Wakacje Węgrów

W któryś z letnich weekendów, w czasie spaceru po opustoszałym Budapeszcie (nie licząc grup turystów przemierzających miasto z aparatem w ręku), znajomi z Polski zadali mi pytanie „Gdzie ci Węgrzy?”. Faktycznie, na ulicach usłyszeć można było angielski, włoski, hiszpański, rosyjski i bardzo często polski, ale raczej trudno było tego dnia o węgierski. Pierwsze wytłumaczenie, które przyszło mi do głowy, to że jest weekend, a w weekend nie siedzi się w mieście tylko wyjeżdża nad węgierskie morze, czyli nad Balaton. Wszyscy mają tam domki letniskowe, działki albo przynajmniej kogoś z rodziny lub znajomych, kto taką daczę posiada i do kogo można by na weekend wyskoczyć.

Wpadło mi ostatnio w ręce jakieś zestawienie dotyczące najpopularniejszych kierunków wyjazdów (wakacyjnych i biznesowych). Okazuje się, że 78% Węgrów wybiera podróże krajowe, ok. 3% jedzie do Niemiec, tyle samo do Austrii, dalej Rumunia, Czechy i Chorwacja. Główni operatorzy turystyczni to globalne koncerny, takie jak Tui czy Neckermann, tak więc oferta masowej turystyki specjalnie nie różni się od tej, którą możemy spotkać w Polsce, choć pewne mody na określone kierunki mogą pojawiać się w innym czasie niż u nas. Np. parę lat temu, kiedy Polacy masowo zasiedlali kurorty północnej Afryki, Węgrzy tłumnie odwiedzali Tajlandię.

Kierunki krajowe są bardzo promowane odgórnie, przez węgierskie Ministerstwo Turystyki, którego pozycja w rządzie jest zdecydowanie poważniejsza niż jego odpowiednika w Polsce. Nie może to jednak dziwić, gdyż podczas gdy w Polsce jest to kwestia bardziej rekreacji, tu jest to poważna gałąź gospodarki narodowej. Władze oprócz typowych środków promocji mają do dyspozycji również narzędzia finansowe, dzięki którym mogą oddziaływać na zwiększenie zainteresowania turystyką wewnętrzną. Instrument ten to popularna tzw. cafeteria, czyli system wypłaty części wynagrodzeń w sposób nie pieniężny, ale za to atrakcyjny podatkowo. Szczegóły systemu to temat na odrębny post, w skrócie wygląda to tak, że Węgrzy mają do dyspozycji różnego rodzaju bony lub karty płatnicze umożliwiające zakup pewnych konkretnych, promowanych przez państwo usług, w tym związanych z turystyką wewnętrzną (np. noclegi w hotelach, posiłki w restauracjach, czy jakże istotne dla turystyki węgierskiej usługi spa). Z drugiej jednak strony fakt, że turystyka wewnętrzna jest tak ważną gałęzią przemysłu, w okresie szczytu turystycznego generowanych jest najwięcej tymczasowych miejsc pracy w tym sektorze i dla wielu okres ten to nie czas na wakacje lecz czas żniw.

Na koniec ciekawostka z tabloidu Blikk, który sprawdził wakacyjne plany węgierskich polityków. Większość ma zamiar spędzić wakacje w kraju. Jedynie Viktor Orbán i Attila Mesterházy odważyli się przyznać do wyprawy za ocean. Premier do Rio na finał Mistrzostw Świata, później planuje jeszcze wypoczynek z rodziną, na razie nie ustalili dokąd się wybiorą. Z kolei Mesterházy (były szef socjalistycznej MSZP) wyjeżdża do Nowego Jorku, oprócz tego odpoczywa nad Balatonem w Alsóörs. Europejskie wakacje wybrał Antal Rogán (Fidesz, burmistrz V dzielnicy Budapesztu), obierając jako cel podróży Dubrovnik, w poprzednich latach często spędzał wakacje w Prowansji. László Botka (burmistrz Szegedu z MSZP) tym razem ma zamiar odwiedzić Turcję i węgierski rejon gór Mátra. Były premier Ferenc Gyurcsány pojedzie do Paryża, a na Węgrzech wybierze się do Kötcse nad Balatonem. Natomiast Gordon Bajnai (też były premier, socjalista) do Grecji i węgierskiego Baja.

Reklamy