Plecak Orbána

Plecak Orbána trafił do muzeum. To nie żart, jakkolwiek to brzmi. Plecak premiera Orbána, z którym wybierał się zawsze na zagraniczne wizyty znajdzie swoje miejsce w gablocie Muzeum Narodowego (na razie spoczywa w klimatyzowanym magazynie). Pożyczony kiedyś od syna, tak bardzo spodobał się premierowi, że przez 8 lat towarzyszył mu w wyjazdach zagranicznych. Orbán znany jest ze swojej fascynacji piłką nożną, stąd na plecaku logo niemieckich mistrzostw świata z 2006 roku. Teraz, gdy plecak się już trochę zużył premier postanowił go zastąpić nowym, z aktualnym logo Brazylia 2014.

Na pierwszy rzut oka fakt, że Muzeum Narodowe zainteresowało się tym gadżetem związanym z premierem, któremu zarzuca się tendencje dyktatorskie, mógłby stanowić ich potwierdzenie. Oto pracownicy muzeum próbują przypodobać się wszechwładnemu premierowi nazywanemu przez przeciwników Viktatorem. Okazuje się, że historia z plecakiem wpisuje się jednak w standardową procedurę Muzeum Narodowego, które posiada dział dokumentujący historię współczesną i ma obowiązek gromadzenia przedmiotów osobistych związanych ze znanymi politykami, osobistościami czy ważnymi wydarzeniami (np. transparenty z protestów w 2006 roku). Obok plecaka Orbána, zbiory obejmują takie eksponaty jak np. pióro, którym ówczesny premier József Antall podpisał w Pradze wypowiedzenie członkowstwa w Układzie Warszawskim. Jest też jego ulubiony krawat i piżama, w której udzielił słynnego wywiadu z 1990 roku. Są przedmioty osobiste (najczęściej pióra) należące do Árpáda Göncza, Laszló Sólyoma, Pétera Meggyesy’ego czy Ferenca Gyurcsánya. Ale jak podaje index.hu, nie znajdziemy tu płaszcza obrzuconego jajami burmistrza Demszky’ego. Przekazany został Muzeum Historii Budapesztu, w stanie niewypranym.

Zgodnie z deklaracjami pracowników muzeum, na obejrzenie tych przedmiotów publiczność będzie musiała poczekać ok. 15 lat. Moim zdaniem muzealnicy nie wyczuli tutaj siły PRu, wielkiego potencjału medialnego, który drzemie w tym „skandalu” z plecakiem. Zasada przechowywania tych przedmiotów przez najbliższe ileś lat zanim zostaną one w końcu wystawione, powoduje, że szanse ich obejrzenia będzie miało pokolenie dla którego nie symbolizują one aż tak wiele. Z mojego polskiego punktu widzenia fajnie byłoby obejrzeć na jednej wystawie termos Kuronia czy jego jeansową koszulę, wielgachny długopis Wałęsy albo pomarańczową piłkę, którą Orły Górskiego wykopały złoto olimpijskie.

Facebook

az elveszett frigytaska.gif

Fotó: szarvas / Index

 

Reklamy