Pasterzem być

Natknęłam się ostatnio na informację o możliwości rozpoczęcia nauki na dość dziwnym kierunku. Wydział rolnictwa Uniwersytetu w Debreczynie zaprasza do nauki zawodu pasterza. Autor artykułu podkpiwał nieco, że jest to świetny pomysł dla znudzonych pracowników korporacji, zmęczonych ciągłym siedzeniem za biurkiem w neonowym świetle – otwarte przestrzenie i świeże powietrze są dla nich. Mnie z kolei zastanawia jak by wyglądał tytuł adepta tej uczelni – mgr pasterz?, absolwent fakultetu pastoralnego?

Sprawa jest jednak dość poważna, bo jak tłumaczy prorektor Uniwersytetu w Debreczynie, pan András Jávor kierunek jest odpowiedzią na zapotrzebowanie wynikające z braku wiedzy (przenoszonej drogą tradycji) w szczególności w zakresie wypasu owiec. Uczelnie rolnicze na Węgrzech wraz z debreczyńską Farmer Expó (wystawą rolniczą, ogrodniczą i przemysłu spożywczego) postanowiły podpisać umowę na kształcenie pasterzy. Tego typu szkolenia nie są jednak czymś nowym – pierwsze były organizowane już na początku XIX wieku, wydawano kalendarze z poradami, (choć niektórzy prawdopodobnie używali ich do zawijania sera). Powstawały pierwsze korporacje.

Życie pasterskie jest integralnym elementem tradycji węgierskiej, narodu o tradycjach koczowniczych. O ile zasób słów dotyczących zwykłego rolnictwa był tak ubogi, że jak w żadnej innej dziedzinie widać tu masę językowych zapożyczeń z języków słowiańskich, to już w kwestiach pasterskich panuje nadzwyczajne bogactwo. Słowo pasterz (węg. pásztor) było na tyle nieprecyzyjne, że wypasający różne gatunki zwierząt zostali określeni dokładnie w zależności od rodzaju zwierząt, jakimi się opiekowali. Potrzeba ta wynikała wprost z hierarchicznej gradacji jaka istniała pomiędzy różnymi grupami pasterzy.

Zawsze myślałam, że na szczycie tej pasterskiej piramidy znajdują się słynni węgierscy csikós, czyli pasterze koni, ale  wg. źródeł z mek.hu jeszcze wyżej stali pasterze bydła gulyások, jako ci którym powierzono stada o największej wartości. Za nimi byli pasterze owiec o swojsko brzmiącej nazwie juhász (nasz juhas to ichni bojtár – pomocnik pasterski, a gazda znaczy tyle, co gospodarz, rolnik – nie są to jedyne wpływy węgierskie, jakie znajdziecie na wycieczce w Tatry), a na końcu pasterze świń, czyli kondás. Należy wymienić jeszcze pasterzy gęsi (libapásztor, ludas), było to najczęściej zadanie dzieci (no i krasnoludków). Najsłynniejszym z nich był bohater ludowych opowieści Maciek Gęsiarek (Ludas Matyi). Na youtube znalazłam fragment bajki Ludas Matyi po polsku, tu link.

Pasterzy nie należy mylić z właścicielami zwierząt – ich rolą była opieka nad zwierzętami, wypas zwierząt często należących do różnych właścicieli. Oczywiście jak wszystko w państwie węgierskim i tu znalazło się miejsce dla rozrośniętej biurokracji i tak mieli pasterze określoną liczbę zwierząt, którą mógł się zajmować adept sztuki pasterskiej. Wbrew obiegowej opinii zawód ten był dość intratny i pasterze z utrzymaniem rodzin wielkiego problemu nie mieli.

Csikóse spotkani gdzieś w okolicach Zsámbék.

Po okresie kolektywizacji i w związku ze zmianami terytorialnymi (pasterstwo było szczególnie rozwinięte na terenach, które Węgrzy utracili po I i II wojnie) zawody pasterskie zaczęły zanikać. O ile tradycje csikósów podtrzymywane były z uwagi na rozwój turystyki, to już inne mniej i dlatego od kilkudziesięciu lat konieczna stała się pomoc uniwersytetów przyrodniczych. Niemniej jednak, nawet jeśli nikt już nie zajmowałby się pasterskim fachem, to pamięć tego zawodu pozostanie w nazwiskach węgierskich i nie raz spotkacie się na Węgrzech z ludźmi o nazwiskach Pásztor, Juhász, Csikós czy Gyulás (nie myślcie więc, że przodkowie tego ostatniego wsławili się przygotowywaniem jakiegoś świetnego gulaszu).

Tradycji pasterskich warto też szukać odwiedzając Siedmiogród. Tereny te były od zawsze ważne dla rozwoju węgierskiego pasterstwa i do języka węgierskiego przeniknęły stąd dwa słowa pochodzenia rumuńskiego na oznaczenie pasterza: bács i csobán. Zwróćcie uwagę na charakterystyczne stroje, zdjęcie poniżej zrobiłam kiedyś w okolicach rumuńskiej Oradei (węg. Nagyvárad). Pasterz z daleka wyglądał jak chodzący snopek albo kopa siana. Jak widać na załączonym zdjęciu tradycyjne pastwiska ograniczane są coraz bardziej. W tym wypadku były to rury ciepłownicze, ale w następnym roku nie spotkałam już tam żadnego pasterza, a jego miejsce zajęły dwa nowiutkie salony samochodowych dealerów.

Więcej o tradycji pasterskiej można poczytać po węgiersku na Magyar Elektronikus Könyvtár w dziale etnografia.
źródło: Szeretlekmagyarorszag, Wikipedia

Reklamy

2 thoughts on “Pasterzem być

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s