Czosnek niedźwiedzi

No i sezon się zaczął – na wszystkich placach Budapesztu spotkać już można przekupniów oferujących pęczki czosnku niedźwiedziego. Oferta ta jednak wzbudza we mnie mieszane uczucia. Po pierwsze towar od takich przekupniów nie grzeszy świeżością, co jest jednak najmniejszym zmartwieniem. Po drugie – kwestia pochodzenia. Większość ze sprzedających nie wygląda na plantatorów i raczej należy podejrzewać, że roślinki zebrali w lesie (choć na Węgrzech nie zabrania się zbierania dziko rosnącego czosnku – z wyjątkiem określonych obszarów będących pod ochroną). W związku z tym, że jego liście są bardzo podobne do konwalii, zdarza się, że zbieracze mylą obie rośliny i nieszczęście gotowe, bo konwalia jest trująca. Jednak wiosenna świeżość tego specjału mająca moim zdaniem w sobie coś z naszego młodego szczypiorku, powoduje, że koniecznie trzeba odwiedzić jakieś dobre targowisko. I trzeba to zrobić już teraz, bo choć czosnek niedźwiedzi można jeść przez całe lato, to po okresie kwitnienia jego smak jest już znacznie gorszy.

Dla zainteresowanych: 12-13 kwietnia w Orfü odbędzie się Medvehagyma Fesztivál – festiwal z czosnkiem niedźwiedzim w roli głównej. Organizatorom zależy na przywróceniu znaczenia tej rośliny w tradycyjnym ziołolecznictwie i gastronomii oraz na promowaniu zdrowego trybu życia.

Przepisów na potrawy z czosnkiem niedźwiedzim jest mnóstwo. Jeśli jednak nie mamy czasu czy ochoty na gotowanie, wystarczy położyć go na kanapkę jak liść sałaty albo pokroić jak szczypiorek i dodać do masła czy twarożku. A może ktoś z czytających bloga podzieli się jakimś sprawdzonym przepisem?

P1250659

Reklamy