Breaking Bad

Problemem niektórych partii jest brak umiejętności zrozumienia, że można mieć inne od nich poglądy i nie stosować w tym celu jakichś substancji psychoaktywnych. Jak pamiętam jeden z polskich liderów właśnie tak wyobrażał sobie internautów, którzy siedzą i oglądają porno, popijając przy tym piwko. I tak w każdej dyskusji parlamentarnej można np. lekceważyć taki Twój Ruch czy LMP, bo zgodnie z tą logiką są to przecież narkomani więc jeśli nawet czasem coś mówią do rzeczy to musi być to efekt narkotycznego transu.

Tym śladem postanowili widocznie pójść ostatnio politycy Fideszu. Burmistrz VIII dzielnicy Budapesztu (Józsefváros), Máté Kocsis z ramienia tej właśnie partii, wywołał spore poruszenie swoim projektem ogłoszonym na facebooku, w którym zaproponował wprowadzenie obowiązkowych testów na obecność narkotyków. Sam pomysł nie rozpaliłby może takich emocji, gdyby nie dobór grup obywateli nim objętych: młodzież w wieku 12-18 lat (tu akurat jest najmniej kontrowersji, choć pewnie nie wśród samych zainteresowanych – co dobitnie wyrazili serią memów internetowych z pomysłowym burmistrzem w roli głównej), testom mieliby zostać poddawani również politycy, a także ci, którzy wpływają na opinię publiczną czyli dziennikarze.

Ciekawe, że propozycja burmistrza nie dotyczy zawodów, w których nadużycie substancji psychoaktywnych może prowadzić do tragedii: kierowcy, lekarze i ratownicy, służby mundurowe, czy choćby pracownicy administracji (szczególnie ratusza :)) – w tym przypadku ma to sens. Idea jest tak absurdalna, że pojawiło się wiele przypuszczeń, że powstała ona na bazie niedozwolonych substancji.

Pomysły tego typu, gdy formułuje je ktoś z rządzącej partii często nie pozostają żartem rzuconym dla upiększenia nudnej polityki, pustym frazesem demagogicznej partii wypowiedzianym dla taniego poklasku. Co Fidesz wymyśli, to zrobi. Jak zapewnia burmistrz, jego frakcja parlamentarna już zainteresowała się pomysłem. Dlatego nie można nad tym farmazonem przejść do porządku dziennego, głos musieli zabrać specjaliści. Niestety pewnie nikt ich nie będzie słuchać, bo okaże się że mają lewicowe albo liberalne poglądy, nie są patriotami, a skoro tak, to znaczy że pewnie sami są narkomanami. Paragraf 22.

Pomysłodawcy w końcu zadano całkiem trzeźwe pytanie: kto za to zapłaci i dlaczego pieniędzy tych nie wyda się na walkę z uzależnieniami, zapobieganie chorobom wśród uzależnionych itp. Okazuje się, że w dzielnicy pana burmistrza, która znana jest z dużej ilości uzależnionych, w sierpniu tego roku swoją działalność zakończył punkt fundacji Blue Point zajmującej się wymianą igieł i strzykawek. Uzasadniając swą decyzję przedstawiciele fundacji wskazali na brak wsparcia ze strony władz dzielnicy.
Najbardziej niebezpieczne jest to, że teraz niektórzy politycy bojąc się testów odstawią swoje leki (bo one przecież często należą do właśnie TEJ kategorii). Można odnieść wrażenie, że Pan burmistrz swoje już odstawił.

Reklamy