Kawa po węgiersku

Poranna węgierska kawa to …Węgry. Kawa – przed ciężką pracą i po niej. To nie jest czas na papierosa, papieros to tylko dodatek do kawy. Oczywiście węgierska kawa powinna być mała, ale jak najmocniejsza. Robotnicy zwykli ją kupować w sklepach spożywczych, piekarniach czy stworzonych niedawno nemzeti dohánybolt (trafika) z dużych, często samoobsługowych ekspresów. Później piją ją pod sklepem, choć jakiś czas temu rząd nieco wpłynął na zmianę tej tradycji wprowadzając kolejne restrykcje antynikotynowe, polegające na zakazie palenia w obrębie 5 metrów od sklepu czy zakładu usługowego. Tym samym zepchnął popalających kawoszy dosłownie do rynsztoka.

W domu kawę przygotowuje się głównie z ekspresów. Oczywiście może to być ekspres ciśnieniowy – na rynku obecni są naturalnie wszyscy światowi producenci, łącznie z naszym Zelmerem, ale Węgrzy nadal mają słabość do swojej rodzimej firmy SZARVASI Vas-Fémipari. Najpopularniejsze elektryczne ekspresy tej firmy nie zmieniły się wiele od dziesięcioleci i jestem pewna, że kiedyś wiele z nich przyjechało do Polski w „turystycznym” bagażu naszych rodaków. Do obejrzenia tu i tu.

Jednak najczęściej spotykany to tzw. ekspres włoski, w którym espresso można przygotować na kuchence gazowej czy elektrycznej. Najpopularniejsze są te kanciaste, włoskie lub ich tanie odpowiedniki z Chin. Jednak i tu firma Szarvasi ma coś zupełnie węgierskiego: do podstawy jak w ekspresie włoskim przymocowany został czajniczek z porcelany do którego trafia zagotowana kawa. Czajniczek zdobny jest oczywiście w kwiatki z Kalocsa, żeby było jeszcze bardziej po węgiersku. Model nazywa się Seherezade i faktycznie ma w sobie coś z lampy Aladyna.

Kawowi ekstremiści mogą również bez większego problemu zakupić tygielki do przygotowania kawy na modłę turecką, ale metoda ta to raczej zagraniczna ciekawostka niż węgierska tradycja. O polskiej wersji kawy po turecku wypada wspominać Węgrom jedynie na zasadzie żartu.

 

Reklamy