Rikardó

Nie milkną protesty po bulwersującym, rasistowskim komentarzu jaki na fb umieścił poseł Jobbiku Előd Novák. Skomentował on fakt, że pierwsze dziecko jakie urodziło się na Węgrzech w 2015 roku to chłopczyk z rodziny romskiej o imieniu Rikardó. Novák napisał, że to czwarte dziecko 23 letniej matki i że problemem jest rosnąca liczba Romów, podczas gdy Węgrów jest coraz mniej. Dodał, że Węgrzy będą niedługo mniejszością we własnym kraju. W jednym z kolejnych wpisów umieścił zdjęcie własnej rodziny i skomentował je słowami: „Oprócz Rikardó oczywiście Węgrzy czasem też się mnożą, na przykład w naszej rodzinie jest nas więcej niż cztery lata temu”.

Kiedy lewica zaczęła mówić z oburzeniem o „otwarcie ekstremistycznych słowach” oraz o „dyskryminujących przejawach rasizmu i staraniach mających na celu wzbudzenie napięć społecznych pomiędzy Węgrami i Węgrami”, Novák stwierdził, że ojciec dziecka zaangażował się w histerię domagając się przeprosin, a on przecież nie wypowiadał się w sposób szerzący nienawiść. Swą wypowiedź zakończył mówiąc: „Nie będę przepraszał! Najmłodszemu dziecku życzę dobrego zdrowia!” Po kilku dniach w imieniu rządu wypowiedział się János Lázár: „Żadne dziecko nie może być napiętnowane, niezależnie czy urodziło się na Rózsadomb czy w Makó, w pałacu czy lepiance” a „piętnowanie noworodka jest nie tylko tchórzliwą rzeczą, ale także łajdactwem. To zwykłe przestępstwo”, dlatego też zdaniem Lázára „(…) zadaniem państwa jest chronić nasze dzieci przed złymi ludźmi. Każde dziecko „.

Symptomatyczne jest jednak, że minister użył w swej wypowiedzi słowa „putri”. Mając problem z jego przetłumaczeniem zwróciłam się do znajomej Węgierki, która w pierwszym odruchu powiedziała, że to taki „cygański domek” i dopiero po chwili poprawiła się, że w zasadzie to po prostu schronienie biedaków, no ale przecież w węgierskich realiach wiadomo, że to Romowie. Tak więc przestaje dziwić, że w internecie przeważają memy wyszydzające może nie wprost samego chłopca i jego rodzinę, ale reakcję byłego premiera Ferenca Gyurcsánya. Polityk ten pojawił się na demonstracji z wiszącą na szyi kartką: „Én is Rikárdó vagyok” („Ja też jestem Rikardo”). I tak mimo całej swej stanowczości, minister Lazar wypowiedź w sprawie Rikardo zakończył stwierdzeniem, że „Ferenc Gy. (Gyurcsány) i spółka” zrobili ze sprawy cyrk polityczny wywołujący podziały w społeczeństwie w odniesieniu do tej historii.

Jak więc widać polityka romska rządu pełna jest ładnych frazesów, ale w kwestii relacji węgiersko-romskich lepiej udawać, że nic się nie dzieje. Dlatego też do powszechnej świadomości nie może przedrzeć się fakt, że właśnie na Węgrzech społeczność romska osiągnęła bardzo wiele, jeśli chodzi o asymilację, ale i rozwój własnej samorządności i kultury. Z drugiej jednak strony właśnie to może być powodem ich kłopotów – Romowie na Węgrzech to nie jakaś egzotyka jak w Polsce, ale duża i integralna część społeczeństwa, która traktowana jest jednak nie podmiotowo, lecz przedmiotowo. Droga awansu społecznego na Węgrzech to jednak dla nich wciąż konieczność udawania takich ciemniejszych Węgrów i często rezygnacja z własnej tożsamości. Ale może to i tak dużo? W czasach kryzysu społeczeństw wielokulturowych, sama możliwość wtopienia się w społeczeństwo węgierskie to dla wielu i tak kusząca perspektywa. I taką możliwość daje Fidesz, to jego „tajna” broń, jaką pozyskał romskich wyborców, co kiedyś wydawało się przecież niemożliwe.

Reklamy