiło ponownie w ręce węgierskie. Dziś nadzór nad tym niezwykle bogatym w znaleziska terenem sprawuje Muzeum Historii Budapesztu. Po zakończeniu prac wykopaliskowych w miejscu gdzie kiedyś był więziony Kossuth ma powstać centrum pamięci 1848 roku. (źródło, fot.: mult-kor.hu)

Ogromna inwestycja na Zamku

200 mld Ft, prace trwające 10, a może nawet 20 lat – to liczby dotyczące największego projektu architektonicznego tego rządu. Kilka dni temu odbyło się pierwsze posiedzenie komisji ds. Narodowego Planu Hauszmanna, któremu przewodniczył premier Orban. Komisja jest odpowiedzialna za długoterminowy projekt, w ramach którego w najbliższych latach na Zamku na szeroką skalę prowadzone będą prace archeologiczne, odrestaurowane i odbudowane zostaną te fragmenty kompleksu zamkowego, które uległy w przeszłości częściowemu bądź całkowitemu zniszczeniu, wśród zabytkowych obiektów ma zostać wzniesiony również jeden budynek współczesny. Prace restauracyjne i archeologiczne prowadzone są na Wzgórzu Zamkowym w zasadzie już od dłuższego czasu, rozpoczęte projekty będą zatem dalej rozwijane i poszerzone o nowe inwestycje.

Pozwolę sobie zacytować w tym miejscu fragment wspaniałej książki znanego dziennikarza Tadeusza Olszańskiego „Budapeszteńskie ABC” wydanej po raz pierwszy w 1968r.:

„Zamek jeszcze płonął, dymiły zgliszcza, w mieście trwała strzelanina, kiedy na Budę popędziła grupa ludzi, aby ratować co ocalało i zabezpieczyć ruiny. Był wśród nich profesor dr Laszlo Gero, światowej sławy archeolog, który dziś jest kierownikiem prac wykopaliskowych prowadzonych na Budzie oraz twórcą koncepcji odbudowy zamku. Jeden z czołowych węgierskich dziennikarzy Peter Ruffy z Magyar Nemzet w swoim reportażu o profesorze Gero napisał, że był on wówczas jedynym człowiekiem na Węgrzech, który w zniszczeniu zamku widział pozytywne strony. Ruina secesji i baroku stworzyła bowiem szansę na wydobycie pogrzebanych dawno prawdziwych, romańskich i gotyckich skarbów Budy. Dzięki profesorowi Gero miałem możność poznać cały skomplikowany plan wydobycia tych skarbów na światło dzienne, zobaczyć je na własne oczy, poznać dyskusje, jakie toczyły się w sprawie koncepcji odbudowy zamku i wreszcie dokładnie zwiedzić zamek.”

Jak więc widać kontrowersje dotyczące sposobu odbudowy zamku towarzyszyły temu miejscu od bardzo dawna i o mały włos zamiast pięknego symbolu Budapesztu, mielibyśmy park ruin na wzgórzach. Obecne kontrowersje nie dotyczą jednak jedynie sposobu odbudowy ale i jego dalszego użytkowego celu. Główna zasada programu brzmi: odtworzymy to co się da, dysponując dostępnymi zdjęciami, wyposażeniem, zachowanymi planami. Są jednak takie fragmenty kompleksu, których z powodu niewystarczającej dokumentacji nie jesteśmy w stanie wiernie odtworzyć.

Na razie wiadomo, że w 2016 roku na Wzgórze Zamkowe ma zostać przeniesiona kancelaria premiera (wspominałam o tym tutaj), nowa siedziba premiera powstanie w budynku dawnego klasztoru karmelitów (obecnie mieści się tam Teatr Tańca).

Już w przyszłym roku rusza chyba najbardziej ekscytujący etap prac – rozpoczną się prace wykopaliskowe na dziedzińcu więzienia Tancsicsa, gdzie znajdują się fragmenty pierwszego wczesnego pałacu Beli IV oraz pozostałości mennicy królewskiej. Obiekt od 1948 roku do lata tego roku był własnością… USA, co uniemożliwiało kontynuowanie prac archeologicznych.

Plan zakłada również rekonstrukcję dwóch emblematycznych sal zamku: sali tronowej oraz sali św. Stefana. Po stronie zachodniej, nad powstającym garażem podziemnym na 300 miejsc, rząd rozważa odtworzenie w oryginalnej formie budynku dawnej ujeżdżalni projektu Hauszmanna, z przeznaczeniem na cele turystyczne.

Na konferencji wspomniano również o bardziej odległych planach przeprowadzki Krajowej Biblioteki Széchényiego mieszczącej się w zachodnim skrzydle Zamku. Wielkość zbiorów przekracza już możliwości obecnego budynku i prawdopodobnie biblioteka zostanie przeniesiona do centrum miasta w bardziej dogodną komunikacyjnie lokalizację, w pobliże jednej ze stacji metra.

Skąd środki na prace o tak wielkim rozmachu? Na konferencji prasowej komisarz ds. kultury, László L. Simon powiedział, że Zamek musi zostać odrestaurowany, ponieważ ma on istotne znaczenie symboliczne dla narodu węgierskiego. W przyszłorocznym budżecie wygospodarowano na ten cel 1.5 mld Ft. Projekt zamkowy zbiega się w czasie z inną potężną inwestycją rządu, budową kompleksu muzealnego na terenie Lasku Miejskiego (patrz Szorty z 9 sierpnia). W przyszłym roku przeznaczono z budżetu tylko 8 mln Ft na ten cel. Zapytany o tak skromne środki Simon odpowiedział, że jeśli potrzeba będzie więcej to pieniądze się znajdą i że projekt budowy dzielnicy muzeów nie zostaje wstrzymany. Pierwszy powstanie budynek, który pomieści zbiory Muzeum Etnograficznego, do którego obecnej siedziby na Placu Kossutha przenosi się Sąd Najwyższy (Kúria).

Obok programu dotyczącego Wzgórza Zamkowego, rząd uruchamia ze środków unijnych program ratowania niszczejących pałaców na prowincji Węgier, tzw. Nemzeti Kastelyprogram. Ma on m.in. pomóc w zmianie statusu niektórych obiektów, tak by zostały uznane za zabytkowe, w niektórych przypadkach niezbędne będzie upaństwowienie. Rząd przewiduje również różnego rodzaju ułatwienia dla właścicieli i zarządzających tymi obiektami, np. ulgi podatkowe, co ma pomóc w wypełnieniu zobowiązań związanych z ich remontem. W ramach programu odnawiane będą też nieruchomości, których właścicielem jest państwo, a których remonty w ostatnich 25 latach były odsuwane w czasie bądź przeznaczano na nie niewystarczające środki. Mowa tu o inwestycjach z przeznaczeniem na cele turystyczne, gdyż jak powiedział Laszló L. Simon, po zakończonych pracach zabytki te będą musiały zarobić na swoje utrzymanie i przyciągnąć jak największą liczbę odwiedzających. W pierwszej kolejności odnowionych zostanie 15 pałaców, a w dalszych planach znalazło się miejsce dla kolejnych 20 obiektów.