Podatek internetowy na Węgrzech

Podatek od wdychanego powietrza, jeszcze tylko tego trzeba – zachęcają rząd oburzeni planami wprowadzenia od przyszłego roku podatku internetowego w wysokości 150 Ft za każdy GB ruchu w sieci. To ostatnia kropla, która przeleje puchar – wieszczą dziennikarze. Na niedzielę zapowiadana jest manifestacja (uczestnicy mają spotkać się o 18.00 na József nádor tér), ale świadkami protestów możemy być już 23 października, w święto narodowe. To taka węgierska tradycja. Z trudem przypominam sobie październikowe czy marcowe święta, które byłyby obchodzone spokojnie.

1 GB to np. 3-4 video na YouTube czyli 2 zł podatku. Wszyscy zaczynają przeliczać, z przerażeniem patrząc na wyniki. Jak się jednak za parę godzin dowiadujemy, ma istnieć górna granica określająca podatek na max. kwotę „tylko” 700-1000 Ft miesięcznie dla osób prywatnych oraz ok. 5000 Ft/miesiąc dla firm, którą rząd w dodatku obciąży nie internautów a  providerów. Przy abonamencie wynoszącym np. 4000 Ft podatek oznaczałby wzrost kosztów o 17%. W wieczornym programie telewizyjnym minister gospodarki narodowej Mihaly Varga raczy chyba żartować, że dostawcy z powodu konkurencji nie będą chcieli przerzucać kosztów na odbiorców.

Dla przypomnienia: jeszcze 6 lat temu Fidesz protestował przeciwko podatkowi internetowemu, dowodząc że „opodatkowanie internetu jest jednoznacznie zbędne, nieprzemyślane i złe”. W proteście przeciwko nowemu pomysłowi rządu na fb zawiązała się społeczność százezren az internetadó ellen. Z minuty na minutę, a w zasadzie z sekundy na sekundę rośnie liczba popierających protest.

Jednocześnie internauci prześcigają się w tworzeniu memów. Ten jest chyba najpopularniejszy: Dzień dobry, odczyty routerów. Więcej memów tu.

Reklamy