Węgrzy i języki

Od 12 do 14 września w Millenáris odbędzie się parada językowa Nyelvparádé, największe targi języków obcych na Węgrzech. Na wspólnym stoisku zaprezentuje się Instytut Polski i Polska Organizacja Turystyczna. Szkoły językowe będą miały też ofertę nauki węgierskiego więc warto się tam wybrać jeśli jesteście w Budapeszcie. Ciekawie zapowiadają się programy w ramach dni Afryki i Ameryki Łacińskiej. Spotkania z literaturą i kulturą krajów z tego obszaru językowego, zajęcia z rękodzieła dla dzieci, bajki, kuchnia afrykańska, przy stoisku łacińskim będzie można skosztować pysznej mate, do tego dowiedzieć się czegoś o technikach nauki języków obcych, wziąć udział w próbnej lekcji hiszpańskiego i posłuchać jak o swoich doświadczeniach opowiadają mieszkających na Węgrzech cudzoziemcy. Imprezie towarzyszą wystawy fotografii, sztuki, filmy, taniec i muzyka na żywo. Szczegóły tu.

Przy okazji targów promowana jest akcja Węgry uczą się angielskiego, w której uczestnicy przez miesiąc przyswajają 5 nowych angielskich zwrotów (rejestracja na stronie parady). Zabawa ma skłonić do rozpoczęcia nauki i w dalszej perspektywie do jej kontynuowania. Ze znajomością języków obcych bywa na Węgrzech różnie. Według danych Eurobarometer 30% Węgrów nie odczuwa potrzeby rozpoczęcia nauki czy szlifowania jakiegoś języka obcego. 20% mówi po angielsku, 18% po niemiecku, 3% zna francuski, 3% rosyjski, 1% hiszpański. 70% uważa, że największą zaletą znajomości języka obcego jest możliwość podjęcia pracy za granicą. Znamienne jest to, że jedynie 27% widzów preferuje oglądanie filmów obcojęzycznych z napisami, a 72% opowiada się za dubbingiem.

Zagadnęłam kiedyś w związku z tym tematem jedną z moich sąsiadek (nieoceniona pomoc w różnych awaryjnych sytuacjach). Jest to starsza osoba więc podejrzewałam, że będzie znała niemiecki i nie pomyliłam się. Jej pokolenie całkiem dobrze zna ten język. Młodsi raczej angielski i niemiecki, a z moich obserwacji wynika, że sporo studentów uczy się włoskiego, niewymienionego w powyższym zestawieniu i hiszpańskiego. Dzieci znajomych z pracy uczyły się np. rosyjskiego, chińskiego i japońskiego – taka moda. Wspomniana sąsiadka mimo wieku jest bardzo aktywna, kiedyś mówiła mi, że uczy się angielskiego, ale chyba nie idzie jej za dobrze. Zaproponowałam nawet pomoc w nauce, ale stwierdziła że już jej przeszło i że i tak nigdzie nie wyjedzie.

Z taksówkarzami jakoś można się dogadać, ale to często zaledwie kilka słów. Z kelnerem czy osobą pracującą w turystyce powinniście porozumieć się po niemiecku lub angielsku, a w miejscowościach wypoczynkowych pewnie nie raz spotkacie się z napisami po polsku. Sprzedawcy w sklepach, jeśli młodsi to po angielsku całkiem nieźle mówiący np. w sklepach z elektroniką czy jakiś innych specjalistycznych (choć czasem na wzór francuski nie chcą się ujawniać), ale w spożywczaku raczej rzadkość, choć na robienie zakupów Węgrzy powszechnie używają słowa shoppingolni, a dysk twardy to winchester wymawiany przez v, bo przecież oni nie gęsi i swój język mają :) No właśnie, ta wymowa… Nawet jeśli ktoś dobrze zna angielski to często mówi z silnym akcentem, a wypowiedzenie czegoś na kształt ł czy ue sprawia im nadzwyczajną trudność. Pewnie poprawę przyniosłaby rezygnacja z dubbingu, ale jak widać Węgrzy są niechętni.

Będąc jeszcze w Polsce, bezpośrednio po studiach hungarystycznych wylądowałam w szkole ucząc przez jakiś czas angielskiego i pamiętam z jaką chęcią dzieciaki poznawały ten język. Wprowadzano go wtedy masowo do szkół i teraz to już standard od najmłodszych klas. Obawiam się, że tutaj sytuacja nie wygląda tak wesoło i w państwowej podstawówce angielski od 1 klasy raczej nie jest powszechny, słyszałam że i w starszych klasach nauka języków pozostawia wiele do życzenia. Może wypowie się ktoś kto ma dzieci w wieku szkolnym?

Reklamy

4 thoughts on “Węgrzy i języki

  1. Ja mam dzieciaki w wieku szkolnym, i z nauką jest nieźle. Szczególnie w gimnazjum, bo powstało już sporo gimnazjów gdzie angielski, albo niemiecki jest wykładowy dla niektórych przedmiotów. Tyle że to jest mało reprezentatywne, bo to Warszawa. Nie wiem jak w innych miastach Polski. Generalnie jednak mam taką refleksję, że kiedyś w wieloetnicznych XIXw państwach dzieciaki poznawały języki obce bawiąc się na podwórkach (takich jak np. Austro-Węgry albo Polska pod zaborami) i o dziwo szybciej i więcej ich znały. Tak samo w szkołach był większy nacisk na języki. Potem nastąpił regres. Z pamiętników prababki, mieszkającej w Łomży na początku XXw. wiem, że 14latkowie w gimnazjum znali już płynie: polski – rodzimy, rosyjski – bo zabór, niemiecki, francuski – bo szkoła (w pamiętnikach jest, że francuski w takim stopniu znali, że czytali książki w tym języku). Do tego dochodziły klasyczne: łacina i greka. Inny przykład, bliższy Węgier – Austryjak, wychowany we lwowie, wybitny ekonomista von Mises, cytuję za Wikipedią: „W latach 1892-1900 Ludwig von Mises uczęszczał do prywatnej szkoły podstawowej we Lwowie. Otrzymał tam klasyczne wykształcenie, dodatkowo wzbogacone kulturą galicyjskiej stolicy. Przed ukończeniem dwunastego roku życia von Mises obyty w piśmie niemieckim, łacińskim, cyrylicy, grece oraz hebrajskim. Władał przy tym, oprócz niemieckiego także językiem polskim i francuskim oraz rozumiał po ukraińsku”

  2. Dzięki za arcyciekawy komentarz! W ówczesnych szkołach nie uczono aż tylu przedmiotów co dziś więc na wbijanie do głów języków faktycznie można było przeznaczyć dużo czasu. Dziadek mojego męża pochodził z Kresów i też słyszałam historie rodzinne o tym jak np. na podwórku właśnie złapał trochę jidysz czy nawet hebrajskiego, sąsiedzi mówili po ukraińsku, w domu polski, w szkole niemiecki, łacina, rosyjski też poznał bardzo dobrze, ale to już w mniej przyjemnych okolicznościach…

  3. Zasadniczo Węgrzy ze swoim kompleksem „wyższości” mają negatywny stosunek do obcych co przekłada się na powszechną niechęć do porozumiewania się w obcych językach. Nawet na punktach granicznych, stacjach benzynowych bądź restauracjach położonych przy międzynarodowych autostradach, gdzie znajomość niemieckiego bądź angielskiego wydawałaby się de rigeur robią wszystko by zniechęcić nie węgierskiego przybysza.
    Rzekoma powszechna znajomość niemieckiego wśród „starszego” pokolenia też jest mitem. Spędziłem całę wakacje (czerwiec, lipiec i sierpień) w 1964 i 65 na Węgrzech i nawet wtedy płynny niemiecki wśród emerytów (!) był rzadkością. Ciekawe, że w Transylwanii tamtejsi Węgrzy mówią po angielsku wcale dobrze (latynizujący wpływ znajomości rumuńskiego?). Tak czy inaczej, z uwagi na powszechną „przychylność” obcokrajowcom, staram się nie bywać na Węgrzech ani minuty dłużej niż muszę.
    Nie bardzo rozumiem na czym miałaby polegać skłonnośc „na wzór francuski” do nieujawniania znajomości obcego języka.
    Z moich obserwacji z czasów kiedy mieszkałem we Francji wynika coś zupełnie odwrotnego. Niejednokrotnie sprzedający widząc, że nie pojmuję jakiejś zawiłości, ofiarowywał mi angielskie tłumaczenia na poziomie wychodzącym daleko poza szkolną znajomość języka. I to nie w Luis Vuiton, ale w mięsnym, rowerowym bądź w kasie na stacji kolejowej… Można powiedzieć, że to sprawa bliskości obu języków, ale choć sprawa ma się podobnie we Włoszech i Hiszpanii, dobra znajomość angielskiego nie jest tam aż tak powszechna jak we Francji.

  4. Zacznę może od końca: nie twierdzę, że Francuzi języka angielskiego nie znają, ale że się z tym nie afiszują. Z moich doświadczeń wynika, że znają ten język całkiem dobrze ale np. „zapominają” go gdy ktoś im zada pytanie „Do you speak English?” Mój dobry, francuski znajomy wyjaśnił mi kiedyś, że takie pytanie jest oczywistym nietaktem, ponieważ „jest oczywiste że umiemy mówić po angielsku” i jego słowa potwierdziło mi potem wielu z nich. Przejście na język angielski dla celów „wyjaśnienia zawiłości” których ktoś nie potrafi zrozumieć w języku francuskim jest po prostu grzecznym dostosowaniem się do poziomu erudycji rozmówcy. Co do znajomości niemieckiego: to też kwestia osobistych doświadczeń i mnie trudno wypowiadać się na temat lat 60 XX wieku, ale ojciec mojego męża opowiadał, że w tamtym czasie próbował rozmawiać z członkami organizacji studenckiej po rosyjsku i angielsku, a dogadał się z nimi dopiero gdy przywlekli staruszkę sprzątaczkę, która mówiła właśnie po niemiecku. Można podejrzewać, że w latach 60 znajomość języków zachodnich była źle widziana przez władze a znajomość rosyjskiego przez resztę społeczeństwa. Moje doświadczenia są takie, że koledzy studenci z akademika w latach 90 znali częściej niemiecki i brak znajomości angielskiego musieli nadrabiać później. Ponadto na Węgrzech mieszka dużo ludzi o niemieckich korzeniach, na obrzeżach samego Budapesztu spotkamy tablice z nazwami miejscowości w języku niemieckim. Węgrzy nie są narodem południowców otwierających się na ludzi przy pierwszym kontakcie, ale nie oszukujmy się: Polacy na świecie postrzegani są jako ponuracy nawet przez Niemców. Myślę więc, że dobrze do siebie pasujemy ;-) Oczywiście zarówno Polacy i Węgrzy uznają takie stereotypy za krzywdzące i mają racje bo stereotypy często są krzywdzące, często potrzebne tym którzy chcą głosić prawdy jedyne.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s