Kary za paprykę

Sąd w Szegedzie podtrzymał wyrok pierwszej instancji wg. którego Szegedi Paprika Zrt. ma zapłacić 15 mln kary za nadużycia w obrocie artykułami konsumpcyjnymi i wprowadzenie w błąd konsumentów poprzez dostarczenie na rynek w 2004 roku papryki z większą od dopuszczalnej zawartością aflatoksyny, wytwarzanej przez grzyby rakotwórczej substancji oraz zarządził kary w wysokości 5 mln i 2 mln Ft dla dyrektora firmy i kierownika ds. biznesu. Cała sprawa zaczęła się od tego, że w maju 2004 r. austriacki odbiorca Kotányi Kft. zareklamował partię mielonej papryki dostarczoną mu z Węgier przez Szegedi Zrt. Po uznaniu reklamacji firma z Szegedu wycofała 20 ton papryki, po czym wprowadziła ten trujący towar na wewnętrzny rynek węgierski w liczbie 3.5 tony, a drugą część w postaci 50% mieszanki ponownie dostarczyła austriackiemu odbiorcy.

Zanieczyszczona papryka pojawiła się na Węgrzech wraz z uzupełnianiem zapasów przez rodzimych producentów tańszą papryką sprowadzaną z Ameryki Łacińskiej, co nie zawsze było przez nich zaznaczane w składzie oferowanych produktów, sprzedawanych jako w 100% węgierskie. Trujące toksyny – ich zawartość ośmiokrotnie przekraczała dopuszczalną normę – wykryto w partii towaru pochodzącej z Brazylii. Pod koniec października 2004 roku, po licznych kontrolach ze sprzedaży wycofano całe zapasy skażonego produktu.

Afery z żywnością niestety pojawiają się na Węgrzech z pewną regularnością, czego przykładem może być ostatnia ze skandalicznymi warunkami produkcji wędlin wykryta przed Wielkanocą. W przypadku papryki dotyczyło to jednak renomowanej firmy dostarczającej towar na rynki zagraniczne, której wyroby pretendują do bycia uznanymi za narodowe dziedzictwo.

Sprawa pokazała m.in. w jaki sposób firmy działające na rynku węgierskim traktują lokalnego klienta. Problem został zauważony też przez komisarzy europejskich, którzy w swoim raporcie wykazali, że na rynku węgierskim tak jak na innych rynkach środkowo-europejskich produkty wielu firm mają gorszą jakość od tych obecnych w krajach zachodniej Europy. W przypadku większości wyrobów konsumenci mają jednak możliwość świadomego wyboru czytając skład. Przyjeżdżając na Węgry warto pamiętać, że nie zawsze będzie on identyczny jak w produktach tych samych marek obecnych w Polsce. Przykładem może być coca-cola, która na Węgrzech słodzona jest syropem glukozowo-fruktozowym, znacznie tańszym od cukru, którym ten sam napój słodzony jest na rynku niemieckim czy polskim.

Reklamy