Doniesienia z Szigetu

Na pierwszy Sziget wybrałam się w 1999 roku i od tamtego czasu praktycznie co roku udawało mi się spędzić tam przynajmniej 2 dni. Niestety moje dzieci są jeszcze chyba za małe na takie atrakcje więc w tym roku śledzę tylko doniesienia węgierskiej prasy, która już zaczęła podsumowania kończącej się właśnie imprezy. Wiele reportaży pomija stronę muzyczną skupiając się na kwestiach organizacyjnych i zapleczu festiwalu, dużo mówi się też o festiwalowych cenach.

Że drogo to wszyscy wiedzą więc żeby nie płacić za zwykłą kanapkę 1300 Ft uczestnicy często robią zakupy w sklepach czy na stacji benzynowej przed wejściem na teren festiwalu. Podobnie z bufetami, które w okolicy szigetowej na brak klientów nie narzekają. Nie wspominając już o alkoholu przemycanym w najbardziej wymyślne sposoby. Ceny owoców: za sztukę zapłacimy na festiwalu tyle co normalnie za kilogram. Kawałek pizzy 600 Ft, na mieście 200-300 Ft. I pomyśleć, że 20 lat temu organizatorzy reklamowali festiwal jako najtańszy pomysł na wakacje… Dziś wydatek na sam bilet dzienny to 16.000 Ft (ok. 230 zł). To oczywiście tylko jedna strona.

Ciekawa jestem Waszych wrażeń. Jeśli ktoś był może podzieli się spostrzeżeniami?