Béla Biszku skazany

Dziś ogłoszono wyrok w sprawie Béli Biszku, byłego komunistycznego ministra spraw wewnętrznych w rządzie Kádara w latach 1957-61, w latach 1962-78 sekretarza Komitetu Centralnego, odpowiedzialnego za represje wobec ludności po powstaniu 1956 r. Został on skazany na karę 5 i pół roku pozbawienia wolności oraz pozbawienia praw publicznych na 10 lat (prokurator domagał się kary dożywotniego więzienia). Biszku postawiono trzy zarzuty. Został skazany za: 1) zbrodnie wojenne, m.in. osobiste nadzorowanie działań Rady Wojskowej, która wydała rozkaz strzelania do cywilów w ramach represji po upadku powstania (6 grudnia 1956 w Budapeszcie zginęły 3 osoby, 8 grudnia w Salgótarján zginęło 46 osób w tym kobiety i dzieci), 2) posiadanie amunicji – w 2012 roku w jego mieszkaniu policja znalazła 11 sztuk amunicji oraz 3) negowanie zbrodni komunistycznych – w programie Közbeszéd w Duna TV z 2010 roku.

Biszku nie przyznaje się do winy, twierdzi że nie było go w miejscu gdzie padły strzały tak więc nie mógł wydać rozkazu do ich oddania. Na temat poglądów wypowiedzianych w programie telewizyjnym należałoby wg. jego adwokata organizować konferencje i pisać książki zamiast wnosić oskarżenie, mamy przecież wolność słowa. O amunicji znalezionej w mieszkaniu Biszku nie miał pojęcia, należała ponoć do jego syna.

Biorąc pod uwagę wiek (93 l.) i choroby Biszku, sąd nie nakazał tymczasowego aresztowania, którego domagał się prokurator. Będzie więc odpowiadał przed sądem apelacyjnym z wolnej stopy. „Nie żartujmy już” – powiedział adwokat na słowa prokuratora o prawdopodobieństwie ucieczki i ukrywania się skazanego.

Do zatrzymania Biszku doszło w 2012 roku, proces był możliwy dzięki zmianom wprowadzonym przez rząd Orbána, na mocy których przestępstwa wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości nie ulegają przedawnieniu.

Biszku nadzorował organy bezpieczeństwa i milicję, domagał się zaostrzenia wyroków sądowych dla uczestników powstania. Okazało się też, że wiedział o aresztowaniu i egzekucji Pétera Mansfelda, najmłodszej ofiary terroru jaki rozpętał się po upadku powstania. Wynika to z dokumentów, o które poprosił archiwum brat Pétera, László. W protokole z aresztowania Mansfelda i jego kolegów z 1958 r. figurują nazwiska czterech osób do których miał on być przesłany, na pierwszej pozycji znajduje się „Biszku elvtárs” (towarzysz Biszku).

W ostatnich latach Biszku wielokrotnie powtarzał, że niczego nie żałuje i nie ma za co przepraszać w związku z wydarzeniami, które miały miejsce po powstaniu, a Imre Nagy zasłużył wg. niego na swój los.

Starszy Pan żyłby sobie spokojnie do końca swoich dni w budańskim mieszkaniu, gdyby nie film nakręcony o nim w 2010 roku. Biszku wycofał się zupełnie z życia publicznego, nie udzielał żadnych wywiadów. Raz jednak zgodził się na rozmowę. Bélę Biszku zgubiła chęć zabłyśnięcia przed młodymi ludźmi z jego wioski. Twórcy filmu podali się bowiem za lokalnych patriotów chcących nakręcić historię pochodzącego z niej słynnego mieszkańca. Pod koniec filmu przyznają się kim są i pytają rozmówcę czy żałuje. Autorzy zastanawiają się, dlaczego zamiast nich osobą Biszku nie zainteresowali się przez tyle lat ani historycy ani politycy. Nie ścigała go policja czy prokuratura. Jedna z autorek filmu Fruzsina Skrabski powiedziała po ogłoszeniu wyroku, że choć człowiek ten nie został skazany za to wszystko, za co powinien, dla setek rodzin ofiar ważny jest sam fakt, że sąd w końcu uznał go za winnego. Zbrodnia bez kary (Bűn és büntetlenség) – Fruzsina Skrabski , Tamás Novák. Film dostępny jest tutaj.