Budmil

Węgrzy mają też czasem swoje modowe dziwactwa. Dla mnie takim przykładem w ostatniej dekadzie było ich przywiązanie do marki Budmil. Jest to węgierska marka producenta odzieży sportowej. Powstała w 1990 roku, a nazwa jest skrótem od nazw dwóch miast: Budapeszt i Mediolan (Milan).

Pamiętam, że jeszcze 5 lat temu na ulicy spotykało się setki miłośników tej marki. Problem polegał na tym, że projekty firmy były wsteczne o jakieś 15 lat – zdobne w melanż pastelowych barw niczym z końca lat 80, nadawałyby się na rave party, gdyby miały jeszcze jakąś interesującą formę. Także używane materiały nie nadążały za światowymi trendami we wzornictwie. Jednak Węgrzy kupowali to jakby na przekór światu. Początkowo sądziłam, zgodnie z zasadą, że jeśli nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze i są to produkty po prostu tanie. Jakie było moje zdziwienie gdy dowiedziałam się, że ceny są prawie równe wyrobom największych światowych producentów odzieży sportowej. Nie jest to też chyba kwestia nostalgii, bo lata 90 dopiero teraz zaczynają stanowić retro inspirację w modzie. Niektóre wzory nadawałyby się jedynie na pierwszą wyprawkę szkolną, a oferowane są dla starszej młodzieży i dorosłych odbiorców. Idea dyskretnego logo jest tej firmie zupełnie obca. Ewidentnie sprzedają nam tzw. liścia”.

Jak widać na zdjęciu do fanów należał też Viktor Orbán – jego pierwszy plecaczek był z Budmilu.