Wegetacja drogich sklepów na Andrássy

Aleja Andrássy oprócz tego, że jest zabytkową ulicą wpisaną na listę dziedzictwa kulturowego UNESCO znana jest także z drogich sklepów. Na odcinku między Erzsébet tér a Oktogonem spotkamy takie luksusowe marki jak np. Louis Vuitton, Gucci, il Bacio di Stile, Moncler czy Burberry. W artykule na portfolio.hu czytam, że większość tych drogich sklepów odnotowuje milionowe straty, wyjątkiem jest Louis Vuitton i może jeszcze 3-4 inne marki. Te same sklepy w innych stolicach regionu przynoszą zyski. Co prawda na razie nie ma mowy o wycofaniu się z Węgier, ale utrzymanie sklepów wiąże się z wysokimi kosztami. Połowę z robiących tam zakupy stanowią cudzoziemcy. Węgierskie społeczeństwo do bogatych nie należy, a ci nieliczni, którzy mogą pozwolić sobie na takie zakupy albo nie odczuwają potrzeby posiadania drogich rzeczy albo wybierają w tym celu zagranicę, np. Wiedeń lub Mediolan.

Ceny wynajmu lokali na Andrássy są wysokie, właściciele często nabyli nieruchomości za duże pieniądze jeszcze przed kryzysem z 2008 i nie chcą słyszeć o obniżkach czynszu, który waha się tam od 500-1000 EUR/ rocznie. Mówi się, że problemem Andrássy jest brak wyrazistego charakteru ulicy. Za przykład do naśladowania podana została ulica Váci oraz odchodząca od niej Fashion Street (Deák Ferenc utca), gdzie co prawda obok marek premium i luksusowych działają w wielkiej liczbie sklepiki z pamiątkami nastawione wyłącznie na turystów, ale jakoś nie przeszkadza to w funkcjonowaniu tych pierwszych. Choć tworzenie kolejnej ulicy handlowej pokroju Váci to przykład chyba niezbyt trafiony, jeśli mówimy o ujednoliceniu jej charakteru. Kolejnych trudności w rozważanej ewentualnej zmianie wyglądu ulicy nastręcza niejednolita struktura własności nieruchomości, począwszy od osób prywatnych, przez banki po nieruchomości zagranicznych inwestorów, a nawet jak to określa artykuł pozostałe po okresie komunizmu instytucje „bratnich krajów” w postaci polskiego i bułgarskiego instytutu kultury.

W artykule zostały przedstawione głównie opinie właścicieli sklepów i nieruchomości, którzy zdają się zapominać o tym w jakim celu powstała aleja Andrássy. Miała to być węgierska ChampsÉlysées, spacerowy bulwar z rezydencjami, operą, miejsce dla wyższych sfer, pełniące funkcje reprezentacyjne, gdzie funkcje handlowe nie były istotne. W tym świetle ulokowanie tam różnych instytucji kulturalnych, w tym instytutów kultury było jak najbardziej na miejscu. Pozostaje pytanie czy miasto powinno ulegać naciskowi właścicieli budynków, którzy co oczywiste chcieliby mieć w nich jak najdroższe sklepy, by otrzymywać z nich jak najwyższe czynsze. Być może od kolejnego sklepu Louis Vuitton czy Armani ulica stanie się ładniejsza, ale czy ciekawsza? Czy przypadkiem te sklepy nie są jak eleganckie wampiry w luksusowej pelerynie wysysające z ulicy życie?

Reklamy